<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kampania Solidarności z Palestyną &#187; USA</title>
	<atom:link href="http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/tag/usa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kampania-palestyna.pl</link>
	<description>Polsko-Palestyńska inicjatywa pokojowa</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 18:22:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Bliski Wschód w amerykańskiej wersji</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/bliski-wschod-w-amerykanskiej-wersji/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/bliski-wschod-w-amerykanskiej-wersji/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 10:25:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=395</guid>
		<description><![CDATA[ 
Polityka amerykańska na Bliskim Wschodzie uparcie ignoruje rzeczywiste problemy regionu, a jednocześnie sprowadza wszystkie wydarzenia rozgrywające się na tym obszarze do abstrakcyjnej wizji globalnego konfliktu z terrorystyczną Osią Zła.  Cenę za ideologiczne fantazje decydentów z Waszyngtonu i ich sojuszników z Tel Awiwu płacą społeczeństwa Iraku, Afganistanu, Libanu, Palestyny, Somalii&#8230;
„Jeszcze przed dziesięciu laty centralne miejsce [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong></p>
<p>Polityka amerykańska na Bliskim Wschodzie uparcie ignoruje rzeczywiste problemy regionu, a jednocześnie sprowadza wszystkie wydarzenia rozgrywające się na tym obszarze do abstrakcyjnej wizji globalnego konfliktu z terrorystyczną Osią Zła.  Cenę za ideologiczne fantazje decydentów z Waszyngtonu i ich sojuszników z Tel Awiwu płacą społeczeństwa Iraku, Afganistanu, Libanu, Palestyny, Somalii&#8230;</p>
<p>„Jeszcze przed dziesięciu laty centralne miejsce w amerykańskiej polityce zagranicznej zajmowała Europa. Od kwietnia 1917 r., gdy Woodrow Wilson wysłał milion żołnierzy na front zachodni, aż po rok 1999, gdy prezydent Clinton podjął decyzję o interwencji w Kosowie. Przez większą część XX wieku Europa była naszym pierwszym i najważniejszym punktem zainteresowania. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Dziś w systemie wartości prezydenta Busha i sekretarz stanu Condoleezzy Rice (a zapewne także ich następców) Bliski Wschód zajął miejsce, które w polityce kolejnych amerykańskich ekip rządzących w XX wieku należało do Europy.” Tak 11 kwietnia 2007 r. wypowiedział się amerykański podsekretarz stanu Nicholas Burns.<a href="#_edn1">[i]</a></p>
<p>Jak wielokrotnie podkreślał prezydent Bush, „to, co rozgrywa się obecnie na terenach szeroko pojętego Środkowego Wschodu, jest czymś więcej niż konfliktem zbrojnym. To decydujące starcie ideologiczne naszych czasów. Z jednej strony stoją ci, którzy wierzą w wolność i umiarkowanie, z drugiej – ekstremiści, którzy zabijają niewinnych ludzi i zapowiadają, że zniszczą nasz model życia.”<a href="#_edn2">[ii]</a></p>
<p><strong>Zachód narzuca przemoc</strong></p>
<p>Od 11 września 2001 r. ten „Wielki Środkowy Wschód” –  region o niesprecyzowanych bliżej granicach rozciągający się od Pakistanu po Maroko i obejmujący również Róg Afryki – stał się terytorium, na którym amerykańska potęga skupia dużą część swojej uwagi oraz frontem, na którym rozgrywa się decydująca bitwa w wojnie określanej przez Biały Dom jako konflikt światowy. Złoża naftowe, strategiczne miejsce na mapie świata, oraz położenie Izraela sprawiały, że obszar ten zawsze – a  zwłaszcza po 1956 r. i stopniowym wycofywaniu się z tych terytoriów Francji i Wielkiej Brytanii – należał do priorytetowych kwestii w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Od tej pory – jak wyjaśnia Philippe Droz-Vincent w swej wnikliwej analizie „amerykańskiej chwili” na Środkowym Wschodzie – region ten zajął miejsce Ameryki Łacińskiej, stając się „bezpośrednim zapleczem”<a href="#_edn3">[iii]</a> Stanów Zjednoczonych. Ma jednak jeszcze inny wymiar, jakiego nigdy nie miała Ameryka Południowa – stał się polem bitwy, na którym rozgrywa się trzecia wojna światowa.</p>
<p>Sytuacja ta nie pozostała bez wpływu na środkowo-wschodni pejzaż. Zmiana układu sił była oczywiście głównym celem strategów Pentagonu i neokonserwatystów, lecz można mieć wątpliwości, czy rezultaty są zgodne z marzeniami Ameryki o przebudowaniu regionu i utrwaleniu tam swoich wpływów, jak po pierwszej wojnie światowej zrobili Francuzi i Brytyjczycy.</p>
<p>Środkowy Wschód stał się „strefą skrajnych wojen” charakteryzującą się natężeniem niezwykle krwawych konfliktów toczących się jednocześnie w wielu miejscach i specyficzną ze względu na bezpośredni udział zachodnich sił zbrojnych. Oddziały Stanów Zjednoczonych i Paktu Północnoatlantyckiego ugrzęzły na dobre w Afganistanie pogrążającym się w coraz większym chaosie. W Iraku trwa nieustanna walka z obcą okupacją, a jednocześnie kraj ogarniają międzywyznaniowe i międzyetniczne konflikty. Pociągnęły one już za sobą kilkaset tysięcy ofiar (więcej niż rwandyjskie ludobójstwo, jak twierdzą niektórzy obserwatorzy) i otworzyły rany, którym niełatwo się będzie zabliźnić.</p>
<p>Liban pogrążył się w cichej wojnie domowej – ścierają  się w niej siły rządowe z Fuadem Siniorą na czele oraz opozycja zgrupowana wokół Hezbollahu i Wolnego Ruchu Patriotycznego<strong> </strong>generała Michela Auna. Mimo znaczącej obecności oddziałów UNIFIL (Tymczasowych Sił Zbrojnych Organizacji Narodów Zjednoczonych w Libanie) walki z Izraelem w każdej chwili mogą rozgorzeć na nowo. W Palestynie niezahamowany rozwój osadnictwa oraz ostre represje doprowadziły nie tylko do poszatkowania palestyńskiego terytorium, lecz także do rozwarstwienia społeczeństwa i rozbicia (niewykluczone, że nieodwracalnego) palestyńskiego ruchu narodowego. Od czasu popieranej przez Waszyngton interwencji etiopskiej w grudniu 2006 r. Somalia stała się „nowym frontem wojny z terroryzmem”. Do tej listy należałoby dołączyć jeszcze Darfur, niestabilny Pakistan, „zagrożenie terroryzmem” w Maroku, a także groźbę nowych starć między Syrią a Izraelem.</p>
<p>Wszystkie te konflikty o zróżnicowanej dynamice i odrębnych lokalnych przyczynach tworzą amerykańską wizję Bliskiego Wschodu, która nadaje kierunek polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. W czasach zimnej wojny Ameryka (podobnie jak Związek Radziecki) każdy pojawiający się kryzys postrzegała przez pryzmat konfrontacji Wschodu z Zachodem. Widziana z tej perspektywy Nikaragua lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. nie była polem walki sandinistowskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego<strong> </strong>z brutalną dyktaturą i próbą stworzenia nowego, sprawiedliwego społeczeństwa, lecz krajem, który oscylował w kierunku Imperium Zła<a href="#_edn4">[iv]</a> –  ZSRR. Za podobną interpretację naród nikaraguański zapłacić musiał cenę dziesięciu lat wojen i zniszczeń. Z punktu widzenia Waszyngtonu nie istnieje już problem palestyński, kryzys somalijski czy kwestia destabilizacji wyznaniowej w Libanie – jest jedynie ogólnoświatowa walka Dobra ze Złem. Taki dyskurs potwierdza z kolei punkt widzenia al-Kaidy, która prowadzi odwieczną wojnę przeciwko „krzyżowcom i Żydom”.</p>
<p><strong>Samospełniająca się przepowiednia</strong></p>
<p>Ta uproszczona czarno-biała wizja staje się powoli samospełniającą się przepowiednią i jest wykorzystywana przez lokalnych aktorów politycznych dla umocnienia ich pozycji. Przykład Somalii doskonale ilustruje tę sytuację<a href="#_edn5">[v]</a>: tymczasowy rząd federalny, w skład którego wchodzą skorumpowani i niekompetentni przywódcy frakcji zbrojnych, podsunął ekipie Białego Domu myśl, że kraj stał się terenem operacji „międzynarodowego terroryzmu”. Waszyngton, chcąc wyeliminować Unię Trybunałów Islamskich, która pół roku wcześniej opanowała Mogadiszu, popychał Addis Abebę do interwencji zbrojnej. Globalizujące spojrzenie sprawiło, że nie dostrzeżono niuansów sytuacji wewnętrznej. Ta kolejna inwazja państwa chrześcijańskiego na kraj muzułmański nadaje wiarygodności wersji historii głoszonej przez najbardziej radykalnych integrystów islamskich.<a href="#_edn6">[vi]</a></p>
<p>Kolejnego przykładu dostarcza Liban, kraj oparty na kruchym i chwiejnym systemie równowagi wyznaniowej. Popierając zdecydowanie jedno ze stronnictw, reprezentujące tylko część społeczeństwa, i ignorując inne, władze amerykańskie i francuskie utrudniają wszelkie rozwiązanie na poziomie lokalnym. Z perspektywy Białego Domu kraj ten jest jedynie polem konfliktu między Zachodem i jego sprzymierzeńcami a Iranem i Syrią. W tym świetle jakiekolwiek kompromisowe rozwiązanie, konieczne przecież dla ustabilizowania sytuacji, może wydać się „zwycięstwem Zła”.</p>
<p>Toczące się obecnie konflikty są liczne i zróżnicowane, tworzy się więc między nimi sieć współzależności. Broń, ludzie i technologie przenikają przez coraz mniej szczelne granice, nierzadko w ślad za setkami tysięcy uchodźców  uciekających z ogarniętych zaciętymi walkami krajów. I tak w Afganistanie rozpowszechniają się od dwóch lat formy walki, które narodziły się w Iraku, takie jak samobójcze zamachy (nieznane tu w czasach radzieckiej okupacji). Podobne metody, a także ataki przy użyciu IED (improvised explosive devices) na transporty wojskowe stosowane są obecnie w Algierii.</p>
<p>W obozie Nahr al-Barid w Libanie setki bojowników (wśród nich jest wielu obcokrajowców przeszkolonych w Iraku) odpierały przez trzy miesiące ataki armii libańskiej. Pojawiają się tysiące nowych bojowników pochodzenia arabskiego, pakistańskiego czy środkowoazjatyckiego, którzy trenowali w Iraku. Przypomnijmy zresztą, że po zakończeniu wojny prowadzonej w Afganistanie przeciwko Związkowi Radzieckiemu wielu bojowników wyszkolonych przez amerykańskie i pakistańskie służby zasiliło szeregi organizacji terrorystycznych w Egipcie, Algierii i innych krajach, tworząc tam miejscowe komórki al-Kaidy. Wojny te tworzą sprzyjający grunt dla przemytu. Jak stwierdzono, część broni przekazanej irackim siłom bezpieczeństwa trafiła nielegalną drogą w ręce tureckich przestępców.<a href="#_edn7">[vii]</a></p>
<p>Tym sposobem rola państw regionu, i tak już osłabionych kilkoma dekadami dyktatury i korupcji, została znacznie ograniczona. W niektórych przypadkach, np. w Afganistanie, państwo jako instytucja w ogóle przestało istnieć. Obecny rozkład Iraku nie wynika jedynie z trwającej tam wojny, zaczął się bowiem jeszcze w czasach trwającego trzynaście lat (1990-2003) embarga. To właśnie wtedy zaczęły się umacniać wpływy sunnickich salafitów, do których docierały drogą przez Jordanię nie tylko lekarstwa i żywność, lecz także broń oraz radykalne idee.<a href="#_edn8">[viii]</a> Żaden z krajów sąsiadujących z Irakiem: ani Arabia Saudyjska, ani Iran, Turcja i Syria, nie mógł pozostać obojętny na podobną destabilizację, która miała miejsce zaraz za jego granicą. Wszystkie więc w trosce o swe własne interesy interweniowały (pośrednio albo bezpośrednio) w Iraku. Z kolei próby odbudowy władzy centralnej w Libanie nie przyniosły rezultatów. Autonomia Palestyńska utrzymuje się przy życiu jedynie dzięki militarnej i gospodarczej pomocy z zagranicy oraz dzięki wsparciu izraelskiego rządu. Całe regiony, takie jak Iracki Kurdystan czy Strefa Gazy, uniezależniają się od władz centralnych, budząc kolejne nadzieje niepodległościowe na przykład wśród tureckich Kurdów czy też Beludżów w Iranie i Pakistanie.</p>
<p><strong>Militaryzacja regionu</strong></p>
<p>Rola grup zbrojnych nigdy wcześniej nie była tak znacząca, co sprawia, że wszelkie negocjacje są znacznie trudniejsze i bardziej skomplikowane. W Afganistanie, Iraku i Somalii partyzanci nadają bieg wydarzeniom. Panem sytuacji w Libanie jest Hezbollah, natomiast w Strefie Gazy – Hamas. Organizacje te co dzień dają dowody swojej skuteczności. W Iraku zadają dotkliwe ciosy największej zachodniej armii, także w Afganistanie siły NATO nie mogą dać sobie z nimi rady. W Libanie Hezbollah nie tylko z powodzeniem stawiał opór izraelskiej armii przez trzydzieści dni, lecz także zdołał nieco zmienić reguły gry: po raz pierwszy od wojny lat 1948-1949 znaczna część ludności izraelskiej zmuszona była do opuszczenia swoich domów.</p>
<p>Nawet odizolowanemu w Strefie Gazy Hamasowi udało się boleśnie uderzyć w izraelskie miasto Sderot.<a href="#_edn9">[ix]</a> Najprostsza, lecz skuteczna broń (bomby domowej produkcji, rakiety Kassam, pociski przeciwczołgowe) wyznacza granice amerykańskich i izraelskich wpływów. Zeev Schiff, dziennikarz wojenny, który niedawno pożegnał się z redakcją izraelskiego dziennika <em>Haaretz</em>, tak określił sytuację: „Możemy powtarzać setki razy, że Hamas jest przyparty do muru i że chce przede wszystkim rozejmu z Izraelem. Nie zmieni to faktu, że Izrael przegrał batalię o Sderot. Nasz kraj przeżył tam coś, czego nie doświadczył od czasu wojny o niepodległość, a być może nigdy w swej historii: wróg sprawił, że w mieście ustało wszelkie normalne życie.”<a href="#_edn10">[x]</a></p>
<p>Polityczny impas w Pakistanie, przesuwanie granic państwowych, coraz to nowe interwencje zbrojne podejmowane przez Stany Zjednoczone dają straceńczą odwagę kolejnym zamachowcom-samobójcom i przynoszą nowe argumenty na potwierdzenie ekstremistycznej retoryki al-Kaidy. Po uprowadzeniu w Gazie dwóch dziennikarzy amerykańskiej sieci Fox News, do którego przyznała się nieznana wcześniej grupa, saudyjski dziennik <em>Al-Watan</em> opublikował 31 sierpnia 2006 r. artykuł o islamskich bojownikach „trzeciej generacji” pojawiających się w Palestynie i odcinających się zarówno od Hamasu, jak i Islamskiego Dżihadu. Autor charakteryzuje ich w następujący sposób: nie mają szerokiego zaplecza, odrzucają wszelki kompromis, nie poddają się żadnym regułom politycznej rozgrywki, za cel obierają nie tylko Izraelczyków, a ich żądania nie ograniczają się do Palestyny. Fakt, że grupy odwołujące się do al-Kaidy mogą się tworzyć i rozwijać w Iraku i w Afganistanie, formować się w obozach palestyńskich w Libanie i zakorzeniać w krajach Maghrebu oraz Somalii, dowodzi rozszerzania się wpływów ekstremistycznej ideologii przenikającej przez coraz mniej szczelne granice.</p>
<p><strong>Kryzys państw narodowych</strong></p>
<p>Nacjonalizm, będący podstawą budowania struktur w regionie od czasów I wojny światowej, kwestionowany jest dziś przez pojawiające się nowe etniczno-religijne tożsamości. Administracja amerykańska świadomie lub przypadkowo przyspiesza ten proces. Generał David Petraeus sprawujący obecnie funkcję głównodowodzącego wojsk amerykańskich w Iraku stał na czele 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej<strong>,</strong> która w 2003 r. zdobyła Mosul. Jedną z pierwszych podjętych przez niego decyzji było utworzenie rady – wyłonionej na drodze głosowania – która miała reprezentować miasto. Zorganizowano więc oddzielne głosowania dla Kurdów, Arabów, Turkmenów, chrześcijan itd. „Irakijczyków” w Mosulu nie było…</p>
<p>Biały Dom postrzega Bliski Wschód jedynie jako mozaikę mniejszości, a perspektywa ta decyduje o amerykańskiej polityce, która ułatwia identyfikowanie się przede wszystkim z grupą i ignorowanie przynależności narodowej (czy jakiejkolwiek innej<a href="#_edn11">[xi]</a>), podkopuje integralność państw i prowadzi do niekończących się konfliktów. Dziś pustoszą one Irak. Czy jutro przyjdzie kolej na Syrię i Iran? Amerykańska linia polityczna tworzy sprzyjający grunt dla wszelkiej ingerencji z zewnątrz (czy to na poziomie regionalnym, czy też międzynarodowym), w których obce siły posługują się lokalnymi aktorami dla rozgrywania własnych interesów. Od lat 80. XX w. Izrael mistrzowsko posługują się tą taktyką.<a href="#_edn12">[xii]</a></p>
<p>W czasie pierwszej kadencji prezydenta George’a Busha neokonserwatyści nie zawahali się ogłosić strategii „konstruktywnej destabilizacji” Bliskiego Wschodu.<a href="#_edn13">[xiii]</a> „Obserwujemy dziś, jak w bólach rodzi się nowy Bliski Wschód. Powinniśmy być pewni, że wszystko, co robimy, przyczynia się do zbudowania nowego Bliskiego Wschodu, nie zaś do przywrócenia go do życia w jego dawnej formie” – mówiła Condoleezza Rice latem 2006 r., gdy trwała wojna w Libanie, a kraj zasypywany był gradem izraelskich pocisków. Cynizm tych słów wywołał kilka pełnych oburzenia komentarzy. Przyznać wszakże musimy, że amerykańska sekretarz stanu w pewnym sensie miała rację: to, co rodzi się na naszych oczach po 11 września 2001 r., rzeczywiście nazwać można „nowym Bliskim Wschodem”. Jednak w niczym nie przypomina on wymyślonego przez amerykańskich przywódców ideału, za to w coraz wyraźniejszy sposób przyczynia się do trwałej i gruntownej destabilizacji światowej sytuacji politycznej.</p>
<p><strong>Alain Gresh</strong></p>
<p><strong>tłum. Ewa Cylwik</strong></p>
<hr size="1" /><a href="#_ednref1">[i]</a> http.//bostonreview.net/BR32.3/burns.html</p>
<p><a href="#_ednref2">[ii]</a> Przemówienie o stanie państwa z 11 kwietnia 2007 r.</p>
<p><a href="#_ednref3">[iii]</a> Philippe Droz-Vincent, <em>Vertiges de la puissance. </em><em>Le „moment américain“ au Moyen-Orient</em>, La Découverte, 2007.</p>
<p><a href="#_ednref4">[iv]</a> W przemówieniu wygłoszonym 8 marca 1983 r. w Orlando na Florydzie Ronald Reagan wspomniał po raz pierwszy o imperium Zła. Zwracając się do Narodowego Zgromadzenia Ewangelików,<strong> </strong>ostrzegał przed pokusą „odesłania obu stron z niczym, ignorowania faktów historycznych oraz agresywnych dążeń imperium Zła i nazywanie wyścigu zbrojeń nieporozumieniem”.</p>
<p><a href="#_ednref5">[v]</a> Patrz: Gérard Prunier, „Liaisons dangereuses de Washington en Somalie“, <em>Le Monde diplomatique</em>, wrzesień 2006.</p>
<p><a href="#_ednref6">[vi]</a> Por. Rolad Marchal, „Somalie: un nouveau front antiterroriste?“, <em>Les Etudes du CERI</em>, nr 135, czerwiec 2007, Centre d’études et de recherches internatioknales, Paris.</p>
<p><a href="#_ednref7">[vii]</a> „US guns sent to Iraq used for crimes in Turkey”, <em>International Herald Tribune</em>, 31 sierpnia 2007.</p>
<p><a href="#_ednref8">[viii]</a> Por. Vali Nasr, <em>The Shia Revival. How conflict within Islam will shape the Future</em>, Norton, New York, 2006, s. 230-231.</p>
<p><a href="#_ednref9">[ix]</a> 7 października z Gazy wystrzelono w kierunku Izraela rakietę typu Katiusza. Ma ona większy zasięg i jest bardziej precyzyjna niż Kassam.</p>
<p><a href="#_ednref10">[x]</a> „An Israeli defeat in Sderot“, <em>Haaretz</em>, Tel Awiw, 8 czerwca 2007.</p>
<p><a href="#_ednref11">[xi]</a> W skład wielu konfederacji plemiennych wchodzili zarówno sunnici, jak i szyici. Przynależność do danej konfederacji miała większe znaczenie niż sunnickie czy szyickie wyznanie.</p>
<p><a href="#_ednref12">[xii]</a> Por. artykuł Georges’a Corma „La balkanisation du Proche-Orient”, <em>Le Monde diplomatique</em>, styczeń 1983 (dostępny na CD-romie).</p>
<p><a href="#_ednref13">[xiii]</a> Patrz: Walid Charara, „Instabilité constructive”, <em>Le Monde diplomatique</em>, lipiec 2005.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/bliski-wschod-w-amerykanskiej-wersji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

