<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kampania Solidarności z Palestyną &#187; UE</title>
	<atom:link href="http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/tag/ue/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kampania-palestyna.pl</link>
	<description>Polsko-Palestyńska inicjatywa pokojowa</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 18:22:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Izrael – najbardziej zgubny „członek UE”</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/09/08/izrael-%e2%80%93-najbardziej-zgubny-%e2%80%9eczlonek-ue%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/09/08/izrael-%e2%80%93-najbardziej-zgubny-%e2%80%9eczlonek-ue%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 08 Sep 2010 06:16:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=1717</guid>
		<description><![CDATA[Żydowskie państwo korzysta z uprzywilejowanego statusu państwa partnerskiego Unii Europejskiej, nawet gdy armia izraelska wciąż od nowa niszczy w Palestynie wszystko, co jest finansowane z europejskich podatków.
Z sierocińca Al Karameh w Gazie pozostało nie więcej niż trochę gruzów. Budynek ten był domem dla 50 palestyńskich dzieci. Izraelskie lotnictwo zniszczyło go w styczniu ubiegłego roku podczas [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Żydowskie państwo korzysta z uprzywilejowanego statusu państwa partnerskiego Unii Europejskiej, nawet gdy armia izraelska wciąż od nowa niszczy w Palestynie wszystko, co jest finansowane z europejskich podatków.</p>
<p>Z sierocińca Al Karameh w Gazie pozostało nie więcej niż trochę gruzów. Budynek ten był domem dla 50 palestyńskich dzieci. Izraelskie lotnictwo zniszczyło go w styczniu ubiegłego roku podczas operacji „Płynny Ołów”.</p>
<p>Ośrodek Al Karameh kosztował 1.198.718 euro, a połowa tych pieniędzy została oddana do dyspozycji przez Hiszpańską Agencję ds. Współpracy Międzynarodowej (AECID) i Międzynarodową Fundację im. Olafa Palmego.</p>
<p>To tylko jeden spośród 78 projektów zrealizowanych na terytoriach palestyńskich ze środków europejskich i zniszczonych przez Izrael w ciągu ostatnich 10 lat. Zgodnie ze sprawozdaniem Komisji Europejskiej armia izraelska koncentrowała się na atakach na palestyńską infrastrukturę i na projekty o charakterze humanitarnym, które były sfinansowane przez kraje członkowskie UE w wysokości ponad 79,5 mln euro (według szacunków). Co najmniej 8 ośrodków zostało sfinansowanych za ponad 33 mln euro, w znacznym stopniu z hiszpańskich funduszy.</p>
<p>Jednak w tym samym czasie, kiedy Izrael systematycznie niszczył europejskie projekty, udało mu się osiągnąć więcej niż korzystne stosunki z UE. „Ta umowa stowarzyszeniowa przyznaje Izraelowi wiele korzyści w jego stosunkach z Europą, czy to na płaszczyźnie politycznej, czy gospodarczej.” Tak chwalił się izraelski minister spraw zagranicznych korzyściami z umowy, którą podpisano w 2000 r.</p>
<p>Europa stała się najważniejszym rynkiem dla produktów rolnych pochodzących z Izraela, a Europejski Bank Inwestycyjny przydzielił Izraelowi 637 mln euro kredytów. Jedynie w ostatnim roku wydano 25 mln euro na systemy odsalające w mieście Hadera, na północ od Tel Awiwu, na które już w 2007 r. przeznaczono 120 mln euro.<br />
Tymczasem z początkiem Drugiej Intifady w 2000 r. izraelski rząd rozpoczął działania mające na celu zniszczenie palestyńskiej infrastruktury. Lotnisko, ulice, mosty, zakłady energetyczne, oczyszczalnie ścieków, szpitale, szklarnie i farmy nie uniknęły zbiorowej kary w izraelskich operacjach wojskowych.</p>
<p>UE zachowała się raczej powściągliwie, w kwestii pociągnięcia Izraela do odpowiedzialności za szkody spowodowane w Palestynie. „Projekty sfinansowane przez UE prawnie należą do Palestyńskich Władz Narodowych i z tej strony nie otrzymaliśmy ani jednej reklamacji dotyczącej Izraela”, odpowiedziała w marcu ubiegłego roku Benita Ferrero-Waldner, ówczesna unijna komisarz ds. stosunków zewnętrznych, na pytania Parlamentu Europejskiego dotyczące zniszczonych przez izraelską armię europejskich projektów.</p>
<p>„Sprawiedliwe byłoby żądanie odszkodowania od Izraela za stratę europejskich pieniędzy”, powiedział austriacki eurodeputowany, Johannes Swoboda, w telefonicznym wywiadzie z Wiednia.</p>
<p><strong>Płatnik ale nie mediator </strong></p>
<p>Liczne międzynarodowe organizacje pozarządowe krytykowały europejską pasywność. „Problem jest następujący: UE chce wstrzymać finansowanie projektów w czasie procesu pokojowego, dopóki USA  przejmują rolę mediatora. UE nie chce wywierać żadnego nacisku na Izrael i nie chce mieć jakiegokolwiek wpływu”, wyjaśniła w rozmowie telefonicznej z Brukseli Brigitte Herremans, ekspert ds. Bliskiego Wschodu przy belgijskiej organizacji pozarządowej Broederlijk Denle.</p>
<p>Hiszpania jest jednym z największych płatników. Między 2005 a 2008 r. Kraj ten przydzielił terytoriom palestyńskim kwotę w wysokości 257.961.192 euro.<br />
Najdroższym projektem było lotnisko w Rafah, na południu Strefy Gazy. Hiszpania zapłaciła za tę budowę 31 mln euro. Liczne izraelskie bombardowania i rajdy buldożerów po pasie startowym kompletnie zniszczyły obiekt. Jedyne, co pozostało, to szkielet terminalu i jakiś przyległy budynek. Żadnego śladu po wieży kontroli lotów. Pas startowy stał się kamieniołomem, z którego Palestyńczycy wyjmują w kawałkach asfalt, aby użyć go jako materiału budowlanego.</p>
<p>Hiszpańskie projekty ucierpiały także podczas operacji „Płynny Ołów” w ubiegłym roku. Izraelski atak położył kres grupie szklarni w mieście Gaza, które były sfinansowane przez AECID.<br />
Koordynator Biura organizacji pozarządowej Union of Agricultural Work Committees (UAWC), Basir Al Ankah podsumował wynik ataku: “Zniszczyli 6 szklarni, w których pracowało 20 osób. To nie mógł być żaden cel wojskowy.” Sam kompleks szklarni kosztował ok. 56 tys. euro, które tym samym zostały stracone. „W ostatnich 10 latach zniszczyli ok. 2 tys. szklarni”, dodał Al Ankah.</p>
<p><strong>Ślad protestu</strong></p>
<p>Ostatni ślad hiszpańskiego protestu pochodzi z 2004 r. Izraelskie buldożery zniszczyły wówczas szkółkę leśną i farmę kurzą, w której zginęło 3 tys. kur. AECID oszacował szkody materialne na ok. 230 tys. euro. Zapowiedziano odpowiedź z Madrytu, o której jednak już nic więcej nie słyszano.</p>
<p>Hiszpańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odsyła do spotkania z odpowiedzialnym Ad-hoc Liaison Committee (AHLC), który to Komitet koordynuje pomoc ofiarodawców. Według ministerstwa podczas tego spotkania Izrael został poproszony przez Komitet o współpracę, aby móc przyspieszyć europejską pomoc dla narodu palestyńskiego.</p>
<p>Główny Koordynator Assembly of Cooperation for Peace, Miguel Angel Blanco, powiedział, że w ostatnich latach „hiszpańska dyplomacja osiągnęła lepszą koordynację między krajami europejskimi względem stosunków z Izraelem.”</p>
<p>Blanco jest świadom, że UE może wywrzeć większy nacisk na rząd izraelski: „Nie wolno nam zerwać stosunków dyplomatycznych, przy czym możemy zamrozić aktualne umowy handlowe.”</p>
<p>W trakcie swojej wizyty w Jerozolimie 1 lutego włoski premier Silvio Berlusconi zapewniał: „Mam marzenie, aby któregoś dnia Izrael wstąpił do UE.”<br />
Marzenie Il Cavaliere mogłoby jednak stać się najgorszym koszmarem wielu Europejczyków.</p>
<p><strong>Oscar Abou-Kassem </strong></p>
<p>Oryginalny tekst artykułu w języku hiszpańskim ukazał się 16 sierpnia 2010 r. w hiszpańskiej gazecie Publico.<br />
Tekst hiszpański na stronie :<a href="http://www.publico.es/international/332321/israel/miembro/ruinoso/ue "> http://www.publico.es/international/332321/israel/miembro/ruinoso/ue </a><br />
Tłumaczenie powyższego tekstu z niemieckiej wersji artykułu na stronie <a href="http://ism-germany.net">http://ism-germany.net</a></p>
<p><strong>Tłum. Joanna Podsiadła</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/09/08/izrael-%e2%80%93-najbardziej-zgubny-%e2%80%9eczlonek-ue%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Orientalizm reaktywacja</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/orientalizm-reaktywacja/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/orientalizm-reaktywacja/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 14:15:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Palestyna]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=677</guid>
		<description><![CDATA[W kilka dni po zamachach terrorystycznych w londyńskim metrze latem 2005 roku tygodnik Polityka uchodzący w powszechnym mniemaniu za umiarkowany i liberalny umieścił na okładce zdjęcie rozerwanego podmuchem wybuchu autobusu oraz wielki napis „Czy należy wyrzucić muzułmanów z Europy?”. Jako, że nikt nie zareagował na te słowa oburzeniem mamy prawo przypuszczać, że polska opinia publiczna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W kilka dni po zamachach terrorystycznych w londyńskim metrze latem 2005 roku tygodnik Polityka uchodzący w powszechnym mniemaniu za umiarkowany i liberalny umieścił na okładce zdjęcie rozerwanego podmuchem wybuchu autobusu oraz wielki napis „Czy należy wyrzucić muzułmanów z Europy?”. Jako, że nikt nie zareagował na te słowa oburzeniem mamy prawo przypuszczać, że polska opinia publiczna uznała je za całkowicie uprawnione. Być może uznano, że znak zapytania oddala od autorów okładki jakiekolwiek podejrzenia o ksenofobiczne uprzedzenia czy rasizm. Czy aby na pewno? O tym na ile zadane przez nich pytanie jest takie niewinne możemy się z łatwością przekonać przeprowadzając mały eksperyment. Zastanówmy się mianowicie, co by było gdybyśmy zmienili tylko jeden wyraz inkryminowanego zdania i zapytali „Czy należy wyrzucić żydów z Europy”? To pytanie retoryczne ponieważ na szczęście żyjemy w kraju w którym antysemityzm skierowany przeciw żydom jest nie do pomyślenia w mediach głównego nurtu. Ale czy rzeczywiście wyleczyliśmy się z antysemityzmu w ogóle? Zdecydowanie nie. Fakt, że już nie można tak powiedzieć o żydach, ale zarazem dopuszczalne są tego rodzaju enuncjacje w stosunku do muzułmanów, świadczy jedynie o tym, że głęboko zakodowany w myśleniu polskiej inteligencji antysemityzm ma się znakomicie, choć pod naciskiem politycznej poprawności musiał nieco zmienić swe zewnętrzne formy. Zmiana ta zresztą nie jest niczym zaskakującym. Wydaje się wręcz, że antysemityzm powraca dziś do swej pierwotnej formy ukształtowanej w ramach XIX wiecznej europejskiej wiedzy o Krajach Orientu. To właśnie wtedy nie kto inny tylko sam Ernest Renan przyczynił się walnie do ustanowienia kanonu naukowego antysemityzmu. Przedmiotem studiów filologicznych i kulturowych wyodrębniających kategorię umysłowości oraz natury semickiej (rzecz jasna niższej niż europejska) byli wtedy nie europejscy żydzi, ale właśnie arabscy mieszkańcy Bliskiego Wschodu.</p>
<p>Jak słusznie zauważył nieżyjący już amerykański socjolog James Blaut żyjemy w epoce rasizmu bez rasistów. (James Blaut „Teoria rasizmu kulturowego”, Lewą Nogą, nr. 15, 2003) Wprawdzie nie do pomyślenia jest jawne głoszenie rasistowskiej ideologii w tradycyjnej, odwołującej się do kategorii biologicznych, formie, ale elementy rasowych uprzedzeń przenikają wszystkie poziomy życia publicznego w społeczeństwach zachodnich. Związek poprawnego politycznie języka debat politycznych i medialnych dyskursów z ukrytą obecnością treści odwołujących się do najbardziej brunatnych tradycji stanowi jeden ze znaków szczególnych naszej postmodernistycznej kultury. Efektowną wielokulturową formę wypełnia europocentryczna zawartość. Ostatnie wydarzenia dramatycznie potwierdzają prawdziwość koncepcji Blauta.</p>
<p>Wśród mnóstwa stereotypów i uprzedzeń, którymi wbrew wszystkim zdobyczom politycznej poprawności nasiąknięty jest język publiczny nie tylko w naszym kraju prym wiodą te odnoszące się do religii muzułmańskiej i jej arabskich wyznawców. Szczególnie łatwo przyswoiliśmy sobie sugestię istnienia jakichś organicznych związków religii muzułmańskiej i terroryzmu. Kontekst jaki od początku lat 90. ubiegłego stulecia tworzą wydarzenia takie jak wojna w Zatoce, załamanie prób rozwiązania kwestii palestyńskiej, oraz narastająca ingerencja mocarstw w regionie Bliskiego Wschodu sprawił, iż kojarzenie islamu z terroryzmem stało się ulubionym zajęciem nie tylko różnych frustratów dziennikarskich w rodzaju Oriany Fallaci czy zawodowych rasistów w stylu Le Pena, ale całkiem uprawnionym, poglądem wygłaszanym bez żenady na intelektualno-politycznych salonach świata zachodniego. Dyskurs o rzekomym zagrożeniu islamską przemocą wciąż dobrze sprzedaje się w mediach i prawie nikt nie zwraca uwagi na fakt, że samo wiązanie przemocy politycznej z jakąś tradycją religijną zasługuje na miano intelektualnego skandalu. Na ponury paradoks zakrawa też fakt, że histeryczna islamofobia rozwija się w chwili gdy amerykańskie wojska zbrojnie najechały i wciąż okupują jeden z niegdyś najbogatszych i najbardziej postępowych krajów Bliskiego Wschodu, zaś protegowane przez Zachód lokalne mocarstwo oficjalnie przyznaje się do stosowania państwowego terroryzmu na okupowanych przez siebie od czterech dziesięcioleci terenach.</p>
<p>Bez wątpienia 11 września 2001 roku stał się dla współczesnej formy burżuazyjnej kultury politycznej chwilą prawdy. W reakcjach na zamachy jakie rozległy się w mediach głównego nurtu w krajach szczycących się demokracją, prawami człowieka, tolerancją i wielokulturowością doszło do głosu to co psychoanalitycy nazywają nadmiarem lub object petit a – wymykająca się ideologicznej racjonalizacji cząstką konstytucji tej kultury – cząstką/nadwyżką decydującą o jej rzeczywistym obliczu. Formalnie egalitarna i inkluzywna ideologia burżuazji ujawniła tu swój wykluczający sens. Poszczególne pozytywne kategorie jej dyskursu objawiły swą negatywną treść społeczną. Uniwersalizm okazał się uniwersalnym roszczeniem europocentryzmu zaś tolerancja objawiła swą funkcję kruchej fasady twardego apartheidu występującego zarówno w poszczególnych społeczeństwach jak i na skalę globalną. Eksploatowane przez media obrazy Palestyńczyków rzekomo cieszących się z masakry za oceanem pozostaną symbolem tej fali nie tylko dlatego, że wiwatujące tłumy sportretowano w nich zgodnie z wszelkimi regułami ksenofobiczno-rasistowskiej sztuki, ale też dlatego, że sprostowania wydrukowane przez Washington Post kilka tygodni później na nikim już nie zrobiły wrażenia, dzięki czemu całą operację można uznać za majstersztyk informacyjnej manipulacji. Nie dorównają im ani powtarzane do znudzenia obrazy rozwścieczonych i rozwrzeszczanych brodatych fundamentalistów sprzeciwiających się inwazji na Afganistan, ani pseudonaukowe analizy psychiki zamachowców samobójców, ani nawet niedwuznaczne próby wykazania terrorystycznego charakteru tekstów koranicznych. Zamachy z 11 września 2001 stały się doskonałym pretekstem do zrzucenia postmodernistycznych masek, które burżuazyjne społeczeństwa Zachodu usiłowały przywdziewać w latach 90. Do łask powróciły stare i sprawdzone sposoby dyskursywizacji obcych, zarówno tych zamieszkałych na Zachodzie jak i poza nim. Wraz z nimi reanimowano takie ideologiczne uzasadnienia supremacji euroatlantyckich ośrodków władzy w kapitalistycznym systemie światowym, które nie usiłują już zakrywać rzeczywistych intencji mocarstw imperialistycznych za pomocą dyskursu o „humanitarnych interwencjach”, „polityce praw człowieka” czy „siłowym wymuszaniu pokoju”. Wielobiegunowość i integracja imigrantów ustąpiły miejsca pochwale militarnych dążeń do ustanowienia hegemonii USA oraz polityce uszczelniania granic przed Obcymi. Tym przesunięciom w obrębie władzy i jej aparatów ideologicznych towarzyszyła gwałtowna reaktywacja orientalizmu czyli pewnego rodzaju wiedzy o Wschodzie oraz zespołu dyskursywnych, a także politycznych praktyk wobec niego. Wedle twórcy analizy tej szczególnej wiedzy Edwarda W. Saida nie ma ona „z pewnością bezpośredniego związku z władzą polityczną, powstaje jednak i funkcjonuje w procesie nierównej wymiany między różnymi siłami: polityczną (na przykład elita kolonialna lub imperialną), intelektualną (dominacja pewnych nauk, na przykład lingwistyki porównawczej, anatomii lub którejś z nowoczesnych nauk politycznych), kulturalną (na przykład reguły smaku, kanoniczne teksty, obowiązujące hierarchie wartości), moralną (na przykład idee dotyczące tego, co możemy robić „my”, a czego nie mogą robić, ani nawet zrozumieć „oni”). (Edward W. Said, Orientalizm, Warszawa 1991, s.37) Orientalizm jest zatem całym układem interesów, które ów dyskurs stworzył, „ale i podtrzymuje przez odkrycie naukowe, rekonstrukcję filologiczną, analizę psychologiczną, opis geograficzny czy socjologiczny”. Jako taki jest także pewną wolą czy intencją. (Edward W. Said, dz. cyt. s.37) Nie tyle opisuje, co wytwarza swój przedmiot.</p>
<p>Wbrew pozorom i kabotyńskim twierdzeniom prezydenta Kwaśniewskiego jakoby świat zmienił się po 11 września korzenie nowej fali orientalizmu tkwią bardzo głęboko. W gruncie rzeczy zalew antyarabskich stereotypów oznaczał jedynie ożywienie pewnej długiej tradycji. Wśród potoku histerycznych obelg i oskarżeń jakie posypały się pod adresem mieszkańców Bliskiego Wschodu i religii wyznawanej przez większość z nich jakimi nominalnie liberalne media zachodnie zareagowały na zamachy w Nowym Jorku i Waszyngtonie trudno byłoby znaleźć coś oryginalnego. Irracjonalizm, skłonność do przemocy, lenistwo, wrzaskliwość, fanatyzm, chaotyczność, niezdyscyplinowanie, uleganie emocjom to katalog cech, które przypisywane były Arabom od przynajmniej dwóch wieków. Trzeba jednak podkreślić, że tradycja z której praktyka ta się wywodzi jest znacznie dłuższa. Dłuższa nawet niż zachodni kolonializm, który eksploatował orientalistyczne klisze w różnych wersjach np. „żółtego niebezpieczeństwa” (które potem zamieniło się w zagrożenie czerwone).</p>
<p>Gerard Delanty uznaje Orient za coś w rodzaju zwierciadła, w którym stale przeglądała się Europa. (Gerard Delanty Odkrywanie Europy, Warszawa 1999, s.112-130.) Wyobrażenie Wschodu stanowiło bodaj najważniejszy punkt odniesienia w budowaniu pozytywnej treści tożsamości europejskiej. Orient reprezentował te wszystkie cechy, których Europa nie miała. Jego istnienie pozwalało wytyczyć granicę wyłaniającego się Zachodu. Według autora „Odkrywania Europy” punktem inicjującym ten proces była bitwa pod Politiers, a kolejne jego etapy wyznaczały wydarzenia takie jak wyprawy krzyżowe czy europejskie podboje Imperium Ottomańskiego.</p>
<p>Początkowo, gdy Europa stanowiła zacofaną peryferię sinocentrycznego systemu światowego, a feudalizm był jedynie peryferyjną formą trybutarnego sposobu produkcji Orient stanowił synonim bogactwa, przepychu i wyrafinowanej cywilizacji. Działo się tak jeszcze w połowie XVIII stulecia czego najlepszym dowodem jest literatura i dyskursy naukowe ery Oświecenia. Zarówno klasyk anglosaskiej ekonomii politycznej Adam Smith jak i niedościgły wzór francuskiego literata Wolter zachwycali się Chinami. Wedle klasycznego już ujęcia Saida przełomem w stosunku Zachodu do Orientu słały się zwycięskie wojny Rosji przeciw Turcji w latach 1768-1772, ekspansja Kompanii Wschodnioindyjskiej w Indiach w drugiej połowie XVIII wieku, a przede wszystkim wyprawa Napoleona do Egiptu w roku 1798. W chwili gdy kapitalizm zaczął podbijać kraje Wschodu podziw i strach jakie żywili dla nich Europejczycy ustąpiły miejsca poczuciu wyższości i pogardzie. To właśnie owa pogarda i stanowiąca jej podstawę historyczną ekspansja Europy na Wschód wpłynęły na kształt wiedzy na temat Orientu. Fakt, że naukowe poznanie Wschodu uzyskiwało coraz lepszy dostęp do swego przedmiotu wraz i w ramach podboju przesądził o jego treściach i funkcjach praktycznych. Orientalizm stał się, podobnie jak dyskurs medyczny, rasowy czy ekonomiczny, jedną z zasadniczych postaci nowoczesnej zachodniej wiedzy-władzy – podstawowego mechanizmu dyskursu wytwarzającego efekty ideologiczne w społeczeństwach burżuazyjnych, czyli mówiąc inaczej; mechanizmu ideologicznej reprodukcji kapitalistycznych form panowania. W praktyce oznaczało to, że wraz z dyskursami o proletariacie, kobietach stał się rodzajem wiedzy mającej za zadanie opanowanie skandalu jakim dla oficjalnej ideologii mieszczaństwa triumfującego w centrach światowego kapitalizmu były te grupy społeczne czy całe narody na peryferiach, które samym swym istnieniem zaprzeczały emancypacyjnym i uniwersalnym ambicjom głoszonych przez burżuazyjne konstytucje. Nie jest przypadkiem, że praktyki wojny totalnej wypracowane podczas ludobójczego podboju Algierii przez Francję (1830-1849) zostały potem przeniesione do metropolii gdzie służyły pacyfikacji zrewoltowanego proletariatu w czerwcu 1848, ale także już wcześniej. Nie jest też przypadkiem, że Arabowie w XIX wiecznej literaturze naukowej i pięknej wyposażeni zostali w cechy bardzo podobne tym jakie przypisywano kobietom. Jak już wspominaliśmy wyżej, rozpoznawano ich jako niezdolnych do racjonalnego myślenia, leniwych, porywczych, lubieżnych, skłonnych do przemocy, opornych na dyscyplinę konieczną dla budowania społecznego dobrobytu. Niezależnie czy źródła orientalnego charakteru umieszczano w tradycji religijnej, czy w strukturze języków semickich, jak to robili Ernest Renan czy Jacob Burckhardt, konsekwencje tych dyskursywizacji znajdowały wcielenie w praktykach kolonialnych podbojów i administracji. Obraz społeczeństw Wschodu jako pogrążonych w samobójczej bierności aż wołał o reakcję i ożywiającą interwencję dynamicznego Zachodu. Wobec wizerunków wyłaniających się z naukowego poznania Europa, odpowiedzialnie dźwigająca swe brzemię Białego Człowieka, mogła uwierzyć, że jej zaangażowanie w regionie jest kwestią nie tyle geopolityki, ile humanitaryzmu. Podbudowana naukowo misja cywilizacyjna miała pomóc kulturom zagubionym gdzieś na jałowych torach historycznej ewolucji odnaleźć się w wielkim nurcie postępu i rozwoju. Od czasu pierwszych wielkich badań egiptologicznych, podczas wyprawy generała Bonapartego, poznawcze spojrzenie kierowane przez uczonych europejskich na Wschód, podobnie jak spojrzenie kierowane przez nich na klasy podporządkowane i kobiety, splotło się z całą siecią praktyk dyscyplinujących, represjonujących i zarządzających owymi niebezpiecznymi populacjami. Naukowa produkcja dyskursów o Oriencie i klasach niebezpiecznych wpisana została w epistemologiczny horyzont zachodniej wiedzy akademickiej o tyle, o ile kapitalistyczna akumulacja w skali światowej potrzebowała dla swego sprawnego przebiegu zarówno dominacji nad proletariatem i innymi grupami wykluczonymi z uczestnictwa w mieszczańskim narodzie (kobiety, żydzi, biedota) jak i ekspansji militarno-ekonomicznej na zewnątrz historycznych centrów systemu.</p>
<p>W tej perspektywie powrót orientalizmu okazuje się niezbywalnym elementem nowej fali imperialistycznej ekspansji, której świadkami jesteśmy obecnie. Zaczęła się ona na długo przed zamachami z 11 września 2001, wraz z upadkiem, Bloku Wschodniego, amerykańską agresją na Panamę w 1989 oraz wojną w Zatoce w 1991 roku. Zniknięcie czerwonego niebezpieczeństwa podważyło legitymację hegemonicznej pozycji USA w systemie światowym. Dostarczyć jej miała teoria zderzenia cywilizacji ukuta przez Samuela Huntingtona, która wbrew oczywistym faktom historycznym zmierzała do okcydentalizacji tradycji demokratycznych i budowy nowego Muru Berlińskiego przeciwko rzekomo genetycznie niedemokratycznemu nie-zachodowi (czyli w praktyce przeciwko Trzeciemu Światu i byłemu ZSRR). Wedle koncepcji Huntingtona demokracja nie była już kwestią wyboru politycznego czy efektem historycznej ewolucji w układach sił społecznych, ale dziedzictwem wyniesionym z przynależności do wyjątkowego kręgu cywilizacyjnego. Zgodnie z tą logiką, jedynie na euroatlantyckim Zachodzie demokracja jest u siebie. Przeniesiona gdzie indziej staje się nieszczerą lub skazaną na niepowodzenie podróbką.</p>
<p>Teoria Huntingtona była jednak martwa dopóty dopóki w stworzoną przez nią formę nie wlano konkretnej treści. Dostarczył jej właśnie orientalizm, który zrekonstruował w zmodernizowanej postaci wizerunek muzułmańsko-arabskiego fanatyka opętanego przez nienawiść do amerykańskiego stylu życia. Zamachy na WTC i Pentagon pozwoliły na przemalowanie sztandarów nowego imperium zła (zwanego obecnie osią zła) z czerwonego koloru międzynarodowego proletariatu na zielony kolor proroka. Zmiana była tak sugestywna, że mediom zdarza się dziś czasem oskarżać radykalną lewicę o uleganie wpływom fundamentalizmu islamskiego, jak to było po Europejskim Forum Socjalnym w Londynie w listopadzie 2004 roku. Co gorsza niektórzy mylą nawet Kapitał z Koranem. (patrz: Artur Domosławski rozmowa z Ignacio Ramonetem „Koran – Kapitał naszych czasów”, Gazeta Wyborcza 07.01.2005)</p>
<p>Reaktywowany na początku XXI wieku orientalizm najdobitniej dochodzi dziś do głosu w trzech głównych postaciach. Po pierwsze, w publicystycznych wypowiedziach a’la Fallaci. Po drugie, w zalewających łamy na poły brukowych tygodników w rodzaju Wprost antymuzułmańskich demaskacjach, które chętnie eksploatują temat podrzędnego statusu kobiet w islamie. Po trzecie wreszcie, w całej masie hollywoodzkich filmów wypuszczanych ze stajni Menachema Golana, i jemu podobnych. Typowym chwytem dla uprawianego przez wszystkie te ośrodki dyskursu na temat Arabów jest odmawianie zamachom terrorystycznym dokonywanym na Bliskim Wschodzie jakiegokolwiek kontekstu politycznego czy narododwowyzwoleńczego. Zamiast tego wiąże się je z fanatycznym zaślepieniem, ideologią dżihadu i perwersyjną przyjemnością z zabijania niewiernych jaką mają rzekomo odczuwać zamachowcy-samobójcy. Towarzyszą temu pseudonaukowe roztrząsania na temat konstytucji psychicznej terrorystów i społeczności, z których się oni wywodzą. Sugerują one, że właściwym narzędziem interpretacji operacji samobójczych w Palestynie czy Iraku winien być dyskurs psychiatryczny a nie politologiczny. Wizerunki i sugestie te znajdują praktyczne zastosowanie jako usprawiedliwianie praktyk stosowanych w obozie koncentracyjnym Guantanamo, w irackim więzieniu Abu Ghraib, w afgańskich katowniach w Mazar-i-Szarif i Kunduzie. To one najbardziej bezpośrednio uczą pogardy i nienawiści wobec arabskich, irackich czy afgańskich więźniów. Jak zauważył jeden z najwybitniejszych brytyjskich specjalistów w dziedzinie Bliskiego Wschodu Robert Fisk tortury stosowane na masową skalę przez wojska okupacyjne w Iraku byłyby niemożliwe gdyby nie wieloletnie urabianie umysłów i wyobraźni Euroamerykanów przez wytwory przemysłu kulturowego. Kinematografia zachodnia, właściwie od swego zarania stała się najlepszą uczennicą orientalizmu. Przetwarzanie i odtwarzanie stereotypów na temat ludzi Wschodu stało się jednym ze stałych elementów produkcji filmowej. Fisk przypomina, że „Do dziś pokazujemy w telewizji odrażający &gt;Aszanti&lt;, film (&#8230;) w którym przedstawia się Arabów niemal wyłącznie jako skłonnych do seksualnego molestowania dzieci, gwałcicieli, kłamców i złodziei”. Dokładnie to samo możemy zobaczyć w kinie polskim, i aby się o tym przekonać nie trzeba sięgać do propagandowej „Operacji Samun”. Wystarczy przywołać ekranizację sienkiewiczowskiego „W pustyni i w puszczy” . Trudno nie zauważyć, że w czołowej superprodukcji kina młodzieżowego made in PRL aż roi się od wizerunków utrzymanych w stylistyce „Aszanti”. Wziąwszy to wszystko pod uwagę mamy prawo powtórzyć za Fiskiem, że „faktycznie dziś przedstawiamy Arabów w naszych filmach, tak jak naziści przedstawiali żydów. Lecz z Arabami sprawa jest prosta. Wszyscy mężczyźni &#8211; i kobiety &#8211; to potencjalni terroryści, trzeba ich zmiękczać, „preparować”, poniżać, bić i torturować”. (Fisk „Rasistowska cywilizacja torturuje Arabów” Nowy Tygodnik Popularny , 16. 06.2004, wersja internetowa: www.viva.palestyna.pl )</p>
<p>Akumulacja obrazów, w których Arabowie prezentowani są jako istoty niższego rzędu, pozbawione pełni człowieczeństwa odgrywa dziś w Iraku rolę, którą Zygmunt Bauman trafnie uznał za warunek konieczny wszelkiego masowego ludobójstwa – wprowadzają nieredukowalny dystans między desygnowanymi na ofiary i tymi, którym przypadła rola katów. Ten dystans jest konieczny aby w wystarczającym stopniu osłabić moralny odruch międzyludzkiej solidarności i wyrzuty sumienia u tych drugich. W Polsce, dzięki praktycznej monopolizacji głównych mediów przez zwolenników wojny, mechanizm ten działa z zadziwiającą skutecznością. Informacje o użyciu pocisków fosforowych przeciw ludności cywilnej Faludży nie wywołały praktycznie żadnych reakcji w tutejszej opinii publicznej, podobnie jak wcześniejsze doniesienia o torturach, bombach rozpryskowych i pociskach ze zubożonym uranem. Perwersyjnym rewersem odczłowieczania arabskich ofiar wojen kolonialnych pozostają deklaracje dziennikarzy i tzw. klasy politycznej składane po kolejnych zamachach w stolicach krajów zaangażowanych a amerykańską wojnę prewencyjną na Bliskim Wschodzie. Gromkie okrzyki, że wszyscy jesteśmy nowojorczykami czy londyńczykami oraz manifestacyjne ustawianie świeczek pod ambasadami niosą to samo rasistowskie przesłanie co filmy, którymi karmili się oprawcy z Abu Ghraib. Sprowadza się ono do podświadomie założonej nierównej miary wobec ofiar. Czym innym jest cierpienie na cywilizowanym Zachodzie, czym innym zaś na Wschodzie gdzie, jak wiadomo życie ludzkie i tak się nie liczy.</p>
<p>Obok orientalizmu wytwarzanego w dyskursach przemysłu kulturowego istnieje dziś oczywiście uczona odmiana tej wiedzy. W tak zmodernizowanej wersji stanowi ona pojęciowy i teoretyczny fundament tekstów takich znawców Orientu jak Bernard Lewis czy Fouad Ajami, którzy tworzą dziś ideologiczne podstawy bliskowschodniej polityki ekipy Busha. (patrz: Bernard Lewis Co się właściwie stało?, Warszawa 2003, Fouad Ajami Szejkowie, myśliciele, terroryści, Warszawa 2000) Uprawiany przez nich dyskurs jest niebezpieczniejszy, nie tylko ze względu na wpływy polityczne, ale też dlatego, że wydawać się może bardziej postępowy. Ajami i Lewis mówią wszak bardzo wiele o poszanowaniu specyfiki kulturowej świata arabsko-muzułmańskiego i poświęcają wiele miejsca na uchwycenie tej specyfiki. Ich główna teza ma charakter kulturalistyczny. Arabowie są tu przede wszystkim nosicielami swojej etno-kulturowej tożsamości. Skoro zaś tak, to nie ma co ich zmieniać na siłę. Do nowoczesności się najzwyczajniej nie nadają, do demokracji także. Projekt polityczny jaki da się wywieźć z tych tez da się streścić w trzech punktach. Po pierwsze, zostawmy orientalczyków w spokoju, czyli we władzy oreintalistycznej tożsamości. Po drugie, poprzyjmy umiarkowanych fundamentalistów, bo to opcja tubylcza i przystosowana do lokalnych warunków. Po trzecie, rozczłonkujmy arabskie państwa narodowe (casus Iraku czy Libanu), bo ta forma organizacji społecznej jest na Bliskim Wschodzie obca (a przede wszystkim przywleczona tam przez, zawsze niebezpieczną, lewicę). Koncepcja ta pozostaje jednak na wskroś rasistowska, tyle że w modnym kulturalistycznym wydaniu. Esencjalizuje pozycje społeczne przez zredukowanie ich do etno-kulturowych tożsamości. Definiuje je się jako rzekomo ponadhistoryczne i niepodatne na interwencję polityczną oraz modyfikację w procesie walk społecznych.</p>
<p>W pracach ze szkoły Lewisa/Ajamiego (podobnie jak w dokumentach Białego Domu) depolityzuje się społeczeństwa arabskie. Zaproponowana przez nich perspektywa wyrzuca je z historii a zatem pozbawia konstytutywnego dla historycznej formacji wymiaru ewolucji układów i antagonizmów społecznych. Ludziom zamkniętym w takich, pozbawionych historii wspólnotach odbiera się możliwość zmiany panującego porządku, czyniąc ich niewolnikami przypisywanego im wizerunku. Esencjalnie potraktowane elementy charakterystyki kulturowej i religijnej zamykają drogę do ujęcia społeczeństw arabskich, jako wspólnot, których kształt jest zdefiniowany przez kategorie polityczno-ekonomiczne ( a zatem przez stosunki władzy, stosunki produkcji, stosunki ideologiczne) i podlegające zmianom narzucanym przez przesunięcia w układach sił społecznych.</p>
<p>Zwolennikom tez Lewisa i Ajamiego oddającym się wykazywaniem rzekomo nieredukowalnych różnic cywilizacyjnych między Zachodem a światem islamu uchodzi uwagi fakt, że tzw. siły tradycjonalistyczne istnieją na Bliskim Wschodzie głównie dzięki wsparciu zewnętrznemu. Zostały one wykreowane jeszcze przez elity kolonialne, głównie po to aby powstrzymać lewicowo-nacjonalistyczne ruchy narodowowyzwoleńcze. To właśnie te drugie zasługują na miano formacji politycznych specyficznych dla Bliskiego w Wschodu. Dziś konserwatyści trwają przy władzy w krajach Zatoki jedynie z łaski amerykańskiego sojusznika, lub drepczą w miejscu, jak w Iranie. Ich pozycja wiąże się ściśle z regresem politycznym i gospodarczym, w którym Bliski Wschód trwa od czasu załamania projektów nacjonalistyczno-populistycznych (socjalizm naserowski i partii Baas) w latach 70. XX wieku. Ingerencja Zachodu nie jest zatem żadnym zagrożeniem dla konserwatyzmu, bo to właśnie Zachód ma żywotny interes w zniszczeniu arabskiej lewicy i podtrzymywaniu obskuranckich reżimów.<br />
Rzekomy szacunek dla arabskiej odmienności okazuje się po prostu zakamuflowaną postacią wspierania układu sił korzystnego dla lokalnej prawicy, która zawsze była uległa wobec dyktatu imperialistycznego. Poprzez fragmentacje państw narodowych niszczy się przestrzeń polityczną w której mogą się ukonstytuować siły samoorganizacji poszczególnych grup i klas społecznych wmawiając ich członkom, że z natury winni podporządkować się klanom i wspólnotom religijnym. To prawdziwa geopolityczna samospełniająca się przepowiednia. Najpierw odbiera się Arabom materialne warunki demokratyzacji a potem odkrywa się, że społeczeństwa arabskie nie są zdolne do jej urzeczywistnienia. Rzecz jasna owa etno-kulturowa fragmentacja Orientu ma bardzo określoną funkcję polityczną. Służy zniszczeniu wszystkich tych organizmów politycznych w regionie, które mogły by być zdolne do skutecznego przeciwstawienia się amerykańskiemu dążeniu do ustanowienia monopolistycznej kontroli nad bliskowschodnimi złożami ropy naftowej.</p>
<p>Najbardziej czytelnym przykładem wcielania w życie projektu geopolitycznego opartego na koncepcjach współczesnego orientalizmu jest oczywiście Irak. Irak jako rozsadnik terroru i zagrożenia religijno-etniczną wojną domową to wizja, która nie jest fałszywa. Jest ona natomiast klasycznym przykładem praktyki ideologicznej, ponieważ redukuje złożoną rzeczywistość tego kraju do dwóch, najbardziej stereotypowych aspektów. Ma ona też poważne konsekwencje polityczne. To właśnie praktyczne zastosowanie samospełniającej się przepowiedni okupantów. Ich strategia, wzorowana zresztą na strategiach okupacyjnych brytyjskich okupantów Indii w XIX stuleciu, polega na tym aby zniszczyć lub zmajoryzować irackie społeczeństwo obywatelskie, partie polityczne, stowarzyszenia a przede wszystkim związki zawodowe, które stanowią dziś główną barierę uniemożliwiają realizację imperialnych planów grabieży miejscowych zasobów ropy naftowej. Umiejętne rozniecanie waśni religijnych i etnicznych oraz jednoczesne waloryzowanie fundamentalistów jako reprezentantów prawdziwej tożsamości mieszkańców Iraku nie jest w stanie ograniczyć rozmiarów zbrojnego ruchu oporu, ale stanowi najskuteczniejszą blokadę przed demokratyczną samoorganizacją irackich klas podporządkowanych. Tymczasem to właśnie one, już z racji swego położenia w strukturze społecznej, nie są podatne na korupcję (mają być ofiarą neoliberalnej restrukturyzacji gospodarki), a zarazem, z tych samych powodów, biorą demokrację poważnie. Strategia ta ma zatem nie dopuścić do demokratyzacji Iraku o tyle, o ile demokratyzacja oznaczałaby upodmiotowienie klas ludowych tego kraju.</p>
<p>Dyskurs o Iraku jako sztucznym państwie odgrywa dokładnie taką samą rolę jak informacje o rzekomo imigranckim i religijnym charakterze rozruchów we Francji w listopadzie 2005 roku. W obu przypadkach chodzi o to aby przekierować ruchy emancypacyjne na teren tożsamościowy i wtłoczyć ich wyzwoleńczo-rebeliancą dynamikę w maszynerię neoliberalnego zarządzania populacjami peryferyjnymi, lub podporządkowanymi. Wyprać kontestację z treści klasowej czy narodowowyzwoleńczej i narzucić im etnokulturowy kaftan bezpieczeństwa.</p>
<p>Zanim jeszcze pojawiły się bardziej szczegółowe informacje co się dzieje media niemal jednogłośnym chórem orzekły, że chodzi o bunt kolorowych imigrantów przeciw białej republice, a co bardziej dociekliwi całkiem serio dopatrywali się inspiracji fundamentalistów islamskich i al-Kaidą na czele. Informacje o tym, że zbuntowana młodzież jest w jednej trzeciej całkiem biała, zaś pozostała jej część to wnuki lub prawnuki imigrantów, w większości nie znający żadnego innego języka poza francuskim i żadnego innego kraju poza Francją, nie zrobiły na nikim wrażenia. Po prostu nie zmieściły się w polu widzenia ograniczonym przyjętymi z góry ramami. Czyż może dziwić, że w takiej atmosferze jedna z warszawskich gazet obsadziła w roli eksperta oświecającego czytelników w kwestii genezy i przebiegu rozruchów samego Le Pena? Czy można się dziwić, że brutalność francuskiej policji i polityka pełzającego stanu wyjątkowego od lat rozlewająca się po paryskich i w ogóle francuskich dzielnicach biedoty, zwana dziś trafnie sarkoszyzmem pozostaje czymś skrupulatnie pomijanym we wszystkich niemal przedstawieniach i interpretacjach ostatnich wydarzeń?</p>
<p>Orientalizm stanowi jeden z najważniejszych dyskursów ideologicznych współczesnego kapitalizmu globalnego. Kariera tej koncepcji rozwija się w kontekście historycznym naznaczonym przez dążenie USA do ustanowienia hegemonii i związane z tym procesy militaryzacji ładu światowego oraz kryzysu form i instytucji imperializmu zbiorowego. Jako taki orientalizm wchodzi w rozliczne związki z ideologią zderzenia cywilizacji Samuela Huntingtona i z neoimperializmem Roberta Kagana i Nialla Fergusona. Obie te koncepcje czerpią garściami z orientalistycznego wzorca, obie też zwrotnie dostarczają mu teoretycznego umocowania poprzez włączenie go w nowe matryce epistemiczne w ramach zaproponowanych przez siebie koncepcji geopolitycznych. Odsłonięcie tych wzajemnych powiązań jest absolutnie konieczne dla zrozumienia trwałości i nośności fantazmatów produkowanych w obrębie dyskursów reaktywowanego orientalizmu. Ruch taki jest warunkiem koniecznym obalenia hegemonii ideologicznej, w którą wpisuje się ów orientalizm. O tyle jednak, o ile stanowi on pewną formę związku wiedzy i władzy, jego przezwyciężenie możliwe będzie jedynie na drodze praktycznej.</p>
<p><strong>Przemysław Wielgosz</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/orientalizm-reaktywacja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po masakrach w Strefie Gazy. Czy Unia Europejska zrewiduje stosunki z Izraelem?</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/po-masakrach-w-strefie-gazy-czy-unia-europejska-zrewiduje-stosunki-z-izraelem/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/po-masakrach-w-strefie-gazy-czy-unia-europejska-zrewiduje-stosunki-z-izraelem/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 10:56:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Strefa Gazy]]></category>
		<category><![CDATA[UE]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=409</guid>
		<description><![CDATA[Pod koniec kwietnia Rada do Spraw Ogólnych i Stosunków Zewnętrznych Unii Europejskiej zebrana w Luksemburgu zdecydowała odłożyć w czasie zacieśnienie stosunków z Izraelem. Mordercza izraelska ofensywa w Strefie Gazy trwająca w grudniu i styczniu wstrzymała de facto realizację owego „zbliżenia”, o którym zadecydowano 8 grudnia 2008 r. podczas francuskiej prezydencji. Podobne stanowisko – o ile [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Pod koniec kwietnia Rada do Spraw Ogólnych i Stosunków Zewnętrznych Unii Europejskiej zebrana w Luksemburgu zdecydowała odłożyć w czasie zacieśnienie stosunków z Izraelem. Mordercza izraelska ofensywa w Strefie Gazy trwająca w grudniu i styczniu wstrzymała <em>de facto</em> realizację owego „zbliżenia”, o którym zadecydowano 8 grudnia 2008 r. podczas francuskiej prezydencji. Podobne stanowisko – o ile Unia je utrzyma – może wyznaczyć zwrot w polityce europejskiej wobec Bliskiego Wschodu. </strong></p>
<p>23 kwietnia 2009 r., trzy miesiące po zakończeniu akcji zbrojnej Izraela i kilka tygodni po objęciu władzy przez ekipę Beniamina Netanjahu, najbardziej prawicowy rząd w historii Izraela, Komisja Europejska, mimo swego zaangażowania w plan zbliżenia między UE a Izraelem, głosiła w komunikacie do Parlamentu Europejskiego i Rady: „Jakiekolwiek zmiany w europejsko-izraelskich stosunkach dwustronnych, zwłaszcza w ramach Europejskiej Polityki Sąsiedztwa, powinny uwzględniać trwający konflikt izraelsko-arabski oraz rozwój sytuacji politycznej na Bliskim Wschodzie. Kontynuacja a nawet przyspieszenie rozbudowy izraelskich osiedli w 2008 r. odbiło się negatywnie tak na procesie pokojowym, jak i na swobodzie poruszania się Palestyńczyków oraz całej palestyńskiej gospodarce. Sytuację pogarszał dodatkowo brak jakichkolwiek postępów w realizacji wielu zobowiązań wpisanych w Plan Działania, takich jak na przykład ułatwienia palestyńskiej wymiany handlowej”<a href="#_edn1">[1]</a>. Raport wspomina również o pogorszeniu sytuacji ludności palestyńskiej „dotkniętej jeszcze przez rozpoczęciem ofensywy wojskowej poważnym zubożeniem z powodu całkowitej blokady Strefy Gazy” oraz o zaostrzonej operacją „Płynny Ołów”<a href="#_edn2">[2]</a> sytuacji politycznej.</p>
<p>Na tę wyczekującą pozycję należy jednak spojrzeć z pewnym dystansem. Republika Czeska, która do 30 czerwca sprawowała rotacyjną prezydencję w Unii Europejskiej, nie ukrywała, że zależy jej na tym, by Dwudziestka Siódemka zacieśniła<strong> </strong>stosunki handlowe z Izraelem. Premier Czech (zdymisjonowany) Mirek Topolanek w wywiadzie udzielonym 26 kwietnia izraelskiemu dziennikowi <em>Haaretz</em> wyrażał przekonanie, że „proces pokojowy nie powinien rzutować na stosunki między Unią Europejską a Izraelem”<a href="#_edn3">[3]</a>.</p>
<p>Jego wypowiedź była reakcją na słowa europejskiej Komisarz do Spraw Zagranicznych Benity Ferrero-Waldner, która stwierdziła: „Jesteśmy przekonani, że dobre stosunki z Izraelem są sprawą kluczową (…), jednak myślimy, że nie nadszedł jeszcze właściwy moment, by wyjść poza ich obecny stan (…). Czekamy, aż nowy izraelski rząd jasno i otwarcie zadeklaruje gotowość do kontynuowania rozmów z Palestyńczykami (…). Oczekujemy również zaprzestania przez Izrael wszelkich działań, które utrudniają wprowadzenie popieranego przez nas rozwiązania dwupaństwowego”<a href="#_edn4">[4]</a>.</p>
<p>Europejscy ministrowie spraw zagranicznych zgromadzeni na posiedzeniu 27 kwietnia nie poszli jednak za głosem przewodniczących Unii Czech<strong>.</strong> Podczas gdy Sztokholm przygotowywał się do objęcia prezydencji w Unii, szef szwedzkiej dyplomacji Carl Bildt, podkreślał, że zbliżenie z Tel Awiwem jest jedynie „ewentualnością”. Z kolei francuski Sekretarz do Spraw Europejskich Bruno Le Maire uznawał, że „rozwijanie stosunków z Izraelem leży w interesie Europy”, podkreślał jednak, że „zdrowy rozsądek” nakazuje poczekać na „wynik politycznego egzaminu (przed jakim staje Izrael) i kierunek polityki, który się zeń wyłoni, zanim Unia podejmie jakiekolwiek decyzje w  tej sprawie”<a href="#_edn5">[5]</a>.</p>
<p>Tel Awiw doskonale zrozumiał to przesłanie i zareagował natychmiast, grożąc Unii Europejskiej wyłączeniem jej z procesu pokojowego. Izraelscy przywódcy nie godzą się na jakiekolwiek naciski, które mogłyby przyczynić się do zakwestionowania preferencyjnych warunków, z których korzysta Izrael w relacjach ze swoim głównym partnerem handlowym.</p>
<p>To Izrael wystosował w 2007 r. prośbę o zacieśnienie współpracy. 16 czerwca 2008 r. na ósmym posiedzeniu Rada Stowarzyszenia UE-Izrael udzieliła pozytywnej odpowiedzi. Co zresztą wywołało gorącą krytykę Francisa Wurtza, ówczesnego przewodniczącego parlamentarnej grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy, odnośnie i formy i treści, oraz braku przejrzystości całego procesu. Przygotowany przez Radę tekst, który podkreśla, że we wspólne interesy i cele obu stron, wpisuje się „w szczególności rozwiązanie konfliktu izraelsko-palestyńskiego poprzez utworzenie dwóch państw”<a href="#_edn6">[6]</a>, przewiduje zacieśnienie stosunków politycznych, strategicznych, odnośnie bezpieczeństwa i obrony, gospodarczych, handlowych, naukowych i technologicznych.</p>
<p>Sześć miesięcy później, 3 grudnia 2008 r. europejscy parlamentarzyści wysyłają sygnał alarmowy. Wezwany do wyrażenia „zgodnej opinii” na temat rozszerzenia udziału Izraela w unijnych programach i agencjach Parlament Europejski, na wniosek grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy<strong> </strong>popartej przez Zielonych/ALE<a href="#_edn7">[7]</a>, opowiedział się za odłożeniem decyzji w tej sprawie. Jak uzasadniała Veronique de Keyser (Partia Socjalistyczna, Belgia) „przede wszystkim (…) dlatego że sytuacja w Strefie Gazy stała się nie do zniesienia”<a href="#_edn8">[8]</a>. Dodała: „Wyciągamy do Izraela rękę, jednak nie możemy zrezygnować z wartości, które leżą u podstaw Unii Europejskiej. Teraz ruch należy do Izraela”. Ówczesny francuski Sekretarz do Spraw Europejskich Jean-Pierre Jouyet (sprawujący obecnie funkcję przewodniczącego Rady) opowiadał się za ideą zacieśnienia stosunków dwustronnych, przekonując, że takie zbliżenie pozwoli Unii na skuteczniejsze egzekwowanie jej zaleceń w Izraelu (czemu zresztą zaprzecza wieloletnia praktyka).</p>
<p>Unijna Rada do Spraw Ogólnych i Stosunków Zewnętrznych<strong> </strong>bagatelizuje jednak obawy parlamentarzystów. Jeszcze w czasie francuskiej prezydencji, 8 grudnia 2008 r., Minister spraw zagranicznych Francji Bernard Kouchner komunikuje decyzję swoich europejskich partnerów: Rada jest zdecydowana na zacieśnienie stosunków z Izraelem od kwietnia 2009 r. Decyzja taka zapada, mimo że Izrael dopuszcza się – szczególnie w Strefie Gazy – poważnych naruszeń praw człowieka i nie wywiązuje się ze zobowiązań podjętych rok wcześniej w Annapolis.</p>
<p>Rada uznaje, że współpraca z Izraelem powinna „opierać się na podzielanych przez obie strony wartościach, takich jak demokracja, prawa człowieka i podstawowe wolności, dobre zarządzanie oraz międzynarodowe prawo humanitarne”<a href="#_edn9">[9]</a>. Podkreśla, że konflikt powinien zostać rozwiązany w oparciu o ideę współistnienia dwóch państw. Aneks przedstawionego przez Radę dokumentu zawiera wytyczne dla rozwoju struktur umożliwiających dialog polityczny z Izraelem. Przewiduje on spotkania na najwyższym szczeblu szefów państw europejskich, władz unijnych i przywódców Izraela oraz rozmowy ministrów spraw zagranicznych, nieoficjalne konsultacje w sprawach strategicznych, zaproszenie przedstawicieli izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych do udziału w spotkaniach poświęconych polityce bezpieczeństwa Unii oraz posiedzeniach komisji zajmujących się zagadnieniami procesu pokojowego, walki z terroryzmem oraz praw człowieka. Współpraca ma objąć również kwestie obrony i bezpieczeństwa.</p>
<p>Dokument przewiduje również wzmożenie dialogu międzyparlamentarnego. Ponadto odnośne państwa członkowskie zastanowią się nad możliwością szerszego udziału Izraela w grupie Państw Europy Zachodniej i Innych (Western European and other Group<strong>s</strong> – WEOG) w ramach Organizacji Narodów Zjednoczonych.</p>
<p>Owo zacieśnienie stosunków dwustronnych zostało co prawda pod koniec kwietnia zawieszone. Jednak fakt ten nie przeszkadza wcale kontynuować ścisłej współpracy tak w dziedzinie gospodarczej i handlowej, jak i politycznej oraz strategicznej,  o czym świadczyć może porozumienie stowarzyszeniowe między Unią Europejską a Izraelem w ramach procesu barcelońskiego podpisane w 1995 r. i wprowadzone w życie w 2000 r. oraz Plan Działania przyjęty w kwietniu 2005 r. na trzy lata i następnie przedłużony. Towarzyszy jej współpraca instytucjonalna. W wielu dziedzinach Europę i Izrael łączą uprzywilejowane więzi; dotyczy to rynku produktów rolnych i rybołówstwa, transportu lotniczego, konkurencyjności i innowacji<a href="#_edn10">[10]</a>. Prężnie rozwija się również współpraca w dziedzinie „walki z terroryzmem”.</p>
<p>Pewien palestyński dyplomata dawno już zauważył, że wobec państw, które naruszają prawo międzynarodowe, stosuje się dwie zupełnie odmienne strategie. Jedna polega na wymachiwaniu batem i używaniu go od czasu do czasu. Druga – na dorzucaniu marchewki, aby wynagrodzić poprawę lub do niej zachęcić, nawet jeśli miałaby być częściowa i tymczasowa. Czy zwłoka w zacieśnieniu relacji z Izraelem będzie jedynie częścią tego drugiego scenariusza?</p>
<p>Senator Natalie Goulet przypomina, że „zgodnie z warunkami porozumienia o partnerstwie śródziemnomorskim<strong> </strong>państwa-strony zobowiązują się do przestrzegania prawa międzynarodowego. Są zwłaszcza zobligowane do „działania zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych  oraz Powszechną Deklaracją Praw Człowieka oraz przestrzegania innych zasad zapisanych w prawie międzynarodowym. (…) Partnerzy są również zobowiązani do poszanowania integralności terytorialnej i jedności każdego z państw-sygnatariuszy oraz regulowania wszelkich sporów w sposób pokojowy”.<a href="#_edn11">[11]</a> Zdaniem pani senator propozycja zacieśnienia stosunków z Izraelem „już na początku grudnia 2008 nie do przyjęcia, była tym bardziej nie do zaakceptowania po masakrach, jakie miały miejsce w Strefie Gazy pod koniec grudnia 2008 i w styczniu 2009 r.”. Domaga się ona wstrzymania procesu zbliżenia oraz zawieszenia umowy o partnerstwie. Podobny postulat popiera we Francji i w całej Europie wiele stowarzyszeń, organizacji pozarządowych zaangażowanych na rzecz pokoju między Palestyńczykami i Izraelczykami bazującego na przepisach prawa międzynarodowego oraz liczni eurodeputowani. Jak podkreśla senator Goulet, fakt, że „nie udało się rozstrzygnąć konfliktu przy użyciu środków politycznych”, wynika „z braku woli w społeczności międzynarodowej, a zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, by wywrzeć nacisk na obie strony tak, aby podjęły dialog i uznały prawo obu narodów do życia w pokoju”.</p>
<p>Czy w sytuacji, gdy Beniamin Netanjahu<strong> </strong>potwierdza swoje nieprzejednane stanowisko, odrzuca rozwiązanie konfliktu w oparciu o prawo międzynarodowe (przede wszystkim utworzenie państwa palestyńskiego) i kontynuuje politykę swoich poprzedników, Europa powinna bezczynnie czekać? W ostatnich latach zdecydowała się przecież na nałożenie na Izrael sankcji, które zmusiły go do umożliwienia eksportu palestyńskich produktów rolnych czy do ponownego otwarcia palestyńskich uczelni zamkniętych w czasie pierwszej intifady (1987-1993). 10 kwietnia 2002 r. po izraelskiej ofensywie „Wał obronny<strong>” </strong>Parlament Europejski przegłosował rezolucję zawieszającą porozumienie stowarzyszeniowe, została ona jednak odrzucona przez Radę Unii. A przecież artykuł 2 porozumienia stanowi, że „stosunki między stronami porozumienia, jak również realizacja wszystkich postanowień niniejszej umowy, opierać się będą na poszanowaniu zasad demokracji oraz podstawowych praw człowieka gwarantowanych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (…)”. Z kolei artykuł 79 przewiduje, że „jeżeli jedna ze stron uważa, iż druga nie wywiązuje się ze zobowiązań wynikających z niniejszego porozumienia, ma prawo podjąć odpowiednie środki. (…)”.</p>
<p>Unia Europejska odegrała na Bliskim Wschodzie niebagatelną rolę: uznała OWP w momencie, gdy Waszyngton i Izrael widziały w niej jedynie „organizację terrorystyczną”, torując w ten sposób drogę dla rozmów pokojowych. Głosiła konieczność utworzenia państwa palestyńskiego, zanim jeszcze uznały ją Stany Zjednoczone. Dziś również mogłaby zrobić więcej, niż tylko wzywać do poszanowania prawa międzynarodowego.</p>
<p>Isabelle Avran &#8211; dziennikarka.</p>
<p><strong>tłum. Ewa Cywlik</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<hr size="1" /><a href="#_ednref1">[1]</a> Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego i Rady „Realizacja europejskiej polityki sąsiedztwa w 2008 roku”, Bruksela, 23 kwietnia 2009, COM(2009) 188.</p>
<p><a href="#_ednref2">[2]</a> Kryptonim operacji wojskowej rozpoczętej przez armie izraelską w grudniu 2009 roku.</p>
<p><a href="#_ednref3">[3]</a> Za Agence France Presje (AFP), 27 kwietnia.</p>
<p><a href="#_ednref4">[4]</a> AFP, 24 kwietnia 2009.</p>
<p><a href="#_ednref5">[5]</a> Oba cytaty  za AFP, 27 kwietnia 2009.</p>
<p><a href="#_ednref6">[6]</a> EU-Israel Association Council – EU Statement. Eight Meeting of the UE-Israel Association Council (Luxembourg, 16 czerwca 2008), <a href="http://wwweuropal.europe.eu/meetdocs/2004_2009/documents/dv/association_counc/association_council.pdf">http://wwweuropal.europe.eu/meetdocs/2004_2009/documents/dv/association_counc/association_council.pdf</a> .</p>
<p><a href="#_ednref7">[7]</a> Chodzi tu o wniosek grupy Zjednoczonej Lewicy Europejskiej/Nordyckiej Zielonej Lewicy, domagającej się, by odłożyć głosowanie na raportem De Keyser na temat uczestnictwa Państwa Izrael w programach unijnych (A6-0436/2008) (punkt 9 PDOJ) oraz głosowanie nad propozycjami wniosków złożonych na zakończenie debaty poświęconej tej kwestii (punkt 10 PDOJ, patrz Dziennik Urzędowy Unii Europejskiej).</p>
<p><a href="#_ednref8">[8]</a> Całą debatę prześledzić można na stronie Parlamentu Europejskiego, <a href="http://www.europla.europa.eu">http://www.europla.europa.eu</a> .</p>
<p><a href="#_ednref9">[9]</a> „Council Conclusions Strengthening<strong> </strong>of the EU bilateral relations with its Mediterranean partners – upgrade with Israel”.<a href="http://www.delisr.ec.europa.eu/English/whatsnew.asp?id=1049 ."> http://www.delisr.ec.europa.eu/English/whatsnew.asp?id=1049 .</a></p>
<p><a href="#_ednref10">[10]</a> Patrz European Neighbourhood Policy-ISRAEL, MEM/09/185, Bruksela, 23 kwietnia 2009. Komunikat Komisji do Parlamentu i Rady na temat realizacji europejskiej polityki sąsiedztwa w 2008 roku (z 23 kwietnia 2009) oraz raport dotyczący Izraela dostępne na stronie<a href="http://ec.europa.eu/world/engp/documents_en.htm ."> http://ec.europa.eu/world/engp/documents_en.htm .</a></p>
<p><a href="#_ednref11">[11]</a> „Propozycja unijnej rezolucji dotyczącej stosunków Unii Europejskiej z Izraelem zgłoszona przez senator Nathalie Goulet” wpłynęła do Senatu 23 kwietnia 2009.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/po-masakrach-w-strefie-gazy-czy-unia-europejska-zrewiduje-stosunki-z-izraelem/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

