<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kampania Solidarności z Palestyną &#187; Proces pokojowy</title>
	<atom:link href="http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/tag/proces-pokojowy/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kampania-palestyna.pl</link>
	<description>Polsko-Palestyńska inicjatywa pokojowa</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 18:22:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Izrael-Palestyna: Czas na wspólne państwo?</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/22/izrael-palestyna-czas-na-wspolne-panstwo/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/22/izrael-palestyna-czas-na-wspolne-panstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 22 Feb 2010 08:52:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Palestyna]]></category>
		<category><![CDATA[Proces pokojowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=908</guid>
		<description><![CDATA[Znowu pojawiają się głosy, że do zakończenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego może dojść tylko wtedy, gdy powstanie wspólne państwo. Fiasko procesu pokojowego z Oslo, który miał dać Palestyńczykom niepodległość, brak perspektyw dla demokracji obiecanej przez Busha w ramach porozumień z Gazy i rozparcelowanie całego terytorium okupowanego na szereg Bantustanów z poziomem ubóstwa mieszkającej w nich ludności przekraczającym [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Znowu pojawiają się głosy, że do zakończenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego może dojść tylko wtedy, gdy powstanie wspólne państwo. Fiasko procesu pokojowego z Oslo, który miał dać Palestyńczykom niepodległość, brak perspektyw dla demokracji obiecanej przez Busha w ramach porozumień z Gazy i rozparcelowanie całego terytorium okupowanego na szereg Bantustanów z poziomem ubóstwa mieszkającej w nich ludności przekraczającym 72% – wszystko to oznacza, że mamy do czynienia z początkami nowego apartheidu. Na zadowalającą formę współistnienia dwóch osobnych państw, a tym bardziej na trwały pokój między nimi nie ma co liczyć.</p>
<p>Liczni komentatorzy po raz kolejny przywołują ideę wspólnego państwa jako jedyne rozwiązanie możliwe do pomyślenia w sytuacji obecnego impasu.1 Zdaniem Merona Benvenisti, burmistrza Jerozolimy w latach 70. XX w., faktyczne pytanie nie dotyczy tego, czy państwo dwunarodowe jest do pomyślenia, ale tego, jaki będzie jego kształt.2 Nieuchronność tej opcji podkreśla wielu znanych intelektualistów, m.in. nieżyjący już Edward Said, Azmi Biszara, Illan Pappe, Tanya Reinyhart, a także dziennikarze i aktywiści, tacy jak Amira Haas czy Ali Abunimeh3.</p>
<p>Koncepcja jednego, dwunarodowego państwa głoszona była już wcześniej. Jej zaletą jest sprawiedliwe potraktowanie dążeń obydwu społeczności przypisujących sobie prawo do tej samej ziemi. Jako pierwsi zaczęli o niej mówić intelektualiści z kręgów syjonistycznych w latach 20. ubiegłego wieku, szczególnie filozof Martin Buber, Judah Magnes – pierwszy rektor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie oraz Chaim Kalvarisky – członek ugrupowania Brit-Shalom, a następnie działacz związkowego Ichudu. Nawiązując do Ahada Ha’ama, autorzy ci postrzegali syjonizm jako walkę o duchowe i kulturowe wybawienie Żydów, do którego nie można zmierzać szerząc niesprawiedliwość. W ramach tych usiłowań niezbędne jest powstanie narodu, ale nie musi do tego dojść w wyniku ustanowienia osobnego państwa żydowskiego, tym bardziej jeśli miałoby to oznaczać krzywdę ludności żyjącej na tym terytorium już wcześniej. Zdaniem Magnesa Żydzi nie “potrzebują państwa żydowskiego, żeby móc istnieć”4. Mimo że zwolennicy opcji dwunarodowej należeli do mniejszości w polityce syjonistycznej w okresie Mandatu Brytyjskiego, to udało im się zdobyć posłuch dla swoich idei zarówno wśród głównych orędowników syjonizmu, jak i na arenie międzynarodowej dzięki wystąpieniu w 1947 r. przed Specjalną Komisją Do Spraw Palestyny przy ONZ, zalecającą podział całego terytorium. Stanowczo sprzeciwili się tej propozycji, orędując za powstaniem w Palestynie państwa dwunarodowego, które stałoby się częścią Federacji Arabskiej. Narodowe aspiracje Żydów, które przez tyle stuleci umożliwiały im zachowanie autonomii kulturowej i językowej, powinny być zaspokojone dzięki ustanowieniu struktury federalnej, szanującej powszechne normy w dziedzinie praw obywatelskich. Miałaby również powstać, co zresztą postulował także Mandat Brytyjski, rada ustawodawcza oparta na reprezentacji proporcjonalnej. Zwolennicy tego rozwiązania zwracali szczególną uwagę na konieczność zagwarantowania obywatelom równych swobód politycznych z uwzględnieniem praw narodowościowych, które jednak ich zdaniem należy rozpatrywać bez odniesienia do konkretnego terytorium.</p>
<p>Idea państwa dwunarodowego jako sposobu na zakończenie konfliktu arabsko-izraelskiego została jednak zniweczona przez ONZ-owski plan podziału Palestyny oraz wojnę 1948 r., która była jego konsekwencją. Odrodziła się – choć w nowej postaci – dopiero w 1968 r. w ramach polityki OWP zmierzającej do stworzenia świeckiego, demokratycznego państwa palestyńskiego. Miało ono stanowić zadośćuczynienie za szkody spowodowane przez utworzenie Izraela, w wyniku których 750 tysięcy Palestyńczyków zostało zmuszonych do życia na wygnaniu mocą prawa odmawiającego im możliwości powrotu i sankcjonującego obecność Żydów na terenach, które poprzednio zamieszkiwali. Mimo że OWP nawoływała do likwidacji Izraela jako tworu epoki kolonialnej, to jednocześnie utrzymywała, że należy zabezpieczyć prawa obywatelskie wszystkich jego obywateli – tak samo muzułmanów, jak i chrześcijan czy Żydów. Ta propozycja była pierwszą podjętą przez Palestyńczyków próbą odniesienia się do problemu relacji między jednostką a prawami narodowościowymi. Wkrótce jednak została ona uznana za czystą utopię i odrzucona.</p>
<p>Fiasko koncepcji wspólnego państwa zwykle przypisuje się jej idealizmowi i nieuwzględnianiu przez nią faktycznych uwarunkowań życia politycznego. Realia polityczne nie odnoszą się jednak w tym przypadku do kwestii demograficznych czy terytorialnych, których uwzględnienie w 1947 r. – jak utrzymywał Magnus – sprawiłoby, że rozwiązanie w postaci ustanowienia jednego, wspólnego państwa okazałoby się atrakcyjne szczególnie z żydowskiego punktu widzenia.5 Chodzi raczej o realizm w kwestii natury sił politycznych odgrywających w danych okolicznościach decydującą rolę – w tym przypadku są to wiodące organizacje syjonistyczne, arabska opinia publiczna i społeczność międzynarodowa. Opcja dwunarodowa była skazana na porażkę w okresie Mandatu Brytyjskiego, ponieważ najważniejsze ugrupowania syjonistyczne nie chciały o niej słyszeć, Brytyjczycy – główne mocarstwo międzynarodowe w tamtych czasach – nie robili niczego, aby przeforsować tę propozycję, natomiast Arabowie wyrażali się o niej z nieufnością.6 W latach 1948-1993 jedyna zmiana w obrębie tych trzech czynników dokonała się w obozie arabskim – ostatecznie pogodził się on z istnieniem Izraela. Mimo to, choć OWP zmierzała do utworzenia świeckiego państwa demokratycznego, jednym z głównych celów działalności Arafata było skłonienie Palestyńczyków do zaakceptowania podziału jako jedynej dostępnej opcji. Nie istniało inne możliwe do uzyskania zadośćuczynienie, niż powstanie niezależnego państwa palestyńskiego – nawet jeśli miało ono być okrojone do 22% swojej pierwotnej powierzchni.</p>
<p>Kulminacją długiej walki Palestyńczyków o uznanie i własną państwowość był proces pokojowy z 1993 r. Główną – może nawet jedyną – korzyścią z porozumień w Oslo stało się oficjalne stwierdzenie, że – jak to ujął nieżyjący już premier Icchak Rabin – losem Izraelczyków i Palestyńczyków jest “wspólne życie na tej samej ziemi w jednym kraju”7. Największa porażka tego traktatu polegała natomiast na tym, że marzenie o rozwiązaniu dwunarodowym zamienił on w koszmar nowego apartheidu. Od 1994 r. tak naprawdę ma miejsce sukcesywne zniewalanie Palestyńczyków – a nie nadawanie im swobód – w ramach izraelskiego systemu pozwoleń obsługiwanego przez 54 stałe posterunki kontrolne i 8 głównych terminali kawałkujących całe terytorium palestyńskie na 8 Bantustanów, nie mówiąc już o podwojeniu liczby osadników żydowskich do ponad 400 tysięcy.8 Od 2002 r. ma miejsce dalsze uszczuplanie terenów należących do Palestyńczyków – jest to wynik budowy 703 kilometrów muru separacyjnego. Gdy dojdzie do jego powstania, 46% Zachodniego Brzegu znajdzie się poza kontrolą palestyńską.9</p>
<p>Dlaczego zatem – porównując dzisiejszą sytuację z tym, co miało miejsce w latach 20. ubiegłego wieku – ideę państwa dwunarodowego należy uznać za tak atrakcyjną i nie mającą właściwie żadnych rozsądnych alternatyw? Jest tak z dwóch względów. Po pierwsze dlatego, że polityka podziału nie osiągnęła żadnego z celów, które stawiali sobie w związku z nią zarówno nacjonalistycznie nastawieni syjoniści, jak i Palestyńczycy. Ci drudzy, mimo zgody na historyczny kompromis w 1993 r., nie mają szans na własne niezależne państwo. W przeciwieństwie do okresu sprzed 1947 r., gdy nie posiadano wiedzy na temat skutków podziału, w 2007 r. widzimy, że rozwiązanie w postaci dwóch oddzielnych państw oznacza tak naprawdę dominację Izraela. Nacjonalizm palestyński również poniósł fiasko, gdy się okazało, że jego przywódcy nie potrafią spełnić oczekiwań własnych obywateli, a ich rządy nękają korupcja i spory wewnętrzne, które okazały się ważniejsze od uzyskania niepodległości. Natomiast w przypadku syjonizmu podział na dwa państwa nie zapewnił automatycznie Izraelczykom bezpieczeństwa, które im obiecywano. W latach 90. w wyniku bombowych zamachów samobójczych śmierć poniosło 428 obywateli Izraela.10 Od momentu rozpoczęcia intifady Al Aqsa w 2000 r. zginęło 1017 Izraelczyków i 3900 Palestyńczyków11, a cały świat zaczęła obiegać fala antysemityzmu. Jednocześnie ze względu na obecną sytuację demograficzną kolejne próby rozdzielenia obydwu społeczności, w tym najnowsze inicjatywy, takie jak Mapa Drogowa czy Plan Genewski, mogą okazać się zupełnie nietrafione. W 2005 r. na terenach położonych pomiędzy Morzem Śródziemnym a rzeką Jordan mieszkało 5,2 miliona Żydów oraz 5,6 milionów Palestyńczyków. Bez względu na wycofanie się ze Strefy Gazy w 2005 r. i pomimo planów wyznaczenia granic z Zachodnim Brzegiem, Izraelczycy będą musieli zmierzyć się z faktem ekspansji populacji palestyńskiej, nie posiadającej w tej chwili realnych praw politycznych – która powiększa się w znacznie szybszym tempie niż ludność żydowska.</p>
<p>Drugim, znacznie bardziej złożonym czynnikiem, który decyduje o obecnej atrakcyjności projektu wspólnego państwa jest zagadnienie sprawiedliwości i równych praw obywatelskich. W jaki sposób wskazać sprawiedliwe rozwiązanie, nie mówiąc już o możliwości jego realizacji, gdy odpowiedzią na prześladowania i antysemityzm staje się nacjonalizm, pełniący jednocześnie rolę uzasadnienia dla dominacji kolonialnej i oporu? Czyżby historia nie nauczyła nas, że żaden podział polityczny nie może być przeprowadzony bez konkretnych rezultatów w postaci wypędzeń i wielkich ruchów ludności? Nawet jeśli niektórzy – jak Benny Morris12 – utrzymują, że zjawisk tego rodzaju nie da się uniknąć, to i tak pozostają one problematyczne w sensie etycznym. Z punktu widzenia norm moralnych żadne rozwiązanie pokojowe nie zostanie zadowalająco wcielone w życie bez rozstrzygnięcia kwestii uchodźców – zagwarantowania im prawa do powrotu i zwrócenia im ich własności, jak to zostało potwierdzone w rezolucji nr 194 Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Jednak powroty w połączeniu ze wzrostem populacyjnym Palestyńczyków stanowią zagrożenie dla żydowskiego charakteru Izraela. Problem ten od zawsze trapił izraelskich rzeczników opcji wspólnego państwa. Z drugiej strony, Tony Judt twierdzi, że właśnie na tym przykładzie w najbardziej jaskrawy sposób widać słabości i anachroniczną naturę tego kraju, ponieważ – zwłaszcza w obliczu wydarzeń z ubiegłego wieku –nie do pomyślenia jest państwo jednocześnie wykluczające pod względem etnicznym i demokratyczne.13 Jak to ujęła Virginia Tilley, idea rozdzielenia – a więc i sama racja istnienia Izraela – “cierpi na fundamentalny defekt, związany z oparciem jej na skompromitowanej idei – idea ta stanowi jednocześnie podstawę moralnej prawomocności syjonizmu politycznego, – że dana grupa etniczna może w uzasadniony sposób rościć sobie wieczne prawo do sprawowania formalnych rządów na danym terytorium”14.</p>
<p>Główną zaletą jednego, wspólnego państwa demokratycznego jest to, że jego funkcjonowanie wiąże się z koniecznością przemyślenia na nowo koncepcji państwowości oraz ciągłego przedkładania zasad demokracji ponad tendencje nacjonalistyczne. Zdaniem Alego Abunimeha dzięki takiemu rozwiązaniu możliwe by było “współistnienie wszystkich społeczności i zachowanie jedności terytorium bez lekceważenia odrębności i konkretnych potrzeb poszczególnych grup. Oferuje ono możliwość pominięcia w konflikcie aspektu terytorialnego i neutralizację czynników demograficznych oraz etnicznych w przypadku legitymizacji władzy politycznej.”15 Jest to bardzo trudne zadanie, ponieważ w ramach tego konfliktu, podobnie jak w wielu innych, problem praw terytorialnych wysuwa się na pierwsze miejsce. Etniczność i religia wciąż stanowią podstawę legitymizacji walki o władzę. Mimo to zwolennicy idei wspólnego państwa starają się wykazać, że w przypadku Izraela mamy jednocześnie do czynienia z eksplozją ruchów oddolnych, wzorowanych na działalności ugrupowań walczących z apartheidem w Afryce Południowej. W Europie i USA organizowane są akcje bojkotu przeciwko zjawisku coraz częściej określanemu mianem izraelskiego apartheidu. Lokalne organizacje izraelskie i palestyńskie poszukują możliwości połączenia sił i osłabienia efektu muru separacyjnego oraz starają się ponownie przemyśleć strategie oporu. Należy podkreślić, że wystąpienia w ramach wszystkich tych inicjatyw skierowane są przeciwko polityce państwa izraelskiego, a nie samym Izraelczykom – ich celem jest walka o równe prawa obywatelskie, a nie o odrębność bytów państwowych.</p>
<p>Mimo to najważniejszą przeszkodą dla idei jednego państwa wciąż pozostają trzej główni aktorzy na scenie tego konfliktu. Przedstawiciele głównego nurtu politycznego Izraela wciąż domagają się separacji, a ich stanowisko spotyka się z masowym poparciem ludności tego kraju, co pokazała zresztą budowa muru. Wspólnota międzynarodowa chętnie opowiedziałaby się za ideą sprawiedliwego podziału na dwa odrębne państwa, choć jednocześnie nie jest skora ani wcielać w życie, ani nadzorować realizację tego planu. W tym samym czasie przywódcy palestyńscy w obliczu trwającego sporu między Hamasem i Fatahem usiłują na nowo określić swoją tożsamość polityczną. Może właśnie w tych próbach należy upatrywać szans na lepszą przyszłość? Po 60 latach projekty budowy dwóch odrębnych państw okazały się niewypałem. Nadszedł już czas, żeby politycy zrezygnowali z dotychczasowych starań i zaproponowali nowe wizje. Miejmy nadzieję, że w wyniku działań oddolnych wszystkie trzy strony zainteresowane zakończeniem konfliktu – Palestyńczycy, Izrael i społeczność międzynarodowa – przejdą do nowego etapu negocjacji.</p>
<p><strong>Leila Farsakh </strong>- University of Massachusetts, Boston</p>
<p><strong>tłum. Mariusz Turowski</strong></p>
<p>1 Zob.: Virginia Tilley, The One-State Solution: A Breakthrough for Peace in the Israeli Palestinian Deadlock, The University of Michigan Press, Anne Arbor 2005; Peter Rogers Herzl’s Nightmare: One Land, Two People, Constable and Robinson, Londyn 2006; Ali Abunimeh One Country: A Bold Proposal to End the Israeli-Palestinian Impasse, Henry Holt, Nowy Jork 2006.</p>
<p>2 Meron Benvenisti, “Which kind of binational state?”, Haaretz, 20 listopada 2003.</p>
<p>3 Zob.: <a href="http://www.one-democratic-state.org,">http://www.one-democratic-state.org,</a> gdzie zamieszczane są opinie zarówno orędowników, jak i krytyków idei wspólnego państwa.</p>
<p>4 J. Magnes, Like All Nations, Weiss Press, Jerusalem 1930.</p>
<p>5 W 1947 roku Żydzi nie stanowili nawet jednej trzeciej populacji oraz posiadali mniej niż 8% gruntów.</p>
<p>6 Pomimo prób Ichudu zmierzających do pozyskania partnerów po stronie ugrupowań arabskich i rozpoczęcia współpracy arabsko-żydowskiej, tylko nieliczni przedstawiciele elit palestyńskich wyrażali zainteresowanie ideą państwa dwunarodowego – bali się posądzenia o zdradę. Na propozycję Ichudu odpowiedzieli między innymi: Musa Alami, Omar Saleh el-Barghutti oraz Fawzi Darwish el-Husseini (por.: Susan Lee Hattis The Bi-national Idea in Palestine, Shikmona Press, Jerozolima 1970).</p>
<p>7 Przemówienie Icchaka Rabina z okazji podpisania Deklaracji Zasad, Waszyngton D.C., 13 września 1993 r. Zob.: <a href="http://www.mof.il.">http://www.mof.il.</a></p>
<p>8 Dane pochodzą ze zbiorów centrum informacyjnego Btselem, <a href="http://www.btselem.org/statistics.">http://www.btselem.org/statistics.</a></p>
<p>9 Według map ze strony internetowej fundacji Foundation for Middle East Peace, <a href="http://www.fmep.org/maps/map_data/west_bank/west_bank_separation_barrier_july_2006.html.">http://www.fmep.org/maps/map_data/west_bank/west_bank_separation_barrier_july_2006.html.</a></p>
<p>10 Zob. zwł.: baza danych izraelskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, <a href="http://www.mfa.gov.il/MFA/MFAArchive/2000_2009/2000/1/Terrorism+deaths+in+Israel+-+1920-1999.htm.">http://www.mfa.gov.il/MFA/MFAArchive/2000_2009/2000/1/Terrorism+deaths+in+Israel+-+1920-1999.htm.</a></p>
<p>11 Dane ze strony Bet’selem.</p>
<p>12 Ari Shavit,”Survival of the Fittest: Interview with Benny Morris”, Haaretz, 9 stycznia 2004.</p>
<p>13 Tony Judt  “Israel: the Alternative”, New York Times, 25 września 2003.</p>
<p>14 Virginia Tilley, The One-State Solution, op. cit. s. 132.</p>
<p>15 Ali Abunimeh One Country, op. cit. s. 109.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/22/izrael-palestyna-czas-na-wspolne-panstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po konferencji w Annapolis. Miraże porozumienia i ucieczka od pokoju</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/po-konferencji-w-annapolis-miraze-porozumienia-i-ucieczka-od-pokoju/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/po-konferencji-w-annapolis-miraze-porozumienia-i-ucieczka-od-pokoju/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 12:42:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Palestyna]]></category>
		<category><![CDATA[Proces pokojowy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=459</guid>
		<description><![CDATA[Przełomowa konferencja pokojowa w Annapolis, gdzie Palestyńczycy i Izraelczycy mieli dokonać historycznego kroku podpisując pokój, nie przyniosła nic poza deklaracją kontynuacji rozmów i sfinalizowania ich do końca 2008 r. Na szczęście! Mało brakowało i nastąpiłaby powtórka Porozumień z Oslo (1993-1995). Wówczas palestyński przywódca Jaser Arafat zgodził się na warunki, których nie przyjął by żaden Palestyńczyk [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Przełomowa konferencja pokojowa w Annapolis, gdzie Palestyńczycy i Izraelczycy mieli dokonać historycznego kroku podpisując pokój, nie przyniosła nic poza deklaracją kontynuacji rozmów i sfinalizowania ich do końca 2008 r. Na szczęście! Mało brakowało i nastąpiłaby powtórka Porozumień z Oslo (1993-1995). Wówczas palestyński przywódca Jaser Arafat zgodził się na warunki, których nie przyjął by żaden Palestyńczyk żyjący pod izraelską okupacją. Pozostaje jednak obawa, że Mahmud Abbas pójdzie w jego ślady.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p>W Annapolis, stolicy stanu Maryland, w bazie amerykańskiej marynarki wojskowej miało się narodzić palestyńskie państwo. Na tę okazję zgromadzili się przedstawiciele około czterdziestu państw – w tym Watykanu, a także wielu krajów arabskich. W ostatniej chwili zaproszenie na konferencję przyjęły Arabia Saudyjska oraz Syria, co rzekomo miało dodać Annapolis prawomocności oraz ułatwić akceptację jego postanowień na Bliskim Wschodzie. Pytany o reakcje w regionie palestyński prezydent Mahmud Abbas przemilczał jednak stanowisko Iranu, który z góry uznał Annapolis za „poronione” przedsięwzięcie, jak i gwałtowne protesty Palestyńczyków w Strefie Gazy i w Hebronie na Zachodnim Brzegu Jordanu. Jego izraelski odpowiednik, premier Ehud Olmert, pytany o reakcje w swoim kraju nie wspominał o krytycznych nagłówkach izraelskich gazet. Obaj panowie, Olmert i Abbas, nie cieszą się poparciem swoich narodów i tym samym nie mają legitymacji do podejmowania zdecydowanych kroków oraz wzajemnie wiążących zobowiązań.<strong> </strong>Przyjechali do Annapolis na życzenie Ameryki by „zawrzeć pokój przed kamerami”.</p>
<p><strong>Izrael to piękny kraj</strong></p>
<p>Oczekiwania wobec konferencji były wysokie, bo przy stole negocjacyjnym Izraelczycy i Palestyńczycy zasiedli po raz pierwszy od siedmiu lat. Do ostatniej chwili Amerykanie – w rozpaczliwych próbach zapewnienia swemu przedsięwzięciu namacalnych osiągnięć –próbowali zmusić obie strony do wydania wspólnej deklaracji. Powstał dokument pełen ogólników i wzniosłych intencji, który wzywa do rozwiązania wszystkich kluczowych kwestii w trakcie zaplanowanych na przyszły rok negocjacji, jednocześnie nie wspominając ani słowem o jakich kwestiach mowa. Teoretycznie Izrael godzi się na powstanie państwa palestyńskiego, w praktyce nie chce jednak dyskutować o jego terytorium, granicach, ani tym bardziej o jego stolicy. Nie mówiąc już o uznaniu prawa do powrotu palestyńskich uchodźców, których domy przed 1948 r. znajdowały się na jego obecnym terytorium.</p>
<p>Zdecydowana większość Izraelczyków nie chce nawet słyszeć o tym, że mieliby cokolwiek Palestyńczykom zwracać, a tym bardziej wpuścić ich na „swoje” ziemie.</p>
<p>– Izrael to piękny kraj. Mamy tutaj wszystko: morze, pustynię, wzgórza i święte miasto Jerozolimę” – brzmią mi jeszcze w uszach słowa wypowiedziane tego lata przez matkę mojej izraelskiej koleżanki Daphny, która do Izraela przyjechała z Niemiec jako kilkunastoletnia dziewczyna. Jej hebrajski do dziś nie jest doskonały. Słowa te padły podczas kolacji w ich domu w Hajfie, która przed 1948 r. była całkowicie arabskim miastem. Rodzice Daphny to dobrzy ludzie, syjoniści, którzy kochają swój kraj. Wydaje się jednak, że z ich świadomości wymazano kto mieszkał na tych ziemiach, nim w latach 40. zjawiły się tu żydowskie bojówki oraz gdzie podziali się owi „nieistniejący” ludzie. W końcu ojcowie-założyciele żydowskiego państwa powtarzali im, a właściwie ich rodzicom, że Palestyna to „ziemia bez ludzi, dla ludzi bez ziemi”, czyli dla Żydów. Daphna, w przeciwieństwie do swoich rodziców, nosi w sobie poczucie winy zamieszkania na cudzej ziemi i jest przekonana, że Palestyńczycy, których stąd wygnano lub zmuszono do ucieczki w 1948 r. oraz ich dzieci, wnuki i prawnuki powinni wrócić do miejsc, z których pochodzą – jakieś 4 miliony osób.</p>
<p>Gdyby tak się stało Izrael straciłby żydowską większość i musiałby stać się państwem swoich obywateli. Większość jego obecnych mieszkańców nie potrafi i nie chce sobie tego wyobrazić. Większość Palestyńczyków nie zrezygnuje nigdy ze swojego świętego prawa do powrotu. Jednocześnie nie oznacza to wcale, że wszyscy oni, rozrzuceni po krajach ościennych i świecie, zechcą się tam osiedlić. Kwestia uchodźców palestyńskich jest jednak kluczowa dla rozwiązania konfliktu palestyńsko-izraelskiego, bo to ich kosztem powstał dzisiejszy Izrael.</p>
<p><strong>Podzieleni jak nigdy dotąd</strong></p>
<p>Jeśli Abbas i Olmert chcą zawrzeć pokój, będą musieli się z nią zmierzyć w przyszłym roku czyli jeszcze przed końcem kadencji amerykańskiego prezydenta George’a W. Busha, który najwidoczniej chce przejść do historii jako twórca pokoju na Bliskim Wschodzie. Następne spotkanie Abbasa i Olmerta wyznaczono na 12 grudnia, potem mają się widywać co dwa tygodnie. Problem polega jednak na tym, że ewentualne porozumienie pokojowe, które podpiszą w wyniku tych spotkań będzie wiążące dla wszystkich Palestyńczyków i Izraelczyków. Tymczasem żaden z tych narodów nie czuje się reprezentowany przez swojego przywódcę. Olmert, mimo, że jego partia wygrała demokratyczne wybory, dysponuje coraz mniejszym poparciem. Abbas przez wielu Palestyńczyków jest uważany za zdrajcę i kolaboranta. Jego bojówki z partii Fatah – uzbrojone przez Izrael i USA – obaliły na Zachodnim Brzegu Jordanu rząd Hamasu, który w styczniu 2006 r. wygrał demokratyczne wybory. Dlatego też Hamas sprawuje teraz władzę – zgodnie z wolą wyborców – w Strefie Gazy, natomiast Fatah – zgodnie z wolą Amerykanów i Izraela – na Zachodnim Brzegu. W efekcie Palestyńczycy są dziś narodem podzielonym jak nigdy dotąd. W Nablusie o tych z Ramallah (podporządkowanych Fatahowi) określają mianem „Izraelczyków, którzy mówią po arabsku”. W Ramallah z góry patrzą na tych z Gazy czy niepokornego Hebronu i Nablusu.</p>
<p>Mahmud Abbas liczył na to, że w Annapolis otrzyma ścisły kalendarz powstania państwa palestyńskiego oraz konkretne rozwiązania w kwestiach granic, osiedli żydowskich na terytoriach palestyńskich, Jerozolimy i uchodźców. Można założyć, że nie chciał powtarzać błędów swojego poprzednika Jasera Arafata poczynionych podczas negocjacji Porozumień z Oslo. Izrael chciał z kolei utrzymać wszystkie te kwestie na poziomie ogólnych i niejasnych deklaracji, by powtórzyć sukces odniesiony przed ponad 10 laty.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Historia lubi się powtarzać</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Wbrew temu co się powszechnie sądzi, pierwsze porozumienie pokojowe z Oslo nie jest traktatem pokojowym, ani żadnego rodzaju ostatecznym rozwiązaniem konfliktu. Jest to jedynie kalendarz dalszych negocjacji, które miały doprowadzić do końcowych ustaleń – deklaracja dobrej woli poprzedzona wymianą listów wzajemnego uznania. 9 września 1993 r. przywódca Palestyńczyków Jaser Arafat w liście do izraelskiego premiera Icchaka Rabina napisał bowiem, że Organizacja Wyzwolenia Palestyny uznaje prawo Państwa Izrael do egzystencji w warunkach pokoju i bezpieczeństwa. W odpowiedzi tego samego dnia Rabin napisał do Arafata, że rząd Izraela uznaje OWP za reprezentanta wszystkich Palestyńczyków i chce z nią podjąć negocjacje. W liście Rabina nie pada jednak ani słowo o państwie palestyńskim. Tak więc Arafat uznał państwo żydowskie w granicach historycznej Palestyny, nie otrzymawszy w zamian potwierdzenia prawa Palestyńczyków do samostanowienia w obrębie tych samych granic. Później jego niewybaczalne błędy już tylko się mnożą.</p>
<p>Podpisana 13 września 1993 r. Deklaracja Zasad zostawia na później dyskusję o wszystkich najważniejszych i będących osią konfliktu kwestiach  (tj. Jerozolima, uchodźcy, osiedla, stosunki graniczne, bezpieczeństwo, współpraca z sąsiadami). Izraelczycy i Palestyńczycy mają się nimi zająć po okresie przejściowym – nie dłuższym jednak niż pięć lat. Do tego momentu będzie o nich decydował Izrael. Dwa lata później 24 września 1995 r. Arafat i Rabin podpisali tak zwane Oslo II – kolejne porozumienie, które oddawało pod wyłączną kontrolę Palestyńczyków zaledwie 3% terytorium Zachodniego Brzegu, 24% pod ich częściową kontrolę dzieloną z Izraelem oraz pod wyłączną kontrolę Izraela aż 74% tego terytorium! Takie ustalenia nie tylko utrwaliły  izraelskie panowanie na terytoriach palestyńskich, ale co więcej palestyńscy przywódcy sami złożyli pod nimi podpisy.</p>
<p>„Wyprodukowali ohydną mapę złożoną z małych bantustanów, zgodzili się na izraelskie osiedla, nie przygotowali się do negocjacji, zaakceptowali porozumienie pozbawione jakichkolwiek realistycznych terminów i szczegółowych danych, poszli na ustępstwa, tak jakby pracowali w zmowie z Izraelczykami by stworzyć coś, co jest parodią rozwiązania pokojowego, w którym Palestyńczycy nie zyskali niemal nic poza reżimem Arafata” – napisał najwybitniejszy palestyński intelektualista Edward Said w książce podsumowującej osiągnięcia Oslo o znamiennym tytule <em>The End of Peace Proces</em>.</p>
<p>Z kolei palestyński uczony Yezid Sayigh w swojej klasycznej już monografii na temat palestyńskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego określa Oslo jako „palestyński traktat wersalski”, narzędzie żałosnego i ofiarnego poddania się. Jeszcze lepiej ujęła to palestyńska intelektualistka i polityk Hanan Aszrawi: „Ktokolwiek podpisał to porozumienie z pewnością nigdy nie żył pod izraelską okupacją” – napisała. Arafat i jego ludzie byli bowiem „przywództwem na uchodźstwie”, nie żyli pod kontrolą Izraela, swoją walkę prowadzili z terytorium innych państw – Kuwejtu, Jordanii, Syrii, Libanu, Tunezji. By zapewnić sobie powrót, oraz władzę na terytoriach okupowanych, a także pozycję reprezentantów Palestyńczyków poszli na niedorzeczne ustępstwa.</p>
<p>Oslo II stanowi pisemną podstawę izraelskich autostrad, które łączą dziś tzw. Izrael właściwy z jego osiedlami rozdzierając wewnętrzną ciągłość Zachodniego Brzegu i siekając go na oddzielone od siebie fragmenty. Ten stan rzeczy dodatkowo utrwalony został przez setki izraelskich punktów kontrolnych i mur zbudowany przez Izrael wewnątrz Zachodniego Brzegu. Istnieje uzasadniona obawa, że Annapolis okaże się niczym innym jak tylko powtórką Oslo. Pospieszne ustalenia, które mogą zapaść przed końcem kadencji George’a W. Busha, zapewne pognębią jeszcze bardziej Palestyńczyków, nie zmuszając Izraela do żadnych poważnych ustępstw.</p>
<p>Podobnie jak Oslo, Annapolis spotkało się z zaciętym oporem palestyńskich ugrupowań islamistycznych, zwłaszcza Hamasu – o czym donosi każde zachodnie medium oraz z równie zaciętą krytyką palestyńskich intelektualistów – o czym jednak większość mediów milczy. Ci ostatni bili na alarm w tygodniach poprzedzających Annapolis, domagając się by Mahmud Abbas swoich ustaleń z Izraelem nie podejmował w imieniu wszystkich Palestyńczyków, a jedynie swoim własnym. „Nikt z nas nie ma wątpliwości, co do natury tego spotkania. Nikt nie da się ogłupić choćby odrobinę na temat tego, co się tam odbywa. W Annapolis mamy do czynienia z kolejnym ultimatum mającym skłonić Palestyńczyków do rezygancji ze swoich suwerennych praw” – napisała w komentarzu dla brytyjskiej gazety <em>The Guardian</em> Karma Nabulsi, wykładowczyni polityki i stosunków międzynarodowych w St Edmund Hall na Uniwersytecie w Oxfordzie, kiedyś przedstawicielka OWP. „Nie ma żadnego procesu pokojowego i już od bardzo dawna żadnego nie było. Nie jest tajemnicą, że ta konferencja nie przyniesienie żadnej poprawy w nieznośnym status quo” – twierdziła jeszcze przed rozpoczęciem Annapolis. Nie myliła się.</p>
<p><strong>„Dwa państwa dla dwóch narodów” czy „Jedno państwo dla dwóch narodów”?</strong></p>
<p>Dziś coraz więcej palestyńskich i izraelskich intelektualistów odchodzi od koncepcji rozwiązania dwupaństwowego. Im więcej czasu upływa (w przyszłym roku minie 60 lat od momentu ustanowienia Izraela w Palestynie, w tym roku minęło 40 lat od kiedy okupuje on Zachodni Brzeg i Strefę Gazy) tym bardziej nieodwracalne wydają się fakty w terenie. Nie ma wątpliwości, że izraelskich osiedli na Zachodnim Brzegu i całej infrastruktury stworzonej wokół nich nie da się wyburzyć w ciągu jednej nocy. Co zrobić z mieszkającym w nich blisko pół milionem Żydów? Co zrobić z Palestyńczykami, którzy stanowią dziś jedną piątą obywateli Izraela? Jak zapewnić prawo do powrotu palestyńskim uchodźcom? Jak jednocześnie skłonić Izrael do wycofania się do swoich granic sprzed 1967 r., do podziału Jerozolimy? Żaden z tych niezbędnych do zawarcia pokoju warunków nie jest możliwy do spełnienia w ramach rozwiązania dwupaństwowego („dwa państwa dla dwóch narodów”). Choć popiera je opinia międzynarodowa, wielu Palestyńczyków, którzy marzą o swoim własnym kawałku świata, oraz tzw. izraelski ruchu pokojowy, jest coraz więcej argumentów świadczących o braku możliwości realizacji tej koncepcji. „Palestyńczycy w Palestynie, Żydzi w Izraelu – sąsiadujący ze sobą w pokoju” – głoszą proste recepty na pokój na Bliskim Wschodzie. „Nie ma czegoś takiego jak <em>Izrael-Palestyna</em> czy <em>Izrael/Palestyna</em> jest tylko<em> Izrael panujący nad terytorium Palestyny </em>” – uważa Eyal Sivan izraelski reżyser i zwolennik rozwiązania jednopaństwowego („jedno państwo dla dwóch narodów”). Jego zdaniem jedno państwo na terytorium Palestyny istnieje już teraz, bo Izrael kontroluje przecież całkowicie także terytorium Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy. „To państwo już jest, musimy je tylko przekształcić w państwo demokratyczne, w którym wszyscy jego obywatele będą mieli równe prawa” – mówił na niedawnej londyńskiej konferencji poświęconej tej koncepcji. Zwolennicy rozwiązania jednopaństwowego są przekonani o jego nieuchronności, ponieważ Izrael wbrew wszelkim swoim zapewnieniom zacieśnia kontrolę nad Zachodnim Brzegiem i Wschodnią Jerozolimą. Są pewni, że z czasem separacja Palestyńczyków od Izraelczyków nie będzie możliwa. Zwłaszcza, że już dziś liczebność obu populacji w granicach dawnego mandatu Palestyny jest równa. Pewnego dnia Palestyńczycy, którzy mają wyższy przyrost naturalny, przewyższą Izraelczyków pod względem demograficznym. Wówczas nawet jeśli żydowska mniejszość będzie nadal u władzy, nie uda się jej wiecznie utrzymywać na tej pozycji – tak jak nie było możliwe utrzymanie dominacji białej populacji w Republice Południowej Afryki. O tym jednak żaden z uczestników Annapolis nawet nie wspominał. Tam przecież robi się prawdziwy pokój!</p>
<p>Magda Qandil &#8211; dziennikarka specjalizująca się w tematyce bliskowschodniej oraz zagadnieniach islamu europejskiego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/po-konferencji-w-annapolis-miraze-porozumienia-i-ucieczka-od-pokoju/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

