<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kampania Solidarności z Palestyną &#187; Hezbollah</title>
	<atom:link href="http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/tag/hezbollah/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kampania-palestyna.pl</link>
	<description>Polsko-Palestyńska inicjatywa pokojowa</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 18:22:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Zasadzka pod Insariją</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/zasadzka-pod-insarija/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/zasadzka-pod-insarija/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 21:20:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Hezbollah]]></category>
		<category><![CDATA[Liban]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=761</guid>
		<description><![CDATA[Z izraelskiej kutra rakietowego linia wybrzeża libańskiego wyglądała tak, jakby pociągnięto ją węglem; wzdłuż niej migotały w domach światła. Poza tym Liban trudno było odróżnić od bezksiężycowego nocnego nieba.
Komendant Jossi Kurakin, dowódca szesnastoosobowej drużyny komandosów morskich z elitarnej jednostki Flotylla 13, kazał ruszać. Uzbrojeni po zęby żołnierze przesiedli się na pontony desantowe, które kołysały się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z izraelskiej kutra rakietowego linia wybrzeża libańskiego wyglądała tak, jakby pociągnięto ją węglem; wzdłuż niej migotały w domach światła. Poza tym Liban trudno było odróżnić od bezksiężycowego nocnego nieba.</p>
<p>Komendant Jossi Kurakin, dowódca szesnastoosobowej drużyny komandosów morskich z elitarnej jednostki Flotylla 13, kazał ruszać. Uzbrojeni po zęby żołnierze przesiedli się na pontony desantowe, które kołysały się za kutrem. Kilku komandosów uginało się pod ciężarem materiałów wybuchowych do min drogowych.<br />
Pontonami mieli podpłynąć bliżej brzegu. Ostatni odcinek mieli przebyć wpław.<br />
Kurakin, gramoląc się na ponton, uśmiechnął się szczerząc zęby do swojego dowódcy.<br />
- Nie martw się. Wszystko będzie okej. Obiecuję &#8211; rzekł.<br />
Gdy tylko komandosi przesiedli się na pontony, ruszyły one ku odległemu brzegowi; cel znajdował się w odległości dwóch kilometrów od brzegu, we wsi Insarija.<br />
Od dziesięciu dni nad polami i gajami pomarańczowymi na północnym skraju Insariji latały bezzałogowe samoloty rozpoznawcze MK. Galib Farhat widział wyraźnie takie samoloty ze swojego piętrowego domu na skraju wsi. Ich obecność go zaintrygowała. Insarija leżała daleko od izraelskiej strefy okupacyjnej i we wsi niewiele mogło interesować Izraelczyków.</p>
<p>Z morza u skalistego brzegu po cichu wyłonili się komandosi morscy. W tym miejscu przebiegał jedyny nie zabudowany odcinek wybrzeża naprzeciwko Insariji. Mimo to ryzyko było spore. Nawet o takiej późnej godzinie panował tu duży ruch. Drużyna musiała przeskoczyć chyłkiem drogę, przejść przez bramę w trzymetrowym betonowym murze biegnącym po wschodniej stronie gościńca i zniknąć wśród plantacji bananów i gajów pomarańczowych, a następnie wspiąć się na wzgórze, do Insariji.<br />
Komandosi kolejno przeskakiwali na drugą stronę drogi. Wydaje się, że nikt ich nie zauważył. Pod osłoną plantacji bananów drużyna zaczęła trudny marsz pod górę, do położonej na szczycie urwiska wsi.</p>
<p>Galib i jego żona Kulud oglądali telewizję. Dzieci spały w sąsiednim pokoju. Galib ciągle odczuwał niepokój. W okolicy operowali bojownicy Hezbollahu. Przybyli do wsi prawie w tym samym czasie, gdy &#8211; dziesięć dni wcześniej &#8211; pojawiły się samoloty rozpoznawcze. Co wieczór, około dziesiątej, dróżką za domem przejeżdżał powoli, na zgaszonych światłach, samochód; kierował się w stronę wsi Lubia, która leży o kilometr dalej, na północ od Insariji. Z samochodu wysiadało czterech czy pięciu ludzi i znikało w gajach pomarańczowych. Tego wieczoru znów tam byli.<br />
Kurakin i jego piętnastu żołnierzy wspinało się w znoju, przedzierając się przez gęsty gaj. Dowódca zatrzymał się i skinął na radiooperatora. Chciał pójść na skróty. Między gajem pomarańczowym a sosnową zasłoną od wiatru biegła na zachód ścieżka, którą szło by się szybciej i która w połowie drogi między Insariją a Lubią wyprowadziłaby drużynę na inną ścieżkę. Przełożony zezwolił na taką zmianę trasy i Kurakin poprowadził drużynę w nowym kierunku.<br />
Było po północy. Skończyła się zmiana w centralce telefonicznej w Insariji. Ali Assad zamknął biuro i podobnie jak jego dwaj koledzy udał się do samochodu. Koledzy odjechali, a w trzy minuty później Ali podążył w ich ślady; skręcił w stronę Lubii.</p>
<p>Czołówka drużyny izraelskiej, zachowując ostrożność, dotarła do ścieżki prowadzącej z Insariji do Lubii. Kurakin i radiooperator prowadzili pozostałych z kilkumetrowym wyprzedzeniem.<br />
Gdy doszli do bramy przy ścieżce, Kurakin kazał im się zatrzymać. On i jego dwaj towarzysze przeskoczyli ścieżkę i przycupnęli przy kupie śmieci. Kurakin odwrócił się, aby pozostałym komandosom wydać rozkaz: naprzód! W chwili, gdy go wydawał, komandosów poderwała z ziemi potężna eksplozja, w której w oka mgnieniu kilku zginęło. Zanim ci, którzy przeżyli, zdążyli przyjść do siebie, wybuchła druga mina i w morzu pomarańczowych płomieni zaczęły rozrywać się, kosząc drużynę izraelską, setki pojemniczków ze stalowymi kulkami.</p>
<p>Kurakin popędził na drugą stronę ścieżki, chcąc pomóc pozostałym przy życiu żołnierzom. Teraz z północy, z gaju pomarańczowego, otworzono do nich ogień z broni maszynowej. Kula trafiła Kurakina w głowę; zginął na miejscu.<br />
Ali Assad przejeżdżał bramę prowadzącą do gaju pomarańczowego, gdy zdetonowano pierwszą minę. Podmuch uderzył w samochód z prawej strony, obrócił go o 180 stopni i wyrzucił z drogi. Uderzenie było tak silne, że Ali wylądował na tylnym siedzeniu. Siedział przez chwilę ogłuszony, lecz po chwili usłyszał wokół karabiny maszynowe. Wypełzł przez okno, przeskoczył płot i wpadł do gaju pomarańczowego. W dali &#8211; o kilkaset metrów &#8211; widać było światła domów stojących na skraju Lubii. W pierwszym z brzegu domu miał przyjaciół. Pobiegł między drzewami.<br />
Huk pierwszej eksplozji spadł na Aminę Farhat, matkę Galiba, jak grom z jasnego nieba; zerwała się z łóżka i spadła na podłogę. Przerażająco blisko, w odległości zaledwie dwustu metrów, strzelano z broni automatycznej. Zdumiona zastanawiała się, czy znów walczą ze sobą Hezbollah i Amal. To samo przyszło na myśl Kulud, żonie Galiba. Lecz Galib, który w przeszłości bił się w szeregach partii komunistycznej, zdał sobie sprawę, że ta straszna strzelanina to nie potyczka między dwoma rywalizującymi ze sobą ugrupowaniami szyickimi, lecz coś znacznie poważniejszego.<br />
- Obudź dzieci &#8211; rozkazał. Podczas gdy przerażona rodzina chroniła się w sąsiednim domu, w którym mieszkała jego matka, ujrzał przez okno błysk trzeciej eksplozji &#8211; wybuch nastąpił wśród drzew pomarańczowych, od strony północnej.<br />
Ten trzeci wybuch spowodowała kula, która trafiła w materiały wybuchowe niesione przez sapera drużyny, sierżanta Itamara Ilję. Eksplozja rozerwała Ilję na krwawe strzępy i zabiła wokół kilku innych żołnierzy z osaczonego oddziału. Łącznie zginęło jedenastu członków szesnastoosobowej drużyny, a czterech było rannych. Cało wyszedł tylko radiooperator.</p>
<p>Gdy Ali Assad dobiegł do domu swoich przyjaciół, rodziny Abu Dżud, zauważył, że w mieszkaniu palestyńskiej znajomej Samiry Szehade palą się światła. Wchodząc do budynku ujrzał przejeżdżający samochód; jechał do Insariji, w kierunku pola bitwy.<br />
Kierowcą był Husajn Junis, piekarz z Msajli. Z tyłu siedziała Samira Szehade, znajoma Ali Assada, u której w mieszkaniu na parterze nadal opaliły się światła.<br />
Nagle Husajn zauważył tuż przed sobą, po obu stronach drogi, czarne postacie, a następnie pomarańczowe błyski &#8211; żołnierze izraelscy otworzyli ogień do samochodu. Kule podziurawiły przednią szybę obsypując Husajna odłamkami szkła, gdy nurkował na siedzenie dla pasażera.</p>
<p>Samochód pędził przed siebie, a kule z broni maszynowej szarpały ciało. Husajn czuł, jak trafiają go kule. Jedna drasnęła głowę, druga trafiła w ramię, trzecia w plecy. Inne, zwinięty w kłębek na obu siedzeniach, dostał w pośladki i w nogi.<br />
Samochód wypadł z drogi i zatrzymał się na rurze wodociągowej, ale Izraelczycy nadal ostrzeliwali go z odległości zaledwie dwudziestu metrów. Deska rozdzielcza rozpadła się nad jego głową na odłamki drewna, sztucznego tworzywa i szkła. Oszołomiony i strasznie cierpiący postanowił wydostać się z samochodu &#8211; tak, aby Izraelczycy mogli go zastrzelić i przerwać w ten sposób agonię.<br />
Strzelanina ustała, toteż Husajn wyczołgał się przez drzwi kierowcy na drogę.<br />
- Wysiądź &#8211; mruknął do Samiry. Usłyszał jej cichy płacz i stwierdził, że się nie rusza. Nic nie mógł dla niej zrobić. Przemknął przez drogę i schował się w rowie.</p>
<p>Na kutrze oficerowie izraelscy z przerażeniem słuchali rozpaczliwych błagań radiooperatora o pomoc. Było jasne, że wypad zakończył się katastrofą. Podczas gdy wzywano śmigłowce bojowe, aby ewakuowały rannych i zabitych, oficerowie słuchali ze zgrozą odgłosów bitwy, które transmitowane przez radio jednostki, odbijały się echem w pokoju operacyjnym.</p>
<p>Ali Assad dotarł do frontowych drzwi mieszkania swoich przyjaciół palestyńskich &#8211; rodziny Abu Dżud &#8211; i zaczął się dobijać. Podobnie jak rodzina Farhatów w Insariji, Abu Dżudowie myśleli, że walka toczy się między Hezbollahem a Amalem i nie chcieli się w to mieszać.<br />
- Jestem Ali Assad z Lubii, wpuście mnie &#8211; powiedział. Im Ali otworzyła drzwi i do mieszkania wtargnął blady Ali.<br />
- Co tam się stało? &#8211; zapytała, ale Ali nie odpowiedział, bo był w szoku i roztrzęsiony usiadł na krześle.<br />
Husajn Junis był pewien, że umiera. Krew tryskała z uszkodzonej tętnicy na prawym przedramieniu, w którym kula wyżłobiła głęboką ranę. Ścisnął ramię lewą ręką starając się zatamować krew. Oślepiła go krew spływająca z głowy. Wokół słyszał wrzeszczących histerycznie po hebrajsku Izraelczyków. Usiłował usiąść i rozejrzeć się przez gałęzie drzew. Żołnierz izraelski kierował się ku niemu. Husajn zastygł w bezruchu; żołnierz odszedł. Widział jednak, jak inni żołnierze strzelają na wszystkie strony &#8211; nawet w powietrze.</p>
<p>Głuchy odgłos śmigieł zawiadomił rannych, że nadlatuje pomoc. Śmigłowce Cobra szumiały nad głowami; zalewały gaj strugami ognia z broni maszynowej i rakietami starając się stworzyć perymetr ognia, w którym mógłby wylądować śmigłowiec ratunkowy CH-53. Ten siadł w otwartym polu, około stu metrów od drzew.<br />
Przywiózł posiłki z Flotylli 13 i członków medycznej jednostki ewakuacyjnej lotnictwa izraelskiego, znanej jako Jednostka 669. Żołnierze wysiedli tylnymi drzwiami ładowni i podzielili się na dwie grupy. Komandosi morscy zajęli pozycje obronne obok drzew, podczas gdy sanitariusze rozbiegli się po terenie, na którym wybuchły miny, i zaczęli znosić do śmigłowca rannych i zwłoki.</p>
<p>Ogień z broni maszynowej bojowników ruchu oporu ustał. Zadanie załóg śmigłowców było jednak skomplikowane z powodu ciężkiego ostrzału z broni przeciwlotniczej przez stacjonujące w okolicy jednostki armii libańskiej.<br />
Husajowi robiło się zimno. Nie mógł poruszyć lewą nogą. Śmigła helikopterów poderwały kurz i śmieci z wysypiska rozrzucając je na drodze. Widział, jak na polu po lewej ląduje duży śmigłowiec i z tyłu wyskakują żołnierze. Inny śmigłowiec wylądował po prawej, po drugiej stronie ogrodzenia, na polanie obok gaju pomarańczowego. Spojrzał na zranioną lewą nogę. Szczur zlizywał krew płynącą z ran.</p>
<p>Dzieci Galiba wrzeszczały. Kulud zaproponowała mężowi, aby rodzina ukryła się w gaju pomarańczowym za domem. Galib powiedział jednak, że bezpieczniej będzie schronić się w centrum wsi.<br />
Otoczony rodziną wyprowadził ją z domu. Kulud krzywiła się, ilekroć nocne niebo rozświetlały eksplozje i ogień broni maszynowej. Pośród ogłuszającego hałasu następowały chwile ciszy. Bała się, że Izraelczycy usłyszą odgłos pantofli córki i otworzą do nich ogień.</p>
<p>Członkowie Jednostki 699 mieli do wykonania straszne zadanie. Po niektórych komandosach pozostały strzępy. Sanitariusze musieli jednak przestrzegać zwyczaju żydowskiego i zebrać zwłoki każdej osoby. Podczas gdy żołnierze izraelscy wykonywali swoje budzące grozę zadanie, w pobliżu zaczęły wybuchać pociski z moździerzy Hezbollahu.<br />
Jednak bezpośredni ogień z karabinów maszynowej ustał. Ratownicy byli pewni, że brakuje dwóch ciał i choć przetrząsali w ciemnościach teren, nie mogli ich znaleźć. Nie zdawali sobie sprawy, że szczątki jednego z brakujących komandosów są już na pokładzie CH-53. Szczątki innego komandosa, sierżanta Ilji, na którym eksplodował od kuli materiał wybuchowy, były rozrzucone na polu walki.</p>
<p>Bez przerwy spadały pociski z moździerzy Hezbollahu i to one spowodowały ostatnią ofiarę. Od wybuchu pocisku zginął towarzyszący ekipie ratowniczej lekarz w stopniu majora. O 4.30, w cztery godziny od chwili, gdy rozpoczął się bój, ostatnie śmigłowce izraelskie odleciały na południe.</p>
<p>Gdy Izraelczycy odlatywali, Husajn Junis był jeszcze przytomny. Po kilku godzinach zamieszania i zgiełku nagła cisza budziła lęk. Stracił dużo krwi i było mu zimno. Nie bacząc na cierpienie, o jakie przyprawiały go kontuzjowane i pozrywane mięśnie, wypełzł z rowu i powlókł się do samochodu. Asfalt na drodze był zimny jak pokrywa śnieżna. W samochodzie, poza zasięgiem wiatru, było nieco cieplej. Samira leżała z tyłu na podłodze, twarzą w dół. Dla Husajna było jasne, że nie żyje.</p>
<p>Słysząc głosy nadchodzących ludzi, wyjrzał przez rozbitą przednią szybę i ujrzał dwóch mężczyzn, którzy szli w kierunku pola walki. Przywołał ich i po raz pierwszy od chwili, w której wjechał w sam środek strzelaniny, pomyślał, że mimo wszystko może przeżyć.</p>
<p>Galib Farhat udał się na pole walki, gdy wschodziło słońce rozgrzewając poranne powietrze. Płonął rząd sosen i dym wzbijał się ku blademu niebu. Na ziemi leżały trzy zerwane gałęzie, przysypane śmieciami z wysypiska. Wokół miejsca, w którym wybuchły dwie miny drogowe, leżały porozrzucane sztuki broni i odzieży, nieprzemakalne okrycia, hełmy i płetwy &#8211; pozostałość po Izraelczykach. Wśród śladów po strzelaninie rzucały się w oczy kawałki ludzkiego mięsa &#8211; tu kość szczękowa, tam kupka białego mózgu. Gdy Galib spojrzał na drzewo, ujrzał zwisający z gałęzi ludzki skalp. Inne, nie dające się zidentyfikować, kawałki ludzkiego ciała leżały na ziemi &#8211; przypominają mielone mięso, pomyślał z wisielczym humorem Galib.</p>
<p>Poznał stojący przy drodze samochód &#8211; należał do jego przyjaciela Husajna Junisa. W samochodzie nie było śladu po właścicielu, natomiast na tylnym siedzeniu leżało ciało kobiety. Rozpoznał w niej Samirę Szehade &#8211; Palestynkę, która mieszkała w dół drogi.</p>
<p>Teraz, razem z żołnierzami, cywilami i reporterami, ściągali tu w t-shirtach i jeansach bojownicy ruchu oporu ściskający w garściach pistolety maszynowe. Nad ich głowami latał izraelski samolot rozpoznawczy, który filmował krwawe pobojowisko, podczas gdy saperzy z armii libańskiej szukali w okolicy niewybuchów min drogowych.<br />
W ponurym geście, który odzwierciedlał horror pola bitewnego, uśmiechnięty bojownik podniósł wysoko, na znak triumfu, pokiereszowaną głowę sierżanta Ilji.<br />
Nieudany wypad komandosów morskich na Insariję zakończył się śmiercią dwunastu żołnierzy elitarnej jednostki armii izraelskiej &#8211; pod Insariją poniosła ona najcięższe jednodniowe straty od 1985 r. Na domiar złego, do zasadzki doszło dokładnie w dziewięć godzin po tym, jak trzej partyzanci z Hamasu wysadzili się w powietrze na tłumnej ulicy w Jerozolimie, powodując śmierć siedmiu i raniąc około setki cywilów.<br />
Izraelski premier Beniamin Netanjahu, który sam był kiedyś komandosem, określił wypad jako &#8220;jedną z najgorszych tragedii, jakie kiedykolwiek się nam przydarzyły&#8221;.</p>
<p>Wśród nieuchronnych w takich sytuacjach wzajemnych oskarżeń, wysuwanych po stronie izraelskiej, padły pytania, które pozostały bez odpowiedzi. Czy Hezbollah wiedział, że zjawią się komandosi? Czy może po to, aby wciągnąć komandosów w pułapkę, za pośrednictwem podwójnego agenta przekazał Izraelczykom jakąś fałszywą informację?<br />
Ciągle nie wiadomo, jaki był cel wypadu. Spekulowano, że celem miał być szajch Abdel Amir Kalaban, wiceprzewodniczący Najwyższej Rady Szyickiej. Okoliczni mieszkańcy twierdzili, że czwartkową noc spędził we wsi jeden z czołowych przywódców Hezbollahu i że Izraelczycy mogli planować jego porwanie.<br />
Komisja armii izraelskiej, która badała sprawę, podała, że komandosi padli ofiarą zasadzki zastawionej przypadkowo przez partyzantów. Przez następne osiemnaście miesięcy dochodzenie prowadziły dwie inne komisje armii, a także oddzielnie komisja parlamentarna. Żadna nie doszła do przekonujących wniosków.</p>
<p>Hezbollah zachował milczenie &#8211; chodziło o to, aby Izraelczycy rozpływali się w domysłach. W trzy lata po wypadzie i w trzy miesiące po opuszczeniu południowego Libanu przez Izraelczyków, komendant Hezbollahu na południu, szajch Nabil Kauk, ciągle nie jest skłonny ujawnić prawdy o tym boju.<br />
- Za wcześnie na ujawnianie tajemnic boju pod Insariją. Izraelczycy wiedzą, że Hezbollah był poinformowany o operacji, ale nie wiedzą, w jaki sposób. Powiem tylko, że nasza obecność nie była tam wynikiem zbiegu okoliczności &#8211; powiedział Kauk w rozmowie z Daily Star.</p>
<p>Ze zwycięstwa na polu walki Hezbollah uczynił cios propagandowy i skapitalizował troskę Izraelczyków o szczątki komandosów, które następnie zwrócono Izraelowi w zamian za ciała bojowników ruchu oporu i więźniów z ośrodka więziennego w Chiam.<br />
Hezbollah otworzył stronę internetową, na której umieścił zdjęcia szczątków co najmniej trzech różnych komandosów, choć armia izraelska powiedziała krewnym zabitych żołnierzy, że nie udało się odzyskać jedynie szczątków sierżanta Ilji.</p>
<p>Być może klucza do wyjaśnienia zagadki obecności dużej liczby bojowników ruchu oporu w okolicy należy szukać we wcześniejszych operacjach komandosów izraelskich. 4 sierpnia w nocy na peryferiach wsi Kfur, 16 km na wschód od Insariji, wylądowała przerzucona śmigłowcem drużyna komandosów z brygady &#8220;Golani&#8221;. Zauważyli ją miejscowi bojownicy Hezbollahu i doszło do dwugodzinnego boju, zakończonego wycofaniem się Izraelczyków. Tuż po świcie od potrójnej eksplozji min drogowych zginęło pięciu bojowników Hezbollahu, w tym dwóch wyższych dowódców. Miny zastawili komandosi, a zdetonował je latający nad okolicą izraelski bezzałogowy samolot rozpoznawczy. Mimo atmosfery tajemniczości, jaką wokół boju pod Insariją roztoczył Hezbollah, być może najdokładniej o towarzyszących jej okolicznościach opowiedział na konferencji prasowej, która odbyła się tego samego dnia, sekretarz generalny tej partii &#8211; sajjid Hassan Nasrallah. Powiedział mianowicie, że po operacji izraelskiej w Kfur, spodziewając się nowych wypadów komandosów, na całym południu kraju rozmieszczono bojowników uzbrojonych w miny drogowe.<br />
- Czuwający nocami bojownicy są w większości miasteczek i wsi; wyposażeni w pułapki, karabiny i moździerze czekają na Izraelczyków &#8211; powiedział Nasrallah.</p>
<p>Niezależnie od tego, jaka jest prawda, ten bój był punktem zwrotnym w okupacji Libanu przez Izrael. W obliczu coraz większych strat ponoszonych przez żołnierzy izraelskich i narastających apeli izraelskiej opinii publicznej o wycofanie armii z Libanu, ówczesny minister wojny, Icchak Mordechaj, polecił zbadać sytuację strategiczną na południu tego kraju. W październiku posterunki izraelskie umocniono żelazobetonem i ograniczono patrole. Zaniechano operacji komandosów, polegających na przenikaniu w głąb Libanu; nadal trwały tylko ograniczone rajdy na skraju strefy okupacyjnej.<br />
Dziś droga z Insariji do Lubii to po prostu jeszcze jeden spokojny zakątek na południu kraju.<br />
Śmieci nadal wyrzuca się przy drodze. Ogołocone przez ogień maszynowy ze śmigłowców sosny wycięto. Jeśli jednak przyjrzymy się uważnie bramie prowadzącej do gaju pomarańczowego, to obok pary stalowych rur wodociągowych znajdziemy dwie dziurki w ziemi &#8211; to tam wybuchły miny. Naprzeciwko każdej z tych dziur wbite są w rury spłaszczone resztki dziesiątków stalowych łożysk kulkowych &#8211; lotek, w które były wyposażone miny.<br />
Na okolicznych drzewach, w miejscach, w których miny i kule z karabinów maszynowych pozrywały gałęzie, nadal sterczą połamane kikuty. Poza tym, niewiele jest już śladów jednego z najbardziej zażartych bojów ruchu oporu z armią izraelską.</p>
<p><strong>Nicholas Blanford</strong></p>
<p>* 5 września 1997 r. w zasadzce zastawionej przez partyzantów z Islamskiego Ruchu Oporu pod wsią Insarija na południe od Sajdy w Libanie zginęło dwunastu izraelskich komandosów morskich. Według danych urzędowych ogólna liczba poległych żołnierzy izraelskich wzrosła wówczas do 864. Rozgromienie całej drużyny należącej do jednostki elitarnej wstrząsnęło społeczeństwem izraelskim i zmusiło wojskowych do zrewidowania polityki izraelskiej na południu Libanu. W trzecią rocznicę zwycięstwa ruchu oporu pod Insariją, na podstawie opublikowanych relacji i wywiadów z naocznymi świadkami, Nicholas Blanford odtworzył na łamach bejruckiego dziennika The Daily Star dramatyczny przebieg tego przełomowego boju. (red.)</p>
<p>Tekst ukazał się w &#8220;Rewolucji&#8221;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/zasadzka-pod-insarija/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ewolucja taktyki bojowej Hezbollahu</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/ewolucja-taktyki-bojowej-hezbollahu/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/ewolucja-taktyki-bojowej-hezbollahu/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 20:53:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Hezbollah]]></category>
		<category><![CDATA[Liban]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=755</guid>
		<description><![CDATA[Hezbollah, ruch partyzancki, który zmusił Izrael do opuszczenia skrawka południowego Libanu, okupowanego przez 22 lata, rozrósł się z małej, amatorskiej grupy zbrojnej w ruch zdolny do bardzo wyrafinowanych operacji taktycznych i do korzystania z nowego oręża nowoczesnej wojny &#8211; telewizji. &#8220;Posłużenie się mediami jako orężem przynosi skutek porównywalny ze zwycięską bitwą&#8221;, powiedział wysokiej rangi komendant [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Hezbollah, ruch partyzancki, który zmusił Izrael do opuszczenia skrawka południowego Libanu, okupowanego przez 22 lata, rozrósł się z małej, amatorskiej grupy zbrojnej w ruch zdolny do bardzo wyrafinowanych operacji taktycznych i do korzystania z nowego oręża nowoczesnej wojny &#8211; telewizji. &#8220;Posłużenie się mediami jako orężem przynosi skutek porównywalny ze zwycięską bitwą&#8221;, powiedział wysokiej rangi komendant Hezbollahu, szajch Nabil Kauk, udzielając wywiadu dziennikarzowi zachodniemu &#8211; co przywódcy tej organizacji rzadko czynią.</p>
<p>Niezwykle szczegółowo opowiedział, jak Hezbollah nauczył się działać coraz skuteczniej, wypracowywać coraz lepszą strategię i posługiwać się coraz bardziej skomplikowaną bronią &#8211; oraz jak filmować swoje sukcesy i kolportować kasety wideo w mediach. &#8220;Za pośrednictwem tych filmów byliśmy w stanie zdalnie sterować morale mnóstwa Izraelczyków&#8221;, powiedział podkreślając, że utrata morale przez Izraelczyków pomogła przegonić ich z południowego Libanu w takiej samej mierze, co klęska na polu walki.</p>
<p>Ongiś, obok samobójczych ataków nastolatków, którzy w wypełnionych materiałem wybuchowym samochodach rzucali się na instalacje izraelskie, taktyka Hezbollahu polegała głównie na zasadzkach, zabójstwach i eksplodowaniu min drogowych. Jak jednak stwierdzają obserwatorzy wojskowi w tym regionie, z biegiem czasu cechowało ją coraz lepsze planowanie i wykonawstwo.</p>
<p>Punktem zwrotnym była we wrześniu 1997 r. zasadzka, w którą podczas rajdu wpadł elitarny oddział izraelskich komandosów morskich; zginął ich tuzin. Jak mówi szajch &#8211; a potwierdzają to zachodni obserwatorzy wojskowi &#8211; najpierw Izraelczycy wstrzymali takie rajdy na rok, starając się ustalić, jakie były przyczyny tej porażki, a następnie Hezbollah rozpuścił pogłoski, że przeniknął do wywiadu izraelskiego, co spowodowało dalsze wstrzymanie przeciwpowstańczych operacji izraelskich.</p>
<p>Skutkiem było zepchnięcie Izraelczyków do bunkrów, toteż teren i inicjatywa przeszły w ręce Hezbollahu. Jego uderzenia uległy nagłośnieniu, ponieważ rejestrowali je ukryci kamerzyści Hezbollahu, a kasety szybko docierały do telewizji izraelskiej &#8211; nieraz w tej samej chwili, w której rzecznik armii izraelskiej zaprzeczał, że dany incydent miał miejsce. W rezultacie zadziałał czynnik nazywany przez wojskowych &#8220;mnożnikiem siły&#8221;, który w wielkiej mierze zachwiał wolą walki Izraelczyków.</p>
<p>&#8220;75% swoich działań wojennych Hezbollah stoczył przy użyciu kaset wideo&#8221;, powiedział doświadczony oficer stacjonujących na tym terenie sił pokojowych ONZ. Kasety czym prędzej ekspediowano do Bejrutu, gdzie kopie dostarczano telewizji libańskiej i takim zachodnim agencjom prasowym, jak Associated Press i Reuters, za pośrednictwem których były szeroko dostępne. Najpierw pokazywała je jednak stacja telewizyjna samego Hezbollahu.<br />
Filmy wideo często pokazywano w Izraelu w wieczornych wiadomościach telewizyjnych, co sprzyjało przenoszeniu kosztów okupacji do domu. Ogromnie kontrastowały one z tym, co standardowo serwowali izraelscy reporterzy wojskowi, których materiały podlegały surowym restrykcjom i cenzurze armii. Często zamazane i ziarniste filmy Hezbollahu przyczyniły się do wzmożenia przez opinię publiczną w Izraelu presji, aby wojsko wróciło do domu.<br />
Kasety na nic by się jednak nie zdały, gdyby z biegiem czasu &#8211; trwało to długie lata &#8211; Hezbollah nie rozwinął swoich umiejętności zbieranie informacji wywiadowczych i nie podniósł kwalifikacji bojowych. &#8220;Gdy zaczynali, wydawało im się, że wygrają, zbierając na wzgórzu gromadę ludzi wołających Allahu akbar&#8221;, powiedział o bojownikach Hezbollahu stacjonujący w rejonie oficer ONZ. &#8220;W jednej operacji potrafili stracić 40 ludzi. Teraz działają w sposób bardzo wyrafinowany i zdyscyplinowany.&#8221;</p>
<p>Szajch Kauk stwierdził w wywiadzie, że partyzanci byli w stanie podnieść skuteczność swoich działań, ponieważ studiowali każdą operację, uczyli się na błędach i zdobywali doświadczenie w posługiwaniu się bronią. Wskazał również, że w celu pokrzyżowania szyków liczniejszym i lepiej wyposażonym wojskom izraelskim stosowali metody, które czasami pozostawały na niebywale niskim poziomie technicznym. &#8220;Ruch oporu zawsze skupiał swoją uwagę na słabych punktach nieprzyjaciela&#8221;, powiedział wykładając zasady klasycznej teorii i praktyki wojny partyzanckiej.<br />
Eksperci wojskowi mówią, że Hezbollah zawsze miał na swoim stanie nie więcej niż 500 stałych bojowników, choć mógł zmobilizować dużo więcej zwolenników. Wojska izraelskie w południowym Libanie liczyły na ogół 1500 żołnierzy wspieranych przez 2500 kolaborantów &#8211; żołnierzy milicji libańskiej, która rozpadła się i rozpierzchła, gdy 24 maja 2000 r. Izraelczycy wzięli nagle nogi za pas. Działacze Hezbollahu twierdzą, że w ciągu długich lat walki stracili 1500 bojowników; w miejscach, w których oni polegli, stawia się teraz żółte znaki drogowe. Zginęły również setki żołnierzy izraelskich.</p>
<p>Szajch Kauk wyjaśnił, że Hezbollah toczył wojnę dwojakiego rodzaju &#8211; partyzancką i konwencjonalną. Przechodząc od jednej do drugiej był w stanie utrzymać inicjatywę; po starciu bojownicy rozpraszali się wśród ludności, która w większości z nimi sympatyzowała. &#8220;Ograniczając rozmach starć mogliśmy trzymać atuty w ręku&#8221;, powiedział szajch. &#8220;Potrafiliśmy staczać małe, niewielkie bitwy, podczas których mieliśmy przewagę. Nawet rakiet, którymi posługiwał się ruch oporu, należało używać inteligentnie. Akcje przeprowadzaliśmy tak, że wybór miejsca i czasu zapewniał im odpowiednią skuteczność.&#8221;</p>
<p>Szajch i obserwatorzy wojskowi przytaczają wiele innowacji, jakie wprowadził Hezbollah &#8211; od min drogowych, robionych z plastikowych imitacji głazów, które w Bejrucie można nabyć w sklepach ogrodniczych za 15 dolarów, po puszczanie zwierząt hodowlanych na tereny monitorowane przez izraelskie czujniki ruchu. Jednocześnie Hezbollah potrafił blokować izraelskie radary i monitoringi.<br />
Szajch opowiedział, jak Izraelczycy przez wiele miesięcy szukali starego radzieckiego czołgu T-55, który nigdy nie jeździł i był nie do wykrycia przez izraelskie czujniki ciepła, bo ukryto go w grocie i strzelano z niego sporadycznie. Bojownicy Hezbollahu odkryli, że elektronicznie kierowane rakiety przeciwczołgowe, którymi można sterować w locie, da się kierować na małe otwory w betonowych bunkrach. &#8220;Nie wiedział o tym nawet ten, kto wymyślił te rakiety&#8221;, chwalił się szajch Kauk. Z uśmiechem na ustach odmówił odpowiedzi na pytanie, czy Hezbollah posiada amerykańskie rakiety TOW &#8211; celniejsze od starych saggarów, którymi się posługiwał.<br />
Przede wszystkim &#8211; mówił szajch &#8211; on i jego bojownicy &#8220;zawsze byli gotowi do męczeństwa&#8221;, podczas gdy żołnierz izraelski &#8220;prawdopodobnie nie był gotów umierać&#8221;. &#8220;Ważniejsze niż cokolwiek&#8221;, powiedział, &#8220;jest to, że nie wierzył, iż tę wojnę można wygrać.&#8221; Podkreślił również znaczenie dobrej siatki wywiadowczej.</p>
<p>Skuteczności tej siatki dowiodła 28 lutego 1999 r. śmierć gen. Ereza Gersteina, wysokiego izraelskiego oficera łącznikowego przy milicji kolaboracyjnej; jadąc samochodem w konwoju wojskowym zginął on w wyniku eksplozji miny drogowej. Był to najwyższy rangą oficer izraelski zabity w okupowanym Libanie. Z kolei 30 stycznia 2000 r. zginął drugi według starszeństwa oficer milicji, płk Akl Haszem &#8211; bomba wybuchła u niego w domu w Mardżejun.</p>
<p><strong>John Kifner</strong></p>
<p>Artykuł ten ukazał się w dzienniku The New York Times z 19 lipca 2000 r.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/ewolucja-taktyki-bojowej-hezbollahu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Droga Hezbollahu do zwycięstwa nad okupantem izraelskim</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/droga-hezbollahu-do-zwyciestwa-nad-okupantem-izraelskim/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/droga-hezbollahu-do-zwyciestwa-nad-okupantem-izraelskim/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 20:39:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Hezbollah]]></category>
		<category><![CDATA[Liban]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=751</guid>
		<description><![CDATA[Punkt widzenia Instytutu Współczesnej Myśli Islamskiej
I
Sromotna ucieczka Izraela z południowego Libanu pod naporem bezlitosnych i zdeterminowanych ataków Islamskiego Ruchu Oporu zwróciła uwagę na libański Hezbollah, który stał na czele tego nieustraszonego i zwycięskiego ruchu. To, że media zachodnie wyciszyły zwycięstwo Hezbollahu nad okupantami syjonistycznymi, jest zrozumiałe. W końcu Izrael jest częścią Zachodu; w rzeczywistości upokarzająca [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Punkt widzenia Instytutu Współczesnej Myśli Islamskiej</p>
<p>I</p>
<p>Sromotna ucieczka Izraela z południowego Libanu pod naporem bezlitosnych i zdeterminowanych ataków Islamskiego Ruchu Oporu zwróciła uwagę na libański Hezbollah, który stał na czele tego nieustraszonego i zwycięskiego ruchu. To, że media zachodnie wyciszyły zwycięstwo Hezbollahu nad okupantami syjonistycznymi, jest zrozumiałe. W końcu Izrael jest częścią Zachodu; w rzeczywistości upokarzająca klęska syjonistów jest klęską samego Zachodu. Jak jednak wyjaśnić niemal zupełne milczenie mediów muzułmańskich? Dlaczego tak niewielu muzułmanów świętowało to wielkie zwycięstwo islamu, a co więcej &#8211; dlaczego było tak niewiele analiz tego zwycięstwa? Przecież lekcje wynikające z doświadczenia Hezbollahu są użyteczne dla innych środowisk ruchu islamskiego, które stawiają u siebie czoło syjonistom.</p>
<p>Pierwsza rzecz, która w związku z tym rzuca się boleśnie w oczy, to słabość mediów muzułmańskich. Poza Crescent International i afiliowanymi do niego &#8211; czy to drukowanymi, czy internetowymi &#8211; mediami ukazało się niewiele prób wyjaśnienia, dlaczego i jak Hezbollahowi udało się tam, gdzie inni ponieśli fiasko. Przytłaczająca większość mediów w świecie muzułmańskim zależy od zachodnich źródeł informacji, toteż po prostu odzwierciedlają one priorytety i poglądy Zachodu; dlatego praktycznie zignorowały zwycięstwo Hezbollahu. Lecz swoją rolę odegrała również nękająca światową społeczność muzułmańską plaga nacjonalizmu. Szczególnie było to widoczne w świecie arabskojęzycznym, w którym ogromny sukces Islamskiego Ruchu Oporu przedstawiano jako zwycięstwo &#8220;arabskie&#8221; &#8211; tak, jakby Hezbollah walczył po sztandarem arabizmu. Jeśli chodzi natomiast o wypowiedź Jasera Arafata, że &#8220;wycofanie się&#8221; Izraela odzwierciedla pragnienie pokoju, jakie żywią przywódcy syjonistyczni, to zasługuje ono jedynie na wzgardę!<br />
A więc &#8211; czym jest Hezbollah? Czym naprawdę jest ta bęte noire Zachodu, ten architekt klęski Zachodu w Libanie? Chcąc zrozumieć, czym jest Hezbollah i skąd wzięły się jego niezwykłe sukcesy, należy wniknąć w złożoność ewoluującego ruchu islamskiego, który sercom i umysłom wielu Libańczyków &#8211; w tym największego segmentu narodu libańskiego &#8211; pomógł zaszczepić poczucie misji. Celem zarysowania jasnego obrazu historycznego Hezbollahu należy odbyć drogę prowadzącą od płynnego skupiska aktywistycznie nastawionych jednostek i małych grup ożywianych islamskim zapałem rewolucyjnym i zdecydowanych sprostać wstrząsowi, jaki stanowił najazd izraelski na Liban w czerwcu 1982 r., do dojrzałej, dynamicznej, szerokiej i wielostronnej organizacji politycznej, wyróżniającej się niezwykłą inteligencją polityczną, wybitnymi zdolnościami organizacyjnymi i mobilizacyjnymi, umiejętnością budowania koalicji i &#8211; co najważniejsze &#8211; wysokimi kwalifikacjami w dziedzinie strategii i taktyki.<br />
<strong><br />
JAK POWSTAŁ HEZBOLLAH</strong></p>
<p>Początki Hezbollahu sięgają najazdu Izraela na Liban. W pierwszych dniach inwazji Iljas Sarkis, ówczesny prezydent tego państwa, utworzył sześcioosobowy Komitet Ocalenia Narodowego &#8211; rzekomo po to, aby zajął się on skutkami inwazji izraelskiej i działał na rzecz pojednania narodowego. Decyzja przewodniczącego Amalu1, Nabiha Berriego, o wzięciu udziału w posiedzeniach tego komitetu razem z prosyjonistycznym falangistowskim dowódcą wojskowym Baszirem Dżumajjilem, wywołała falę protestów szeregowych członków tego ruchu, która m.in. znalazła wyraz w licznych rezygnacjach z członkostwa. Dysydenci z Amalu patrzyli również krzywo na to, że komitet zbierał się w pałacu prezydenckim Ba&#8217;abda, który znajdował się w strefie okupowanej. Większość rezygnacji złożyły elementy religijne i kadry, które działały w łonie Amalu z nadzieją, że przekształcą go w ruch islamski zaangażowany w stworzenie w Libanie państwa islamskiego. Wśród tych, którzy zrezygnowali, było kilku członków dwudziestopięcioosobowej Rady Kierowniczej Amalu, w tym hadżdż Ali Ammar, hadżdż Husajn Chalil i wiceprzewodniczący Husajn Musawi, który po rozłamie utworzył swoje własne ugrupowanie &#8211; Amal Islamski2. Wśród działaczy, którzy opuścili Amal, byli również tacy członkowie Biura Politycznego, jak sajjid Hassan Nasrallah, obecnie sekretarz generalny Hezbollahu.<br />
Połączyli się oni z wieloma innymi aktywistami, którym przewodzili głównie absolwenci szkoły religijnej w An-Nadżafie3 w Iraku, a wśród nich uczniowie nieżyjącego już ajatollaha Muhammada Bakira as-Sadra. Reprezentowali oni szeroki nurt, który powstał w latach siedemdziesiątych i dystansował się od działalności sajjida Musy as-Sadra &#8211; założyciela Amalu. Ci, którzy znaleźli się poza ruchem sajjida Musy, w większości odrzucali &#8220;celowość&#8221; libańskiego państwa narodowego, któremu przysiągł on wierność. Inni należeli do irackiej partii Daawa4 &#8211; niektórzy z nich wstąpili do tej partii podczas pobytu na studiach religijnych w Iraku i teraz brali udział w podziemnej działalności jej gałęzi libańskiej. Wielu libańskich działaczy partii Daawa było również aktywnych w Libańskim Związku Studentów Muzułmańskich, który działał pod duchowym patronatem ajatollaha sajjida Muhammada Husajna Fadlallaha.<br />
Inna grupa działaczy radykalnych była zorganizowana w Islamskich Komitetach Działania. Komitety te utrzymywały ścisłe związki z palestyńskim ruchem Al-Fatah [Jasera Arafata] i z rewolucjonistami irańskimi, którzy w latach siedemdziesiątych prowadzili w Libanie działalność wymierzoną w reżim szacha w Iranie. Należeli do nich głównie działacze studenccy idący w ślady idei rewolucyjnych ajatollaha Ruhollaha Chomejniego, ale brakowało im kierownictwa miejscowego wybitnego alima [uczonego islamskiego]. Niektórzy z nich szukali takiego kierownictwa u sajjida Haniego Fahsa &#8211; młodego alima ze wsi Dżibszit w południowym Libanie, który był znany ze swoich płomiennych polemik z lewicą libańską, krytyki literackiej, eleganckiego stylu literackiego i eksperymentowania z jedynymi w swoim rodzaju islamskimi gatunkami literackimi.</p>
<p>Ta luźna koalicja, utrzymująca ścisłe związki z islamskim Iranem, uzyskała kierownictwo, pomoc i szkolenie ze strony setek członków Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej, których przysłano z Iranu do Libanu, aby pomogli w tworzeniu ruchu oporu wobec okupanta. Przekucie szerokiego spektrum ideologicznego uczestników tej koalicji w spójny, zwarty, dobrze zintegrowany, ponadfrakcyjny ruch polityczny świadczy o dużych umiejętnościach przekonywania i zdolnościach organizacyjnych.<br />
Ze względu na wyznaniową naturę Libanu, która wynikała ze sztucznego podziału społeczeństwa, dokonanego przez kolonialistów francuskich, Hezbollah musiał walczyć nie tylko z Izraelczykami. W kraju panowała chrześcijańska mniejszość maronicka, podczas gdy większość muzułmańska była podzielona na sunnitów i szyitów, a ponadto obejmowała również druzów. Wszędzie grasowały hordy agentów izraelskich. W latach siedemdziesiątych Liban przeżył już krwawą wojnę domową, w której zginęły dziesiątki tysięcy ludzi. Nawet szyici byli podzieleni &#8211; milicja Amalu rościła sobie pretensje do miana kierownictwa społeczności szyickiej i była wrogo nastawiona do Hezbollahu. W takiej koszmarnej sytuacji zaczął działać Hezbollah.<br />
<strong><br />
PRZEBUDZENIE POLITYCZNE SPOŁECZNOŚCI SZYICKIEJ</strong></p>
<p>Początkowo ta koalicja, ucieleśniająca nowe przebudzenie polityczne społeczności szyickiej w Libanie, pozostała w dużej mierze niezauważona. Później, w końcu 1982 r., rząd prezydenta Amina Dżumajjila zaaresztował grupę aktywistów islamskich, w tym wielu alimów, których oskarżył o zakładanie struktur nazwanych przezeń &#8220;komórkami chomejnistowskimi&#8221;. Był to znak, że koalicja rozrasta się jako spójny ruch polityczny.<br />
Szczególnie jeden incydent przyczynił się do powstania ruchu oporu w ścisłym tego słowa znaczeniu. 17 października 1983 r. 50 tysięcy osób brało udział w obchodach Aszury w mieście Nabatija, gdy wtargnęły tam izraelskie czołgi i samochody pancerne; zerwały one obchody zabijając dwie osoby i raniąc piętnaście. Przerwanie procesji Aszury wywołało ogromny resentyment wśród zgromadzonych tam ludzi, u których ładunek emocji już i tak był silny z powodu święta religijnego.</p>
<p>Syjoniści zareagowali na gniew ludu ze swoją zwyczajową brutalnością. Nie tylko sterroryzowali mieszkańców Nabatiji, ale również zaciągnęli wokół południowego Libanu żelazną kurtynę, aby ukarać ludność i zmusić ją do uległości. Gdy na polach dojrzały warzywa i owoce &#8211; główne pożywienie mieszkańców południa kraju &#8211; syjoniści napadli na wsie zabijając, bijąc i upokarzając ludzi. Jedną z ich taktyk terrorystycznych było mieszanie różnych rodzajów ziaren, dodawanie do nich nieczystości i błota i dolewanie nafty do oleju jadalnego. Inną było niszczenie meczetów i darcie egzemplarzy Koranu &#8211; wszystko to miało złamać ducha oporu. Ta taktyka okazała się skuteczna w stosunku do arafatowskich partyzantów palestyńskich przed ich wypędzeniem z Libanu w 1982 r. W latach siedemdziesiątych, po każdej operacji ludzi Arafata, syjoniści atakowali wsie libańskie. Ich represje i brutalność wywołały wśród tamtejszej ludności poważne resentymenty wobec arafatowców.</p>
<p>Gdy już koalicja ugrupowań islamskich zaczęła ufać we własne siły, uzyskała doświadczenie organizacyjne i rozrosła się (pozyskując głównie niezadowolonych członków Amalu), postanowiła wystąpić publicznie na libańskiej scenie politycznej. Pierwszymi oznakami jej istnienia były liczne drobne ataki z bronią w ręku oraz masowe wiece i protesty przeciwko okupacji kraju. W starciach z uzbrojoną po zęby i o wiele bardziej doświadczoną izraelską machiną wojskową bojownicy ponosili liczne straty. Sam ruch oporu miał jeszcze sporadyczny charakter i po prostu reagował na brutalność Izraelczyków.</p>
<p>Jesienią 1983 r. na południowych przedmieściach Bejrutu bojownicy Hezbollahu wzięli udział w walkach z kontyngentami armii libańskiej i jej sojuszników-falangistów. Zaatakowali również żołnierzy amerykańskiej piechoty morskiej stacjonujących jako część Sił Wielonarodowych wokół lotniska bejruckiego.<br />
W tym czasie syjoniści chcieli całkowicie opanować południe kraju. Zaczęli eliminować lub wypędzać tych, którzy odgrywali role kierownicze &#8211; alimów, nauczycieli i ludzi wolnych zawodów. Ich pierwszą głośną ofiarą był szajch Rageb Harb, imam Dżibszitu, zamordowany 12 lutego 1984 r. przez agentów izraelskich. Wielokrotnie przepowiadał on: &#8220;Izrael przeleje moją krew i mnie zabije.&#8221; Wkrótce po jego śmierci szukająca okazji do męczeństwa młodzież zaczęła przypuszczać na wojska okupacyjne ataki przy pomocy wyładowanych materiałem wybuchowym ciężarówek. Kontrolowane przez syjonistów media zachodnie natychmiast napiętnowały te ataki jako zamachy &#8220;samobójcze&#8221;, starając się zdelegitymizować Islamski Ruch Oporu w oczach szerszej społeczności muzułmańskiej. W krajach Bliskiego Wschodu do tego wymierzonego w Hezbollah chóru propagandowego przyłączyło się wielu nadwornych alimów. Nie sposób było jednak zaprzeczyć, że takie operacje przynoszą uszczerbek mitycznej przewadze syjonistów &#8211; na własnej skórze zaczęli oni czuć żar ruchu oporu.<br />
<strong><br />
PRZEWLEKŁY RUCH OPORU</strong></p>
<p>Hezbollah oficjalnie ogłosił swoje istnienie 16 lutego 1985 r., gdy na wiecu w husajniji5 w Asz-Szajji, na przedmieściu południowego Bejrutu, podał do wiadomości publicznej program polityczny; zgromadzenie to zwołano w pierwszą rocznicę męczeństwa szajcha Rageba Harba. W programie tym scharakteryzowano Hezbollah jako szeroki ruch (&#8220;ummę [społeczność] związaną z ogólnoświatową społecznością muzułmańską&#8221;), a nie jako partię polityczną. Wśród określonych w programie celów ruchu, na pierwszym miejscu figurowało położenie kresu syjonistycznej okupacji części Libanu, przy czym zaznaczono, że będzie to &#8220;krok na drodze prowadzącej do unicestwienia Izraela i uwolnienia świętej Jerozolimy od cierpień okupacji&#8221; oraz ustanowienia państwa islamskiego.</p>
<p>Późniejsze wydarzenia dowiodły, że zaangażowanie Hezbollahu w wyzwolenie południa kraju nie było jedynie retoryką w rodzaju tej, jaka przez wiele dekad przeważała w świecie arabskim. Hezbollah szybko zaczął odgrywać poważną rolę w atakach na okupantów izraelskich i ich kolaborantów libańskich. Oczywiście, nie był wówczas jedynym aktywnym ugrupowaniem; inne ugrupowania, w tym Amal i kilka grup lewicowych, również były zaangażowane w ruch oporu. Te ostatnie skupiały się w Froncie Libańskiego Narodowego Ruchu Oporu.</p>
<p>Lecz okazało się, że mimo atmosfery terroru i przemocy, jaką stwarzała tzw. polityka &#8220;żelaznej pięści&#8221;, uprawiana przez Izrael, kierowany przez Hezbollah Islamski Ruch Oporu nie ma sobie równych pod względem umiejętności prowadzenia przewlekłego wojskowego i cywilnego ruchu oporu, podczas gdy Front Libańskiego Narodowego Ruchu Oporu wygasł. Islamski Ruch Oporu zawdzięczał swoje sukcesy kwalifikacjom wojskowym setek dobrze wyszkolonych bojowników, którzy z Bejrutu i doliny Bekaa przenikali na południe kraju i atakowali tam okupantów. Te operacje wojskowe cieszyły się poparciem siatki afiliowanych do Hezbollahu alimów wioskowych, którzy wnosili poważny wkład w wysiłki ruchu oporu zarówno w dziedzinie planowania operacji wojskowych, jak i mobilizacji masowych wieców protestacyjnych i demonstracji. Taka była baza, na której Hezbollah walczył przez kilkanaście lat &#8211; aż do zwycięstwa, które w końcu odniósł.</p>
<p><strong>II</strong></p>
<p>Pośród nastrojów niepohamowanej radości, jaką wywołało w Libanie zwycięstwo Islamskiego Ruchu Oporu, tych, którzy pragną powtórzyć sukces Hezbollahu &#8211; zamienić gorycz okupacji w radość wyzwolenia &#8211; interesują sprawy dotyczące organizacji i modus operandi tego ruchu. Sukces Hezbollahu to światło nadziei w mroku totalnej rozpaczy. Jego zwycięstwo jest niczym kwiat kwitnący w atmosferze intensywnego pesymizmu, jaką wywołała ciemna chmura klęski unosząca się w ostatnich dziesięcioleciach nad światem arabskim.</p>
<p>Jeśli chce się wyciągnąć odpowiednie wnioski z doświadczenia Hezbollahu, należy wyjść poza czysto wojskowe aspekty walki. Podejście Hezbollahu było całościowe; początkowo improwizował, ale dowiódł, że potrafi szybko się uczyć.<br />
W pierwszych fazach ruch oporu wobec izraelskiej okupacji części Libanu polegał na prowadzonych na małą skalę i na ogół nieskoordynowanych protestach, strajkach, bojkotach towarów izraelskich i zamachach przy użyciu min drogowych domowej roboty. Następnie rozwinął się on w dobrze zorganizowany ruch, stosujący elementy klasycznej wojny partyzanckiej, które polegały głównie na zastawianiu pułapek i atakach typu &#8220;uderz i uciekaj&#8221;, oraz nowatorskich operacjach polegających na &#8220;poszukiwaniu śmierci męczeńskiej&#8221; &#8211; podczas tych ostatnich bojownicy przeprowadzali na ochotnika ataki na cele izraelskie naprowadzając na nie samochody wypełnione materiałem wybuchowym. Straty w zabitych, zadawane żołnierzom izraelskim, zmusiły Izraelczyków do wycofania się z większości terytorium południowego Libanu. 6 czerwca 1985 r., po serii przeprowadzonych z powodzeniem przez Hezbollah operacji, Izrael, który poprzednio okupował ponad połowę obszaru kraju, wycofał swoje wojska do tzw. &#8220;strefy bezpieczeństwa&#8221; na południu, aby zapewnić tam sobie ochronę przed takimi atakami. To częściowe wycofanie się stanowiło wyraźne przyznanie, że działania bojowe Hezbollahu są skuteczne. Wzmogło ono te działania.</p>
<p>W połowie 1986 r., po utracie 24 ludzi w jednym ataku, Islamski Ruch Oporu zrewidował swoje koncepcje wojskowe. Utworzenie jednostki morskiej zapoczątkowało nowy etap, na którym ruch oporu połączył elementy wojny konwencjonalnej i wojny partyzanckiej. Podstawowym celem ruchu oporu nie było przebicie Izraelczyków pod względem ilości posiadanej broni i siły ognia &#8211; to było niemożliwe, o czym przekonało się w przeszłości wiele reżimów arabskich i za co przyszło im zapłacić wysoką cenę. Ogólnie rzecz biorąc, działalność Islamskiego Ruchu Oporu zmierzała do przezwyciężenia ogromnej nierównowagi sił między nim a nieprzyjacielem poprzez uderzenia w najsłabszy punkt syjonistów &#8211; ich aktywa ludzkie. Na przestrzeni dziejów ciemięzcy pokazali, że są tchórzliwi; z rozkoszą zabijają innych, ale sami nie potrafią znieść strat w ludziach. Stosuje się to szczególnie do Izraelczyków i Amerykanów &#8211; brak im woli prowadzenia przewlekłej walki, pociągającej za sobą poważne straty tego rodzaju; po prostu nie mają ochoty umierać za swoją sprawę.</p>
<p>W toku prowadzonej przez ruch oporu wojny na wyczerpanie celami były nieustająco nieprzyjacielskie konwoje, obozy i umocnienia; mieszał on okupantowi szyki, przerywał linie zaopatrzeniowe, a w końcu doprowadził do upadku morale w wojsku i w samym społeczeństwie izraelskim.<br />
Wszelkie przeciwdziałania podejmowane przez Izraelczyków i ich miejscową milicję &#8211; Armię Libanu Południowego &#8211; ponosiły fiasko wobec determinacji ruchu oporu. Co więcej, ruchowi oporu, wykazującemu niezwykłą kreatywność w poszukiwaniu nowych sposobów nawiązywania kontaktów bojowych z nieprzyjacielem, udało się również przeniknąć do Armii Libanu Południowego i uzyskać użyteczne informacje o ruchach wojsk nieprzyjacielskich. Wiadomo, jak w każdej konfrontacji wojskowej ważny jest wywiad.<br />
<strong><br />
SOJUSZE POLITYCZNE</strong></p>
<p>Wzrost znaczenia i popularności Hezbollahu miał swoją cenę. Z jednej strony wywołał gniew Amalu, który obawiał się, że utraci południe kraju na rzecz swojego rywala. To, wraz z dążeniem Syrii do zahamowania rozwoju Hezbollahu, doprowadziło do strać zbrojnych między nim a Amalem, który usiłował osłabić ruch oporu wciągając go w mordercze walki wzajemne. Kierownictwu Hezbollahu udało się jednak nie tylko uniknąć wszystkich zastawionych nań pułapek i skupić się na ruchu oporu, ale również doprowadzić do skutecznego sojuszu i koordynacji działań z Damaszkiem.<br />
Koordynacja działań z Syrią, głównym power-brokerem w Libanie, pozwoliła Hezbollahowi uzyskać poparcie rządu libańskiego i zażądać od niego pełnego poparcia dla ruchu oporu. Rzecz w tym, że za prezydentury Amina Dżumajjila (1982-1988) władze libańskie zaangażowały się w kampanię represji wobec ruchu oporu, w toku której nękały, aresztowały i torturowały jego bojowników. We wrześniu 1993 r. rząd premiera Rafika Haririego kazał armii otworzyć ogień do demonstracji zorganizowanej przez Hezbollah; kilku uczestników demonstracji zostało zabitych, a wielu rannych. Gdyby Hezbollah uległ naciskom i wziął odwet, ruch oporu mógłby dać się wciągnąć w wir krwawych walk wewnętrznych i wyczerpać w nich swoje siły. Zrozumiał on jednak, że ulegnięcie takiej pokusie byłoby głównemu wrogowi na rękę.</p>
<p>Poparcie rządu libańskiego, Iranu i Syrii przyczyniło się do zwycięstwa. Nie tylko zapewniło ruchowi oporu osłonę dyplomatyczną i legitymizację międzynarodową, ale ułatwiło mu również działalność. Na przykład poparcie rządu libańskiego pozwoliło ruchowi oporu utrzymać infrastrukturę medialną i bazy na tyłach, w takich strefach znajdujących się pod kontrolą rządu, jak przedmieścia na południu Bejrutu i wschodnia część doliny Bekaa, oraz swobodnie przewozić zaopatrzenie, sprzęt i personel na południe i z powrotem.<br />
Kierowany przez Hezbollah Islamski Ruch Oporu, w pełni świadomy złożoności społeczeństwa libańskiego jako wielowyznaniowej mieszanki siedemnastu sekt, zadał sobie wiele trudu, aby uniknąć jakiegokolwiek sekciarstwa, choć głównym źródłem jego sił ludzkich była społeczność szyicka. To, że skupił się na realizacji wspólnego dla wszystkich celu, ułatwiło stworzenie szerokiego konsensu narodowego wokół sprawy całkowitego wyzwolenia kraju. Uszlachetniający i moralnie transcendujący ruch oporu stał się przeto filarem jedności narodowej i zespolenia w rozbitym społeczeństwie, które można było opisać jako wyznaniowe i polityczne pole minowe.<br />
Ucieczka do &#8220;strefy bezpieczeństwa&#8221; zapewniła syjonistom tylko czasowe wytchnienie. Wkrótce Islamski Ruch Oporu atakował ich nawet w tej strefie. Kampania wojskowa była jednak tylko częścią wysiłków Hezbollahu &#8211; równie ważne były wysiłki, które stawiały czoło groźbie utraty morale przez ludność. Należało zneutralizować skutki ataków izraelskich &#8211; zwłaszcza nalotów bombowych na ludność cywilną i ostrzałów artyleryjskich tej ludności, którym Hezbollah nie mógł zapobiec &#8211; podobnie jak skutki działalności syjonistycznej machiny propagandowej. Należało zwłaszcza przekonać ludność, aby nie porzucała swoich wiosek; jej obecność miała dla ruchu oporu żywotne znaczenie. W 1948 r. syjonistyczne bandy terrorystyczne stosowały podobną taktykę &#8211; tak, aby palestyńskie wsie najpierw opustoszały, i aby następnie można było je zająć. Hezbollah nie zamierzał dać syjonistom takiej szansy na południu Libanu.<br />
<strong><br />
NIEZALEŻNA INFRASTRUKTURA SOCJALNA</strong></p>
<p>Wymagało to stworzenia poza ramami państwowymi infrastruktury opieki społecznej, która pozwoliłaby amortyzować wśród ludności skutki zbrodni izraelskich. W 1984 r., na wzór Dżihadu Budowlanego (Dżihad-i Sazindagi), który działa w Iranie, w Libanie powstała instytucja pod taką samą nazwą &#8211; Dżihad al-Binaa, a także Islamski Komitet Służby Zdrowia. Następnie, na osobiste polecenie imama Chomejniego, w Iranie utworzono komitet pomocy, który miał zatroszczyć się o potrzeby narodu libańskiego. Nazwano go Komitetem Opieki Społecznej Imama Chomejniego. Imam miał nadzieję, że instytucja ta &#8220;ulży udrękom ciemiężonych Libańczyków, którzy nie tylko ucierpieli z rąk kolonialistów, ale których zubożyło i osierociło nieszczęście wojny domowej&#8221;. Inną bardzo ważną instytucją była fundacja Wdowy po Męczennikach. Wzięła ona na siebie całkowitą odpowiedzialność za zaspokojenie potrzeb materialnych wdów po tych, którzy zginęli śmiercią męczeńską z rąk syjonistów, a także ich rodzin &#8211; zapewniono im mieszkania i zajęto się wychowaniem ich dzieci.</p>
<p>Te organizacje i instytucje odegrały żywotną rolę w neutralizowaniu skutków okrucieństw syjonistów. Ilekroć syjoniści zbombardowali jakąś wieś, tylekroć zjawiali się członkowie Dżihadu Budowlanego i naprawiali szkody. Tak więc Hezbollah chronił ludność cywilną przed niektórymi skutkami zbrodni syjonistycznych. Dżihad Budowlany utworzył w południowym Libanie stałe ekipy, które troszczyły się o zaspokojenie potrzeb ludności. Gdy działalność opiekuńcza Hezbollahu nabrała rozmachu, zespoły te zajęły się budową domów, naprawą przewodów kanalizacyjnych, zbieraniem śmieci i zaopatrywaniem wieśniaków w wodę.</p>
<p>Hezbollah rozwinął rozległy system opieki społecznej, obejmujący placówki służby zdrowia, instytucje wychowawcze i oświatowe i pomoc finansową, a nastawiony na zapewnienie opieki ubogim i potrzebującym. System opieki społecznej Hezbollahu w dużej mierze korzystał z doświadczeń i szczodrości całej plejady irańskich organizacji rewolucyjnych &#8211; takich, jak Fundacja Męczenników, Fundacja Uciskanych, Komitet Opieki Społecznej Imama Chomejniego i Dzihad Budowlany. Islamski Komitet Służby Zdrowia prowadzi w całym kraju mnóstwo szpitali, klinik i przychodni. System opiekuńczy Hezbollahu prowadzi również sierocińce i placówki dla niepełnosprawnych. Zaopatruje chłopów w sprzęt, ulepszone nasiona, żywy inwentarz, oferuje im szkolenie i doradztwo, jak rozwinąć działalność gospodarczą &#8211; od produkcji rolnej na rynek po hodowlę bydła i ryb czy pszczelarstwo. Wspierane przez ten system rodziny otrzymują rozmaitą pomoc &#8211; na żywności, sprzętów gospodarstwa domowego i odzieży poczynając, a na pomocy finansowej i stypendiach kończąc. Hezbollah jest również zaangażowany w działalność gospodarczą na dużą skalę, w tym w handel nieruchomościami i w sieć dyskontowych supermarketów spółdzielczych.<br />
Służby Hezbollahu są dostępne dla wszystkich społeczności wyznaniowych. Np. w Bejrucie kobiety ze wszystkich społeczności &#8211; nie tylko szyickiej, ale również sunnickiej i chrześcijańskiej &#8211; wolą rodzić w szpitalach prowadzonych przez Hezbollah, ponieważ kosztuje to trzykrotnie mniej, niż w szpitalach państwowych, a świadczone w nich usługi są dużo lepsze.</p>
<p>System opieki społecznej Hezbollahu, będący wyrazem jego prawdziwej troski o dobrobyt ubogich, przynosił ruchowi oporu oczywiste korzyści. Po pierwsze, przyczyniał się do podkopania nieprzyjacielskiej strategii atakowania obiektów cywilnych celem sterroryzowania ludności i zmuszenia jej, aby wywarła presję na rzecz zaprzestania operacji przez ruch oporu. Po drugie, mocniej zakorzenił Hezbollah w społeczeństwie libańskim i tym samym sprawił, że było coraz trudniej podkopywać lub zacierać jego rolę polityczną, wpływy czy istnienie.</p>
<p>System ten działa również w najuboższych rejonach Bejrutu. Gdy w 1989 r., na rozkaz Izraela i Francji, wojnę wzniecił maronicki generał Michel Aun, mieszkańcom Bejrutu dało się we znaki przerwanie zaopatrzenia w wodę. Wówczas z dostawami wody pospieszyła duża flota tankowców z Iranu, a także własna flota Hezbollahu. Tego rodzaju tankowce stały się teraz stałym czynnikiem życia w Bejrucie. W latach 1988-1993 Hezbollah zbudował 25 siłowni i wykopał 21 studni. Jak to wyjaśnił naszemu czasopismu Crescent International pewien działacz tego ruchu, &#8220;Hezbollah jest teraz czymś więcej niż partią polityczną, ale czymś mniej niż państwem&#8221;. Stał się ruchem islamskim, który przejął wiele funkcji państwa.<br />
<strong><br />
DOSKONALENIE TAKTYKI WOJSKOWEJ</strong></p>
<p>Gdy Hezbollah pozbawił syjonistów szansy obrócenia ludności cywilnej przeciwko Islamskiemu Ruchowi Oporu, skupił się na ulepszaniu swojej taktyki wojskowej. W latach 1988-1993 ponosił duże straty, ale szybko doskonalił taktykę i działalność wywiadowczą. Uruchomił również swoje własne służby medialne. Telewizja Al-Manar zaczęła pokazywać działalność ruchu oporu, co pozbawiło syjonistów korzyści płynących z ich propagandy. Przedtem mogli chełpić się swoimi sukcesami i ukrywać ponoszone straty. Kamerzyści Hezbollahu towarzyszący bojownikom ruchu oporu filmowali teraz robiące silne wrażenie starcia wojskowe, pokazywali tchórzliwe zachowanie izraelskich żołnierzy i oficerów i ujawniali, jaka prawda kryje się za izraelskimi wersjami przebiegu wydarzeń. Rezultatem było powstanie w Izraelu masowego ruchu antywojennego; wielu żołnierzy, obawiając się o swoje życie, odmawiało służby wojskowej w Libanie. Wielu, którzy tam trafili, lęk doprowadził do załamania.</p>
<p>Dla Islamskiego Ruchu Oporu innym punktem zwrotnym był lipiec 1993 r., gdy okazało się, że po raz pierwszy w dziejach swoich walk z arabskim nieprzyjacielem Izraelczycy nie potrafią nawiązać z nim kontaktu bojowego. Zamiast najechać ponownie Liban na północ od &#8220;strefy bezpieczeństwa&#8221;, przystąpili oni do tzw. &#8220;Operacji Odpowiedzialność&#8221; &#8211; zmasowanych bombardowań wsi z samolotów i dział, które zmusiły 300 tysięcy cywilów do opuszczenia swoich domów i przesiedlenia się do Bejrutu. W jednym z najwyraźniejszych aktów przyznania się Izraela do terroryzmu państwowego, ówczesny premier izraelski Icchak Rabin stwierdził, że ludność zmuszono do exodusu po to, aby wywrzeć presję na rząd libański i skłonić go do rozprawy z Hezbollahem. Rząd libański okazał się na to za słaby, ale to wyrafinowane podejście Hezbollahu, jak również jego poświęcenie, pozwoliło mu zyskać sobie szacunek wszystkich segmentów społeczeństwa libańskiego &#8211; w tym również rządu.</p>
<p>Od 1993 r. straty Izraelczyków zaczęły dramatycznie wzrastać. Rok wcześniej, w lutym 1992 r., szajch sajjid Abbas Musawi, sekretarz generalny Hezbollahu, zginął wraz ze swoją żoną i dzieckiem, gdy jego samochód zaatakował samolot izraelski. Abbas Musawi wracał z obchodów rocznicy męczeńskiej śmierci szajcha Rageba Harba w Dżibszicie. Zastąpił go szajch sajjid Hassan Nasrallah. Odtąd operacje Hezbollahu stały się tak wyszukane, że wzbudziły nawet wymuszony podziw syjonistów. W kwietniu 1996 r. nastąpił kolejny punkt zwrotny &#8211; Izrael dokonał masakry 102 cywilów, którzy szukali schronienia w kwaterze ONZ w Kanie, czym naraził się na potępienie międzynarodowe. Nie mógł już dłużej chować przed światem swojej parszywej gęby.</p>
<p>W 1997 r. Hezbollah zadał syjonistom tyle strat, ile sam poniósł. Z punktu widzenia wszelkich standardów, było to wybitne osiągnięcie, któremu syjoniści nie mogli już sprostać. W następnych latach na Izrael spadły jeszcze straszliwsze ciosy, toteż żądanie jednostronnego wycofania armii z Libanu nabrało wielkiego rozmachu &#8211; do czego cały czas przyczyniały się sfilmowane sceny dramatycznych starć wojskowych, dostarczane przez Hezbollah stacjom telewizyjnym.</p>
<p><strong>PO WYZWOLENIU POŁUDNIOWEGO LIBANU</strong></p>
<p>Po upokarzającym odwrocie Izraela z Libanu w maju 2000 r., sajjid Hassan Nasrallah wyjaśnił: &#8220;Zorganizowaliśmy się dla realizacji swojego najwyższego priorytetu, jakim było stawienie oporu wrogowi i wyparcie wojsk okupacyjnych z Libanu. Liczyły one ponad 100 tysięcy żołnierzy i dysponowały wozami bojowymi, a do tego nowoczesnym sprzętem i 6 tysiącami rozproszonych w naszym środowisku agentów libańskich. Zogniskowaliśmy jednak naszą działalność na uderzeniach w najsłabszy punkt nieprzyjaciela &#8211; niezdolność ponoszenia licznych strat w ludziach.&#8221; Ta prosta prawda zdaje się umykać z pola widzenia wszystkich reżimów arabskich i Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Szajch Nasrallah mówił dalej: &#8220;Strategia ruchu oporu polegała na prowadzeniu wojny na wyczerpanie. W szczególności polegała na wykrwawianiu żywych sił nieprzyjaciela. Strategia ta była tak celna, że hasło wycofania się z południowego Libanu stało się zwycięską kartą w «izraelskiej» polityce wyborczej i pomogło [Ehudowi] Barakowi wygrać z [Beniaminem] Netanjahu.&#8221; Kilkuset lekko uzbrojonych, mających silną motywację bojowników rzuciło na kolana najbardziej morderczą machinę wojenną na Bliskim Wschodzie.</p>
<p>Sajjid Nasrallah powiedział, że aby osiągnąć cel &#8211; wyzwolenie &#8211; &#8220;musieliśmy dźwigać na swoich barkach wszelkie niesprawiedliwości, jakie na nas zrzucono, w tym zniekształcanie naszego wizerunku i pozbawianie obszarów, na których mieszka większość naszych zwolenników, takich środków pierwszej potrzeby, jak woda bieżąca i elektryczność&#8221;. Ruch skupił jednak uwagę na swoim celu i nie pozwolił wciągnąć się w pułapkę walk domowych.<br />
Teraz, gdy wyzwolono południe kraju, narastają naciski, aby Hezbollah stał się partią polityczną, zaniechał działalności wojskowej, złożył broń i zrezygnował ze swojego niezachwianego stanowiska w sprawie wyzwolenia Palestyny i Jerozolimy. W czerwcu 2000 r., na spotkaniu z jordańską delegacją Stowarzyszenia Przeciwko Syjonizmowi i Rasizmowi, sekretarz generalny Hezbollahu sajjid Hassan Nasrallah ujawnił, że Waszyngton zaoferował setki milionów dolarów na odbudowę południowego Libanu pod warunkiem, że Hezbollah zgodzi się ograniczyć do roli partii politycznej. Nasrallah zapewnił delegację, że Hezbollah nie ma zamiaru rezygnować ze swojego tradycyjnego podejścia ani z posiadania broni.</p>
<p>Nigdy &#8211; nawet w najmroczniejszych godzinach okupacji &#8211; kierownictwo Hezbollahu nie rozważało możliwości pójścia na kompromis. Próżne były wszelkie wysiłki Izraela, jego popleczników międzynarodowych i defetystycznych &#8220;pragmatyków&#8221; w świecie arabskim, zmierzające do uwikłania Hezbollahu w nieczyste układy z wrogiem lub nakłonienia go do milczącego uznania Izraela. Jest mało prawdopodobne, aby teraz zmienił on swoje podejście.<br />
Skutki decydującego zwycięstwa Hezbollahu są dalekosiężne &#8211; wykraczają poza granice Libanu. Hezbollah radykalnie przestawił granice dyskursu politycznego w świecie arabskim. Umożliwił powrót do tego dyskursu retoryki i logiki ruchu oporu, które na wielką skalę wyeliminowano, odkąd nad regionem zaczął unosić się halucynogenny tuman &#8220;procesu pokojowego&#8221;. Zwycięstwo Hezbollahu pokazuje, że żadnej ziemi okupowanej przez obcych najeźdźców nie wyzwoli się poprzez lobbing w Waszyngtonie, Londynie, Paryżu czy gdziekolwiek indziej. Syjoniści i ich poplecznicy rozumieją jedynie język siły. Hezbollah zawsze wskazywał, że czynnik ilościowy nie ma znaczenia, jeśli muzułmanie są naprawdę zaangażowani w służbę islamowi. Głęboka wiara w Allaha, poparcie mas muzułmańskich i poświęcenie mudżahidów [bojowników] to zasadnicze czynniki, jakie przynoszą islamowi zwycięstwo. Nawrót dyskursu ruchu oporu pozwala zerwać gęstą pajęczynę poglądów defetystycznych, które pozują na pragmatyzm i realizm. Odtąd podstawowe kwestie, jakie staną na porządku dziennym tego dyskursu, nie będą obracały się wokół tego, czy możliwe jest odparcie i pokonanie okupantów syjonistycznych, lecz wokół tego, jakich środków należy użyć oraz jaką taktykę i strategię należy zastosować, aby zapewnić zwycięstwo. Nie wróży to nic dobrego Izraelowi, który wkrótce przekona się, że wcale nie miał do czynienia z ostatnim inspirowanym przez Hezbollah ruchem oporu.</p>
<p><strong>Zafar Bangasz i Chalil Osman</strong></p>
<p>1 Amal &#8211; umiarkowana szyicka partia polityczna w Libanie. Szerzej jest o niej mowa w następnym artykule.<br />
2 Amal Islamski &#8211; szyicka radykalna partia polityczno-religijna w Libanie, utworzona w 1982 r. przez Husajna Musawiego, członka kierownictwa Amalu, który zerwał z nim na znak protestu przeciwko bierności jego przywódców wobec najazdu izraelskiego na Liban. Sprzymierzona ze stacjonującym w Baalbeku kontyngentem Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej z Iranu prowadziła akcje zbrojne przeciwko okupantowi izraelskiemu. Pod presją władz irańskich nawiązała sojusz z Hezbollahem. Po zakończeniu wojny domowej w Libanie w 1990 r. podupadła, ustępując miejsca Hezbollahowi jako głównej partii radykalnej w społeczności szyickiej.<br />
3 An-Nadżaf &#8211; miasto w Iraku, jeden z najważniejszych ośrodków kultu religijnego i nauki szyitów &#8211; mauzoleum Alego zbudowane ok. XII/XIII w.<br />
4 Dawaa al-Islamija &#8211; szyicka partia polityczno-religijna założona w podziemiu w Iraku w 1969 r., gdy świecki reżim partii Baas zaczął nękać duchowieństwo szyickie. Po &#8220;rewolucji islamskiej&#8221; w Iranie uzyskała poparcie władz irańskich. Za przynależność do tej partii władze irackie karały śmiercią; w 1980 r. dokonały egzekcji jej 50 działaczy. W czasie wojny iracko-irańskiej prowadziła działalność sabotażową i terrorystyczną przeciwko reżimowi irackiemu; przeprowadziła m.in. nieudane zamachy na życie wicepremiera Tarika Aziza i prezydenta Saddama Husajna.<br />
5 Husajnija to szyicki ośrodek religijno-socjalny.</p>
<p><strong>Instytut Współczesnej Myśli Islamskiej (ICIT)</strong> założyło w 1998 r. grono b. najbliższych współpracowników Kalima Siddikiego (1931-1996), rodem z Indii, b. redaktora londyńskiego Guardiana i b. nauczyciela akademickiego, który stał się teoretykiem i działaczem radykalnego islamu politycznego oraz rzecznikiem irańskiej &#8220;rewolucji islamskiej&#8221;. W 1974 r. założył on w Londynie Muzułmański Instytut Badań i Planowania (MIRP), a w 1992 r. &#8211; Parlament Muzułmański w Wielkiej Brytanii (MPGB). ICIT uważa się za &#8220;ośrodek umysłowy globalnego ruchu islamskiego&#8221;, którego głównym zadaniem jest &#8220;rozwijanie, definiowanie, artykułowanie i promowanie podstaw tego ruchu, zwłaszcza w kluczowych dziedzinach myśli politycznej i nauk społecznych&#8221;. Ma siedziby w Toronto i Londynie. Jego koordynatorami są Zafar Bangasz (dyrektor) i Ikbal Siddiki. Wydaje dwutygodnik Crescent International, a w internecie ma portal Muslimedia.</p>
<p>* Sporządzona przez redakcję Rewolucji kompilacja bilansów działalności Hezbollahu i Islamskiego Ruchu Oporu w Libanie, opublikowanych 1 sierpnia oraz 1 i 16 września 2000 r. w dwutygodniku Crescent International wydawanym w Londynie przez Instytut Współczesnej Myśli Islamskiej (ICIT).</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/droga-hezbollahu-do-zwyciestwa-nad-okupantem-izraelskim/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

