<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kampania Solidarności z Palestyną &#187; Bliski Wschód</title>
	<atom:link href="http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/tag/bliski-wschod/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kampania-palestyna.pl</link>
	<description>Polsko-Palestyńska inicjatywa pokojowa</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 18:22:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Od zbrojnego islamu politycznego po zapatyzm</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/07/od-zbrojnego-islamu-politycznego-po-zapatyzm/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/07/od-zbrojnego-islamu-politycznego-po-zapatyzm/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Feb 2010 14:17:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=566</guid>
		<description><![CDATA[Zmarginalizowany gwałtowny konflikt wewnętrzny w dobie globalizacji: Egipt i Meksyk.
&#8220;Marginalizacja&#8230; jest kondycją wynikającą z przewlekłej zbędności funkcjonalnej. [Osobnicy marginalni] są faktycznie pozbawieni wszelkich ról, jakie składają się na funkcjonujące społeczeństwo&#8230; Uważani przez resztę populacji za pariasów, odróżniający się od niej moralnie, a może nawet biologicznie&#8230; pozostają mniej więcej permanentnie na obrzeżu społeczeństwa.&#8221;1
Mianem &#8220;globalizacji&#8221; określa się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zmarginalizowany gwałtowny konflikt wewnętrzny w dobie globalizacji: Egipt i Meksyk.<br />
&#8220;Marginalizacja&#8230; jest kondycją wynikającą z przewlekłej zbędności funkcjonalnej. [Osobnicy marginalni] są faktycznie pozbawieni wszelkich ról, jakie składają się na funkcjonujące społeczeństwo&#8230; Uważani przez resztę populacji za pariasów, odróżniający się od niej moralnie, a może nawet biologicznie&#8230; pozostają mniej więcej permanentnie na obrzeżu społeczeństwa.&#8221;1<br />
Mianem &#8220;globalizacji&#8221; określa się tu proces, poprzez który gospodarka, polityka i technologia rozpętują siły czyniące społeczeństwa całego świata nie tylko coraz bardziej powiązanymi ze sobą, ale również podatnymi na podobne doświadczenia. Do takich doświadczeń należy gwałtowny konflikt w kontekście szybkiej zmiany społeczno-gospodarczej i politycznej. Neoliberalne strategie gospodarcze, występujące tak wydatnie w trendach globalizacyjnych, oskarża się często o to, że w wielkiej mierze ponoszą odpowiedzialność za dzisiejszą przemoc na obszarach rozwijających się. W istocie niektórzy zgodziliby się z proponowaną przez Pierre&#8217;a Bourdieu charakterystyką neoliberalizmu jako &#8220;machiny piekielnej&#8221;, której macki muszą wywołać przemoc strukturalną tam wszędzie, gdzie sięgają.2<br />
Takie podejście nie jest zadowalające, bo przesądza o odpowiedzi na pytania o to, jak i gdzie globalizacja neoliberalna może wywoływać konflikty oraz ignoruje zupełnie oczywisty fakt, że polityka neoliberalna nie prowadzi niezmiennie do przemocy społecznej. Mimo wszystko, dość jest oczywistych dowodów na to, że na obszarach rozwijających się neoliberalny wymiar globalizacji jest związany z wybuchami poważnej przemocy wewnętrznej. Rzeczywisty problem polega na ustaleniu okoliczności i dynamik, które mogą do nich prowadzić.<br />
Nie ma, niestety, powszechnie przyjętej i wyczerpującej typologii przemocy politycznej. Wydaje się jednak oczywiste, że takie konflikty podpadają pod szerokie kategorie, które odnoszą się do zasadniczo odmiennych zjawisk. Istnieje np. wyraźna różnica między konfliktami międzynarodowymi i konfliktami wewnętrznymi, które obejmują kraje rozwijające się. Z kolei ta ostatnia kategoria też nie jest jednolita. Formami długotrwałych konfrontacji w tych krajach są również konflikty między państwem a ruchami separatystycznymi, podobnie jak konflikty między społecznościami etnicznymi, w które rządy są co prawda zaangażowane, ale pozostają stroną trzecią.<br />
Dochodzi także do gwałtownych konfliktów między rządami a elementami powstańczymi, które ani nie dążą do oderwania się od państwa, ani nie kwestionują zasadniczej prawomocności państwa, ani nie wyrażają swoich celów za pośrednictwem partykularnych postulatów etnicznych, plemiennych czy regionalnych. Insurekcję wznieca się w imię samego państwa i całej jego ludności. Powstańcy twierdzą, że wyznają &#8220;prawdziwe&#8221; wartości, które leżą u podstaw państwa. Oskarżają istniejący rząd lub cały istniejący system polityczny o zdradę tych wartości. Choć w praktyce czynnik etniczny może być czynnikiem mobilizacji powstańczej, przyćmiewają go powstańcze inwokacje szerszych, mających wymiar ogólnopaństwowy, wartości. Jednak w przeciwieństwie do wojen domowych, konflikty tego rodzaju nie stwarzają względnie równoważnych stron wojujących, które podzielają pogląd, że tocząca się na płaszczyźnie wojskowej walka ma rozstrzygające znaczenie. Zamiast tego rzucone władzy państwowej wyzwanie zbrojne emanuje niemal wyłącznie ze zmobilizowanych elementów najbardziej zmarginalizowanych środowisk społeczeństwa narodowego. Nierównowaga przemocy w tak przytłaczającym stopniu sprzyja władzom państwowym, że krucjata zbrojna buntowników nie stanowi wiarygodnego zagrożenia wojskowego. Władze mogą więc charakteryzować walkę środowisk marginalnych jako irytującą i prowadzącą na manowce aberrację, nie mającą poważniejszych konsekwencji dla funkcjonowania państwa. Taki konflikt jest więc podwójnie związany z &#8220;marginalnością&#8221;, bo popycha on &#8220;funkcjonalnie zbędne&#8221; elementy do walki z rządem narodowym, która to walka sama jest oficjalnie zmarginalizowana. Jest jednak coś, co poważnie przeczy tak pojętej marginalizacji, bo choć to powstańcze środowiska marginalne postanowiły odrzucić istniejący proces polityczny, ich cele w dużej mierze podzielają i &#8211; co najmniej moralnie &#8211; popierają poważni aktorzy-dysydenci działający w łonie systemu politycznego.<br />
Ten rodzaj konfliktu nazywam Zmarginalizowanym Gwałtownym Konfliktem Wewnętrznym (ZGKW) i sugeruję, że może być on szczególnie związany z warunkami panującymi w globalizującym się świecie. Nie twierdząc, że globalizacja nie może być również czynnikiem w konfliktach innego rodzaju, staram się ukazać w tym artykule warunki i dynamiki prowadzące do wybuchu i rozwoju ZGKW porównując powstania wzniecone przez Ejército Zapatista de Liberación Nacional (EZLN, Armię Wyzwolenia Narodowego im. Emiliano Zapaty) w Meksyku i Dżamaa al-Islamija (Ligę Islamską) w Egipcie.<br />
Na pierwszy rzut oka przypadki te mają ze sobą niewiele wspólnego. Walka zapatystów z rządem meksykańskim przeobraziła się w sporadyczne gwałtowne konfrontacje i manewry polityczne, które w większości mediów światowych przysporzyły im romantycznego wizerunku. Dżamaa al-Islamija prowadziła krwawą kampanię terrorystyczną, która nie doprowadziła do żadnych rokowań z rządem i na ogół przedstawia się ją jako skutek fanatyzmu religijnego. My natomiast twierdzimy, że konflikty te są gatunkowo podobne, co można dowieść, i &#8211; co więcej &#8211; twierdzimy również, że to, iż poszły one wyraźnie odmiennymi drogami, wynika z wpływu możliwych do zidentyfikowania różnic kontekstualnych na ich wspólną dynamikę.<br />
Analiza prowadząca do takiego wniosku ogniskuje się na naturze i wzajemnych stosunkach czterech grup zmiennych. Są to: po pierwsze, &#8220;locus&#8221;3 każdego z tych konfliktów, po drugie wpływ &#8220;otoczenia polityczno-instytucjonalnego&#8221;4 na konflikt, po trzecie stosunki zachodzące między konfliktem a społeczeństwem obywatelskim, po czwarte wreszcie stosunki między konfliktem a otoczeniem międzynarodowym. Staramy się, aby na każdym poziomie nasza analiza była zarówno strukturalna, jak i uwzględniała czynniki ideologiczne &#8211; aby odnosiła się do ustalonych wzorów interakcji między kluczowymi uczestnikami konfliktu i do związanych z nimi poglądów. Dlatego interesują nas szczególnie ideologie i decyzje głównych aktorów.<br />
Podejmując się tego zadania pamiętamy o spostrzeżeniu J.H. Mittlemana, że &#8220;globalizacja wiąże wzajemnie wielorakie poziomy analizy: gospodarkę, politykę, kulturę i ideologię&#8221;.5 Bierzemy również pod uwagę ostrzeżenie Yvonne Grenier, że aby realistycznie zrozumieć konflikt, należy unikać przesadnego polegania na abstrakcjach strukturalnych &#8211; przypomina ona bowiem, że &#8220;wybuch wojny wewnętrznej jest uwarunkowany wyborami dokonywanymi przez głównych aktorów&#8221;.6<br />
Ponieważ w ramach jednego artykułu nie sposób przedstawić całej analizy, poniższe porównanie skupia się głównie na źródłach konfliktów wywołanych przez zapatystów i Dżamaa al-Islamija, choć identyfikujemy również i krótko wyjaśniamy główne różnice w ich ewolucji.</p>
<p><strong>RZUT OKA NA PRZYPADKI MEKSYKAŃSKI I EGIPSKI</strong><br />
1 stycznia 1994 r. &#8211; w dniu, w którym Meksyk przystąpił do Północnoamerykańskiego Stowarzyszenia na rzecz Wolnego Handlu (NAFTA) &#8211; od dwóch do czterech tysięcy bojowników EZLN opanowało kilka gmin w górach stanu Chiapas. Dokonali tego bez większego przelewu krwi i natychmiast zapewnili, że cywilom, w tym turystom, nie stanie się krzywda.<br />
Szeregowymi bojownikami ruchu zapatystów byli Indianie Maja, ale organizacja ta nie uważała się za aktora &#8220;etnicznego&#8221;. Zapatyści ogłosili, że ich sprawa jest sprawą całego narodu meksykańskiego. Ich podstawowym postulatem była zasadnicza zmiana ustroju politycznego &#8211; ustanowienie wolnej i pełnej demokracji, poprzedzone dymisją ówczesnego rządu i utworzeniem rządu przejściowego. EZLN, kładąc nacisk na położenie społeczności indiańskich, stwierdził wyraźnie, że jego poprawa wymaga ogólnej zmiany rewolucyjnej przy poszanowaniu tradycji indiańskich.<br />
Gdy armia meksykańska zaczęła nacierać na powstańców, wybuchły walki. Jednostki EZLN wycofały się do kilku dolin łączących góry z dżunglą Lakandonów. Do czasu wejścia w życie zawieszenia broni, co nastąpiło 13 stycznia, zginęło może 1000-1500 osób.7 Po zawieszeniu broni EZLN utrzymał pozycje w rejonie zwanym &#8220;strefą konfliktu&#8221;, w którym następnie w kontrolowanych przez zapatystów wsiach ustanowiono de facto samorząd terytorialny.<br />
Tuż po zawieszeniu broni podjęto kroki zmierzające do zażegnania konfliktu na drodze rokowań. W charakterze mediatora obie strony zaakceptowały biskupa San Cristóbal de las Casas, Samuela Ruiza García. Objął on przewodnictwo legalnie utworzonej Narodowej Komisji Mediacyjnej (CONAI) &#8211; małej grupy, której członkowie odgrywali rolę doradców. Później sekundowała jej Komisja na rzecz Pojednania i Przywrócenia Pokoju (COCOPA) &#8211; wielopartyjna grupa parlamentarzystów meksykańskich.<br />
CONAI stała się głównym czynnikiem w trwającym rok procesie mediacji i negocjacji, podczas którego zapatyści usilnie starali się zapewnić sobie obecność w społeczeństwie obywatelskim i wykorzystali na szeroką skalę środki masowego przekazu celem uzyskania poparcia na całym świecie. Rokowania między zapatystami a rządem załamały się jednak w 1996 r. pośród wzajemnych oskarżeń o złą wolę &#8211; choć wysiłki mediacyjne trwały nadal. W następnych latach byliśmy świadkami stopniowego upadku procesu mediacyjnego i narastającej przemocy w Chiapas. Wiele aktów przemocy było tam dziełem miejscowych antyzapatystowskich formacji paramilitarnych, przy czym wygląda na to, że operowały one za wiedzą władz stanowych i ogólnokrajowych, które zachęcały je do działania lub wręcz nimi kierowały.<br />
W tak mrocznej sytuacji na początku lata 1998 r. biskup Ruiz rozwiązał CONAI i zrezygnował z roli mediatora. COCOPA zapewniała, że nadal będzie działała na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu, ale z informacji pochodzących z wiarygodnych źródeł wynikało, że ciało to straciło zapał do działania i że cierpi na rozbieżności wewnętrzne i brak koordynacji.8 W późniejszym okresie nie było widać żadnej poprawy sytuacji i istniała poważna groźba wznowienia działań wojennych.<br />
W przeciwieństwie do walki zapatystów, walki toczonej w Egipcie przez Dżamaa al-Islamija nie temperowały żadne negocjacje. Rozlew krwi, do którego doprowadziła Dżamaa, trwał o wiele dłużej, a jego koszty były wyższe niż w Meksyku.<br />
Utworzona na początku lat siedemdziesiątych Dżamaa znajdowała inspirację we wcześniejszej działalności Braci Muzułmanów &#8211; założonej w latach dwudziestych organizacji, która z biegiem czasu zrezygnowała ze stosowania przemocy (mimo to w Egipcie jest nadal zakazana) w walce politycznej, której celem było ustanowienie państwa islamskiego rządzącego się prawem koranicznym &#8211; szariatem. Dżamaa, głosząc, że dąży do takich samych celów, twierdzi, iż obecny ustrój polityczny Egiptu i jego przywódcy są pod względem religijnym, moralnym i politycznym skorumpowani i sprzeniewierzyli się prawdziwym wartościom islamskim i egipskim.<br />
Na początku lat dziewięćdziesiątych Dżamaa przystąpiła do intensywnej kampanii przemocy, która sprawiła, że stała się w Egipcie najbardziej znaną islamistyczną grupą bojową. Działając za pośrednictwem siatek zbudowanych w ciągu wielu lat w ubogich dzielnicach Kairu i innych miast, potrafiła &#8211; głównie przy pomocy terroryzmu &#8211; rozszerzyć walkę na większość terytorium kraju. Jej działalność ogniskowała się jednak w Górnym Egipcie.<br />
Rząd egipski prowadził wobec Dżamaa al-Islamija politykę twardej ręki, odrzucając wszelką możliwość rokowań. Polegał na drakońskich środkach bezpieczeństwa, obejmujących masowe aresztowania, wyroki śmierci i &#8211; poczynając od października 1992 r. &#8211; stawianie podejrzanych o przynależność do Dżamaa działaczy przed sądami wojskowymi. Ważnym aspektem opartej na przemocy reakcji rządu było posłużenie się &#8220;oficjalnym&#8221; &#8211; usankcjonowanym przez państwo &#8211; establishmentem religijnym i mediami po to, aby zakwestionować pretensje Dżamaa, że to ona reprezentuje islamską czystość religijną.9<br />
Od 1996 r. rząd Egiptu był wyraźnie górą. Ataki Dżamaa trwały nadal, ale stały się na tyle rzadkie, że znów zaczęli przyjeżdżać turyści zagraniczni. Mimo sporadycznych starć w Górnym Egipcie, niektórzy działacze Dżamaa zasugerowali wiosną 1996 r. zawieszenie broni &#8211; w rok później z taką inicjatywą wystąpiło sześciu czołowych przywódców i duchowy doradca Dżamaa wzywając do &#8220;wstrzymania operacji wojskowych&#8221;.10 Inicjatywy te, odrzucone przez rząd, zdawały się świadczyć o rosnących rozdźwiękach w szeregach Dżamaa. Znalazło to potwierdzenie w listopadzie 1997 r., gdy członkowie tej organizacji zamordowali w Luksorze 58 turystów zagranicznych.<br />
Okrucieństwo masakry w Luksorze sprawiło, że Dżamaa sięgnęła dna. Wszystko wskazywało na to, że przytłaczająca większość Egipcjan była oburzona zarówno samą rzezią, jak i tym, że popełniono ją w imię islamu. Rozłam w Dżamaa stał się oczywisty &#8211; wyglądało na to, że główne kierownictwo jednomyślnie potępiło ten zamach jako &#8220;gwałt&#8221;, który okazał się &#8220;szkodliwszy dla Dżamaa niż dla rządu egipskiego&#8221;.11 Choć rząd nadal dokonywał aresztowań, stawiał przed sądem, a nawet czasami przeprowadzał egzekucje członków Dżamaa, w 1998 r. doszło jedynie do kilku stosunkowo niewielkich starć zbrojnych. W 1999 r. turystyka zagraniczna, choć nie pozbierała się w pełni po masakrze w Luksorze, wykazywała wyraźną tendencję zwyżkową.12 Dżamaa musiała spuścić z tonu. Otwartą sprawą pozostało jednak to, czy była to zapowiedź ostatecznej rezygnacji z kampanii przemocy, czy też cisza przed nową burzą.</p>
<p><strong>LOCUS CHIAPAS</strong></p>
<p>Potomkowie pierwszych kolonistów hiszpańskich stworzyli w Chiapas niezwykle rozwarstwiony układ społeczny; na samej górze są Ladynosi, którzy powołują się (co wcale nie zawsze jest uzasadnione) na swoje czysto europejskie dziedzictwo, podczas gdy na samym dole są miejscowi Indianie. W ciągu kilku stuleci ladynoscy obszarnicy i chłopi zepchnęli tubylczą ludność indiańską na mniej urodzajne tereny. Wśród Ladynosów dominował i nadal dominuje otwarcie i silnie rasistowski sposób postrzegania Indian; u jego podstaw leży przekonanie, że z natury Indianie są nie tylko istotami niższymi, ale i cechującymi się potencjalnie niebezpieczną dziecinnością.13<br />
Rewolucja, która w 1917 r. przyniosła obecną konstytucję Meksyku, nie spowodowała istotnych zmian w strukturze społeczno-gospodarczej Chiapas. W czasach, w których konsolidował się porewolucyjny system polityczny, stanowa elita znalazła sobie miejsce w łańcuchach powiązań klientelistycznych, stworzonych przez rządzącą Partię Instytucjonalno-Rewolucyjną (PRI). Z kolei elita ta rozszerzyła swoją kontrolę nad rządem stanowym za pośrednictwem podobnych urządzeń, które na najniższym szczeblu pozwoliły kooptować lub kreować po wsiach kacyków czerpiących namacalne korzyści z poparcia dla status quo. Społeczności indiańskie w Chiapas dzielą się na kilka grup etnicznych, ale wszystkie z wyjątkiem jednej to Majowie. W ciągu XX w. surowe realia ubóstwa i bezsilności doprowadziły do masowego pogorszenia się sytuacji społecznej. Alkoholizm, przemoc, nadużycia seksualne i inne tego rodzaju bolączki stały się plagą tych społeczności.14 Porewolucyjne elity ejidos &#8211; społeczności wiejskich wyposażonych w wyniku rewolucji w grunty komunalne &#8211; nie zapewniały chłopom urodzajniejszych czy większych działek ziemi niż miało to miejsce w przeszłości, a na przeszkodzie nielicznych prób zagospodarowania ziemi dziewiczej z reguły stały elity lokalne, które korzystały z okazji, aby zwiększyć własny stan posiadania.15<br />
Religia &#8211; rzymsko-katolicka &#8211; odegrała ważną rolę: sprawiła, że Indianie nie zatracili całkowicie swojej tożsamości i struktur społecznych.16 W społecznościach indiańskich katolicyzm mieszał się jednak z przedkolumbijskimi wierzeniami i praktykami religijnymi. Szczególną cechą tamtejszych wierzeń synkretycznych jest to, że ich najważniejsze elementy związane są ze zjawiskami i siłami nadprzyrodzonymi &#8211; z manipulowaniem przez te siły realiami ziemskimi, którymi społeczności te nie są w stanie manipulować inaczej.<br />
Choć Chiapas jest bogate w zasoby naturalne, nie przynosi to korzyści większości mieszkańców tego stanu. Chiapas jest jednym z najuboższych stanów Meksyku &#8211; a pod wieloma względami jest nawet stanem najuboższym.17 Wiejska w większości ludność, składająca się głównie z chłopów indiańskich i metyskich, stale cierpiała z powodu wysokiej stopy przyrostu demograficznego i narastającej presji na coraz rzadsze zasoby ziemi uprawnej. Presje te wzmogła tradycyjna obojętność lokalnego systemu sądowniczego wobec starań chłopów o odzyskanie ziemi bezprawnie zagarniętej przez obszarników. Wszystko to występuje w szczególnie jaskrawej postaci w regionie górskim, a więc tam, gdzie wybuchło powstanie zapatystów.18<br />
Tylko niewielka część ludności wiejskiej Chiapas nie doświadczyła nietradycyjnych stylów życia lub złudnych nadziei na zmiany, które prowadziłyby do modernizacji stosunków społecznych. W latach siedemdziesiątych rządowe starania o włączenie społeczności indiańskich Chiapas w wysiłki rozwoju narodowego Meksyku koncentrowały się głównie w regionie górskim.19 Choć korupcja i nieefektywność poważnie ograniczyły długoterminowy wpływ funduszy federalnych na rozwój tego regionu, napłynęły tam one w większym stopniu niż do innych regionów. Agencje międzynarodowe również zaangażowały się poważnie w próby stymulacji rozwoju społeczno-gospodarczego regionu górskiego. Jednocześnie uległa przyspieszeniu urbanizacja, ponieważ niepewne warunki i brak szans na wsi skłoniły chłopów do emigracji do miast. Rozmach urbanizacji był taki, że uczony z Chiapas, David Dávila, stwierdził, iż wybuch powstania zapatystów należy rozumieć jako wynik &#8220;połączenia się miejskich chłopów z chłopami wiejskimi&#8221;.20<br />
Kryzys gospodarczy, który ogarnął Meksyk w latach osiemdziesiątych, i zwrot ku polityce neoliberalnej poważnie poszkodował drobnych rolników, już i tak żyjących w bardzo niepewnych warunkach, w Chiapas, a szczególnie w regionie górskim. Stopniowy spadek federalnych nakładów inwestycyjnych na rozwój wsi spowodował redukcję lub eliminację rządowych organizacji i programów pomocy dla chłopów i Indian. Choć pomoc ta była w przeszłości ograniczona i nieefektywna, jej redukcja spowodowała w Chiapas wzrost nędzy. Podobny był skutek cięć dotacji dla rolnictwa, a zwłaszcza zniesienie dotacji dla producentów kawy.21 Położenie chłopów pogorszyło się, gdy liberalizacja polityki handlowej Meksyku doprowadziła do zalewu rynku krajowego przez tańsze produkty rolne importowane z zagranicy. Jednocześnie rezygnacja rządu z realizacji wielkich projektów i prywatyzacja wielkich przedsięwzięć rolniczych zredukowała szanse zatrudnienia chłopów.22<br />
Czary goryczy dopełnił w latach osiemdziesiątych ogólny stan rolnictwa w tym stanie &#8211; otóż w tym samym czasie wielcy obszarnicy czerpali zyski, ponieważ korzystali z &#8220;Planu Chiapas&#8221;, uruchomionego przez rząd prezydenta De la Madrida.23 Jednak decydującym krokiem na drodze do liberalizacji i racjonalizacji rolnictwa, ułatwiającym rozwój kompleksów rolno-przemysłowych, było w 1992 r. uchwalenie poprawki do art. 27 konstytucji meksykańskiej; zastopowała ona skutecznie reformę rolną i dopuściła obrót gruntami komunalnymi ejidos, którymi w starym systemie nadzielano rolników.<br />
W tym kontekście powstała EZLN, rekrutowała swoich członków i mobilizowała do ofensywy, którą uczciła Nowy Rok 1994. Źródeł tego ruchu można częściowo dopatrywać się w wysiłkach podjętych około dwadzieścia lat wcześniej w diecezji San Cristóbal de las Casas przez biskupa Samuela Ruiza. Miał 36 lat, gdy w 1960 r. przyjechał do San Cristóbal. Początkowo elity ladynoskie w tym mieście były nim zachwycone, ale po kilku latach poczuły się zdradzone, gdy zajął się energicznie gospodarczym i społecznym położeniem stada swoich owieczek indiańskich.24<br />
Ruiz i podlegli mu duchowni sprzyjali rozwojowi organizacji chłopskich, które starały się poprawić los ludności wiejskiej zachowując przy tym niezależność od państwa. Na początku lat siedemdziesiątych wysiłkom Ruiza zaczęli sekundować młodzi lewicowo-radykalni Meksykanie, którzy zjawili się w Chiapas uchodząc przed represjami ze strony federalnych sił bezpieczeństwa. Ludzie ci, do których na początku lat osiemdziesiątych dołączyło drugie pokolenie młodych radykałów, mobilizowało chłopów do walki o realizację postulatów bardzo podobnych do tych, jakie wysuwała miejscowa hierarchia Kościoła katolickiego. Ich bardziej bojowe nastawienie doprowadziło w 1983 r. do utworzenia EZLN. Lecz teologia wyzwolenia, za którą opowiedział się biskup Ruiz, i marksistowska orientacja młodych radykałów w dużej mierze do siebie pasowały. W rezultacie obie strony współpracowały ze sobą przez kilka lat przy tworzeniu serii wzajemnie powiązanych organizacji chłopskich.25<br />
W latach osiemdziesiątych elity Chiapas posługiwały się instytucjami stanowymi i federalnymi celem zastraszenia (a bardzo często również fizycznej likwidacji) działaczy chłopskich. W rozwijającym się ruchu chłopskim spotęgowało to napięcia między działaczami związanymi z Kościołem a działaczami o orientacji marksistowskiej, przy czym ci ostatni stale pozyskiwali zwolenników dla swojego poglądu o konieczności przystąpienia do walki zbrojnej. Na początku lat dziewięćdziesiątych doszło do rozłamu między tymi dwiema tendencjami. Lecz opowiadający się za niestosowaniem przemocy zwolennicy Samuela Ruiza żywili dużą sympatię do EZLN, a działacze EZLN nadal czuli do biskupa respekt.26<br />
Gdy tylko zapatyści wzniecili powstanie, zyskało ono sobie w całym Meksyku masowe i głośne poparcie. Bardziej wynikało ono jednak z sympatii do ich protestu niż z aprobaty dla samej insurekcji. Kolejne kryzysy gospodarcze i polityczne, jakie kraj ten przeżywał od początku lat osiemdziesiątych, spowodowały długotrwałe zubożenie klas niższych i średnich. W 1994 r. rosnące niezadowolenie tych klas, a szczególnie klas średnich, sprawiło, że chcąc, nie chcąc, koła rządzące były zmuszone do ustępstw wobec postulatów wprowadzenia bardziej otwartego i reprezentatywnego systemu politycznego. Społeczeństwo obywatelskie, które w ciągu dziesięciu lat rozwinęło się w bezprecedensowym tempie, nieustannie wywierało presję na przeprowadzenie rzeczywistej reformy politycznej; czyniły to również działające od dawna partie opozycyjne.27<br />
Przez całe lata po wejściu w życie zawieszenia broni zapatyści bardzo dbali o to, aby ich sprawa nie schodziła opinii publicznej z oczu i starali się pozyskać poparcie jak najszerszych środowisk społecznych. W dyskursie zapatystów wysunęły się na czoło prawa Indian, ale pozostały one wpisane w ramy postulatów o znaczeniu ogólnonarodowym. Zapatyści dążyli do aktywnego zaangażowania szerszych kręgów społecznych w podejmowane przez siebie decyzje; czynili to za pośrednictwem &#8220;konsultacji ogólnokrajowych&#8221;, podczas których o głównych kierunkach polityki zapatystowskiej miała decydować opinia publiczna. EZLN zachęcała zarówno meksykańskich, jak i zagranicznych ochotników-obserwatorów, aby odwiedzali kontrolowane przez zapatystów terytorium. Ze szczególnym rozmachem i skutecznością czynili użytek z internetu, w którym bardzo liczne portale w wielu językach prezentowały sprawę zapatystów krajowej i międzynarodowej opinii publicznej.<br />
<strong>LOCUS GÓRNY EGIPT</strong></p>
<p>Górny Egipt obejmuje osiem położonych najbardziej na południu kraju guberni. Podobnie jak w przypadku Chiapas, dzieje tego regionu przebiegały w daleko idącej izolacji od ośrodków życia narodowego. Wynikające z takiego wielowiekowego położenia stosunki miejscowe sprawiły, że w ramach nowoczesnego państwa egipskiego Górny Egipt posiada własną tożsamość. Między mieszkającymi tam, obok jeszcze starszej społeczności Koptów, ugrupowaniami plemiennymi z czasów podboju arabskiego ukształtowały się stosunki, które cechuje ład hierarchiczny i dominująca pozycja dwóch grup &#8211; Aszrafów i Arabów. Na niższych szczeblach plasują się pomniejsze plemiona, a na dole drabiny społecznej &#8211; fellahowie.28 W pozostałych częściach kraju panuje negatywny stereotyp południowców &#8211; na ogół uważa się ich za ludzi nieokrzesanych, skłonnych do przemocy i tępych.<br />
W Górnym Egipcie władzę rządu centralnego scementowały więzi klientelistyczne z wiodącymi rodzinami grup Aszrafów i Arabów. Nawet reżim naserowski nie podkopał w istotny sposób tego układu polityczno-administracyjnego. Choć chłopi skorzystali do pewnego stopnia z naserowskiej reformy rolnej, ziemiaństwo postarało się zachować w rozmaity sposób większość swoich majątków. Władze w Kairze nadal obsadzały wyższe szczeble miejscowej policji i aparatu bezpieczeństwa personelem rekrutującym się spośród Aszrafów i Arabów.29<br />
Religia odegrała bardzo ważną rolę w rozwoju społeczeństwa górnoegipskiego. Z jednej strony Aszrafowie twierdzili, że pochodzą bezpośrednio od Proroka, podczas gry Arabowie wywodzili swoje pochodzenie od grupy plemion, które przybyły z Arabii. Z drugiej strony status fellahów wiązano z wiarą, że wywodzą się z ludności, która zamieszkiwała Egipt przed przyjęciem islamu i została nań nawrócona, co plasowało ich nieubłaganie poniżej Aszrafów i Arabów.30 Koptowie znajdują się w ambiwalentnym położeniu &#8211; jako chrześcijanie uchodzą za niższych od muzułmanów, ale w rzeczywistości ich status indywidualny zależy od bardziej materialnych kryteriów.<br />
Zarówno w społecznościach muzułmańskich, jak i chrześcijańskich, a szczególnie na niższych szczeblach społeczno-gospodarczych, praktyki religijne są mocno nasycone nieortodoksyjnymi elementami ludowymi, nieraz pochodzącymi z czasów faraonów. Choć islam ortodoksyjny jest dobrze ugruntowany na obszarach miejskich, wieś stanowi domenę bogatego folkloru religijnego, pełnego wiary w siły magiczne i nadprzyrodzone i w moce tajemne.31 Napływ wieśniaków do miast i miasteczek egipskich, który w latach siedemdziesiątych doprowadził do coraz większej &#8220;ruralizacji&#8221; ośrodków miejskich, stworzył podatny grunt pod rozwój antymodernistycznych ruchów fundamentalistycznych. Meczety miejskie często stawały się punktami werbunkowymi tych ruchów &#8211; odbywał się w nich zaciąg przybyszów ze wsi do bojowo nastawionych organizacji.32<br />
Mimo swoich bogatych zasobów rolniczych, Górny Egipt jest od dawien dawna najbiedniejszym regionem kraju, zarówno jeśli chodzi o obszary wiejskie, jak i miejskie. W połowie lat dziewięćdziesiątych prawie 72% ogółu żyjących w Egipcie ubogich koncentrowało się na południu.33 Nierówności te potwierdzały wskaźniki odnoszące się do ochrony zdrowia, przyrostu demograficznego, służb społecznych i jakości życia.34<br />
W ciągu czterech minionych dziesięcioleci region ten był świadkiem poważnych zmian. Za populistycznego reżimu naserowskiego nie tylko wzrosły nadzieje na ogólną poprawę sytuacji i bardziej równomierny podział bogactwa &#8211; miał on również konkretne osiągnięcia. Reforma rolna, choć nie tak radykalna, jak obiecywano, przyniosła fellahom pewne korzyści. Gdy w latach sześćdziesiątych otwarto wolne uniwersytety, zdawało się to stwarzać możliwości ucieczki przed ubóstwem i pokonania barier wynikających ze sztywnej, tradycyjnej hierarchii społecznej. Ponieważ państwo zobowiązało się zatrudnić wszystkich absolwentów wyższych uczelni, stanowiska w biurokracji państwowej zapewniły środki utrzymania i pewien prestiż synom chłopów, którzy nie mieli perspektyw na uzyskanie własnej ziemi. Jednak stanowisk tych zaczęło wkrótce brakować dla kolejnych fal absolwentów wyższych uczelni. Co więcej, gdy do obsadzenia były jakieś stanowiska, absolwenci pochodzący ze środowiska fellahów często odkrywali, że dyplomy uniwersyteckie nie są w stanie stawić czoła górnoegipskim układom klasowym lub przesądom, jakie w innych częściach kraju żywiono wobec południowców.35<br />
W latach siedemdziesiątych rozwój sytuacji w innych dziedzinach sprawił, że fellahowie górnoegipscy znaleźli się pod narastającą presją. Tzw. polityka intifah (otwarcia), do której przystąpił prezydent Anwar as-Sadat i która polegała na przechodzeniu po myśli neoliberalizmu od gospodarki nakazowo-rozdzielczej, wprowadzonej za rządów Nasera, do gospodarki rynkowej, skłoniła go do szukania poparcia tradycyjnych elit wiejskich. Przywrócone panowanie ziemiaństwa &#8211; czasem jego rezultatem było wypędzanie chłopów z gruntów, które stanowiły przedmiot sporów między nimi a obszarnikami &#8211; zagroziło nie tylko zdobyczom społecznym fellahów, ale również ich aspiracjom. W tym samym dziesięcioleciu liczne rzesze fellahów, które korzystając z boomu naftowego znalazły okresowe zatrudnienie w państwach położonych nad Zatoką Arabską, wróciły do domu ze stosunkowo poważnymi kapitałami, a wtedy okazało się, że kanały ruchliwości pionowej są w dalszym ciągu zablokowane przez tradycyjną strukturę władzy lokalnej.36<br />
Niektórzy, w wyniku doświadczeń nabytych w Arabii Saudyjskiej przesiąknięci bardziej bezkompromisową i egalitarną niż panująca w Egipcie wizją islamu, zareagowali na swoje rosnące frustracje większą religijnością &#8211; zjawisko to sprzyjało niezwykłemu rozmnożeniu się w latach siedemdziesiątych prywatnych meczetów. Po powrocie do kraju z zarobionymi za granicą pieniędzmi byli fellahowie finansowali w Górnym Egipcie i w społecznościach południowców w ośrodkach miejskich całego kraju budowę meczetów, w których aktywistyczna, społecznie świadoma interpretacja islamu rzucała wyzwanie stojącej na straży status quo wizji religijnej Aszrafów i Arabów.37<br />
Dżamaa al-Islamija rozwinęła się jako ruch na początku la siedemdziesiątych, głównie wśród studentów uniwersytetu w Asjut. Ugrupowanie to, zainspirowane przez wcześniejszą działalność Stowarzyszenia Braci Muzułmanów, było powiązane z wykazującymi podobne inklinacje ugrupowaniami w innych częściach Egiptu, a nawet do pewnego stopnia dzieliło się z nimi na zasadach wzajemności swoimi członkami. Jedno z nich, Dżihad, zamordowało w 1981 r. Sadata. Badacze ruchów islamistycznych w Egipcie w latach osiemdziesiątych doszli do wniosku, że działacze islamistyczni pochodzili głównie ze środowisk pozawiejskich i niższej klasy średniej.38<br />
Jednak Mamun Fandy, człowiek należący do pierwszego pokolenia synów chłopskich, którzy skorzystali z naserowskich reform oświatowych, i kolega ze studiów wielu założycieli Dżamaa, z którymi studiował na uniwersytecie w Asjut, twierdzi, że od kolebki Dżamaa al-Islamija cechował właściwy fellahom górnoegipskim charakter, co różniło ich od innych bojowych grup islamistycznych. Większość jej członków &#8211; stwierdza on &#8211; &#8220;początkowo pochodziła ze środowiska fellahów&#8221;.39 Dżamaa, obarczając reżim w Kairze odpowiedzialnością za zdradę islamskich wartości Egiptu i upatrując rozwiązanie problemów kraju w państwie islamskim rządzącym się szariatem, była również zdecydowana zmienić stosunki władzy na południu. Krótko mówiąc, była nastawiona na walkę z panowaniem plemiennym na południu i rolą, jaką rząd kairski odgrywał w utrzymaniu istniejącej tam sytuacji40. Badania prowadzone w latach dziewięćdziesiątych, gdy organizacja ta zyskała rozgłos jako główne ugrupowanie islamistyczne w Egipcie, zdają się potwierdzać to, co o jej początkach pisze na podstawie swoich wspomnień Fandy. Saad Eddin Ibrahim, komentując &#8220;zmienne oblicze działaczy islamistycznych&#8221;, wskazuje, że w porównaniu z działaczami, którzy byli przedmiotem badań w latach osiemdziesiątych, działacze lat dziewięćdziesiątych okazali się &#8220;młodsi i mniej wykształceni &#8230; [Wielu pochodziło] ze środowisk wiejskich i małomiasteczkowych oraz z marginalnych dzielnic nędzy.&#8221;41<br />
Zabójstwo Anwara as-Sadata w 1981 r. stało się natychmiast przyczyną poważnych niepowodzeń wszystkich islamistycznych ugrupowań bojowych. Rządowe siły bezpieczeństwa przeprowadziły aresztowania na wielką skalę, przy czym doszło do poważnych starć z działaczami tych ugrupowań, zwłaszcza w Górnym Egipcie. Jednak Dżamaa przeżyła i przez całą dekadę nadal mobilizowała dla siebie poparcie.<br />
W tym samym czasie Hosni Mubarak energicznie kontynuował kurs Sadata na liberalizację życia gospodarczego, m.in. redukując dotacje do konsumpcji i rolnictwa i uwalniając ceny, toteż na wiejskich i miejskich obszarach Egiptu wzrosło ubóstwo.42 Górny Egipt pozostał najbiedniejszym regionem kraju. Podczas gdy &#8220;ultraubóstwo&#8221; było szczególnie wysokie w Asjut, wieś w Górnym Egipcie była nadal najbiedniejszym rejonem rolniczym kraju.43 Dodatkowy wzrost nędzy w regionie wywołała po 1986 r. depresja gospodarcza w krajach naftowych Bliskiego Wschodu, ponieważ ograniczyła możliwości emigracji zarobkowej. Kryzys w Zatoce Arabskiej w 1990-1991 r. spowodował oczywiście masowy powrót robotników egipskich do kraju i głębokie poczucie niepewności co do przyszłej sytuacji na rynku pracy. Lecz najgorsze obawy chłopów okazały się uzasadnione w 1992 r., gdy po prowadzonych od 1985 r. gorących dyskusjach rząd zniósł wcześniejsze prawa naserowskie, które zapewniały chłopom trwałe użytkowanie dzierżawionej przez nich ziemi i dawały im poczucie bezpieczeństwa. Posunięcie to, nazywane przez oponentów &#8220;prawem do rugowania dzierżawców z ziemi&#8221;, głęboko zakłóciło układ, który biedota wiejska uważała za &#8220;ważną podstawę ładu moralnego i politycznego&#8221;.45<br />
Największą kampanię antyrządową Dżamaa podjęła na początku lat dziewięćdziesiątych. Nie zapoczątkowało jej żadne szczególne wydarzenie, ale w połowie 1992 r. nie ulegało wątpliwości, że rząd Egiptu ma do czynienia z silną ofensywą. Sprawozdania prasowe z toczącej się walki ujawniły, do jakiego stopnia ugrupowanie to było zakorzenione na wsi. Typowa dla tych sprawozdań jest następująca relacja z wydarzeń w &#8220;małej wsi w Górnym Egipcie&#8221;: &#8220;Mówi się, że od marca w starciach między wieśniakami a siłami bezpieczeństwa zginęły dwa tuziny ludzi. Jedynym zajęciem jest tu uprawa roli&#8230; Okręg może pochwalić się niewielką liczbą miejsc pracy i jeszcze mniejszą liczbą służb publicznych&#8230; To urodzajna gleba do werbunku żarliwych młodych ludzi do Lig Islamskich, które otacza romantyczna aura i które mają programy naprawy duchowej i praktycznego aktywizmu. W ostatnich latach członkostwo takich lig wzrosło &#8211; należą do nich tysiące ludzi. W kilkunastu wsiach entuzjaści lig stali się strażnikami ładu publicznego i zajęli się organizowaniem służb publicznych.&#8221;46<br />
Znaczna część egipskiej opinii publicznej zgadzała się z głoszonymi przez Dżamaa celami i wartościami, ale nie ze środkami, jakie ona stosowała. Trudno sobie wyobrazić, aby było inaczej w kraju, w którym mnóstwo ludzi uważa, że gdyby przeprowadzono wolne wybory, najpoważniejszym rywalem rządu okazaliby się Bracia Muzułmanie, których działalność jest zakazana, choć nie stosują oni przemocy. Wysuwane przez Dżamaa oskarżenia pod adresem rządu o to, że podkopuje egipskie wartości narodowe i społeczne, odbijało się echem w udrękach i frustracjach ludności nękanej przez rosnące nierówności społeczne, zagraniczną penetrację kulturalną oraz gwałtowne zmiany w bliskowschodniej polityce regionalnej i pozycji międzynarodowej Egiptu.47<br />
Mimo to ogromna większość Egipcjan odrzucała opartą na stosowaniu przemocy strategię Dżamaa. Są pewne dowody na to, że nawet niewielki odsetek tych, którzy początkowo sympatyzowali z metodami walki Dżamaa, zanikł w miarę narastania przemocy.48 Wydaje się prawdopodobne, że ogłoszenie przez Dżamaa &#8211; na cztery miesiące przed masakrą w Luksorze &#8211; zawieszenia broni było spowodowane narastającym przekonaniem, iż przemoc stała się politycznie szkodliwa. Wydaje się również, że rozłam, do jakiego doszło w Dżamaa w rezultacie tej masakry, przynajmniej chwilowo wyniósł na czoło przywódców, którzy czuli, że jeśli organizacja chce osiągnąć swoje cele, musi zastosować bardziej umiarkowaną taktykę. Wśród najnowszych narzędzi, po jakie sięgnięto celem wypełnienia tego zwrotu treścią i zyskania dla niego uznania, był portal w internecie w języku arabskim; portal ten zaczął działać w 1997 r.</p>
<p><strong>ŹRÓDŁA KONFLIKTÓW</strong><br />
Konflikty, które przeciwstawiły EZLN i Dżamaa al-Islamija rządom Meksyku i Egiptu, są rezultatem złożonej, lecz możliwej do zidentyfikowania, interakcji czynników. Należą do nich: tło historyczne, które w obu przypadkach stworzyło trwałe warunki lokalne sprzyjające gwałtownym zrywom w latach dziewięćdziesiątych, lata pracy aktywistów, którzy zaszczepiali tradycyjnej religii ludowej nowe elementy, łączące sprawiedliwość społeczną i przekonania religijne z &#8220;prawdziwymi&#8221; wartościami całego narodu, a wreszcie katalityczne skutki działania neoliberalnych sił ekonomicznych i innych procesów globalizacji.<br />
Dla obu regionów, w których powstały EZLN i Dżamaa al-Islamija, wspólna jest izolacja geograficzna od ośrodków narodowego życia politycznego, gospodarczego i kulturalnego. W ciągu wielu stuleci w Chiapas i Górnym Egipcie rozwinęły się wysoko uwarstwione społeczności, które państwo narodowe pozostawiło w wielkiej mierze na łasce losu i z którymi łączyły to państwo więzi klientelistyczne między elitami lokalnymi a elitami narodowymi. W obu regionach dająca się zidentyfikować grupa społeczna &#8211; chłopi/Indianie w Chiapas i fellahowie w Górnym Egipcie &#8211; tradycyjnie znajdowała się na samym dole, u podstaw piramidy społeczno-gospodarczej, i przez wyższe stany była postrzegana jako z natury rzeczy niższa. Pogląd ten podzielały na ogół szersze populacje narodowe.<br />
Ani rewolucja meksykańska, ani doświadczenie naserowskie nie położyły radykalnie kresu marginalizacji społecznej, politycznej i gospodarczej chłopów w Chiapas i fellahów w Górnym Egipcie. W wymiarze lokalnym i ogólnokrajowym względny status społeczny, polityczny i gospodarczy jednych i drugich pozostał w dużej mierze taki sam, jak w przeszłości. W ostatnim ćwierćwieczu XX w. deprywacja gospodarcza i związane z nią typowe bolączki społeczne nadal nękały te grupy. Z urzędowych meksykańskich i egipskich danych statystycznych wynika, że pod względem dochodu, poziomów ubóstwa, dostępu do zdobyczy nowoczesności, oświaty i opieki zdrowotnej wiejskie obszary Chiapas i Górnego Egiptu nie tylko były pogrążone w nędzy, ale należały do najuboższych w swoich kontekstach narodowych. Nawet migracja wewnętrzna nie mogła ulżyć losowi chłopów z Chiapas czy fellahów z Górnego Egiptu. Czy to w bidonvilles, które urbanizacja stworzyła na obrzeżach San Cristóbal, czy w biedniejszych dzielnicach Kairu, na ogół odkrywali oni, że nadal towarzyszy im deprywacja.<br />
Każda z tych grup doznała jednak na sobie skutków wydarzeń, jakie rozgrywały się w ciągu XX w., lub pod ich wpływem przeżyła zmiany. Co prawda ciągnące się przez kilka dziesięcioleci reformy rolne nie spełniły pokładanych w nich nadziei, ale przyniosły pewną poprawę położenia chłopstwa w Górnym Egipcie i w Chiapas. Fellahowie górnoegipscy skorzystali również na naserowskiej polityce oświatowej, a od pierwszej połowy lat siedemdziesiątych z możliwości pracy za granicą. W tej samej dekadzie ludzie zmarginalizowani z rejonu górskiego w Chiapas nie tylko znaleźli nowe, choć przejściowe, możliwości zatrudnienia przy realizacji wielkich, sponsorowanych przez państwo projektów, ale stali się przedmiotem zainteresowania w wysiłkach międzynarodowych, które miały zapewnić im wyższą stopę życiową. Takie czynniki pociągnęły za sobą zmiany w tradycyjnych stylach życia i pomogły podkopać tradycyjne poglądy, w tym takie elementy tradycjonalizmu, które nade wszystko kazały cenić ciągłość. Zmiany te były początkowo postrzegane przez wielu członków obu rozpatrywanych tu grup jako drogi prowadzące do spełnienia ich rosnących nadziei.<br />
Nie trzeba było długo czekać, aby takie nadzieje zastąpiły obawy, że zmiany nie tylko mogą nie przynieść poprawy położenia, ale w rzeczywistości mogą nawet doprowadzić do pogorszenia się już i tak przygnębiającej sytuacji. W Chiapas i w Górnym Egipcie szybki przyrost demograficzny stale powodował zmniejszanie się areału gruntów dostępnych dla ludzi zmarginalizowanych i spadek mocy istniejących służb społecznych. W Meksyku kryzysy budżetowe doprowadziły do cięć w wydatkach na realizację projektów państwowych, które stwarzały miejsca pracy w rejonie górskim Chiapas. Z kolei w Egipcie rozdęta biurokracja państwowa okazała się niezdolna do wchłonięcia absolwentów wyższych uczelni i potencjalni urzędnicy stali długie lata w kolejkach po stanowiska. Ponadto szukający pracy absolwenci nowo utworzonych uniwersytetów prowincjonalnych w Górnym Egipcie nieraz odczuwali brzemię dyskryminacji ze względu na pochodzenie regionalne i społeczne. W obu krajach coraz dalej idący zwrot ku liberalnym strategiom gospodarczym doprowadził w latach osiemdziesiątych do narastających obciążeń niższych klas społecznych. W tym samym okresie zmniejszyły się możliwości migracji zarobkowej fellahów górnoegipskich, ponieważ w krajach naftowych nad Zatoką Arabską nastąpiła depresja gospodarcza. W Chiapas chłopi przekonali się, że wzrost wydatków państwowych, przeznaczonych na racjonalizację rolnictwa, przynosi korzyści wielkim producentom artykułów eksportowych, a nie drobnym gospodarzom.<br />
Zmiana, w wielkiej mierze emanująca ze źródeł, które pozostawały zupełnie poza kontrolą środowisk zmarginalizowanych, i w większości przypadków niepojęta dla nich, okazała się nie tylko groźna, ale niemal przytłaczająca &#8211; była bardzo intensywna, wielostronna i złowroga.<br />
Taka perspektywa stworzyła podatny grunt pod działalność mobilizacyjną aktywistów, którzy obarczali władze państwowe odpowiedzialnością za położenie środowisk zmarginalizowanych. Zarówno w Górnym Egipcie, jak i w Chiapas owi aktywiści położyli w panujących tam wierzeniach religijnych nacisk na sprawiedliwość społeczną i powiązali ich nową interpretację z rewindykacją &#8220;prawdziwych&#8221; wartości narodowych. W Meksyku początkowo rolę tę spełniali społecznie świadomi, stroniący od stosowania przemocy i znajdujący natchnienie w religii mobilizatorzy, którym przewodził biskup Ruiz, a następnie rolą tą podzielili się oni z równie świadomymi społecznie, ale bojowo nastawionymi i znajdującymi inspirację w marksizmie mobilizatorami z EZLN. W Egipcie mobilizatorzy z Dżamaa al-Islamija łączyli w swojej działalności świadomość społeczną, inspirację religijną i bojowe nastawienie. W obu przypadkach zasadniczym wkładem, a zarazem podstawową atrakcją przesłania mobilizatorów było zaoferowanie tym, którzy je akceptowali, wiarygodnej obietnicy zarówno zmiany, jak i oporu wobec zmiany. Wyjaśnia to, dlaczego zapatyści i działacze Dżamaa kładli nacisk na postulaty społeczno-gospodarczej zmiany na lepsze, a zarazem na zachowanie integralności kulturowej.<br />
W obu przypadkach ruch bojowy, jaki z tego wynikł, był ściśle związany z autorytetami i wierzeniami religijnymi. Jest to oczywiste w przypadku Dżamaa. Jeśli chodzi natomiast o zapatystów, to tylko nadmierne skupienie uwagi na świeckim charakterze ich dyskursu publicznego może przysłonić fakt, że życie tego ruchu &#8211; jego wartości, pochodzenie, polityka i członkostwo &#8211; pozostaje pod wpływem religijnie inspirowanej działalności biskupa Ruiza i jego zwolenników, co doskonale uświadamiają sobie zarówno hierarchia meksykańskiego Kościoła katolickiego, jak i rząd meksykański. To dlatego dominujące autorytety kościelne (w tym nuncjusz papieski) i rzecznicy rządu tak ochoczo oskarżali Ruiza o odstępstwa od prawdziwych powinności religijnych. Jest to w istocie ten sam dyskurs, który słyszy się w Egipcie, gdy uniwersytet Al-Azhar i władze państwowe oskarżają Dżamaa, że sprzeniewierza się islamowi.<br />
Co sprawiło, że przesłanie mobilizatorów stało się wiarygodne dla tych, którzy za nimi poszli? Innymi słowy &#8211; co sprawiło, że stosunkowo niewielka liczba zubożałych chłopów indiańskich w Meksyku i ludzi z niższych warstw górnoegipskich uwierzyła, iż są oni w stanie przeforsować pożądaną zmianę, choć władze państwowe dysponują potężnym potencjałem wojskowym? Odpowiedź na to pytanie jest niewątpliwie złożona i prawdopodobnie w grę wchodzi wzmożona frustracja, gniew i rozpacz, które sprawiły, że niektórzy doszli do wniosku, iż należy wystąpić bez względu na koszty. To jednak nie wystarcza, aby wyjaśnić przekonanie tych, którzy chwycili za broń, że w końcu ich sprawa zwycięży.49 Być może odpowiedzi należy szukać również w głębokim wpływie kontekstu kulturowego, przesiąkniętego synkretyczną orientacją religijną, w której zjawiska nadprzyrodzone lub praktyki magiczne są akceptowane jako normalne aspekty życia ludzkiego. Sugerujemy więc, że religie ludowe chłopów indiańskich z gór Chiapas i fellahów górnoegipskich tworzyły takie ramy ideologiczne, które bez względu na obiektywny układ sił były podatne na wiarę w ostateczne zwycięstwo słusznej sprawy.<br />
Siły torujące drogę globalizacji gospodarczej, politycznej i kulturalnej splotły się z wpływem historycznie ukształtowanych warunków i działalnością mobilizatorów, wiążąc realia lokalne Chiapas i Górnego Egiptu z szerszymi prądami życia światowego. Katalityczne skutki polityki neoliberalnej, prowadzonej od lat osiemdziesiątych przez rządy Meksyku i Egiptu, były szczególnie bezpośrednie. Jak już wskazaliśmy, gospodarczo zmarginalizowane populacje obu tych regionów ucierpiały wskutek polityki, która ograniczała lub eliminowała służby społeczne, możliwości zatrudnienia w aparacie państwowym, dotacje do rolnictwa i konsumpcji i chronione dotychczas rynki krajowe. Polityka zmierzająca do racjonalizacji rolnictwa, a w szczególności znosząca skutki wcześniejszych programów reformy rolnej, była postrzegana jako główne zagrożenie długoterminowe dla ustalonych stylów życia i aspiracji.<br />
Wpływ sił torujących drogę globalizacji nie ograniczał się do wywołania kampanii, w toku których EZLN i Dżamaa al-Islamija użyły przemocy. Okazuje się, że był on również istotnym czynnikiem kształtującym idee, które przyświecały wybuchowi tych rewolt. Choć populacje zmarginalizowane najbardziej ucierpiały na skutek zmian, jakie dokonały się w Meksyku i Egipcie, nie tylko one padły ich ofiarą. W latach osiemdziesiątych w obu krajach również bardziej zintegrowane społecznie środowiska doznały erozji swojego położenia i zakwestionowania swoich wartości kulturowych. Tak było z pewnością w przypadku klas średnich, które rozmaicie dawały znać o swoim rosnącym niezadowoleniu. Tak np. debaty w Egipcie i Meksyku na temat specyfiki krajowej polityki gospodarczej oraz politycznych i kulturowych skutków rozwoju więzi międzynarodowych tych krajów odzwierciedliły ogólnokrajową atmosferę szerokiego niezadowolenia.50 To z kolei niewątpliwie umocniło przekonanie działaczy EZLN i Dżamaa, że ich rewolty nie pociągną za sobą oderwania się od narodu, lecz dadzą wyraz przywiązaniu do &#8220;prawdziwych&#8221; wartości narodowych.</p>
<p><strong>ROZBIEŻNE DYNAMIKI KONFLIKTÓW</strong></p>
<p>W artykule tym staraliśmy się pokazać, że gatunkowe podobieństwo gwałtownych konfliktów wznieconych przez ELZN i Dżamaa al-Islamija widać wyraźnie w dynamice, która doprowadziła do ich wybuchu. Równie oczywiste jest jednak to, że konflikty te potoczyły się bardzo różnymi drogami. Dżamaa w dużo większym stopniu stosowała przemoc, a także dopuściła się przerażających ataków na cywilów. Wreszcie, w przeciwieństwie do Meksyku, w Egipcie nie podjęto żadnych wysiłków, które prowadziłyby do rokowań i wynegocjowania porozumienia. Czy różnice te oznaczają, że oba ruchy nie są ze sobą związane typologicznie &#8211; że są to faktycznie zasadniczo odmienne formy konfliktu?<br />
Sugerowana przez nas odpowiedź brzmi: nie są to formy odmienne, ponieważ odrębne trajektorie przebiegu konfliktów wznieconych przez EZLN i Dżamaa al-Islamija odzwierciedlają różnice w interakcjach między trzema zmiennymi, które w dużej mierze określają, jakie kierunki rozwoju obierają Zmarginalizowane Gwałtowne Konflikty Wewnętrzne. Zmienne te to otoczenie polityczno-instytucjonalne, społeczeństwo obywatelskie i otoczenie międzynarodowe. Oczywiście, w ostatecznym rozrachunku konflikty nie &#8220;obierają kierunków&#8221; &#8211; kierunki nadają im przywódcy, którzy z kolei optują na rzecz takich, a nie innych decyzji w procesie polegającym na nieustannej interakcji między ideologią a czynem. Analiza musi więc ogniskować się nie tylko na interakcji zachodzącej między trzema wymienionymi zmiennymi, ale również na interakcji zachodzącej między nimi a decyzjami, które na podstawie interpretacji ideologicznej podejmują przywódcy (zarówno powstańczy, jak i państwowi). Innymi słowy chodzi o to, jak kombinacja czynników wynikających z otoczenia polityczno-instytucjonalnego, społeczeństwa obywatelskiego i otoczenia międzynarodowego wpływa na poglądy, a w rezultacie również na kalkulacje i decyzje przywódców. Taka analiza nie mieści się w ramach tego artykułu, choć pokrótce można wypunktować najważniejsze wnioski, do jakich ona prowadzi.<br />
W 1994 r. otoczenie polityczno-instytucjonalne Meksyku balansowało od ponad dekady na krawędzi kryzysu. Zdominowane przez PRI instytucje państwowe były poważnie zdyskredytowane, a samą PRI rozdzierały walki frakcyjne. Partie opozycyjne stały się realnymi rywalami partii rządzącej, zagrażającymi jej dalszemu panowaniu, a to, że zachowywała ona kierowniczą rolę w państwie, dość powszechnie przypisywano korupcji. Zarazem jednak w szerokich kręgach społeczeństwa panowało przekonanie &#8211; jak się wkrótce okazało, było ono niesłuszne &#8211; że ustępujący rząd Carlosa Salinasa de Gortari (1988-1994) energicznie wprowadza Meksyk na drogę ponownej stabilizacji i rozkwitu. Utrzymanie pozytywnych wskaźników rozwoju gospodarczego &#8211; podobnie jak szansa na zrealizowanie w przyszłości osobistych ambicji prezydenta &#8211; zależało od zachowania przez władzę takiego wizerunku. Rząd skłonny był więc odrzucić rady twardogłowych &#8211; w szczególności wojskowych i zasiedziałej struktury władzy w Chiapas &#8211; i zamiast nich zaakceptować punkt widzenia tych, którzy argumentowali, że dążenie do militarnego rozwiązania konfliktu w Chiapas nie przysłuży się ani pozycji wewnętrznej PRI, ani polityce gospodarczej Meksyku.<br />
Ernesto Zedillo objął urząd prezydenta w końcu 1994 r., w zasadniczo takich samych warunkach, z jakimi miał do czynienia jego poprzednik. Rewelacje dotyczące rozmiarów złego zarządzania i korupcji za rządów Salinasa natychmiast pogrążyły nową administrację w serii kryzysów gospodarczych i politycznych. Zedillo był mało znanym politykiem &#8211; wypłynął dopiero wtedy, gdy zamordowano pierwszego kandydata PRI na prezydenta, Luisa Donaldo Colosio. Miał więc najsłabszą pozycję spośród wszystkich prezydentów Meksyku w ostatnich dziesięcioleciach. Choć, ogólnie rzecz biorąc, poszedł w ślady rządu Salinasa nie stawiając na rozwiązanie wojskowe, jego niemoc polityczna przejawiała się przez całe lata w nieustannych wahaniach &#8211; co pewien czas skłaniał się ku takiemu właśnie rozwiązaniu.51<br />
To, że rząd Zedillo nie zdecydował się ostatecznie na stłumienie powstania zapatystów, można w wielkiej mierze przypisać wpływowi społeczeństwa obywatelskiego i otoczenia międzynarodowego na procesy podejmowania decyzji przez władze państwowe. Oddziaływanie jednego i drugiego otoczenia związało ręce zwolennikom rozwiązania wojskowego. Reakcja społeczeństwa obywatelskiego na insurekcję zapatystów nie była jednomyślna, ale stanowiło ono stałe forum, na którym znajdował wyraz silny i szeroki sprzeciw wobec użycia przez państwo siły. Otoczenie międzynarodowe wystąpiło wyraźnie i usilnie z takim samym przesłaniem. Rządy innych państw, w tym rząd Stanów Zjednoczonych, podobnie jak prywatni inwestorzy, obawiały się politycznych i gospodarczych skutków wznowienia w Chiapas konfliktu na dużą skalę.<br />
Te same czynniki, które sprawiły, że rząd meksykański zajął chwiejną, ale zasadniczo niewojowniczą postawę, pozwalają również zrozumieć, dlaczego zapatyści, zamiast wznowić walkę zbrojną, woleli, aby znalazła się w martwym punkcie. Wpływ miały na to zarówno mocne, jak i słabe strony meksykańskiego otoczenia polityczno-instytucjonalnego. Z jednej strony słabość polityczna, która stała się plagą systemu politycznego tego państwa, stwarzała nadzieję, że zapatyści mają jeszcze szansę na osiągnięcie swoich celów środkami politycznymi. Z drugiej strony potencjał wojskowy, jakim dysponuje rząd i jaki rozwinął grożąc okrążeniem strefy konfliktu, wyraźnie nie sprzyjał ponownemu podjęciu przez zapatystów czynnej walki zbrojnej. W dużej mierze podobnie oddziałują czynniki związane z wpływem, jaki wywiera społeczeństwo obywatelskie i otoczenie międzynarodowe. Stroniące od przemocy siatki wsparcia, jakie zapatyści utworzyli w meksykańskim społeczeństwie obywatelskim i w skali międzynarodowej, budzą nadzieję, że w końcu uda im się postawić na swoim przy użyciu środków politycznych. Siatki te załamałyby się, a co najmniej skurczyłyby się znacznie, gdyby EZLN wzięła na siebie odpowiedzialność za wznowienie w Chiapas konfliktu wojennego.<br />
Wpływ otoczenia polityczno-instytucjonalnego, społeczeństwa obywatelskiego i otoczenia międzynarodowego Egiptu ostro kontrastuje z przypadkiem meksykańskim, co wyjaśnia, dlaczego konflikt między Dżamaa al-Islamija a rządem egipskim rozwinął się po innej linii niż w Meksyku. W Egipcie reżim biurokratyczno-autorytarny nadal pozostaje bardzo scentralizowany i w ramach istniejącego systemu instytucjonalnego nie sposób mu poważnie zagrozić. Choć odbywają się wybory powszechne, a w ciele ustawodawczym zasiadają członkowie rozmaitych partii politycznych, nawet w łonie tego ciała rząd &#8211; jak to określił Noha Mikawy &#8211; nie jest skłonny do akceptacji wartości pluralistycznych.52 Już sam taki etos predysponował rząd do gwałtownej reakcji na wyzwanie pozasystemowe, które rzuciła mu Dżamaa. Prawdopodobnie bardziej bezpośrednim bodźcem do gwałtownej reakcji rządu były historyczne powiązania Dżamaa z Braćmi Muzułmanami i to, że Dżamaa uznała za swoje ich tradycyjne cele. Zastosowanie alternatywy wobec użycia siły &#8211; rokowań, mediacji lub jakiejś innej pokrewnej techniki zarządzania kryzysami &#8211; wyszłoby co najmniej na korzyść ideologii Braci Muzułmanów, a więc na korzyść tego właśnie ugrupowania, które dla obecnego reżimu stanowi potencjalnie największe zagrożenie polityczne.<br />
Społeczeństwo obywatelskie Egiptu rozrosło się i rozwinęło w ciągu dwóch minionych dziesięcioleci, ale pozostaje pod ścisłą kontrolą. Działalność stowarzyszeń podlega rozmaitym ograniczeniom prawnym &#8211; wszystkie one zabezpieczają rząd przed niepożądanymi działaniami i krytyką. Choć prasa egipska jest względnie wolna jak na stosunki panujące w świecie arabskim, przez długi czas podlegała surowym regulacjom, te zaś w latach dziewięćdziesiątych uległy zaostrzeniu. W takich warunkach kwestionowanie przez społeczeństwo obywatelskie twardego stanowiska rządu wobec Dżamaa w najlepszym razie mogło być jedynie nieśmiałe, bo należało spodziewać się, że otwarta opozycja zostanie zdławiona. Podobnie jak w Meksyku, w Egipcie społeczeństwo obywatelskie nie jest jednomyślne, ale w przeciwieństwie do Meksyku jest tak nieme, że trudno rozeznać się w nurtach egipskiej opinii publicznej. Mimo to dostępne dane &#8211; a w szczególności rozdźwięki w Dżamaa po masakrze w Luksorze &#8211; świadczą, że jeśli nie cele, to w każdym razie metody tego ugrupowania stopniowo zaczęły budzić w społeczeństwie coraz większą odrazę. Każda z wymienionych cech społeczeństwa obywatelskiego potęgowała skłonność rządu do stosowania wobec Dżamaa siły i unikania okazji, które sprzyjałyby rozważeniu możliwości zastosowania podejść alternatywnych.<br />
Podobny wpływ wywarło otoczenie międzynarodowe. Z jednej strony główni sojusznicy zachodni Egiptu sami są nastawieni na stosowanie siły wobec terroryzmu i tych, którzy go uprawiają. Z drugiej strony Kair ma poważne powody, aby mniemać, że Dżamaa otrzymała pewne poparcie i zachętę od tych aktorów międzynarodowych, którzy kierowali się głównie wolą destabilizacji Egiptu.53<br />
Natura otoczenia polityczno-instytucjonalnego, społeczeństwa obywatelskiego i otoczenia międzynarodowego Egiptu wyjaśnia również kluczowe decyzje, jakie nadały kampanii Dżamaa al-Islamija gwałtowny charakter. Stojąc w obliczu ścisłej kontroli rządu nad systemem polityczno-instytucjonalnym i jego przytłaczającej przewagi wojskowej miała ona tylko jedno wyjście &#8211; użycie przemocy, którą postanowiła zastosować pod postacią terroryzmu, aby doprowadzić do załamania ładu publicznego i bardzo rentownego przemysłu turystycznego i w ten sposób wyrządzić maksimum szkód reżimowi Mubaraka. Ponieważ rząd był w stanie stawić opór takiej strategii, jej wdrożenie wymagało długotrwałego stosowania i eskalacji terroru. Wydaje się, że rosnące podejrzenie, iż kurs ten okaże się ostatecznie szkodliwy dla Dżamaa, już w 1994 r. skłoniło niektórych przywódców tego ugrupowania do wystąpienia z apelem o podjęcie rokowań. W połowie 1997 r. kluczowi członkowie kół kierowniczych Dżamaa wezwali swoich zwolenników do akceptacji jednostronnego zawieszenia broni. Wygląda na to, że po masakrze w Luksorze w kierownictwie Dżamaa zapanował, choć nie uzyskał powszechnej akceptacji, pogląd, że konieczna jest zmiana strategii. Jednak ciągle &#8211; nawet po zamachach z 11 września 2001 r. w Nowym Jorku i Waszyngtonie &#8211; nie wiadomo, na czym miałaby ona polegać. Podczas gdy czołowi działacze Dżamaa znaleźli schronienie w Afganistanie u boku Usamy ben Ladena, w Egipcie ugrupowanie to zaniechało po 1997 r. otwartej działalności bojowej. Nie wiadomo, czy mimo &#8220;wypowiedzenia wojny terroryzmowi&#8221; przez Waszyngton, zaniechanie to okaże się trwałe.<br />
W każdym razie do takiego obrotu spraw wydatnie przyczyniło się społeczeństwo obywatelskie i otoczenie międzynarodowe. Jeśli część Dżamaa zaczęła uważać swoją dotychczasową strategię za szkodliwą, to głównie dlatego, że miarą jej celowości była reakcja społeczeństwa egipskiego na narastające okrucieństwo, z jakim stosowała ona przemoc. Jeśli gwałtowna kampania Dżamaa nie była w stanie złamać oporu rządu, to częściowo z powodu międzynarodowego poparcia dla reżimu Mubaraka. Jeśli wreszcie inna część Dżamaa uważa, że należy trzymać się pierwotnej strategii, to częściowo dlatego, że ona również liczy na poparcie międzynarodowe i jest zdecydowana przeważyć szalę społeczeństwa obywatelskiego na swoją stronę.<br />
Decyzje polityczne są aktami interpretacji ideologicznej. Przywódcy stron wojujących, o których tu mowa, odwołują się do zdeklarowanych ideologii (dla wygody określimy je jako zapatyzm, patriotyzm, nacjonalizm i islamizm), ale wypełnili je treścią podejmując decyzje interpretacyjne. Interpretacje te są w wielkiej mierze &#8211; choć nie całkiem &#8211; zrozumiałe w świetle interakcji czterech zmiennych, na której ogniskuje się nasza analiza. Na tej z kolei podstawie wiele &#8211; choć nie wszystko &#8211; staje się zrozumiałe w rywalizujących ze sobą dyskursach: to, że w rewolucyjnym dyskursie zapatystów kładzie się nacisk na humanizm i dialog, a nie na przemoc rewolucyjną, że w patriotycznym dyskursie rządu meksykańskiego kładzie się nacisk na to, iż narodową powinnością jest dążenie do kompromisu, a nie uleganie pokusie insurekcji, że w nacjonalistycznym dyskursie rządu egipskiego kładzie się nacisk na lojalność wobec państwa, a insurekcję piętnuje się jako zdradę, i że w dyskursie Dżamaa al-Islamija (który, jak się zdaje, zaczął się zmieniać) kładzie się nacisk na bezkompromisową Świętą Wojnę ze zdradzieckim reżimem.<br />
Przedstawione tu wyjaśnienie ma swoje ograniczenia, które wynikają z tego, że ani kierownictwa, ani ideologii nie należy uważać za zmienne całkowicie zależne. Pewną rolę odgrywają czynniki idiosynkrazji; należy liczyć się z tym, że przywódcy zapatystów i Dżamaa nie reagowali jedynie na bieg wydarzeń. Z drugiej strony ideologie nie podlegają jedynie interpretacjom, ale również wytyczają granice, w jakich dają się one interpretować. Być może takie ideologie o wyłącznie religijnym zakorzenieniu, jak ideologia Dżamaa, różnią się pod względem elastyczności od takiej mającej zarazem świeckie i religijne zakorzenienie ideologii, jak ideologia zapatystów. Powinno to skłaniać do dalszych studiów nad kierownictwem i ideologią w kontekście porównawczej analizy konfliktów.<br />
Z takim zastrzeżeniem przedstawione tu porównanie skłania do dwóch dalszych wniosków.<br />
Pierwszy wniosek brzmi: Zmarginalizowany Gwałtowny Konflikt Wewnętrzny wydaje się użyteczną kategorią, która nie tylko zwraca uwagę na powiązania między siłami działającymi na rzecz globalizacji a konfliktami wzniecanymi przez najbardziej upośledzonych członków społeczeństwa, ale również na poziomy interakcji, które wywierają ogromny wpływ na przebieg takich konfliktów. Widać to jak na dłoni w obu badanych tu przypadkach. Zmarginalizowane Gwałtowne Konflikty Wewnętrzne w Meksyku i Egipcie nie zostały jeszcze rozwiązane. Zmiany na każdym z rozpatrywanych tu poziomów analitycznych zdecydują, czy w końcu zostaną rozwiązane przy użyciu przemocy, czy też przy zastosowaniu technik zarządzania konfliktami.<br />
Być może drugi wniosek jest jeszcze ważniejszy &#8211; i alarmujący. Brzmi on po prostu tak: w miarę jak globalizacja ogarnia &#8220;wyklęty lud ziemi&#8221; w najdalszych zakątkach świata, może ona przyczyniać się do wywoływania gwałtownych reakcji ludzi, których nie są w stanie odstraszyć nawet najbardziej przytłaczające i obiektywne dowody beznadziejności walki zbrojnej.</p>
<p><strong>Dan Tschirgi &#8211; </strong> (ur. 1946) jest profesorem nauk politycznych na Uniwersytecie Amerykańskim w Kairze. Prowadzi studia nad konfliktem arabsko-izraelskim i polityką USA oraz studia porównawcze nad rozwojem, przemocą polityczną i związkami między neoliberalizmem i globalizacją a warunkami rozwoju ruchów chłopskich w krajach rozwijających się. Jest autorem, współautorem lub redaktorem m.in. następujących książek: The Politics of Indecision: Origins and Implications of American Involvement with the Palestinian Problem (1983), Introducción a la filosofía política (1984), The American Search for Mideast Peace (1989), The Arab World Today (1994), Development in the Age of Liberalization: Egypt and Mexico (1996) i The Origins and Development of the Arab-Israeli Conflict (1998).</p>
<p>1 D.E. Apter, Rethinking Development: Modernization, Dependency and Postmodern Politics, Beverly Hills, Sage Publications 1987, s. 316-317.<br />
2 P. Bourdieu, &#8220;L&#8217;essence du néo-libéralisme&#8221;, Le Monde Diplomatique nr 528, 1998.<br />
3 Krótko mówiąc, chodzi o zlewanie się tych dynamik społecznych, które wywierają najbardziej bezpośredni wpływ na ugrupowania powstańcze.<br />
4 Też krótko mówiąc, chodzi o zorganizowany narodowy system podejmowania decyzji i ich wdrażania.<br />
5 J.H. Mittleman, &#8220;The Dynamics of Globalization&#8221;, w: J.H. Mittleman (red.), Globalization: Critical Reflections, Boulder, Lynne Rienner Publishers 1996, s. 2.<br />
6 Y. Grenier, &#8220;From Causes to Causers: The Etiology of Salvadoran Internal War Revisited&#8221;, Journal of Conflict Studies z jesieni 1996 r., s. 1-16.<br />
7 Keesing&#8217;s Record of World Event: News Digest for January 1994. Patrz też A. de J. Urbina Nandayapa, Las razones de Chiapas, Meksyk, Editorial Pac 1994, s. 74.<br />
8 Wywiad z osobą zaufaną, Chiapas, sierpień 1998.<br />
9 J. Seo, &#8220;Government Response to Radical Islamic Movements in Egypt During the Mubarak Regime&#8221;, praca nieopublikowana, Kair, The American University in Cairo 1996, s. 39-56.<br />
10 &#8220;Disgruntled Militant Lawyer Stands Down&#8221;, Middle East Times z 25 stycznia 1998 r., s. 1, oraz &#8220;Foreign Emirs Shocked at Egyptian Militants&#8217; Cease-Fire Call&#8221;, Middle East Times z 14 lipca 1997 r., s. 1. Wcześniej, bo w 1994 r., z podobnym apelem wystąpili lokalni przywódcy Dżamaa w Al-Minja i Sohag.<br />
11 R. Engle, &#8220;Militants Condemn Luxor Bloodbath&#8221;, Middle East Times z 7 grudnia 1997 r., s. 1.<br />
12 Patrz np. &#8220;Tourist Numbers Recover&#8221;, Business Monthly: The Journal of the American Chamber of Commerce in Egypt t. XV nr 3, 1999, s. 44-46.<br />
13 Wywiady, Chiapas 1995, 1996, 1998.<br />
14 Patrz np. S. Tax Freeman, &#8220;Notes From the Chiapas Project: Zinacantan, Summer, 1959&#8243;, w: V. R. Bricker, G. H. Gossen (red.), Ethnographic Encounters in Mesoamerica: Essays in Honor of Evon Zartman Vogt, Jr., Albany, Institute for Mesoamerican Studies, The University at Albany, State University of New York 1989, s. 89-100, oraz G.H. Gossen, &#8220;Life, Death and Apotheosis of a Chamula Protestant Leader: Biography as Social History&#8221;, tamże, s. 217-229.<br />
15 M. Serrano, &#8220;Civil Violence in Chiapas: The Origins and the Causes of the Revolt&#8221;, w: M. Serrano (red.), Mexico: Assessing Neo-Liberal Reform, Londyn, Institute of Latin American Studies 1997, s. 75-93; C. Tello Díaz, La rebelión de las Cańadas, Meksyk, Cal y Arena 1995, s. 59-61.<br />
16 Patrz A. Fabregas Puig, &#8220;Los Pueblos de Chiapas&#8221;, w: M.L. Armendáriz (red.), Chiapas: Una radiografía, Meksyk, Fondo de Cultura Económica 1994, s. 172-197.<br />
17 Patrz np. México social 1994-1995: Estadísticas seleccionadas, Meksyk, Division de Estudios Económicos y Sociales, Banco Nacional de México 1996, s. 202-208.<br />
18 D. Villafuerte Solis, M. del C. García Aguilar, &#8220;Los Altos de Chiapas en el contexto del neoliberalismo: Causas y razones del conflicto indígena,&#8221; w: S. Soriano Hernández (red.), A propósito de la insurgencia en Chiapas, Meksyk, Asociación para el Desarrollo del la Investigación Científica y Humanística en Chiapas 1994, s. 83-117.<br />
19 Tamże, s. 83-84.<br />
20 D.R. Dávila Villers, &#8220;Chiapas: Democratization and the Military in Mexico&#8221;, nieopublikowany referat przedstawiony na XIX Międzynarodowym Kongresie Stowarzyszenia Studiów Latynoamerykańskich, Waszyngton, wrzesień 1995, s. 6.<br />
21 M. Serrano, op. cit. Na domiar złego w drugiej połowie lat osiemdziesiątych na rynku światowym spadła cena kawy.<br />
22 Tamże.<br />
23 D. Villafuerte Solis, M. del C. García Aguilar, op. cit., s. 85-86.<br />
24 Jedna z wiodących osobistości społeczności ladynoskiej w San Cristóbal, uważająca się za auténtico coleto &#8211; tym mianem określają się najbardziej rasistowscy Ladynosi &#8211; tak wspomina życie towarzyskie Ruiza: &#8220;Przyszło mi powitać Samuela Ruiza. Był to bardzo spokojny człowiek [i] jadał obiady w najszacowniejszych domach San Cristóbal. Tak, w tamtych czasach spędzał czas z auténticos coletos. Później jednak zaczął się powoli zmieniać. Uważam, że zawsze ważne było dla niego szukanie rozgłosu&#8230;&#8221; Wywiad, San Cristóbal de las Casas 1995.<br />
25 C. Tello Díaz, op. cit., s. 80-130.<br />
26 Wywiady, Chiapas 1995, 1998.<br />
27 J. Labastida, &#8220;Mexico: Democratic Transition and Economic Reform&#8221;, w: D. Tschirgi (red.), Development in the Age of Liberalization: Egypt and Mexico, Kair, The American University in Cairo Press 1996, s. 151-153.<br />
28 M. Fandy, &#8220;Egypt&#8217;s Islamic Group: Regional Revenge?&#8221;, Middle East Journal t. XLVIII nr 4, 1994, s. 607-625.<br />
29 Tamże, s. 615<br />
30 Tamże, p. 613.<br />
31 Patrz W.S. Blackman, The Fellahin of Upper Egypt, Londyn: Frank Cass &amp; Co. 1968, s. 183-200. Patrz również M. Fandy, &#8220;The Tensions Behind the Violence in Egypt&#8221;, Middle East Policy t. II nr 1, 1993, s. 25-27.<br />
32 U.M. Kupferschmidt, &#8220;Reformist and Militant Islam in Urban and Rural Egypt&#8221;, Middle Eastern Studies t. XXIII, 1987, s.409.<br />
33 Human Development Report: Egypt, 1996, Kair, Institute of National Planning 1997, tabela 2.2.<br />
34 J.A. Nedoroscik, D. Younis, S.G. Mohamed, M. Serrano, &#8220;Lessons in Violent Internal Conflict: Egypt and Mexico&#8221;, SYLFF Working Papers (The Ryochi Sasakawa Young Leaders&#8217; Fellowship Fund) nr 8, 1998, s. 17-19.<br />
35 M. Fandy, &#8220;The Tensions Behind the Violence in Egypt&#8221;, s. 27-28.<br />
36 M. Fandy, &#8220;Egypt&#8217;s Islamic Group&#8221;, s. 616-618.<br />
37 H.N. Ansari, &#8220;The Islamic Militants in Egyptian Politics&#8221;, International Journal of Middle East Studies t. XVI, 1984, s. 129; M. Fandy, &#8220;Egypt&#8217;s Islamic Groups&#8221;, s. 618.<br />
38 S.E. Ibrahim, &#8220;Anatomy of Egypt&#8217;s Militant Islamic Groups: Methodological Notes and Preliminary Findings&#8221;, International Journal of Middle East Studies t. XII, 1980.<br />
39 M. Fandy, &#8220;Egypt&#8217;s Islamic Group&#8221;, s. 613.<br />
40 Tamże, s. 611.<br />
41 S.E. Ibrahim, &#8220;The Changing Face of Egypt&#8217;s Islamic Activism&#8221;, w: S.E. Ibrahim (red.), Egypt, Islam and Democracy, Kair, The American University in Cairo Press 1996, s. 73.<br />
42 K. Korayim, &#8220;Structural Adjustment, Stabilization Policies, and the Poor in Egypt&#8221;, Cairo Papers in Social Science t. XVIII nr 4, 1995-1996, s. 20-23.<br />
43 Tamże, s.17, 18.<br />
44 D. Tschirgi, &#8220;Egyptian Labor Migration: Social, Political and Economic Effects&#8221;, w: M. Shtayyeh, (red.), Labor Migration: Palestine, Jordan, Egypt and Israel, Jerozolima, Palestinian Center for Regional Studies 1997, s. 53.<br />
45 R. Saad, &#8220;State, Landlord, Parliament and Peasant: The Story of the 1992 Tenancy Law in Egypt&#8221;, in A. Bowman, E. Rogan (red.), Agriculture in Egypt From Pharaonic to Modern Times, Oxford, Oxford University Press 1998, s. 387, 89.<br />
46 &#8220;Upper Egypt: The Battle Against the Leagues&#8221;, The Economist z 4 lipca 1992 r., s. 38 Podobne relacje o warunkach panujących na wsi w Górnym Egipcie ukazywały się w pierwszych latach kampanii Dżamaa. Patrz np. &#8220;Egypt Loses Ground to Muslim Militants and Fear&#8221;, New York Times z 11 lutego 1994 r., s. A-3.<br />
47 S.E. Ibrahim, &#8220;The Changing Face of Egypt&#8217;s Islamic Activism&#8221;, s. 76-79.<br />
48 J. Seo, s. 39-58.<br />
49 Takiemu przekonaniu dawali uporczywie wyraz działacze ruchu zapatystów w dżunglach &#8220;strefy konfliktu&#8221;, choć przyznawali, że zwycięstwo może być sprawą dalekiej przyszłości i nie przynieść korzyści obecnemu pokoleniu bojowników. Np. jeden z przywódców EZLN, &#8220;Chus&#8221;, spokojnie i z pewnością siebie zlekceważył możliwość swojej śmierci. &#8220;Mogą zabić Chusa, mogą zabić innych przywódców. Nie mogą jednak zabić ubóstwa i nędzy, a te będą stwarzać takich przywódców jak my.&#8221; Wywiad, Chiapas 1995.<br />
50 Np. w Meksyku często dyskutowano w taki sposób i pod kątem ekonomicznym o NAFTA. W Egipcie podobny wymiar miały liczne dyskusje o amerykańskiej pomocy gospodarczej, pokoju z Izraelem i strategicznym sojuszu Egiptu ze Stanami Zjednoczonymi.<br />
51 Tak oto na początku 1995 r. Zedillo zezwolił armii na podjęcie ofensywy w Chiapas, rzekomo w celu &#8220;aresztowania&#8221; członków kierownictwa EZLN, ale szybko zmienił stanowisko. O stosunkach między armią a prezydentami Salinasem i Zedillo we wczesnych fazach powstania zapatystów piszą S.J. Wager, D.E. Shultz, &#8220;Civil-Military Relations in Mexico: The Zaptista Revolt and Its Implications&#8221;, Journal of American Studies and World Affairs t. XXXVII nr 1, 1995. Do innych takich okresowych działań armii meksykańskiej dochodziło sporadycznie w następnych latach. Wydaje się, że poważniejszym przejawem flirtu administracji Zedillo ze zwolennikami taktyki twardej ręki było od 1997 r. wyraźnie narastające tolerowanie przez rząd federalny działalności formacji paramilitarnych, którymi bezpośrednio kierowały elementy z rządu stanowego i ladynoskiej elity Chiapas. Wywiady i obserwacje osobiste, Chiapas 1998.<br />
52 N. Mikawy, The Building of Consensus in Egypt&#8217;s Transition Process, Kair, The American University in Cairo Press 1999, s. 124.<br />
53 Władze egipskie twierdziły, że Dżamaa otrzymuje wsparcie z Sudanu, Iranu i od afgańskich ugrupowań islamistycznych. W świetle próby zamachu na życie prezydenta Mubaraka w Addis Abebie w 1995 r. i faktu, że najbardziej twardogłowi przywódcy Dżamaa znaleźli w tym czasie schronienie w Afganistanie, twierdzenia te brzmią dość prawdopodobnie.</p>
<p>*  Tekst ukazał się w półroczniku &#8220;Rewolucja&#8221;. Zaktualizowana i poprawiona specjalnie dla Rewolucji wersja artykułu, który ukazał się pierwotnie w Arab Studies Quarterly (Uniwersytet Amerykański w Kairze) t. XXI nr 3, lato 1999 r. Autor dziękuje Jeffreyowi A. Nedoroscikowi i Dinie Younis za wiele użytecznych spostrzeżeń, które poczynili, uczestnicząc na studiach magisterskich w prowadzonych przez niego zajęciach nt. Zmarginalizowanych Gwałtownych Konfliktów Wewnętrznych, a następnie kierując projektem badawczym zespołu studentów egipskich i meksykańskich, który przetestował wstępny (wskazany w przypisach) zarys przedstawionego tu podejścia analitycznego.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/07/od-zbrojnego-islamu-politycznego-po-zapatyzm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bliski Wschód w amerykańskiej wersji</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/bliski-wschod-w-amerykanskiej-wersji/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/bliski-wschod-w-amerykanskiej-wersji/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 10:25:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[USA]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=395</guid>
		<description><![CDATA[ 
Polityka amerykańska na Bliskim Wschodzie uparcie ignoruje rzeczywiste problemy regionu, a jednocześnie sprowadza wszystkie wydarzenia rozgrywające się na tym obszarze do abstrakcyjnej wizji globalnego konfliktu z terrorystyczną Osią Zła.  Cenę za ideologiczne fantazje decydentów z Waszyngtonu i ich sojuszników z Tel Awiwu płacą społeczeństwa Iraku, Afganistanu, Libanu, Palestyny, Somalii&#8230;
„Jeszcze przed dziesięciu laty centralne miejsce [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong></p>
<p>Polityka amerykańska na Bliskim Wschodzie uparcie ignoruje rzeczywiste problemy regionu, a jednocześnie sprowadza wszystkie wydarzenia rozgrywające się na tym obszarze do abstrakcyjnej wizji globalnego konfliktu z terrorystyczną Osią Zła.  Cenę za ideologiczne fantazje decydentów z Waszyngtonu i ich sojuszników z Tel Awiwu płacą społeczeństwa Iraku, Afganistanu, Libanu, Palestyny, Somalii&#8230;</p>
<p>„Jeszcze przed dziesięciu laty centralne miejsce w amerykańskiej polityce zagranicznej zajmowała Europa. Od kwietnia 1917 r., gdy Woodrow Wilson wysłał milion żołnierzy na front zachodni, aż po rok 1999, gdy prezydent Clinton podjął decyzję o interwencji w Kosowie. Przez większą część XX wieku Europa była naszym pierwszym i najważniejszym punktem zainteresowania. Od tego czasu wszystko się zmieniło. Dziś w systemie wartości prezydenta Busha i sekretarz stanu Condoleezzy Rice (a zapewne także ich następców) Bliski Wschód zajął miejsce, które w polityce kolejnych amerykańskich ekip rządzących w XX wieku należało do Europy.” Tak 11 kwietnia 2007 r. wypowiedział się amerykański podsekretarz stanu Nicholas Burns.<a href="#_edn1">[i]</a></p>
<p>Jak wielokrotnie podkreślał prezydent Bush, „to, co rozgrywa się obecnie na terenach szeroko pojętego Środkowego Wschodu, jest czymś więcej niż konfliktem zbrojnym. To decydujące starcie ideologiczne naszych czasów. Z jednej strony stoją ci, którzy wierzą w wolność i umiarkowanie, z drugiej – ekstremiści, którzy zabijają niewinnych ludzi i zapowiadają, że zniszczą nasz model życia.”<a href="#_edn2">[ii]</a></p>
<p><strong>Zachód narzuca przemoc</strong></p>
<p>Od 11 września 2001 r. ten „Wielki Środkowy Wschód” –  region o niesprecyzowanych bliżej granicach rozciągający się od Pakistanu po Maroko i obejmujący również Róg Afryki – stał się terytorium, na którym amerykańska potęga skupia dużą część swojej uwagi oraz frontem, na którym rozgrywa się decydująca bitwa w wojnie określanej przez Biały Dom jako konflikt światowy. Złoża naftowe, strategiczne miejsce na mapie świata, oraz położenie Izraela sprawiały, że obszar ten zawsze – a  zwłaszcza po 1956 r. i stopniowym wycofywaniu się z tych terytoriów Francji i Wielkiej Brytanii – należał do priorytetowych kwestii w polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. Od tej pory – jak wyjaśnia Philippe Droz-Vincent w swej wnikliwej analizie „amerykańskiej chwili” na Środkowym Wschodzie – region ten zajął miejsce Ameryki Łacińskiej, stając się „bezpośrednim zapleczem”<a href="#_edn3">[iii]</a> Stanów Zjednoczonych. Ma jednak jeszcze inny wymiar, jakiego nigdy nie miała Ameryka Południowa – stał się polem bitwy, na którym rozgrywa się trzecia wojna światowa.</p>
<p>Sytuacja ta nie pozostała bez wpływu na środkowo-wschodni pejzaż. Zmiana układu sił była oczywiście głównym celem strategów Pentagonu i neokonserwatystów, lecz można mieć wątpliwości, czy rezultaty są zgodne z marzeniami Ameryki o przebudowaniu regionu i utrwaleniu tam swoich wpływów, jak po pierwszej wojnie światowej zrobili Francuzi i Brytyjczycy.</p>
<p>Środkowy Wschód stał się „strefą skrajnych wojen” charakteryzującą się natężeniem niezwykle krwawych konfliktów toczących się jednocześnie w wielu miejscach i specyficzną ze względu na bezpośredni udział zachodnich sił zbrojnych. Oddziały Stanów Zjednoczonych i Paktu Północnoatlantyckiego ugrzęzły na dobre w Afganistanie pogrążającym się w coraz większym chaosie. W Iraku trwa nieustanna walka z obcą okupacją, a jednocześnie kraj ogarniają międzywyznaniowe i międzyetniczne konflikty. Pociągnęły one już za sobą kilkaset tysięcy ofiar (więcej niż rwandyjskie ludobójstwo, jak twierdzą niektórzy obserwatorzy) i otworzyły rany, którym niełatwo się będzie zabliźnić.</p>
<p>Liban pogrążył się w cichej wojnie domowej – ścierają  się w niej siły rządowe z Fuadem Siniorą na czele oraz opozycja zgrupowana wokół Hezbollahu i Wolnego Ruchu Patriotycznego<strong> </strong>generała Michela Auna. Mimo znaczącej obecności oddziałów UNIFIL (Tymczasowych Sił Zbrojnych Organizacji Narodów Zjednoczonych w Libanie) walki z Izraelem w każdej chwili mogą rozgorzeć na nowo. W Palestynie niezahamowany rozwój osadnictwa oraz ostre represje doprowadziły nie tylko do poszatkowania palestyńskiego terytorium, lecz także do rozwarstwienia społeczeństwa i rozbicia (niewykluczone, że nieodwracalnego) palestyńskiego ruchu narodowego. Od czasu popieranej przez Waszyngton interwencji etiopskiej w grudniu 2006 r. Somalia stała się „nowym frontem wojny z terroryzmem”. Do tej listy należałoby dołączyć jeszcze Darfur, niestabilny Pakistan, „zagrożenie terroryzmem” w Maroku, a także groźbę nowych starć między Syrią a Izraelem.</p>
<p>Wszystkie te konflikty o zróżnicowanej dynamice i odrębnych lokalnych przyczynach tworzą amerykańską wizję Bliskiego Wschodu, która nadaje kierunek polityce zagranicznej Stanów Zjednoczonych. W czasach zimnej wojny Ameryka (podobnie jak Związek Radziecki) każdy pojawiający się kryzys postrzegała przez pryzmat konfrontacji Wschodu z Zachodem. Widziana z tej perspektywy Nikaragua lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. nie była polem walki sandinistowskiego Frontu Wyzwolenia Narodowego<strong> </strong>z brutalną dyktaturą i próbą stworzenia nowego, sprawiedliwego społeczeństwa, lecz krajem, który oscylował w kierunku Imperium Zła<a href="#_edn4">[iv]</a> –  ZSRR. Za podobną interpretację naród nikaraguański zapłacić musiał cenę dziesięciu lat wojen i zniszczeń. Z punktu widzenia Waszyngtonu nie istnieje już problem palestyński, kryzys somalijski czy kwestia destabilizacji wyznaniowej w Libanie – jest jedynie ogólnoświatowa walka Dobra ze Złem. Taki dyskurs potwierdza z kolei punkt widzenia al-Kaidy, która prowadzi odwieczną wojnę przeciwko „krzyżowcom i Żydom”.</p>
<p><strong>Samospełniająca się przepowiednia</strong></p>
<p>Ta uproszczona czarno-biała wizja staje się powoli samospełniającą się przepowiednią i jest wykorzystywana przez lokalnych aktorów politycznych dla umocnienia ich pozycji. Przykład Somalii doskonale ilustruje tę sytuację<a href="#_edn5">[v]</a>: tymczasowy rząd federalny, w skład którego wchodzą skorumpowani i niekompetentni przywódcy frakcji zbrojnych, podsunął ekipie Białego Domu myśl, że kraj stał się terenem operacji „międzynarodowego terroryzmu”. Waszyngton, chcąc wyeliminować Unię Trybunałów Islamskich, która pół roku wcześniej opanowała Mogadiszu, popychał Addis Abebę do interwencji zbrojnej. Globalizujące spojrzenie sprawiło, że nie dostrzeżono niuansów sytuacji wewnętrznej. Ta kolejna inwazja państwa chrześcijańskiego na kraj muzułmański nadaje wiarygodności wersji historii głoszonej przez najbardziej radykalnych integrystów islamskich.<a href="#_edn6">[vi]</a></p>
<p>Kolejnego przykładu dostarcza Liban, kraj oparty na kruchym i chwiejnym systemie równowagi wyznaniowej. Popierając zdecydowanie jedno ze stronnictw, reprezentujące tylko część społeczeństwa, i ignorując inne, władze amerykańskie i francuskie utrudniają wszelkie rozwiązanie na poziomie lokalnym. Z perspektywy Białego Domu kraj ten jest jedynie polem konfliktu między Zachodem i jego sprzymierzeńcami a Iranem i Syrią. W tym świetle jakiekolwiek kompromisowe rozwiązanie, konieczne przecież dla ustabilizowania sytuacji, może wydać się „zwycięstwem Zła”.</p>
<p>Toczące się obecnie konflikty są liczne i zróżnicowane, tworzy się więc między nimi sieć współzależności. Broń, ludzie i technologie przenikają przez coraz mniej szczelne granice, nierzadko w ślad za setkami tysięcy uchodźców  uciekających z ogarniętych zaciętymi walkami krajów. I tak w Afganistanie rozpowszechniają się od dwóch lat formy walki, które narodziły się w Iraku, takie jak samobójcze zamachy (nieznane tu w czasach radzieckiej okupacji). Podobne metody, a także ataki przy użyciu IED (improvised explosive devices) na transporty wojskowe stosowane są obecnie w Algierii.</p>
<p>W obozie Nahr al-Barid w Libanie setki bojowników (wśród nich jest wielu obcokrajowców przeszkolonych w Iraku) odpierały przez trzy miesiące ataki armii libańskiej. Pojawiają się tysiące nowych bojowników pochodzenia arabskiego, pakistańskiego czy środkowoazjatyckiego, którzy trenowali w Iraku. Przypomnijmy zresztą, że po zakończeniu wojny prowadzonej w Afganistanie przeciwko Związkowi Radzieckiemu wielu bojowników wyszkolonych przez amerykańskie i pakistańskie służby zasiliło szeregi organizacji terrorystycznych w Egipcie, Algierii i innych krajach, tworząc tam miejscowe komórki al-Kaidy. Wojny te tworzą sprzyjający grunt dla przemytu. Jak stwierdzono, część broni przekazanej irackim siłom bezpieczeństwa trafiła nielegalną drogą w ręce tureckich przestępców.<a href="#_edn7">[vii]</a></p>
<p>Tym sposobem rola państw regionu, i tak już osłabionych kilkoma dekadami dyktatury i korupcji, została znacznie ograniczona. W niektórych przypadkach, np. w Afganistanie, państwo jako instytucja w ogóle przestało istnieć. Obecny rozkład Iraku nie wynika jedynie z trwającej tam wojny, zaczął się bowiem jeszcze w czasach trwającego trzynaście lat (1990-2003) embarga. To właśnie wtedy zaczęły się umacniać wpływy sunnickich salafitów, do których docierały drogą przez Jordanię nie tylko lekarstwa i żywność, lecz także broń oraz radykalne idee.<a href="#_edn8">[viii]</a> Żaden z krajów sąsiadujących z Irakiem: ani Arabia Saudyjska, ani Iran, Turcja i Syria, nie mógł pozostać obojętny na podobną destabilizację, która miała miejsce zaraz za jego granicą. Wszystkie więc w trosce o swe własne interesy interweniowały (pośrednio albo bezpośrednio) w Iraku. Z kolei próby odbudowy władzy centralnej w Libanie nie przyniosły rezultatów. Autonomia Palestyńska utrzymuje się przy życiu jedynie dzięki militarnej i gospodarczej pomocy z zagranicy oraz dzięki wsparciu izraelskiego rządu. Całe regiony, takie jak Iracki Kurdystan czy Strefa Gazy, uniezależniają się od władz centralnych, budząc kolejne nadzieje niepodległościowe na przykład wśród tureckich Kurdów czy też Beludżów w Iranie i Pakistanie.</p>
<p><strong>Militaryzacja regionu</strong></p>
<p>Rola grup zbrojnych nigdy wcześniej nie była tak znacząca, co sprawia, że wszelkie negocjacje są znacznie trudniejsze i bardziej skomplikowane. W Afganistanie, Iraku i Somalii partyzanci nadają bieg wydarzeniom. Panem sytuacji w Libanie jest Hezbollah, natomiast w Strefie Gazy – Hamas. Organizacje te co dzień dają dowody swojej skuteczności. W Iraku zadają dotkliwe ciosy największej zachodniej armii, także w Afganistanie siły NATO nie mogą dać sobie z nimi rady. W Libanie Hezbollah nie tylko z powodzeniem stawiał opór izraelskiej armii przez trzydzieści dni, lecz także zdołał nieco zmienić reguły gry: po raz pierwszy od wojny lat 1948-1949 znaczna część ludności izraelskiej zmuszona była do opuszczenia swoich domów.</p>
<p>Nawet odizolowanemu w Strefie Gazy Hamasowi udało się boleśnie uderzyć w izraelskie miasto Sderot.<a href="#_edn9">[ix]</a> Najprostsza, lecz skuteczna broń (bomby domowej produkcji, rakiety Kassam, pociski przeciwczołgowe) wyznacza granice amerykańskich i izraelskich wpływów. Zeev Schiff, dziennikarz wojenny, który niedawno pożegnał się z redakcją izraelskiego dziennika <em>Haaretz</em>, tak określił sytuację: „Możemy powtarzać setki razy, że Hamas jest przyparty do muru i że chce przede wszystkim rozejmu z Izraelem. Nie zmieni to faktu, że Izrael przegrał batalię o Sderot. Nasz kraj przeżył tam coś, czego nie doświadczył od czasu wojny o niepodległość, a być może nigdy w swej historii: wróg sprawił, że w mieście ustało wszelkie normalne życie.”<a href="#_edn10">[x]</a></p>
<p>Polityczny impas w Pakistanie, przesuwanie granic państwowych, coraz to nowe interwencje zbrojne podejmowane przez Stany Zjednoczone dają straceńczą odwagę kolejnym zamachowcom-samobójcom i przynoszą nowe argumenty na potwierdzenie ekstremistycznej retoryki al-Kaidy. Po uprowadzeniu w Gazie dwóch dziennikarzy amerykańskiej sieci Fox News, do którego przyznała się nieznana wcześniej grupa, saudyjski dziennik <em>Al-Watan</em> opublikował 31 sierpnia 2006 r. artykuł o islamskich bojownikach „trzeciej generacji” pojawiających się w Palestynie i odcinających się zarówno od Hamasu, jak i Islamskiego Dżihadu. Autor charakteryzuje ich w następujący sposób: nie mają szerokiego zaplecza, odrzucają wszelki kompromis, nie poddają się żadnym regułom politycznej rozgrywki, za cel obierają nie tylko Izraelczyków, a ich żądania nie ograniczają się do Palestyny. Fakt, że grupy odwołujące się do al-Kaidy mogą się tworzyć i rozwijać w Iraku i w Afganistanie, formować się w obozach palestyńskich w Libanie i zakorzeniać w krajach Maghrebu oraz Somalii, dowodzi rozszerzania się wpływów ekstremistycznej ideologii przenikającej przez coraz mniej szczelne granice.</p>
<p><strong>Kryzys państw narodowych</strong></p>
<p>Nacjonalizm, będący podstawą budowania struktur w regionie od czasów I wojny światowej, kwestionowany jest dziś przez pojawiające się nowe etniczno-religijne tożsamości. Administracja amerykańska świadomie lub przypadkowo przyspiesza ten proces. Generał David Petraeus sprawujący obecnie funkcję głównodowodzącego wojsk amerykańskich w Iraku stał na czele 101 Dywizji Powietrzno-Desantowej<strong>,</strong> która w 2003 r. zdobyła Mosul. Jedną z pierwszych podjętych przez niego decyzji było utworzenie rady – wyłonionej na drodze głosowania – która miała reprezentować miasto. Zorganizowano więc oddzielne głosowania dla Kurdów, Arabów, Turkmenów, chrześcijan itd. „Irakijczyków” w Mosulu nie było…</p>
<p>Biały Dom postrzega Bliski Wschód jedynie jako mozaikę mniejszości, a perspektywa ta decyduje o amerykańskiej polityce, która ułatwia identyfikowanie się przede wszystkim z grupą i ignorowanie przynależności narodowej (czy jakiejkolwiek innej<a href="#_edn11">[xi]</a>), podkopuje integralność państw i prowadzi do niekończących się konfliktów. Dziś pustoszą one Irak. Czy jutro przyjdzie kolej na Syrię i Iran? Amerykańska linia polityczna tworzy sprzyjający grunt dla wszelkiej ingerencji z zewnątrz (czy to na poziomie regionalnym, czy też międzynarodowym), w których obce siły posługują się lokalnymi aktorami dla rozgrywania własnych interesów. Od lat 80. XX w. Izrael mistrzowsko posługują się tą taktyką.<a href="#_edn12">[xii]</a></p>
<p>W czasie pierwszej kadencji prezydenta George’a Busha neokonserwatyści nie zawahali się ogłosić strategii „konstruktywnej destabilizacji” Bliskiego Wschodu.<a href="#_edn13">[xiii]</a> „Obserwujemy dziś, jak w bólach rodzi się nowy Bliski Wschód. Powinniśmy być pewni, że wszystko, co robimy, przyczynia się do zbudowania nowego Bliskiego Wschodu, nie zaś do przywrócenia go do życia w jego dawnej formie” – mówiła Condoleezza Rice latem 2006 r., gdy trwała wojna w Libanie, a kraj zasypywany był gradem izraelskich pocisków. Cynizm tych słów wywołał kilka pełnych oburzenia komentarzy. Przyznać wszakże musimy, że amerykańska sekretarz stanu w pewnym sensie miała rację: to, co rodzi się na naszych oczach po 11 września 2001 r., rzeczywiście nazwać można „nowym Bliskim Wschodem”. Jednak w niczym nie przypomina on wymyślonego przez amerykańskich przywódców ideału, za to w coraz wyraźniejszy sposób przyczynia się do trwałej i gruntownej destabilizacji światowej sytuacji politycznej.</p>
<p><strong>Alain Gresh</strong></p>
<p><strong>tłum. Ewa Cylwik</strong></p>
<hr size="1" /><a href="#_ednref1">[i]</a> http.//bostonreview.net/BR32.3/burns.html</p>
<p><a href="#_ednref2">[ii]</a> Przemówienie o stanie państwa z 11 kwietnia 2007 r.</p>
<p><a href="#_ednref3">[iii]</a> Philippe Droz-Vincent, <em>Vertiges de la puissance. </em><em>Le „moment américain“ au Moyen-Orient</em>, La Découverte, 2007.</p>
<p><a href="#_ednref4">[iv]</a> W przemówieniu wygłoszonym 8 marca 1983 r. w Orlando na Florydzie Ronald Reagan wspomniał po raz pierwszy o imperium Zła. Zwracając się do Narodowego Zgromadzenia Ewangelików,<strong> </strong>ostrzegał przed pokusą „odesłania obu stron z niczym, ignorowania faktów historycznych oraz agresywnych dążeń imperium Zła i nazywanie wyścigu zbrojeń nieporozumieniem”.</p>
<p><a href="#_ednref5">[v]</a> Patrz: Gérard Prunier, „Liaisons dangereuses de Washington en Somalie“, <em>Le Monde diplomatique</em>, wrzesień 2006.</p>
<p><a href="#_ednref6">[vi]</a> Por. Rolad Marchal, „Somalie: un nouveau front antiterroriste?“, <em>Les Etudes du CERI</em>, nr 135, czerwiec 2007, Centre d’études et de recherches internatioknales, Paris.</p>
<p><a href="#_ednref7">[vii]</a> „US guns sent to Iraq used for crimes in Turkey”, <em>International Herald Tribune</em>, 31 sierpnia 2007.</p>
<p><a href="#_ednref8">[viii]</a> Por. Vali Nasr, <em>The Shia Revival. How conflict within Islam will shape the Future</em>, Norton, New York, 2006, s. 230-231.</p>
<p><a href="#_ednref9">[ix]</a> 7 października z Gazy wystrzelono w kierunku Izraela rakietę typu Katiusza. Ma ona większy zasięg i jest bardziej precyzyjna niż Kassam.</p>
<p><a href="#_ednref10">[x]</a> „An Israeli defeat in Sderot“, <em>Haaretz</em>, Tel Awiw, 8 czerwca 2007.</p>
<p><a href="#_ednref11">[xi]</a> W skład wielu konfederacji plemiennych wchodzili zarówno sunnici, jak i szyici. Przynależność do danej konfederacji miała większe znaczenie niż sunnickie czy szyickie wyznanie.</p>
<p><a href="#_ednref12">[xii]</a> Por. artykuł Georges’a Corma „La balkanisation du Proche-Orient”, <em>Le Monde diplomatique</em>, styczeń 1983 (dostępny na CD-romie).</p>
<p><a href="#_ednref13">[xiii]</a> Patrz: Walid Charara, „Instabilité constructive”, <em>Le Monde diplomatique</em>, lipiec 2005.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/bliski-wschod-w-amerykanskiej-wersji/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Zjednoczeni tylko w deklaracjach</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/zjednoczeni-tylko-w-deklaracjach/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/zjednoczeni-tylko-w-deklaracjach/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 13:06:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>
		<category><![CDATA[Palestyna]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=470</guid>
		<description><![CDATA[Arabska jedność jest dziś bardziej mitem niż faktem. Ostatni atak Izraela na Strefę Gazy zamiast zjednoczyć państwa arabskie wokół sprawy palestyńskiej, uwidocznił tylko ich głębokie podziały.
Utrata arabskiej Palestyny w 1948 r., jak i los palestyńskich uchodźców są kwestią rozpalającą emocje arabskiej ulicy oraz skłaniającą przywódców regionu do – przynajmniej deklarowanego – zaangażowania. Kwestia palestyńska, z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Arabska jedność jest dziś bardziej mitem niż faktem. Ostatni atak Izraela na Strefę Gazy zamiast zjednoczyć państwa arabskie wokół sprawy palestyńskiej, uwidocznił tylko ich głębokie podziały.</p>
<p>Utrata arabskiej Palestyny w 1948 r., jak i los palestyńskich uchodźców są kwestią rozpalającą emocje arabskiej ulicy oraz skłaniającą przywódców regionu do – przynajmniej deklarowanego – zaangażowania. Kwestia palestyńska, z jednej strony tradycyjnie jednoczyła świat arabski, z drugiej – stała się fasadą dla braku arabskiej jedności. W praktyce kraje regionu nie są w stanie działać jednomyślnie, dlatego też symboliczne “jednoczą się” wokół Palestyny. Jednak podczas ostatniego, trwającego ponad trzy tygodnie ataku Izraela na Strefę Gazy, państwa arabskie nie były w stanie wypracować jednolitego stanowiska w tej kwestii. Izraelska ofensywa uwidoczniła ich podział na dwa obozy: „umiarkowany” obóz krajów pro-amerykańskich, zaniepokojonych rosnącymi wpływami Iranu (Arabia Saudyjska, Egipt i Jordania) oraz obóz „radykalny” (nazywany także w publikacjach angielskich „rejectionist front” (frontem odmowy); wspierana przez Iran Syria oraz jej klienci Hamas i Hezbollah). Po stronie obozu „radykałów” na czas konfliktu stanął także Katar, którego rola w regionie znacząco dziś rośnie[1]. Dodatkowa linia podziału biegnie wzdłuż różnic wyznaniowych. Państwa „umiarkowane” są rządzone przez sunnitów, natomiast konstelację Iran-Syria-Hezbollah (jak i nowe władze w Bagdadzie) określa się mianem „szyickiego półksiężyca”.</p>
<p>Obóz „umiarkowany” wspiera palestyńskiego prezydenta Mahmuda Abbasa, odrzucając rządzący w Strefie Gazy Hamas. Nie jest to jedynie wyrazem dostosowywania się do polityki Zachodu, który uważa Hamas za organizację terrorystyczną i nie chce mieć z nim żadnych bezpośrednich kontaktów. Zwłaszcza Egipt, jak i częściowo Jordania, odrzucają Hamas ze względu na jego przynajmniej ideologiczny związek z Bractwem Muzułmańskim (stanowiącym realne zagrożenie dla władz w Kairze, jak i zyskującym na znaczeniu w Jordanii). Egipt i Arabia Saudyjska posunęły się nawet do stwierdzenia, że to Hamas sprowokował izraelski atak i w domyśle jest „sam sobie winien”. Ich stanowisko, zderzone z dramatycznymi obrazami z Gazy, spotkało się z potępieniem tłumów, które wyszły na ulice demonstrując już nie tylko przeciwko Izraelowi i Ameryce. Sympatia tak zwanej arabskiej ulicy była zdecydowanie po stronie bombardowanych mieszkańców Gazy a więc w dużej mierze także po stronie rządzącego w Gazie Hamasu.</p>
<p>Na szczycie arabskim w Doha, zorganizowanym przez Katar kiedy trwały bombardowania, gościli przywódcy Hamasu, jak i irański prezydent Mahmud Ahmadineżad. Zaproszenie zignorowały Arabia Saudyjska, Egipt i Jordania, a także kilka innych państw. Oba obozy spotkały się dopiero na późniejszym szczycie gospodarczym w Kuwejcie. Jego pierwotnym celem miało być znalezienie rozwiązań na dławiące świat arabski problemy rozwojowe (takie jak bieda, analfabetyzm, nieefektywne szkolnictwo, bezrobocie, niewystarczające zasoby wodne i żywnościowe). Dyskutowano jednak – bezowocnie – o Gazie. Nie po raz pierwszy zresztą kwestia Palestyny posłużyła jako substytut dyskusji o „problemach domowych”, za które przywódcy świata arabskiego ponoszą przecież odpowiedzialność. Jak powiedział w trakcie owego szczytu sekretarz generalny Ligi Państw Arabskich Amr Mussa „nie możemy pomijać kwestii zacofania naszych społeczeństw”. „Arabski okręt tonie” – dodał. Podobnego zdania są i inni przywódcy, na przykład libański premier Fuad Siniora, który przypomniał o katastrofalnej sytuacji arabskich uniwersytetów czy o 50 milionach nowych stanowisk pracy, które należałoby stworzyć w ciągu 20 lat by utrzymać bezrobocie na obecnym poziomie. „Świat arabski nie jest w stanie w żaden sposób konkurować z resztą świata” – twierdził na łamach <em>International Herald Tribune</em> obecny na szczycie w Doha korespondent gazety Michael Slackman. Przypomniał, że kraje arabskie dyskutują o stworzeniu czegoś na kształt Unii Europejskiej, już od lat 40. ubiegłego wieku. Dziś kwestia ta nadal pozostaje przedmiotem dyskusji.</p>
<p>Rozwój społeczny i gospodarczy krajów Bliskiego Wschodu przełożyłby się na ich silniejszą pozycję w konflikcie z Izraelem, co wydaje się być przecież ich celem priorytetowym. Jednocześnie rozwiązanie kwestii palestyńskiej nie rozwiąże problemów dławiących społeczeństwa arabskie, ale może usunąć poważną przeszkodę na tej drodze. Sytuacja w Palestynie stanowi w końcu doskonałą wymówkę dla wszelkich problemów wewnętrznych (takich jak ograniczenia wolności obywatelskich). Jedność arabska (polityczna, społeczna, jak i ekonomiczna), główny motor ideologii panarabizmu, jak i funkcjonującej w tym duchu Ligii Państw Arabskich, w kontekście unaocznionych ostatnio podziałów wydaje się być kwestią historii. Palestyna jednoczy tylko w takim zakresie w jakim jest użyteczna propagandowo. Rządy arabskie utrzymują swoje społeczeństwa w przekonaniu, że bycie Arabem jest równoznaczne z „wiernością Palestynie”. Nie pociąga to natomiast za sobą ani skoordynowanych działań, ani nawet nie ułatwia sytuacji uchodźców palestyńskich w krajach arabskich[2]. Sentyment arabskiej ulicy do Palestyny będzie się jednak tylko pogłębiał, zwłaszcza z każdym kolejnym izraelskim atakiem, arabscy przywódcy będą dalej zapewniać o swoim zaangażowaniu i jednocześnie wspierać wybrany fragment palestyńskiej sceny politycznej. Podziały wśród Palestyńczyków, jak i w reszcie świata arabskiego będą się nieuchronnie pogłębiać.</p>
<p>maq</p>
<p>[1]    Katar nie tylko wynegocjował w zeszłym roku porozumienie pomiędzy głównymi graczami stojącego u progu wojny domowej Libanu, ale jest także zaangażowany w negocjacje w kwestii Darfuru.</p>
<p>[2]    Sytuacja uchodźców palestyńskich różni się w zależności od kraju przyjmującego. Zdecydowanie najgorsza jest w Libanie, gdzie przysługują im bardzo ograniczone prawa zmuszające do egzystencji w skandalicznych warunkach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/zjednoczeni-tylko-w-deklaracjach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Arabskie reżimy modernizują&#8230; autorytaryzm</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/arabskie-rezimy-modernizuja-autorytaryzm/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/arabskie-rezimy-modernizuja-autorytaryzm/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 06 Feb 2010 13:43:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[Bliski Wschód]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=473</guid>
		<description><![CDATA[ 
Od czasu pierwszej wojny w Zatoce (1990-1991) bliskowschodnie kraje arabskie przeżyły całą serię wstrząsów i zawirowań, które wszędzie indziej zdołałyby zdestabilizować rządzące reżimy. A jednak polityczne, ideologiczne i społeczne wyzwania, jakim władze państw Bliskiego Wschodu próbują sprostać od prawie 20 lat, nie naruszyły wcale archaicznych struktur, tak jak wcześniej nie podkopały ich ani II [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong> </strong></p>
<p>Od czasu pierwszej wojny w Zatoce (1990-1991) bliskowschodnie kraje arabskie przeżyły całą serię wstrząsów i zawirowań, które wszędzie indziej zdołałyby zdestabilizować rządzące reżimy. A jednak polityczne, ideologiczne i społeczne wyzwania, jakim władze państw Bliskiego Wschodu próbują sprostać od prawie 20 lat, nie naruszyły wcale archaicznych struktur, tak jak wcześniej nie podkopały ich ani II wojna światowa, ani proces dekolonizacji. W sytuacji, gdy miejscowi zwolennicy przemian nie zdołali zorganizować skutecznych ruchów opozycyjnych, reżimy, które – jak się wydawało – tracą resztkę wiarygodności, odzyskują dziś zaufanie świata i nie wypuszczają steru z rąk.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Przypomnijmy sobie optymistyczną retorykę, która zalała świat zachodni po upadku Muru Berlińskiego w listopadzie 1989 r. i pierwszej wo<strong>j</strong>nie w Zatoce (styczeń-marzec 1991), gdy Saddam Husajn został wyparty z Kuwejtu, a nowy ład światowy nadchodził wielkimi krokami. Wszędzie – również w Palestynie – od tej pory miały być respektowane zasady prawa międzynarodowego i rezolucje ONZ. Potężna fala demokratyzacji miała ogarnąć wszystkie kraje arabskie.<a href="#_edn1">[1]</a> Jak świat długi i szerok<strong>i,</strong> prawa człowieka i zasady demokracji miały być interpretowane w ten sam sposób, zaś autorytarne reżimy miały z własnej i nieprzymuszonej woli poddać się demokratyzacji.</p>
<p>W dziedzinie gospodarczej uważano, że  „dostosowania strukturalne” (w tym prywatyzacja i ograniczenie subwencji państwowych, umowy o wolnej wymianie handlowej, ułatwienia inwestycyjne i poparcie dla przedsiębiorczości) przyczynią się do powstania nowej klasy średniej. Ta grupa zaś, wraz z innymi siłami regionalnymi i międzynarodowymi, miała pchnąć Bliski Wschód na drogę rozwoju gospodarczego i demokratyzacji. Podobnie jak w Ameryce Południowej czy na południu Europy (Hiszpania, Grecja, Włochy), tak i tu przedsiębiorczym i rzutkim elitom przypisano rolę katalizatora przemian politycznych.<a href="#_edn2">[2]</a> W ten sposób Bliski Wschód włączyć się miał w ogólnoświatowy ruch ku dobrobytowi i postępowi.</p>
<p>20 lat późnie<strong>j, </strong>bilans tych oczekiwań i nadziei (zarówno w dziedzinie politycznej, gospodarczej i ideologicznej, jak i w odniesieniu do stosunków międzynarodowych) wypada bardzo mizernie.</p>
<p><strong>Zmiany bez zmian</strong></p>
<p>Bliski Wschód zdominowany jest dziś przez trzy rodzaje reżimów politycznych: ścisły reżim autorytarny<strong> </strong>(Libia, Syria), gdzie nie próbuje się nawet tworzyć pozorów pluralizmu, reżim hybrydalny (Algieria, Egipt, Jordania, Maroko, Sudan, Jemen), gdzie autorytaryzm współistnieje z pewnymi formami pluralizmu, wreszcie reżim otwarty, którego jedynym prz<strong>y</strong>kładem jest jak na razie Mauretania, po tym jak przeżyła głębokie przemiany.</p>
<p>Jeżeli chodzi natomiast o gospodarkę, to o ile polityka neoliberalna rzeczywiście przyniosła pewien wzrost ekonomiczny, o tyle wcale nie przekształciła regionu w aktywnego uczestnika światowej gospodarki, ani też nie zlikwidowała biedy czy nierówności społecznych, które <strong>poważnie dotknęły </strong>cały Bliski Wschód. Oczywiście kraje naftowe toną w powodzi dolarów, zawdzięczają to jednak przede wszystkim szalonemu wzrostowi cen ropy, a kapitał ten nie przekłada się na jakiekolwiek zmiany strukturalne. Dzięki instytucjom takim jak fundusze niezależne<strong>, </strong>niektóre kraje naftowe wykorzystują swój potencjał finansowy, nabywając nieruchomości czy przedsiębiorstwa przeżywających kryzys państw uprzemysłowionych, różnicując w ten sposób własne źródła dochodów.</p>
<p>Nie świadczy to jednak w żadnej mierze o udanej transformacji struktur gospodarczych regionu, lecz jest jedynie wynikiem kryzysu, jaki przeżywa Północ. Jeżeli zaś chodzi o inne wielkie kraje arabskie, borykają się one nadal z poważnymi problemami wynikającymi z faktu, że znaczną część ich społeczeństw stanowi żyjąca w nędzy młodzież. <strong>Egipt, </strong>najludniejszy spośród krajów arabskich, nie zdołał wyzwolić się ze swojej rentierskiej roli, a strategiczne miejsce w jego gospodarce zajmuje pomoc zagraniczna.</p>
<p>Jeżeli zaś idzie o nowe klasy średnie, to pozostają one zależne od wpływów z eksploatacji złóż ropy naftowej i tkwią głęboko w klientystycznych układach społecznych, które w żaden sposób nie zostały naruszone. Państwo autorytarne – czy to pod postacią monarchii, czy też republiki – ma się doskonale, wykazując się niezwykłą umiejętnością przystosowania. Bogaci ludzie interesów zawdzięczają swoje wpływy państwu i przyznawanym przez nie kontraktom, tymczasem mniej znaczni przedsiębiorcy (łącznie z handlarzami obnośnym towarem) podlegają niezmiennie ministerialnym nakazom, drobiazgowym regulacjom i zmuszeni są do podporządkowania się systemowi korupcji. Nawet przedstawiciele wolnych zawodów i intelektualiści są uzależnieni od instytucji państwowych, a za każde przekroczenie ustalonych przez nie granic przychodzi im płacić wysoką cenę.</p>
<p><strong>Różne oblicza klasy średniej</strong></p>
<p>Określenie „klasy średnie” jest zresztą bardzo pojemne i zawiera w sobie cały szereg różnych grup społecznych od przedsiębiorców i ludzi interesu począwszy, poprzez nauczycieli, pielęgniarki, handlarzy, artystów, na urzędnikach skończywszy. Niektórzy spośród nich należą do starych rodzin dobrze zakorzenionych w strukturach regionalnych i ogólnopaństwowych, inni są natomiast pierwszym pokoleniem, które wzniosło się ponad życie na poziomie przetrwania i wyrwało z analfabetyzmu. W razie kryzysu<strong>,</strong> wielu z nich na powrót wpadnie w dawną nędzę. Wysocy rangą wojskowi tworzą dziś nową burżuazję i kontrolują ważne dla gospodarki inwestycje. Wraz z wysokimi urzędnikami i przedstawicielami państwowej biurokracji, którzy dzięki sprawowanym funkcjom doszli do znacznych majątków, stanowią oni – w ramach „klasy średniej” – grupę niechętną wszelkim przemianom.</p>
<p>Znajdziemy tu również „zglobalizowaną” klasę średnią, którą tworzą dwie kategorie osób. Z jednej strony, żyjący na emigracji biznesmeni i pracownicy wykwalifikowani, których wsparcie finansowe dla pozostałych w kraju rodzin pozwala im na zakup małych sklepów czy otwarcie innego rodzaju niewielkich interesów. Z drugiej – przedstawiciele grup społecznych, które nie mają żadnych perspektyw w kraju i dla których jedyną szansą na poprawę bytu jest wyjazd za granicę, nawet jeżeli powodzenie takiego przedsięwzięcia graniczy z cudem.<a href="#_edn3">[3]</a></p>
<p>Ta dwojakiego rodzaju emigracja bierze się z jednego i tego samego problemu: państwo w coraz mniejszym stopniu wypełnia swoją rolę dostarczyciela pracy i gwaranta ochrony socjalnej. W ten sposób jednostka traci powoli poczucie więzi między swoim własnym losem, a jakimkolwiek podzielanym przez wszystkich projektem narodowym.</p>
<p>Trzeba zresztą podkreślić, że owe różnorodne „klasy średnie” stanowią jedynie maleńki procent społeczeństw w krajach, w których olbrzymia większość obywateli żyje na granicy ubóstwa, a państwowa edukacja tkwi w powijakach. Jednostki domagające się liberalizacji i demokratyzacji należą właśnie do tych niejednorodnych „klas średnich”, wśród których są studenci, przedstawiciele wolnych zawodów, osoby prowadzące własne niewielkie interesy, adwokaci, prawnicy oraz przedstawiciele zmarginalizowanych grup społecznych (kobiety, grupy etniczne, regionalne, językowe). Jak się jednak mają ich żądania do materialnych oczekiwań najbiedniejszych warstw społeczeństwa?</p>
<p><strong>Neoliberalna lokomotywa konserwatyzmu</strong></p>
<p>Wszystkie te grupy <strong>zgodnie</strong> domagają się „demokracji”, jednak na poziomie regionalnym mają różne priorytety i za najistotniejsze uznają odmienne kwestie. Formy, jakie przybiera liberalizacja gospodarcza i polityczna od początku lat 90., nie przyczyniają się do upowszechnienia postępowej i laickiej ideologii wśród klasy średniej i warstw ludowych. Nawet wśród tradycyjnie laickich i lewicowych grup, takich jak np. studenci, najlepszym wyrazicielem społecznego niezadowolenia i oczekiwania zmian staje się obecnie islamski fundamentaliz<strong>m</strong>, który przybiera różne formy.</p>
<p>O ile głosy osób o przekonaniach laickich i zwolenników fundamentalizmu religijnego zlewają się w jeden wspólny chór domagający się demokratyzacji, o tyle jej wizje są bardzo odmienne. Jedni głoszą ład społeczny oparty na prawie i powszechnie uznanych nowoczesnych zasadach politycznych, drudzy natomiast propagują system polityczny bazujący na zasadach koranicznych. Jedni domagają się uznania woli ludu, która ograniczana byłaby jedynie przez prawo, dla drugich zaś najwyższym prawem ma stać się system wierzeń. I nawet jeśli wśród egipskich Braci Muzułmanów czy w marokańskiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju daje się obecnie zauważyć zapowiedź pewnego zwrotu w ich stosunku do idei demokracji i niezależności narodu, to trudno oczekiwać, że wyznawana przez nich ideologia ulegnie szybkiej i gruntownej przemianie.</p>
<p>Jak widać „reformy”<strong>,</strong> od kilkunastu lat tak usilnie sugerowane Bliskiemu Wschodowi przez Zachód<strong>,</strong> nie prowadzą wcale prostą drogą od liberalizacji ekonomicznej, poprzez modernizację i sekularyzację – do demokracji. Wręcz przeciwnie, udowodniły one jedynie, że nie musi istnieć żaden bezpośredni związek między tymi poszczególnymi etapami.</p>
<p>Czym można wyjaśnić paradoksalną atrakcyjność współczesnej formy fundamentalizmu religijnego w oczach wielu wykształconych ludzi? Po części wynika ona z faktu, że fundamentalizm potrafi połączyć dwa pierwiastki: dumę z przynależności kulturowej oraz tożsamość religijną. Przez wiele lat reżimy oddawały domenę kulturalną w ręce konserwatywnych duchownych w przekonaniu, że ułatwi to kontrolę nad społeczeństwem.</p>
<p>Kolejne ciosy, które uderzały w arabski nacjonalizm: klęska 1967 r., współpraca ważnych państw regionu z Izraelem i wreszcie inwazja i zniszczenie Iraku, pozwoliły duchownym wykorzystać niesławę, jaka okryła rządzące reżimy, i wziąć na siebie rolę obrońcy kultury arabskiej. W ten sposób zrodziła się niepokojąco silna hybryda. Język arabski posiada wprawdzie długą historię i imponujący dorobek, na który składają się liczne i różnorodne dzieła, dziś jednak wykształceni i znający języki obce Arabowie – wobec braku dobrych tłumaczeń – częściej piszą w języku angielskim lub francuskim niż po arabsku.  Posługując się tymi językami, są laikami. Młodzi próbują <strong>wyłapać</strong> jak najwięcej z zalewających ich zewsząd kultur całego świata, przetwarzając to – tak na ulicy, jak i w Internecie – we właściwą regionowi mieszankę. Ściągając filmiki z <strong>YouTube,</strong> są laikami. W tym samym czasie<strong>,</strong> fanatycy religijni mobilizują siły, by walczyć z „profanowaniem” języka arabskiego.</p>
<p>Wywierany przez nich nacisk przynosi skutki odwrotne od oczekiwanych i osłabia pozycję arabskiego w świecie. Pogłębia jedynie rozdźwięk między kulturą arabską a żywą kulturą Zachodu i Orientu i utwierdza w przekonaniu o kryzysie arabskiej nauki. Tymczasem potrzeba czegoś odwrotnego: by arabscy intelektualiści, artyści, ale także zwykli ludzie posługiwali się jak najczęściej „świeckimi” formami ekspresji, korzystając z bogatych możliwości, jakie oferuje język arabski.</p>
<p>Również na płaszczyźnie religijnej ten religijno-kulturowy melanż przynosi negatywne skutki. Atrakcyjność islamu bierze się po części z jego statusu ostatniej wielkiej religii objawionej, która wskazując drogę do zbawienia, zawiera również pewne elementy ideologii świeckiej, zarówno prawicowej, jak i lewicowej. Jest antyindywidualistyczna, antykonsumpcyjna i ściśle związana z życiem wspólnoty. Biorąc pod uwagę doktrynę społeczną, islam – w zależności od interpretacji – może być bardzo konserwatywny, silnie zhierarchizowany i przywiązany do tradycyjnego porządku. Przesłanie islamu skierowane jest do całego świata, zatem każda próba powiązania tej religii z jedną szczególną kulturą (arabską) ograniczyć musi jej uniwersalizm i sprowadzić do roli kulturalizmu. Przejawy takiego podejścia do islamu znajdziemy w krytykach Al-Kaidy pod adresem „Persów” oraz ulemów – pod adresem „Turków”.</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Mitologia narodowa</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p>Wiele reżimów arabskich opiera swoją prawomocność na niemal zmitologizowanych epopejach narodowych, w których jawią się jako wyzwoliciele spod obcej okupacji i obrońcy narodu, czy też obrońcy wiary.  Historie te zawierają w sobie ziarno prawdy – wiele partii czy rodów rządzących rzeczywiście odegrało bohaterską rolę w walce o wyzwolenie i przyczyniło się do powstania niepodległego państwa. Owe „jednoczące” mitologie tworzą fałszywe poczucie więzi między reżimem a społeczeństwem i nierzadko cieszą się  wsparciem miejscowych intelektualistów, którzy próbują konsolidować obywateli i uciszać głosy sprzeciwu.</p>
<p>W narodowych wizjach nie brak jednak „wielkich nieobecnych”. Na gruncie egipskim będą to Koptowie, w Maroku i Algierii – Berberowie, a w przypadku innych krajów – Kurdowie bądź szyici. Odgórnie narzucana homogenizacja rozbija się zatem o realne napięcia wewnątrzspołeczne, a przywódcy w istocie obawiają się własnych narodów, co sprawia, że odrzucają wszelką myśl o politycznym otwarciu. Pewne formy autorytaryzmu nabierają zabarwienia populistycznego, a niektóre posuwają się do wynoszenia narodu na piedestał. Jednak pod tą ojcowską pozą w rzeczywistości kryje się fakt, że władze i elity lekceważą naród, który – w ich przekonaniu – zawdzięcza im niezależność i wszystko, co udało mu się osiągnąć.</p>
<p>W ciągu ostatnich 20 lat<strong>,</strong> te jednoczące państwowe ideologie znacznie straciły na sile. Autorytarne państwo musi dziś stawiać czoło całemu szeregowi nowych grup, które mają własne i szczególne powody do niezadowolenia. Nie można ich wszystkich przekupić czy zmusić do milczenia. Jednocześnie te grupy niezadowolenia społecznego są <strong>do siebie nawzajem</strong> nieufnie nastawione. Walczący o swoje prawa robotnicy domagają się innych zmian, niż te, które uznają za konieczne konserwatywni, biedni chłopi. Lokalni drobni przedsiębiorcy nie zawsze będą w stanie należycie ocenić szerzej zakrojone projekty biznesmenów<strong>,</strong> zakorzenione w strukturach międzynarodowych organizacji finansowych.  Na te poważne podziały nakłada się jeszcze strach przed islamskim radykalizmem, podzielany niekiedy nawet przez samych fundamentalistów.</p>
<p>Autorytarne reżimy potrafią w doskonały sposób <strong>wygrywać </strong>dla siebie rozłamy i podziały w społeczeństwach. Państwo odchodzi dziś od swojego wizerunku światłego i surowego przewodnika kierującego niewykształconym pospólstwem, a staje się raczej obrońcą „umiarkowanych” przed zagrożeniem ze strony „ekstremistów”.</p>
<p>Sprzeczności te doskonale ilustruje przykład egipski. W ramach nowego neoliberalnego programu gospodarczego rząd odwołuje zdobycze reformy rolnej przeprowadzonej przez Nasera, odbierając ziemie ich aktualnym właścicielom (czyli rolnikom, którzy dawniej dzierżawili pola za część plonów) i oddając obszarnikom. Ta „reforma” miała być wprowadzana stopniowo, tak aby dać rolnikom szansę na dostosowanie się do nowej sytuacji. Skończyło się jednak tym, że obszarnicy przekupili policję, aby wypędzić rolników z ich pól.<a href="#_edn4">[4]</a> W tej sytuacji rolnicy zjednoczyli się, próbując przeciwstawić się wypędzaniu ich z ziemi i można było się spodziewać, że do ich ruchu przyłączą się integryści islamscy. Ponieważ jednak w tej kwestii popierają oni politykę Hosniego Mubaraka i potępiają reformę naserowską jako komunistyczną, woleli pozostać na uboczu. W ten sposób zniweczona została nadzieja na utworzenie silnego i liczącego się ruchu społecznego oporu.</p>
<p><strong>Zarządzanie konfliktami i wojna z terroryzmem</strong></p>
<p>Scenariusz „ekstremiści kontra umiarkowani” jest bardzo przydatny i daje reżimom znacznie większą swobodę działania. Nie ma już potrzeby, by w ewidentny sposób fałszować wyniki wyborów. Większości partii opozycyjnych można pozwolić wziąć w nich udział. Partia rządząca może nawet zadowolić się 60 czy 70% głosów, rezygnując z tradycyjnych 90%. Media (a zwłaszcza prasa) mają znacznie większą swobodę wypowiedzi, a wiele ograniczeń zostało złagodzonych, choć granica, za którą nie wolno się posunąć nadal jest wyraźnie wyznaczona. Nie ma już potrzeby więzić przez długie lata tak wielu osób – z wyjątkiem „ekstremistów”, oczywiście. Państwo dokłada wszelkich starań: tworzy swoje własne media, własne organizacje pozarządowe i własne pozory społeczeństwa obywatelskiego.</p>
<p>Mamy tu do czynienia ze starannie wyreżyserowaną, częściową racjonalizacją porządku publicznego. Totalitarne państwo nie zostało przeobrażone przez proces demokratyzacji, przywłaszczyło sobie jedynie jej atrybuty.</p>
<p>Zmiany te powodowane są przede wszystkim przez czynniki geopolityczne. Bliski Wschód stał się ważnym elementem światowej polityki jeszcze w 1945 r., gdy amerykański prezydent Franklin D. Roosevelt podpisał z saudyjskim królem Abd al-Azizem ibn Saudem umowę o dostawach ropy. Potem kolejno była wojna 1967 r., Egipt i Jordania zaangażowały się w plan utworzenia państwa palestyńskiego obok państwa żydowskiego, wiele krajów arabskich (łącznie z Syrią) weszło w sojusz ze Stanami Zjednoczonymi walczącymi w 1991 r. o wyzwolenie Kuwejtu, wreszcie, przez całe lata 90. kraje arabskie otrzymywały liczne sugestie i zachęty, aby liberalizować życie polityczne i wprowadzać neoliberalne zasady gospodarcze.</p>
<p>Jednak od 2001 r. administracja George’a W. Busha opowiedziała się za nową wizją stosunków z Bliskim Wschodem. Priorytetem Stanów Zjednoczonych miała być odtąd nie stabilizacja regionu, lecz jego demokratyzacja wprowadzana – jeśli sytuacja będzie tego wymagać – nawet przy użyciu siły. To odejście od ustalonych zasad przestraszyło niejednego arabskiego przywódcę, lecz szybko zorientowali się oni, o co w tej rozgrywce chodzi. Ów demokratyzacyjny zapał nie był niczym więcej jak tylko płaszczykiem, pod którym krył się program mający zagwarantować interesy Stanów Zjednoczonych i Izraela. Lokalne reżimy szybko nauczyły się odczytywać sprzeczne nierzadko komunikaty płynące z Waszyngtonu i zrozumiały, co należy robić, by odzyskać jego zaufanie. Wystarczyło wprowadzić pozory demokracji, włączyć się w „światową wojnę z terroryzmem” i nie protestować zbyt głośno przeciwko hegemonii Stanów Zjednoczonych i interesom Izraela. Reżimy prowadziły podwójną grę, zapewniając społeczeństwo, że przeciwne są jakiejkolwiek obcej ingerencji w wewnętrzne sprawy kraju,  a jednocześnie pomagając Waszyngtonowi zatrzymywać fundamentalistów islamskich i torturować  nielegalnie przetrzymywane podejrzane osoby oraz tłumić opór przeciwko amerykańskim dążeniom do „przebudowania” regionu.</p>
<p>Przeniesienie walki w wymiar międzynarodowy – po jednej stronie stoi państwo pozostające pod czujnym okiem Stanów Zjednoczonych, po drugiej zaś zwolennicy dżihadu odwołujący się do Al-Kaidy – zdeprecjonowało zaangażowanie polityczne o zasięgu lokalnym i zniechęciło jego miejscowych uczestników. Podobnie jak globalizacja podkopuje gospodarcze możliwości państwa i zmusza wielu obywateli do poszukiwania szczęścia i stabilizacji materialnej zagranicą, tak międzynarodowa skala „wojny z terroryzmem” skłania  jej bojowników do podejmowania walki na odległych frontach. Aby uciec od panującej w kraju beznadziei, wyjeżdża się pracować do Francji… albo walczyć do Iraku. Wiele spektakularnych akcji w ramach dżihadu przeprowadzili bojownicy pochodzący z relatywnie spokojnych regionów nie dotkniętych żadnymi ostrymi konfliktami (jak np. Maroko).</p>
<p>Frustracja społeczna pociąga za sobą dwa rodzaje odpolitycznienia: wycofanie lub radykalizację. Sytuację tę doskonale ilustruje przykład algierski. Najpierw był dążący do zreformowania państwa Islamski Front Ocalenia (FIS – Front islamique du salut), potem Islamska Grupa Zbrojna (GIA – Groupe islamique armée), która chciała obalić system, a później jeszcze bardziej radykalna Salaficka Grupa Modlitwy i Walki (GSPC – Groupe salafiste pour la <strong>prédication</strong> et le combat), przemianowana następnie w Al-Kaidę w Maghrebie, która utożsamiła państwo z herezją. W ten sposób ci, którym nie udaje się wyjechać, prowadzą działalność na własnym gruncie, odwołując się przy tym do ogólnoświatowej organizacji, nawet jeśli związek z nią jest bardzo luźny. Dzięki temu zjawisku Al-Kaida może być obecna wszędzie na świecie, a każdy może działać pod jej szyldem. Natomiast każdy muzułmanin, który otwarcie wyraża swoje niezadowolenie, może być podejrzewany o terroryzm. Tym sposobem „wojna z terroryzmem” wkracza w najbardziej zapadłe zaułki.</p>
<p>Musimy jednak nauczyć się rozróżniać rzeczywistość od propagandy. Bez wątpienia nie brak na świecie nieobliczalnych ludzi, którzy gotowi są zabijać i zginąć w imię swoich ideałów, a część z nich wyznaje fundamentalistyczną ideologię islamską. Jednak „wojna z terroryzmem” stworzyła całą machinę terroru i wywołuje nieproporcjonalne do rzeczywistego zagrożenia obawy i lęki. Według danych Europolu w 2006 r. doszło w Europie do 500 aktów terrorystycznych, z których tylko jeden przypisać można fundamentalistom islamskim (był on zresztą nieudany).<a href="#_edn5">[5]</a></p>
<p>Przeprowadzona niedawno w Stanach Zjednoczonych próba<strong> </strong>Systemu Bezpieczeństwa Transportu wykazała, że w 6 na 10 przypadków udało się ominąć czujność pracowników ochrony lotniska  i przemycić na pokład fałszywy ładunek wybuchowy (3-krotnie podczas 4 prób na lotnisku w Los Angeles).<a href="#_edn6">[6]</a> Mimo tak nieszczelnego systemu kontroli, od 2001 r. nie było w USA ani jednego zamachu terrorystycznego. Gdyby rzeczywiście istniały tu setki ukrytych komórek Al-Kaidy, wykorzystałyby z pewnością tak sprzyjającą sytuację.</p>
<p>Poza regionami, gdzie toczy się walka, islamski terroryzm jest rzadkością. Natomiast na terenach objętych wojną to obca interwencja skłoniła do podjęcia walki przy użyciu metod terrorystycznych i sprzyja powstawaniu nieokreślonych bliżej organizacji, które inspirują się akcjami Al-Kaidy. Żadne pieniądze, broń czy represje nie zdołają powstrzymać zdecydowanego na śmierć zamachowca-samobójcy. Zagrożeniu występującemu poza terenami objętymi wojną można skutecznie przeciwdziałać, czego służby wywiadowcze i policja dowiodły już kilkakrotnie. Akty terrorystyczne powinny być traktowane raczej jako przestępstwo kryminalne, nie zaś jako przeniesiony na grunt polityczny „dżihad”.</p>
<p>A jednak ów terroryzm w znacznym stopniu rządzi stosunkami  Bliskiego Wschodu z Zachodem. Od zachodnich fundacji i organizacji napływają pieniądze, poparcie i rozgłos medialny dla wszystkich tych, którzy bohatersko dzierżą sztandar „wojny z terroryzmem”. Nie poprawia to wcale sytuacji bezpieczeństwa, a jedynie wzmaga obawy i pozwala rozbudowywać mechanizmy kontroli, które z kolei umacniają systemy autorytarne. Strach przed terroryzmem pojawił się w samą porę, by zastąpić nacjonalistyczne pozory wykorzystywane dotąd jako wygodny pretekst do odkładania demokratycznych reform na bliżej nieokreśloną przeszłość.</p>
<p><strong>Kryzys demokracji</strong></p>
<p>Wszędzie na świecie demokracja, nie będąc w stanie wywiązać się ze swoich obietnic, przeżywa niewątpliwy kryzys.<a href="#_edn7">[7]</a> Na Bliskim Wschodzie zdyskredytowała się jeszcze zanim w ogóle zaistniała. Arabska opinia publiczna utożsamia demokrację z hipokryzją represyjnych reżimów, neokonserwatywną ideologią, która dopuszcza „prewencyjne” ataki i – szerzej – obcą ingerencją w wewnętrzne sprawy państwa. Ten brak zaufania odnosi się również do organizacji pozarządowych. Niektóre z nich poddały się komercji i tym samym oderwały od spraw lokalnych. Ich program i perspektywy uzależnione zostały od Zachodu, który je subwencjonuje, a zaangażowanie w walkę o sprawy regionu zastąpiło dążenie do kariery. A nawet jeśli rzetelnie wykonują swoją pracę, jak np. Centrum Cartera, które wysłało obserwatorów na wybory w 2006 r. do Palestyny, ich raporty są ignorowane przez „społeczność międzynarodową”. Ta bowiem wolała ukarać Palestyńczyków za głosy oddane na Hamas, co w konsekwencji doprowadziło do katastrofy: półtora miliona ludzi uwięzionych jest w Strefie Gazy, nie mając nawet wystarczającej ilości żywności.</p>
<p>Niewielkie są dziś nadzieje na demokratyzację Bliskiego Wschodu. Tradycyjni orędownicy zmian (związki zawodowe, aktywiści polityczni, studenci) są dziś słabsi niż kiedykolwiek wcześniej. Nowi aktorzy na regionalnej scenie politycznej: mniejszości etniczne czy językowe, niezależni dziennikarze i intelektualiści nie potrafili jak dotąd zjednoczyć sił, aby wymóc złagodzenie zakorzenionej tu od wielu lat polityki autorytarnej.</p>
<p>Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, w co przekształcą się w przyszłości powstające dziś licznie grupy oporu. Egipscy i pakistańscy urzędnicy sądowi i prawnicy odważnie sprzeciwiają się zamachom na niezależność systemu sądowego. W Maroku i Algierii dziennikarze głośno domagają się wolności prasy. W całym świecie islamskim młodzi teolodzy odsłaniają ciągle nowe więzy łączące islam, demokratyzację i modernizację.</p>
<p>Autorytarne państwo potrafi radzić sobie ze zmianami, nie jest jednak idealną i nienaruszalną machiną. Przestrzeń, którą utworzyło, aby realizować swoje własne cele, stanowi dziś otwarte pole manewrów politycznych<strong>. </strong>Gdy pojawi się pierwszy wyłom, można spodziewać się wszystkiego. Większość demokratycznych przemian, które miały miejsce na całym świecie od początku XXI w., zachodziła w „zhybrydyzowanych” państwach autorytarnych.<a href="#_edn8">[8]</a></p>
<p>Aby przyspieszyć zmiany, należy przyswoić sobie postępowe idee i przywrócić ludziom wiarę we wspólny cel, który zawrze w sobie zarówno treści narodowe, jak i religijne, nie ograniczy się jednak jedynie do nich. Potrzeba projektu, który będzie odpowiedzią na najbardziej palące potrzeby ludzi, a jednocześnie stanowić będzie część szerszego programu zaprowadzenia pokoju i demokracji. Z wdzięcznością przyjmiemy pomoc Stanów Zjednoczonych i Europy, jednak jeśli Zachód naprawdę chce promować demokrację na Bliskim Wschodzie, powinien zacząć od rozwiązania najpilniejszych kwestii na szczeblu lokalnym. Na nic się nie zda mówienie o demokracji, jeżeli dyskurs ten będzie jedynie narzędziem rozgrywek geopolitycznych i jeśli nie skoncentruje się on na współpracy z miejscowymi ruchami postępowymi.</p>
<p><strong>Patrząc w przyszłość, ludzie potrzebują widzieć jasną i wyraźną perspektywę</strong>. Muszą wiedzieć, ku czemu zmierzają. Tu otwiera się pole do działania dla zwolenników zmian. Bez względu na to, jakiego języka użyją, by do nich przekonać, to jedyna droga ku wprowadzeniu systemu politycznego, który będzie demokratyczny nie tylko pod względem formy, ale również treści.</p>
<p><strong>Hiszam Ben Abdallah El Alawi </strong>- autor jest stypendystą Center on Democracy, Development and the Rule of Law (Stanford) i kuzynem marokańskiego króla Muhammada VI. Artykuł zainspirowany został  konferencją, która odbyła się 11 marca w Radzie Stosunków Międzynarodowych w Montrealu.</p>
<p><strong> Tłum. Ewa Cylwik</strong></p>
<hr size="1" /><a href="#_ednref1">[1]</a> Pojęcie „fali demokratyzacji” pojawiło się po raz pierwszy w książce Samuela Huntingtona, <em>The Third Wave: Democratization in the Late Twentieth Century</em>, University of Oklahoma Press, 1991.</p>
<p><a href="#_ednref2">[2]</a> Patrz: Guillermo O’Donnell i Philippe C. Schmitter, <em>Transitions from Authoritarian Rule: Tentative Conclusions about Uncertain Democracies</em>, John Hopkins University Press, Baltimore 1986.</p>
<p><a href="#_ednref3">[3]</a> Patrz: Shana Cohen, <em>Searching for a Different Future: The Rise of Global Middle Class in Morocco</em>, Duke University Press, Durham 2004.</p>
<p><a href="#_ednref4">[4]</a> Patrz: Beszir Sakr i Fanżof Tarcir, <strong>„</strong>Powrót do dawnego <em>porządku społecznego</em> na egipskiej wsi”, <em>Le Monde diplomatique edycja polska</em>, listopad 2007.</p>
<p><a href="#_ednref5">[5]</a> <strong>„</strong>500 Terror Attacks in EU in 2006 – But Only 1 by Islamists”, <em>Der Spiegel</em>, 11 kwietnia 2007 (<a href="http://www.spiegel.de/international/europe/0,1518,476599,00.html">http://www.spiegel.de/international/europe/0,1518,476599,00.html</a>).</p>
<p><a href="#_ednref6">[6]</a> Thomas Frank, <strong>„</strong>Most fake bombs missed by screeners”, <em>USA Today</em>, 17 października 2007 (<a href="http://www.usatoday.com/news/nation/2007-10-17-airport-security_N.htm">http://www.usatoday.com/news/nation/2007-10-17-airport-security_N.htm</a>).</p>
<p><a href="#_ednref7">[7]</a> Na temat regresji demokracji czytaj: Larry Diamond, <strong>„</strong>The Democratic Rollback: The Resurgence of Predatory State”, <em>Foreign Affairs</em>, Nowy Jork, marzec-kwiecień<strong>, </strong>2008.</p>
<p><a href="#_ednref8">[8]</a> Patrz: Steven Levitsky i Lucan Way, <strong>„</strong>The Rise of competitive Authoritarianism”, <em>Journal of Democracy</em>, The Johns Hopkins University Press, t. 13, nr 2, kwiecień 2002, s. 51-65.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/06/arabskie-rezimy-modernizuja-autorytaryzm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

