<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kampania Solidarności z Palestyną &#187; antysemityzm</title>
	<atom:link href="http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/tag/antysemityzm/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kampania-palestyna.pl</link>
	<description>Polsko-Palestyńska inicjatywa pokojowa</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 18:22:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Europejskie korzenie nazistowskiego ludobójstwa. Taśmowa produkcja śmierci</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/07/21/europejskie-korzenie-nazistowskiego-ludobojstwa-tasmowa-produkcja-smierci/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/07/21/europejskie-korzenie-nazistowskiego-ludobojstwa-tasmowa-produkcja-smierci/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 21:47:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antysemityzm w Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=1614</guid>
		<description><![CDATA[Auschwitz-Birkenau stał się symbolem brutalności nazistów, a jego potępienie nie podlega dziś żadnym dyskusjom. Historycy są jednak wciąż podzieleni w kwestii znaczenia jakie ma Zagłada dla cywilizacji zachodniej. Czy zagłada Zydów była jedynie historycznym incydentem, czy raczej konsekwencją długofalowych procesów rozwijających się w sercu Europy? Nowoczesny rasizm, którego odmianą był hitlerowski antysemityzm nie stanowił dzieła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Auschwitz-Birkenau stał się symbolem brutalności nazistów, a jego potępienie nie podlega dziś żadnym dyskusjom. Historycy są jednak wciąż podzieleni w kwestii znaczenia jakie ma Zagłada dla cywilizacji zachodniej. Czy zagłada Zydów była jedynie historycznym incydentem, czy raczej konsekwencją długofalowych procesów rozwijających się w sercu Europy? Nowoczesny rasizm, którego odmianą był hitlerowski antysemityzm nie stanowił dzieła niemieckich nazistów i nie zginął wraz z III Rzeszą. Jego popularność w Polsce i innych krajach Europy nie tylko ułatwiła zadanie hitlerowcom, ale też wskazuje na głęboki związek między kapitalizmem a barbarzyństwem. Enzo Traverso próbuje zrekonstruować ponure koneksje naszej cywilizacji.</p>
<p>W obowiązującej wersji historii XX w. eksterminacja europejskich Żydów to uosobienie zła absolutnego. Zdaniem niektórych historyków, pamięć o Holokauście stała się wręcz nową światową religią obywatelską, negatywnym kryterium, podług którego określa się stopień legitymizacji instytucji demokratycznych.</p>
<p>Wszyscy przyznają, że Zagłada wyznacza najważniejszą antropologiczną i etyczną cezurę w historii Europy. Gdy jednak przychodzi do wyjaśniania tego wydarzenia – tu już nie ma zgody. Niektórzy historycy wywodzą jego genezę z radykalnego antysemityzmu Hitlera, inni z kontekstu II wojny światowej, a jeszcze inni – ze złożonego, wieloośrodkowego i charyzmatycznego systemu władzy w reżimie nazistowskim. Po wojnie zrodziła się potężna pokusa, aby nazizm lekceważyć, traktując go jako antyzachodnią aberrację, dokładne przeciwieństwo wartości oświecenia i demokracji liberalnej. Uspokajająca ta diagnoza stała się podstawą „kultury oporu”. Zapoczątkowali ją socjologowie – jak Norbert Elias, który uważał przemoc nazistowską za zjawisko znamionujące proces „decywilizacji” i filozofowie – jak Jürgen Habermas, utrzymujący, iż Niemcy stały się częścią Zachodu dopiero po Auschwitz1.</p>
<p>Nową wersję tej diagnozy, już po zakończeniu zimnej wojny i po upadku Związku Radzieckiego, przedstawił historyk François Furet. Dla niego nazizm i komunizm to symetryczne formy reakcji na nieuchronne nadejście liberalnego porządku politycznego2. Przy takim podejściu, świat, w którym żyjemy, zostaje całkowicie przeciwstawiony nazistowskiemu barbarzyństwu. Brak pomiędzy nimi jakiegokolwiek punktu styczności, jakiejkolwiek zbieżności czy ciągłości.</p>
<p>To prawda, rzecz jasna, że nazizm dążył do unicestwienia uniwersalistycznego pojęcia ludzkości, sformułowanego przez oświecenie, a zobrazowanego przez Wielką Rewolucję Francuską i prawda, że to pojęcie zostało zachowane i rozwijane we współczesnych zachodnich demokracjach (wiele miejsca można byłoby tej kwestii poświęcić, lecz nie to jest tematem tego artykułu).</p>
<p>Jednak to tylko jeden aspekt problemu. Można prześledzić wiele wątków łączących ideologię i metody nazistowskie (dominację i eksterminację) z historią Zachodu. W tej perspektywie nazizm – pomimo patologicznych odchyleń – okazuje się częścią historycznego rozwoju Zachodu.</p>
<p>Pierwsze łączące ogniwo spajające nazizm z historią Zachodu to ogniwo ideologiczne. Nazizm wyłonił się ze społeczno-politycznej konstelacji niemieckiego nacjonalizmu, gdzie krzyżowały się rozmaite prądy żywe wówczas w całej kulturze europejskiej: antropologia rasowa z koncepcją hierarchii grup ludzkich, na szczycie której mieli znajdować się „Aryjczycy”, socjaldarwinizm z koncepcją naturalnej selekcji najlepiej przystosowanych oraz eugenika z reakcyjną utopią sztucznie tworzonych wyższych gatunków.</p>
<p>W perspektywie nazistowskiego „wybawiającego” (salvatory) antysemityzmu, walka przeciwko Żydom była krucjatą przeciwko złu, która miała umożliwić narodowi niemieckiemu uwolnienie się od wewnętrznego wroga. Stanowiła jednak tylko radykalny wyraz ideologii oraz różnorodnych form społecznej dyskryminacji i prześladowań, na które Niemcy przed II wojną światową wcale nie miały monopolu. Antropologia rasowa miała swoich przedstawicieli we Włoszech (Cesare Lombroso), socjaldarwinizm w Anglii (Alfred Russel Wallace), eugenika w Stanach Zjednoczonych (Francis Galton), a antysemityzm we Francji (Eduard Drumont, Maurice Barrès, Georges Vacher de Lapouge i wielu innych).</p>
<p>Co więcej, spotęgowany nacjonalizm i biologiczny rasizm nazistów wiążą się ściśle z kulturą i praktyką imperializmu, który od początku XIX w. był charakterystyczny dla Europy. Niemcy wcale nie odgrywały tu głównej roli. Przeciwnie: spóźnione, niczym pilny uczeń starały się naśladować dwie wielkie potęgi kolonialne – Francję i Wielką Brytanię. Wszystkie podstawowe założenia ideologii nazistowskiej – naturalna supremacja białej rasy i wynikająca z tego misja cywilizacyjna Europy w Afryce i w Azji, traktowanie świata pozaeuropejskiego jako rozległego obszaru, który winien zostać skolonizowany, idea wojen kolonialnych, gdzie większym wrogiem niż armia jest ludność cywilna podbijanego kraju, teoria jakoby wyniszczenie gorszych ras było nieuniknioną konsekwencją postępu – były w XIX-wiecznej kulturze europejskiej na porządku dziennym.</p>
<p>Cel nazistów – zdobycie Lebensraumu (przestrzeni życiowej) dla rasy niemieckiej na rozległych obszarach Słowiańszczyzny, to w istocie przeniesienie do Starego Świata modelu kolonialnej dominacji, jaki wielkie mocarstwa realizowały w Afryce i w Azji przez ponad wiek. Z chwilą, gdy naziści uznali Żydów za wrogą rasę, która rozkrzewiła komunizm i obarczyli ich odpowiedzialnością za Związek Radziecki, krucjata przeciwko nim pokrywała się z wojną napastniczą i eksterminacją na Wschodzie. W wielkim projekcie Hitlera rozszerzanie Lebensraum, zniszczenie Związku Radzieckiego i zagłada Żydów to cele, które zbiegają się i wzajemnie uzupełniają w jednej wojnie3.</p>
<p>Nazizm to także wytwór I wojny światowej, wojny totalnej, której doświadczenie legło u podstaw XX w. To tutaj odnajdujemy źródła przemysłowego ludobójstwa, anonimowej śmierci milionów ludzi, jak również autorytarnych przekształceń europejskich społeczeństw w okresie międzywojennym. Jak przekonująco wykazał historyk George Mosse, to właśnie wraz z I wojną światową rozpoczęła się brutalizacja życia politycznego, która kulminowała w zjawisku nazizmu4. W kontekście wojen domowych i powstań jakie wstrząsnęły Rosją, Niemcami, Węgrami i Włochami w latach 1918-1923, faszyzm wyłonił się jako typowy ruch reakcyjny, nacjonalistyczny i antydemokratyczny. Okazuje się więc, w tym zakresie, dzieckiem kontrrewolucji, którą prowadzono przez cały długi wiek XIX: od koalicji antyjakobińskiej z 1793 r. do masakr po upadku Komuny Paryskiej w 1871 r.</p>
<p>Jednakże kontrrewolucja w XX w. nie była ani konserwatywna, ani czysto reakcyjna. Sama siebie uważała za rewolucję przeciw rewolucji. Faszyści nie oglądali się wstecz: starali się zbudować nowy świat. Znaleźli sposoby na współpracę z byłymi rządzącymi elitami, tylko w chwili przejmowania władzy. Ich przywódcy nie wywodzili się z tych elit, lecz z marginesu wprawionego w chaos świata. Znajdziemy tu nacjonalistycznych demagogów i lewicowych renegatów, takich jak Mussolini, bądź lumpenproletariuszy w rodzaju Hitlera, którzy odkrywali swój talent do podżegania w atmosferze klęski Niemiec. Zwracali się oni do mas, które organizowali wokół wstecznych mitów narodu, rasy, wspólnoty wojowników i obietnic eschatologicznych, w rodzaju w tysiącletniej Rzeczy.</p>
<p>Doświadczenie wojny nauczyło nazistów, że istnieje potrzeba połączenia pewnych wartości odziedziczonych po XIX-wiecznych walkach przeciw oświeceniu ze współczesnym rasizmem (naukowym i biologicznym), uwielbieniem technologii oraz kultem siły i przemysłu. Jednak, co podkreśla obszerna literatura socjologiczna ostatnich lat, nowoczesność nazizmu polega przede wszystkim na jego praktyce eksterminacji. Warunkiem nazistowskiego ludobójstwa był monopol państwa na stosowanie przemocy, zjawisko, które Norbert Elias, w ślad za Tomaszem Hobbesem, rozumie jednostronnie – jako czynnik uspokojenia społecznego, a zatem cywilizacji. Tymczasem, to wyłączne prawo do użycia siły, które legło u podstaw nowoczesnego państwa, stało się warunkiem sine qua non totalitarnego ludobójstwa i przemocy w XX w. – ich Hobbesowskim paradygmatem.</p>
<p>Funkcjonalna analiza nazistowskich obozów zagłady również pokazuje ich bliskie pokrewieństwo z zachodnią nowoczesnością. Auschwitz zostało stworzone w oparciu o Taylorowskie zasady racjonalności produkcji [F.W. Taylor (1856-1915) – teoretyk „naukowej organizacji pracy”, autor The Principles of Scientific Management (1911)], a śmierć stanowiła po prostu końcowy produkt procesu racjonalnej przeróbki surowca – deportowanych Żydów. Była to fabryka trupów na masową skalę, gdzie w skład linii produkcyjnej wchodziły: przyjazd konwojów, selekcja, odebranie mienia, pozbawienie odzieży, komora gazowa i piec krematoryjny.</p>
<p>W obozach zagłady niezbędna była również racjonalność administracji, opisana przez Maxa Webera w Gospodarce i społeczeństwie, a opierająca się o podział pracy, hierarchię podejmowania decyzji, oddzielenie procesu tworzenia idei od ich urzeczywistniania, biurokratyzację i brak odpowiedzialności za podejmowane działania.</p>
<p>Podobnie jak Maurice Papon [sekretarz generalny prefektury w Bordeaux w czasie rządu Vichy, odpowiedzialny za deportację do Auschwitz 1500 Żydów] podczas procesu w Bordeaux, żaden z oskarżonych w procesie norymberskim nie uważał się za winnego: oni tylko wypełniali rozkazy. W większości przypadków, ich zadania stawały się zbrodnią dopiero u kresu złożonego łańcucha – zatem następstw własnych czynów można było albo nie dostrzegać, albo łatwo je było zignorować. Hannah Arendt pisała, iż nazizm zrodził nowy rodzaj kata: to urzędnik za biurkiem, który zabija wypełniając formularz5. Koniec końców, taśmowe ludobójstwo wymagało od robotników stojących przy tej taśmie samokontroli impulsów, tej, którą opisał Freud, a  Elias następnie włączył do swoich analiz procesu cywilizacyjnego.</p>
<p>Część historii Holokaustu to fanatyzm, nienawiść i niepohamowana przemoc – zwłaszcza, jeśli spojrzeć na masakry organizowane przez oddziały SS Sonderkommando i policyjne bataliony Wehrmachtu. Jednak chłodna, przemysłowa eksterminacja Żydów w komorach gazowych to proces, który obywał się bez nienawiści. Tu działało poczucie obowiązku funkcjonariusza, który wykonywał swoje zadania skutecznie i beznamiętnie, nie dopuszczając do siebie żadnych uczuć i unikając jakichkolwiek pytań o ostateczny cel swojej pracy.</p>
<p>Związek pomiędzy nazizmem a zachodnią nowoczesnością stanowi zatem klucz do zrozumienia tak korzeni, jak i historii nazistowskiej przemocy. Liberalna XIX-wieczna Europa – centrum rasizmu, imperializmu i wojen kolonialnych – stała się kulturowym i ideologicznym laboratorium, w którym nazizm wyhodowano. Jego rozwój nie był wprawdzie nieunikniony, gdyż wymagał wielu etapów pośrednich, od I wojny światowej do kryzysu republiki weimarskiej, lecz geneza jest jasne. Tym samym, jak podkreślają Max Horkheimer i Theodor Adorno, Holokaust staje się świadectwem dialektyki negatywnej, mocą której postęp technologiczny i materialny przekształca się w regres – ludzki i społeczny.</p>
<p>Na Auschwitz trzeba patrzeć w szerszym kontekście historycznym niż sam tylko kontekst nazizmu, II wojny światowej czy XX-wiecznych totalitaryzmów. Mniej stanowi ono zjawisko bez precedensu, a bardziej – unikalną syntezę żywiołów naszej cywilizacji. Pomimo patologii, w jakiej się przejawił, nazizm był głęboko osadzony w historii, kulturze i technologii nowoczesnego świata i w nowoczesnych formach organizacji, produkcji i panowania.</p>
<p><strong>Enzo Traverso </strong>- historyk włoski. Zajmuje się problematyką nazizmu, antysemityzmu i Holocaustu. Wykłada na uniwersytecie Pikardii w Amiens oraz w paryskiej l’École des hautes études en sciences sociales. Jest autorem wielu głośnych książek, m.in. Le Totalitarisme : Le XXe siècle en débat (2001), La Violence nazie : Essai de généalogie historique (2003), À Feu et à sang : De la guerre civile européenne, 1914-1945 (2007).</p>
<p>tłum. Katarzyna Bielińska</p>
<p>Tekst ukazał się w miesięczniku <a href="http://www.monde-diplomatique.pl">Le Monde Diplomatique &#8211; edycja polska</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/07/21/europejskie-korzenie-nazistowskiego-ludobojstwa-tasmowa-produkcja-smierci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Udowodnij, że nie jesteś antysemitą!</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/03/20/udowodnij-ze-nie-jestes-antysemita/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/03/20/udowodnij-ze-nie-jestes-antysemita/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Mar 2010 11:13:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=974</guid>
		<description><![CDATA[Wie pan, co stanie się w Warszawie, na dworcu kolejowym, kiedy powróci pierwszy pociąg z Żydami? Będą ich witać tłumy. Ludzie nie będą się posiadać z radości. Polacy będą się zalewać łzami. Będą krzyczeć „Nasi Żydzi wrócili! Nasi Żydzi wrócili”!  &#8211; ta radosna, futurystyczna wizja pierwszy raz ujrzała światło dzienne w 1993 roku, w powieści [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wie pan, co stanie się w Warszawie, na dworcu kolejowym, kiedy powróci pierwszy pociąg z Żydami? Będą ich witać tłumy. Ludzie nie będą się posiadać z radości. Polacy będą się zalewać łzami. Będą krzyczeć „Nasi Żydzi wrócili! Nasi Żydzi wrócili”!  &#8211; ta radosna, futurystyczna wizja pierwszy raz ujrzała światło dzienne w 1993 roku, w powieści Philipa Rotha Operacja Shylock. Wyznanie. Wiele lat później ewentualność masowego powrotu izraelskich Żydów do Polski poruszył na b. Stadionie Dziesięciolecia publicysta Sławomir Sierakowski, krzycząc „Żydzi wracajcie”, a ostatnio artysta Rafał Betlejewski, który wypisuje na murach „Tęsknię za tobą, Żydzie”, zaaranżował nawet mały pokaz tęsknoty na warszawskim dworcu.</p>
<p>Wszystko to się zgadza i pięknie wygląda, ale właściwie mówimy o wizjach artystycznych. W prawdziwym życiu do Polski regularnie przyjeżdżają dziesiątki tysięcy młodych izraelskich Żydów, jednak na krótko, z reguły tylko do Auschwitz i z powrotem. Powstał o nich film dokumentalny, którego nie ma w polskich kinach, choć z pewnością zrobiłby furorę. Niestety, wynika z niego, że masowy przyjazd izraelskich Żydów do Polski i ich osiedlenie się tutaj nie będzie łatwe.<br />
<strong><br />
Dezinformacja</strong></p>
<p>Nie wiadomo dlaczego na ostatnim Warszawskim Festiwalu Filmowym zlekceważono tytuł, który nadał mu izraelski reżyser Yoav Shamir. W oryginale to „Zniesławienie” (Defamation), natomiast na Festiwalu była to Dezinformacja. Może coś w tym jest, bo w programie napisano o nim tak, że nijak nie można było się połapać, o czym to właściwie jest. Kiedy mimo to film zrobił furorę i zdobył nagrodę publiczności, Gazeta Wyborcza poinformowała tylko, że to dokument o problemie antysemityzmu, bez wchodzenia w szczegóły.</p>
<p>Film Shamira zdobył nagrodę główną na festiwalu w Montrealu oraz inne nagrody na festiwalach dokumentów m.in. w Kopenhadze, Florencji, Londynie, Zurychu, Madrycie i nawet na słynnym nowojorskim festiwalu Tribeca, gdzie jednak musiał zetrzeć się z organizacją, o której mówi: ADL – Anti-Defamation League (Liga Przeciw Zniesławieniu) – jednym z filarów lobby pro-izraelskiego w Stanach Zjednoczonych. To starcie sprawiło, że światowa dystrybucja filmu pozostaje mniej niż skromna i gdyby nie Internet byłaby właściwie żadna.</p>
<p>Shamir – z jednej strony towarzysząc światowym podróżom szefa ADL Abrahama Foxmana, z drugiej wyjazdowi izraelskich licealistów do Polski – zrobił film o politycznej instrumentalizacji antysemityzmu i o wykorzystaniu historii Holokaustu do budowy współczesnego izraelskiego ultranacjonalizmu i skrajnego szowinizmu, które leżą u podstawy zaboru i zbrodni popełnianych przez państwo żydowskie. Historia Holokaustu stała się tylko propagandową ulotką, w którą Izrael zawija swoją maczugę.</p>
<p><strong>Wycieczka do Polski</strong></p>
<p>Izrael każdego roku wysyła do Auschwitz dziesiątki tysięcy młodzieży bezpośrednio przed jej pójściem do wojska. Owe wycieczki stały się trwałym elementem specyficznego wychowania moralnego, które nieświadomie podsumowała jedna z uczestniczek. Obrazy horroru połączone z odpowiednią indoktrynacją powodują, że cierpienie ludzi nie będących Żydami wydaje się nieistotne: Kiedy widzę, jak nasze wojsko burzy domy Palestyńczyków, to nie takie ważne, bo nam było gorzej. Poza tym Arabowie mają dużo domów…</p>
<p>Można spaść z krzesła, kiedy słucha się, co wygadują izraelscy licealiści jeszcze przed wycieczką. Zdziwienie mija, kiedy usłyszy się, co mówi o Polsce instruktorka zapowiadająca zbrojną ochronę Mosadu. Zadaniem agentów jest nie dopuszczenie do jakichkolwiek kontaktów z niebezpieczną, antysemicką, miejscową ludnością.</p>
<p>Shamir sfilmował w Polsce charakterystyczną scenkę. Jedna z dziewczyn zagaduje po angielsku dziadków siedzących na ławce. Jeden z nich odpowiada ze śmiechem, że nic nie rozumie. Cała „rozmowa” trwa tylko chwilę, bo interweniuje opiekun grupy tłumacząc, że dziewczyna została właśnie wyzwana od żydowskich dziwek. Tak hartuje się stal.<br />
<strong><br />
Zniesławienie</strong></p>
<p>Najciekawszy &#8211; i nie pozbawiony komizmu &#8211; jest jednak opis działania ADL, wielkiej organizacji z kilkudziesięcioma oddziałami na całym świecie. Shamir pojechał z delegacją ADL na objazd Europy. Abe Foxmana – człowieka, który doszukał się antysemityzmu nawet u Michaela Jacksona – przyjmują we Włoszech najwyższe władze i sam papież. Jak to się dzieje – pyta reżyser – że ma on tak łatwy dostęp do szefów państw, a wyluzowany Foxman odpowiada jak przyjacielowi:</p>
<p>- Taka jest ich percepcja władzy społeczności żydowskiej, co jest jedną z cech antysemityzmu, to bardzo cienka linia. Oni wierzą, że mamy więcej władzy niż w rzeczywistości… tak naprawdę oni myślą, że możemy wpłynąć na Waszyngton i nie będziemy ich przekonywać, że jest inaczej. Jak tu walczyć z ponurą, spiskową wizją władzy Żydów, bez posługiwania się nią? Bez utwierdzania antysemityzmu nie da się z nim walczyć&#8230;</p>
<p>Jak ta metoda wygląda w praktyce widać podczas rozmów ADL z Ukraińcami w Kijowie. Foxman żąda, by ukraiński rząd nigdy więcej publicznie nie porównywał Wielkiego Głodu z ludobójstwem na Żydach i grozi, że inaczej Ukraina będzie miała trudności z przychylnością Kongresu USA. Widok poniżenia po drugiej stronie stołu należy do najbardziej wyrazistych momentów filmu.</p>
<p>Można łatwo zrozumieć, dlaczego Kijów z miejsca podkulił ogon. Amerykański Kongres przez prawie sto lat nie uznawał tragedii tureckich Ormian za ludobójstwo, ale zrobił to natychmiast, gdy stało się to pożyteczne dla bieżącej polityki Izraela. Państwo żydowskie musiało ukarać Turków za ich krytykę masakry w Gazie i ostatnio stawanie okoniem we współpracy wojskowej. Izraelska prasa słusznie triumfuje: be careful  &#8211; to ulubione słowa Foxmana.<br />
<strong><br />
Udowodnij, że nie jesteś antysemitą</strong></p>
<p>Film Shamira przypomniał mi się dwa dni temu, gdy usłyszałem jak amerykański wiceprezydent Joe Biden recytuje w Jerozolimie tradycyjną formułkę hołdowniczą:</p>
<p>Nasze bezgraniczne, całkowite i absolutne (trzy przymiotniki!) zaangażowanie po stronie bezpieczeństwa Izraela stanowi kamień węgielny naszych obustronnych stosunków. Jak wiadomo Izraelczycy tradycyjnie ogłosili chwilę potem nowe projekty żydowskiej kolonizacji okupowanej Palestyny, robiąc z niego idiotę. Biden, logicznie zredukowany do roli czopka, tylko zapiszczał.</p>
<p>W Dezinformacji Foxman zwraca uwagę Shamira na w gruncie rzeczy antysemicką książkę, która parę lat temu zdobyła wielki rozgłos w Stanach, a teraz jest pilnie studiowana przez liczne uniwersytety i rządy na całym świecie (w Polsce się nie ukazała). John J. Mearsheimer (prof. politologii, Uniwersytet Chicago) i Stephen M. Walt (prof. stosunków międzynarodowych, Harvard) w pracy The Israel Lobby and U.S. Forein Policy („Lobby pro-izraelskie a polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych”) analizują mechanizmy niebywałego wpływu politycznego syjonistów i związany z tym paraliż debaty publicznej, regulowany za pomocą automatycznych oskarżeń o antysemityzm, gdy chodzi o krytykę polityki izraelskiej.</p>
<p>Shamir jedzie więc do Mearsheimera, żeby ten udowodnił, że nie jest antysemitą. I co? Profesor mógł tylko zapiszczeć, zapewniając, że jego dzieło nie jest przecież wrogie w stosunku do Żydów, ani nawet w stosunku do Izraela.</p>
<p>Następna scena rozgrywa się w Auschwitz. Reżyser mówi Foxmanowi, że według autorów książki polityka lobby pro-izraelskiego obraca się nie tylko przeciw Stanom Zjednoczonym, ale i Izraelowi. – To nie jest ich kurewski interes! I kim oni są, żeby nam mówić, co jest dla nas dobre? To nie ich biznes! – reaguje szef ADL i zwraca uwagę na polski antysemityzm wyrażający się w figurkach Żydów rzeźbionych dla turystów w Krakowie.</p>
<p>To dziwne, ale to zagrożenie ze strony drewnianych figurek wydało się nawet większe niż sama Polska, zamieszkana – jak uczą wojskowi opiekunowie licealnych wycieczek &#8211; przez neo-nazistów, każdej nocy marzących o pogromie. Dlatego wielki powrót Żydów do Polski naprawdę nie będzie łatwy. Pozostała</p>
<p>Jerzy Szygiel</p>
<p>źródło: <a href="http://blog.wirtualnemedia.pl/index.php?/authors/54-Jerzy-Szygiel/archives/3776-Udowodnij,-ze-nie-jestes-antysemita!.html">www.blog.wirtualnemedia.pl</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/03/20/udowodnij-ze-nie-jestes-antysemita/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie, to nie jest antysemickie.</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/nie-to-nie-jest-antysemickie/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/nie-to-nie-jest-antysemickie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 21:18:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=711</guid>
		<description><![CDATA[Głęboko antyizraelskie poglądy znajdują coraz większe poparcie w kołach postępowych intelektualistów. Poważni i myślący ludzie popierają działania, które okazują się faktycznie antysemickie, o ile nie są takimi w swych intencjach a nawet biorą udział w działaniach
Lawrence Summers, rektor Uniwersytetu Harvarda, 17 września 2002
Kiedy rektor Uniwersytetu Harvarda zadeklarował, że krytykowanie Izraela oraz wzywanie do bojkotu tego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><!-- 		@page { size: 21cm 29.7cm; margin: 2cm } 		P { margin-bottom: 0.21cm } -->Głęboko antyizraelskie poglądy znajdują coraz większe poparcie w kołach postępowych intelektualistów. Poważni i myślący ludzie popierają działania, które okazują się faktycznie antysemickie, o ile nie są takimi w swych intencjach a nawet biorą udział w działaniach</p>
<p><em><strong>Lawrence Summers, rektor Uniwersytetu Harvarda, 17 września 2002</strong></em></p>
<p>Kiedy rektor Uniwersytetu Harvarda zadeklarował, że krytykowanie Izraela oraz wzywanie do bojkotu tego kraju na uniwersytetach są działaniami „faktycznie, o ile nie intencjonalnie antysemickimi”, zaproponował tym samym rozróżnienie między antysemityzmem faktycznym (effective) a intencjonalnym, które jest co najmniej kontrowersyjne. Zarzut, jaki można mu postawić polega na tym, że wypowiadając się w ten sposób, Summers dokonał zamachu na wolność uniwersytetu, zamachu faktycznego, o ile nie intencjonalnego. Choć zaznaczył, że jego zamierzeniem nie było wprowadzenie cenzury i że jest gorącym zwolennikiem „cywilizowanej i wolnej dyskusji” o Izraelu i jego polityce, jego słowa wyciszyły polityczną debatę. Wśród działań, które zaliczył do „faktycznie antysemickich”, były m.in. europejskie bojkoty Izraela, protesty antyglobalistów, podczas których dokonywano krytyki Izraela oraz pozyskiwanie funduszy przez organizacje o „wątpliwej politycznej proweniencji”. Spośród lokalnych działań zainteresowanie Summersa wzbudziła między innymi petycja nawołująca do bojkotu izraelskich uczelni, podpisana przez pracowników MIT oraz Uniwersytetu Harvarda, którzy chcieli w ten sposób przeciwstawić się izraelskiej okupacji i traktowaniu przez Izrael Palestyńczyków. Summers zapytał, dlaczego Izrael został „wyróżniony w ten sposób spośród innych krajów”, sugerując, że owo „wyróżnienie” stanowi dowód antysemickich intencji uczestników bojkotu. Choć twierdził zarazem, że niektórym aspektom izraelskiej „obrony i polityki zagranicznej [...] można i powinno się mocno przeciwstawiać”, nie wyjaśnił, jak zrobić to tak, by krytyka nie została zinterpretowana jako antyizraelska oraz dlaczego polityce, w tym okupacji, nie można by się przeciwstawiać właśnie za pomocą bojkotu? Mogłoby się zatem wydawać, że wzywanie do bojkotu to co innego niż „mocne przeciwstawianie się”, nie dostarczono nam jednak kryteriów pozwalających odróżnić dozwolone postaci stanowczego przeciwstawiania się od takich, które zawierają w sobie „faktyczną” siłę antysemityzmu.</p>
<p>Summers ma oczywiście rację, gdy wyraża swe zatroskanie wzrostem antysemityzmu i każda postępowa osoba powinna aktywnie zwalczać antysemityzm wszędzie tam, gdzie się on pojawi. Wydaje się jednak, że w sensie historycznym osiągnęliśmy już taką pozycję, w której Żydów nie można w sposób zasadny postrzegać tylko i wyłącznie jako potencjalne ofiary. Czasami oczywiście nimi jesteśmy, czasami jednak w oczywisty sposób nie. Żadna etyka polityczna nie może opierać się na założeniu, że Żydzi mają monopol na bycie ofiarą. Pojęcie „ofiary” łatwo zmienia swój podmiot. W jednej chwili może ulec przesunięciu: z Żyda zabitego w autobusie przez zamachowca-samobójcę na palestyńskie dziecko zabite w izraelskim ostrzale. Sfera publiczna powinna być taką przestrzenią, w której obydwu rodzajom przemocy będziemy przeciwstawiać się jednocześnie – w imię sprawiedliwości.</p>
<p>Jeśli będziemy myśleć, że krytyka izraelskiej przemocy lub nawoływanie do wywarcia ekonomicznej presji na Izrael celem wymuszenia zmiany jego polityki, są „faktycznie antysemickie”, nie uda nam się wyrazić naszego sprzeciwu ze strachu, że zostaniemy uznani za zaangażowanych w antysemityzm. Dla Żydówki, która wie, że postawą, z którą etycznie i politycznie najtrudniej byłoby się jej pogodzić, jest antysemityzm, właśnie ta etykieta byłaby najbardziej nieznośna. Etyczne ramy, w jakich porusza się dziś większość postępowych Żydów przybierają postać następującego pytania: mamy siedzieć cicho (i tym samym kolaborować z władzą bezprawnie stosującą przemoc), czy sprawić, żebyśmy byli słyszalni (i tym samym być zaliczonymi w poczet tych, którzy robili, co mogli, by ową przemoc powstrzymać), nawet jeśli mówienie wiąże się z pewnym ryzykiem? Obecna żydowska krytyka Izraela postrzegana jest często jako niewrażliwa na żydowskie cierpienia, dawne i obecne, jednak jej etyka opiera się właśnie na doświadczeniu cierpienia, jej celem jest zaś powstrzymanie cierpienia w przyszłości.</p>
<p>Choć Summers wyraźnie dystansuje się od otwartych działań cenzorskich, wykorzystuje jednak zarzut „antysemityzmu”, by stłumić publiczną krytykę Izraela. Pisze on na przykład, że „jedynym antidotum na niebezpieczne idee są aktywnie wspierane alternatywy”. Ale jak można aktywnie wspierać ideę, że izraelska okupacja jest brutalna i nieuzasadniona, zaś opór Palestyńczyków z konieczności uzasadniony, skoro wyrażenie tych poglądów powoduje natychmiastowe pojawienie się zarzutu o antysemityzm?</p>
<p>Ażeby zrozumieć stanowisko Summersa, musimy w ogóle być w stanie wyobrazić sobie antysemityzm faktyczny, który wchodzi w zakres określonych wypowiedzi. A zatem taki, który albo pojawia się w efekcie wypowiadania pewnych słów albo nadaje im pewną strukturę, nawet jeśli nie byłoby to świadomą intencją mówiącej osoby. Summers zakłada, że takie wypowiedzi będą uznawane przez innych za antysemickie, względnie odbierane jako takie w pewnym kontekście. Musimy w związku z tym zbadać, jakiż to kontekst miał Summers na myśli, kiedy wypowiedział się na ten temat: w jakim kontekście każda krytyka Izraela będzie odczytana jako antysemicka?</p>
<p>Może być tak, że Summers chciał faktycznie powiedzieć, iż jedyna droga, którą krytyka Izraela dociera do naszych uszu, prowadzi przez jakiś akustyczny ekran – tak jakby krytykę osadnictwa na Zachodnim Brzegu, zamknięcia uniwersytetów w Bir Zeit i Betlejem, zniszczenia domów w Ramallah czy Dżeninie, zabicia licznych dzieci i cywilów, dało się interpretować wyłącznie jako wyraz nienawiści wobec Żydów. Prosi się więc nas, byśmy zaklinali słuchacza, by przydał słowom mówiącego następującą intencję: ten-a-ten wypowiedział się publicznie przeciwko izraelskiej okupacji, co musi oznaczać, że ten-a-ten nienawidzi Żydów albo jest gotów wspierać tych, którzy Żydów nienawidzą. Krytyka uzyskuje w ten sposób ukryte znaczenie, które stoi w sprzeczności wobec bezpośredniej deklaracji. Krytykowanie Izraela jest zatem niczym więcej, jak tylko maską, za którą kryje się nienawiść, czy też przykrywką dla wezwań do dyskryminacji Żydów. Innymi słowy, jedynym sposobem zrozumienia faktycznego antysemityzmu jest wcześniejsze założenie istnienia antysemityzmu intencjonalnego; faktyczny antysemityzm jakiejkolwiek krytyki okazuje się skrywać w intencji mówcy, wtórnie przypisanej mu przez słuchacza.</p>
<p>Być może Summers miał coś innego na myśli: że krytykę Izraela będą mogli wykorzystać ci, którzy pragną zobaczyć nie tylko zniszczenie Izraela, ale również degradację czy zniszczenie całego narodu żydowskiego. Zawsze istnieje takie ryzyko, niemniej zakładanie, że krytykę Izraela można interpretować wyłącznie jako krytykę Żydów, tożsame jest z pozwoleniem, by ta konkretna interpretacja zmonopolizowała całe pole odbioru danej wypowiedzi. Argument przeciwko dopuszczaniu krytyki Izraela do sfery publicznej polegałby na tym, że wzmacnia ona tych, którzy posiadają antysemickie intencje, a którzy z powodzeniem do tejże krytyki się przyłączą. Tutaj jednak znów – wypowiedź może stać się faktycznie antysemicka tylko wówczas, gdy istnieje gdzieś intencja wykorzystania jej w celach antysemickich. Jeśli ktoś jednak mógłby uwierzyć, że krytyka Izraela jest na ogół słyszana jako antysemicka (przez Żydów, antysemitów oraz osoby, które możemy opisać jako nie należące do żadnej z tych kategorii), stalibyśmy się odpowiedzialni za to, by tak zmienić warunki odbioru, by publiczność mogła zacząć odróżniać krytykę Izraela od nienawiści wobec Żydów.</p>
<p>Summers wygłosił swoje stanowisko jako głowa instytucji, która w Stanach Zjednoczonych jest symbolem akademickiego prestiżu. I choć deklarował, że przemawia nie jako rektor uniwersytetu, ale jako „członek naszej społeczności”, jego przemówienie miało znaczenie dla prasy właśnie z tego powodu, że wykorzystywał autorytet piastowanego stanowiska. Jeśli rektor Harvardu deklaruje publicznie, że będzie odbierał każdą krytykę Izraela jako faktycznie antysemicką, to stwierdza zarazem, że dyskurs publiczny powinien być tak ograniczony, by takie wypowiedzi w ogóle się w nim nie pojawiały, zaś ci, którzy zdecydowaliby się jednak takowe wygłaszać, winni być uznani za angażujących się w język antysemicki, a nawet w mowę nienawiści.</p>
<p>Wydaje się tutaj ważne, by wprowadzić rozróżnienie pomiędzy językiem antysemickim, którego efektem jest, dajmy na to, nieprzychylne i nieprzyjazne nastawienie wobec żydowskich studentów (taki język jest rasistowski i administracja każdego uniwersytetu powinna obowiązkowo mu się przeciwstawić), oraz językiem, który powoduje, że dany student czy studentka czują się niekomfortowo, gdyż wypowiedź taka przeciwstawia się jakiemuś państwu czy jakiemuś zestawowi politycznych posunięć, których on czy ona mogliby bronić. Ten drugi typ dyskursu jest po prostu debatą polityczną i jeśli twierdzimy, że przypadek Izraela jest inny, że każda krytyka tego państwa jest atakiem na Izraelczyków czy na Żydów w ogóle, to wykluczamy to jedno konkretne polityczne zobowiązanie z wszystkich innych zobowiązań otwartych na publiczną debatę. Angażujemy się w ten sposób w najbardziej skandaliczną formę „faktycznej” cenzury.</p>
<p>Problem polega jednak nie tylko na tym, że proponowane przez Summersa rozróżnienie na antysemityzm faktyczny i intencjonalny jest niemożliwe do utrzymania, ale także na tym, że przyczyna upadku tego podziału jest dokładnie tym, co stwarza warunki, podług których określone wyrażone publicznie przekonania zostają uznane za mowę nienawiści – faktycznie, jeśli nie intencjonalnie.</p>
<p>Summers nie powiedział, że wszystko, co Izrael robi w imię samoobrony jest prawomocne i nie powinno być kwestionowane. Nie wiem, czy akceptuje on wszystkie działania Izraela, ale wyobraźmy sobie, dla potrzeb wywodu, że nie. Nie wiem też, czy ma jakąś opinię na przykład na temat zniszczenia domów i zabójstw dzieci w Dżeninie, które zwróciły uwagę ONZ w ubiegłym roku, choć nie stały się przyczyną dochodzenia jako złamanie praw człowieka, gdyż Izrael odmówił otwarcia swych granic i wpuszczenia grupy mającej zbadać sprawę. Jeśli Summers sprzeciwia się tym działaniom i jeśli mieszczą się one w grupie „spraw związanych z polityką zagraniczną”, którym, jak wierzy, trzeba „aktywnie się przeciwstawiać”, powinien czuć się zmuszony nie wyrażać głośno swojego braku aprobaty, albowiem (jak przecież wierzy) ów brak aprobaty zostałby odczytany, faktycznie, jako antysemicki. A jeśli uważa on, że wolno wyrażać dezaprobatę, to nie pokazał nam, jak należałoby to czynić, by nie narazić się na zarzut antysemityzmu.</p>
<p>Logika Summersa sugerowałaby, że niektóre działania Izraela muszą przechodzić nieskrępowane przez opinię publiczną z lęku, że wszelki zwrócony przeciw nim protest byłby równoznaczny z antysemityzmem, jeśli nie w ogóle potraktowany jako antysemicki. Widzimy teraz, że choć wszelkie formy antysemityzmu winny być zwalczane, mamy szereg istotnych wątpliwości, jakie formy może on przybrać. I tak, jeśli zarzut antysemityzmu jest wykorzystywany do obrony Izraela za wszelką cenę, to siła tego samego zarzutu w chwili, gdy zostaje on postawiony wobec tych, którzy naprawdę dyskryminują Żydów (palą synagogi w Europie, powiewają nazistowskimi sztandarami czy wspierają antysemickie organizacje) zostaje radykalnie stępiona. Wielu krytyków Izraela odrzuca dziś wszelkie zarzuty o antysemityzm jako „zmyślone” – gdy stosuje się je wobec nich jako sposób cenzurowania wypowiedzi politycznych.</p>
<p>Summers nie wyjaśnia nam też, dlaczego kampanie na rzecz bojkotu lub inne formy protestu publicznego są antysemickie. Według niego, niektóre formy antysemityzmu uznawane są za takowe niejako wtórnie, co oznacza, że nie można mówić lub robić nic, co mogłoby zostać przez innych uznane za antysemickie. Ale co, jeśli ci inni się mylą? Jeśli uznajemy za jedną z form antysemityzmu to, co może zostać za takie uznane jedynie post factum, jakie możliwości uzasadnionego protestu wobec państwa pozostają jego mieszkańcom bądź dowolnym innym osobom? Jeśli twierdzimy, że za każdym razem, gdy wypowiadane jest słowo „Izrael”, mówiący tak naprawdę chce powiedzieć „Żydzi”, to z góry wykluczamy możliwość, iż mówiący naprawdę chciał powiedzieć „Izrael”. Jeśli, z drugiej strony, odróżnimy antysemityzm od form protestu przeciw państwu Izrael (lub przeciw prawicowym osadnikom, którzy czasem działają niezależnie od państwa), zdając sobie sprawę, że czasem jedno z drugim idzie niestety w parze, będziemy mieli szansę zrozumieć, że Żydzi na całym świecie niekoniecznie postrzegają siebie jako część Izraela w jego aktualnej postaci i praktyce, oraz że nawet Żydzi z Izraela również nie zawsze widzą siebie w jedności z państwem. Innymi słowy, możliwość istnienia realnego żydowskiego ruchu na rzecz pokoju zależy od naszego przestrzegania owocnego i krytycznego dystansu wobec państwa Izrael.</p>
<p>Proponowany przez Summersa punkt widzenia zdaje się implikować, że krytyka Izraela jest „antyizraelska” w takim sensie, że należy ją rozumieć jako podważanie prawa Izraela do istnienia. Krytyka Izraela nie jest jednak tym samym, co podważanie jego istnienia, nawet jeśli istnieją warunki, na mocy których można byłoby powiedzieć, że jedno prowadzi do drugiego. Podważanie prawa Izraela do istnienia można interpretować jako zagrożenie życia Żydów w ogóle tylko wówczas, gdybyśmy zakładali, że Izrael jako jedyny podtrzymuje Żydów przy życiu lub że wszyscy Żydzi na świecie w Izraelu upatrują gwaranta trwania własnego narodu. Można by jednak zauważyć, że te strategie polityczne, które zakładają prawo do krytykowania ich, mają większe szanse przetrwania, niż te, które odmawiają takiego prawa. Jeśli przyjmujemy, że krytyka Izraela jest zagrożeniem dla przetrwania Żydów, musimy również założyć nie tylko, że „Izrael” nie może się zmieniać w odpowiedzi na uzasadnione krytyki, ale również i to, że bardziej radykalnie demokratyczny Izrael byłby zły dla Żydów. Oznaczałoby to, że krytycyzm nie jest żydowską wartością, co jest policzkiem nie tylko dla długiej tradycji dysputy talmudycznej, ale również dla wszystkich religijnych i kulturowych źródeł, które były częścią życia Żydów przez całe stulecia.</p>
<p>Co zrobić z Żydami, którzy nie identyfikują się z Izraelem lub przynajmniej z państwem izraelskim? Albo z Żydami, którzy identyfikują się z Izraelem, ale nie popierają jego określonych działań? Jest tu całkiem dużo możliwości: tacy, którzy skrycie wątpią w sposób, w jaki Izrael walczy o przetrwanie, tacy, którzy tylko w połowie wyrażają swoje wątpliwości wobec okupacji, tacy, którzy są całkowicie przeciwni okupacji, ale w paradygmacie syjonistycznym, ci, którzy chcieliby, by syjonizm został na nowo przemyślany, albo tacy, którzy chcieliby go porzucić. Żydzi mogą zajmować każde z tych stanowisk, niemniej wyrażać je jedynie wobec swojej rodziny lub przyjaciół; albo – wyrażać je publicznie, ale liczyć się z bardzo złymi reakcjami w domu. Czy nie powinniśmy, biorąc pod uwagę tę żydowską ambiwalencję, być podejrzliwi wobec każdej próby utożsamiania Żydów z Izraelem? Twierdzenie, że wszyscy Żydzi są głęboko zaangażowani w państwo Izrael jest nieprawdziwe. Niektórzy odczuwają przyśpieszone bicie serca na myśl o kanapkach z konserwową wołowiną lub konkretnych opowieściach talmudycznych, rytuałach religijnych i liturgii, inni na myśl o wspomnieniach babci, smaku barszczu czy dźwiękach starego teatru jidysz. Innych z kolei pasjonują historyczne i kulturowe archiwa z Europy Wschodniej lub te dotyczące Holokaustu, lub różne postaci aktywizmu robotniczego, ruchu na rzecz praw obywatelskich oraz społecznej sprawiedliwości, które są z gruntu świeckie i pozostają we względnej niezależności od kwestii Izraela.</p>
<p>Co zrobić z Żydówkami takimi, jak ja, które są emocjonalnie zaangażowane w państwo Izrael, krytyczne wobec jego aktualnej postaci i wzywają do radykalnej restrukturyzacji jego ekonomicznych i ustrojowych podstaw między innymi dlatego, że są zaangażowane w losy tego państwa? Zawsze istnieje możliwość powiedzenia, że takie Żydówki i tacy Żydzi zwrócili się przeciw swojej własnemu żydostwu. Ale co zrobić, gdy ktoś krytykuje Izrael właśnie dlatego, że jest Żydówką, w imię sprawiedliwości, dokładnie dlatego, że taki krytycyzm wydaje jej się „najlepszy dla Żydów”? Dlaczego nie byłoby zawsze „najlepiej dla Żydów”, gdyby przyjęli te formy demokracji, które rozwijają to, co jest „najlepsze” dla wszystkich, Żydów i nie-Żydów? Podpisałam petycję wyrażoną właśnie w ten sposób, List Otwarty Żydów Amerykańskich, w którym 3700 amerykańskich Żydów i Żydówek protestuje wobec izraelskiej okupacji, choć w moim przekonaniu rzecz nie została wyrażona wystarczająco jasno: w petycji nie żądano bowiem końca syjonizmu lub zwrotu ziem arabskich, nie domagano się przemyślenia prawa Żydów do powrotu, tudzież sprawiedliwej dystrybucji wody i lekarstw dla Palestyńczyków, nie żądano też reorganizacji państwa Izrael według bardziej egalitarnych zasad. Była to niemniej otwarta krytyka Izraela.</p>
<p>Wielu spośród tych, którzy podpisali petycję, mogłoby poczuć swego rodzaju smutek w związku z zajęciem publicznie stanowiska przeciwnego polityce Izraela, jak również w związku z tym, że poddający 3,5 miliona Palestyńczyków wojskowej okupacji Izrael reprezentuje Żydów w sposób, który sygnatariusze petycji uznają, jako Żydzi właśnie, nie tylko za wątpliwy, ale również nieznośny do dalszego utrzymania. Jako Żydzi właśnie oznajmiają oni odmowę utożsamienia się z taką polityką i poszukują dalszej możliwości zwiększania dystansu między państwem Izrael a Żydami celem stworzenia alternatywnej wizji przyszłości. Podpisujący petycję wykorzystali demokratyczne prawo do wyrażenia krytyki i starali się doprowadzić do wywarcia ekonomicznych nacisków na Izrael przez USA i inne państwa po to, by zapewnić prawa Palestyńczykom, w innej sytuacji pozbawionym podstawowej możliwości przetrwania, by zakończyć okupację, umożliwić istnienie niezależnego państwa palestyńskiego lub ponownie ustanowić podstawy państwa Izrael w sposób niezależny od religii, tak by bycie Żydem stanowiło tylko jedną z kulturowych i religijnych opcji i było chronione przez te same prawa, które chroniłyby również prawa innych.</p>
<p>Utożsamianie Izraela z Żydami przysłania istnienie małych, choć istotnych ruchów postsyjonistycznych w Izraelu, do jakich należą choćby filozofowie Adi Ofir i Anat Bilecki, socjolog Uri Ram, teatrolog Awraham Oz i poeta Icchak Laor. Czy mielibyśmy uznać, że Izraelczycy krytyczni wobec polityki Izraela są nienawidzącymi samych siebie Żydami, czy osobami niewrażliwymi na sposoby, w jakie krytyka może podsycić ogień antysemityzmu? Co z działającą w USA organizacją Brit Cedek, która zrzesza blisko 20 tysięcy osób i która stara się zaproponować krytyczne alternatywy wobec American Israel Political Action Committee, przeciwstawiając się okupacji i działając na rzecz rozwiązania dwupaństwowego? Co z organizacjami: Jewish Voices for Peace, Jews against the Occupation, Jews for Peace in the Middle East, Faculty for Israeli-Palestinian Peace, Tikkun, Jews for Racial and Economic Justice, Women in Black lub, a jakże, Newe Szalom/Wahat al-Salam, jedyną społecznością wiejską współzarządzaną przez ludność żydowską i arabską w państwie Izrael? Co zrobić z BeCelem, działającą w Izraelu organizacją monitorującą łamanie praw człowieka na Zachodnim Brzegu i w Gazie, czy z Gusz Szalom, żydowską organizacją sprzeciwiającą się okupacji, czy z Jesz Gwul, zrzeszającą żołnierzy izraelskich, którzy odmawiają pełnienia służby na terytoriach okupowanych? I co z Ta&#8217;ajusz, żydowsko-arabską koalicją przeciw polityce prowadzącej do izolacji Palestyńczyków, złej opieki medycznej, aresztów domowych, niszczenia instytucji edukacyjnych oraz braku wody i żywności dla mieszkańców Palestyny?</p>
<p>Utożsamianie Żydów z syjonistami czy żydostwa z syjonizmem nic tu nie da. W XIX i na początku XX wieku odbywały się liczne debaty na temat tego, czy syjonizm powinien stać się podstawą państwa, czy Żydzi posiadają jakiekolwiek prawo do ziem przez stulecia zamieszkanych przez Palestyńczyków, jak też odnośnie przyszłości żydowskiego projektu politycznego opartego na brutalnym wywłaszczaniu z ziemi. Byli tacy, którzy próbowali uczynić syjonizm zbieżnym z pokojową koegzystencją z Arabami, i tacy, którzy wykorzystywali go jako przykrywkę do agresji militarnej, i nadal tak czynią. Byli tacy, którzy myśleli, i nadal myślą, że syjonizm nie jest prawomocną podstawą dla demokratycznego państwa w sytuacji, gdy zróżnicowana populacja musi zostać uznana za złożoną z ludzi praktykujących różne religie, i że żadnej grupie nie mogą zostać odebrane prawa przyznane wszystkim obywatelom tylko na podstawie ich przynależności etnicznej czy religii. Są też i tacy, którzy utrzymują, że brutalne przywłaszczenie ziemi palestyńskiej i przemieszczenie 700 tysięcy Palestyńczyków było niewłaściwą podstawą do budowy państwa. Skądinąd, Izrael powtarza dziś ten założycielski gest zniewalając i dehumanizując Palestyńczyków na terytoriach okupowanych. Budowany aktualnie mur pozbawi domów 95 tysięcy Palestyńczyków. To są pytania o syjonizm, które powinny, a wręcz muszą zostać zadane w przestrzeni publicznej, a uniwersytety z pewnością są jedną z tych przestrzeni, w których możemy spodziewać się krytycznej refleksji na ten temat. Zamiast tego jednak jesteśmy przez Summersa i innych obligowani do traktowania każdego krytycznego podejścia do syjonizmu jako faktycznego antysemityzmu i do wykluczenia każdej krytyki poza obszar prawomocnej dyskusji.</p>
<p>Wiele istotnych kwestii zostaje pominiętych przez prasę głównego nurtu, gdy twierdzi się w niej, że istnieją tylko dwa możliwe stanowiska w kwestii Bliskiego Wschodu: „proizraelska” i „propalestyńska”. Zakłada się w ten sposób, że są to dwa doskonale uzupełniające się punkty widzenia, które wcale się nie zazębiają, i że jeśli ktoś jest „proizraelski”, to wszystko, co zrobiłby Izrael, jest w porządku, jeśli zaś jest się „propalestyńskim”, to cokolwiek zrobiliby Palestyńczycy, jest OK. Ale tylko poglądy bardzo niewielkiej grupy osób mieszczą się w takich ekstremach. Można na przykład być zwolennikiem samostanowienia Palestyńczyków, ale potępiać samobójcze zamachy i dodatkowo znać innych, którzy podzielają obie te opinie, natomiast nie zgadzają się co do formy, jaką owo samostanowienie powinno przyjąć. Ktoś może być zwolenniczką prawa Izraela do istnienia, ale nadal zapytywać o to, jaka jego forma byłaby najbardziej prawomocna i demokratyczna. Czy jeśli ktoś podważa formę, jaką istnienie to przyjmuje aktualnie, to można go uznać za „antyizraelskiego”? Czy jeśli ktoś opowiada się za naprawdę demokratycznym Izraelem-Palestyną, to czy jest przeciwnikiem Izraela? Jeśli ktoś stara się znaleźć lepszą postać polityki Izraela, może szukać pośród wielu dostępnych możliwości: zrewidowanego syjonizmu, postsyjonistycznego Izraela, samostanowiącej Palestyny czy też amalgamatu Izraela i Palestyny – państwa, w którym zostałyby wyeliminowane wszelkie rozróżnienia oparte o kryteria rasowe i religijne.</p>
<p>Na ironię zakrawa fakt, iż zrównując syjonizm z żydostwem, Summers przyjmuję taktykę wykorzystywaną głównie przez antysemitów. W czasie, kiedy wygłaszał swoje przemówienie, uczestniczyłam w liście dyskusyjnej, na której wiele osób przeciwstawiało się aktualnej polityce państwa Izrael i czasem również syjonizmowi. Niektóre z nich wpadały w tę samą pułapkę,co Summers, czasem protestując wobec tego, co nazywały „syjonizmem”, a czasem wobec tego, co nazywali „interesami Żydów”. Kiedy to się pojawiało, zawsze były reakcje i kilka osób wycofało się z grupy. Mona Baker, akademiczka z Manchesteru, która wyrzuciła dwóch pochodzących z Izraela kolegów z redakcji swojego czasopisma tylko po to, by podkreślić swoją wolę bojkotowania instytucji izraelskich, argumentowała, że sposób rozróżniać pomiędzy jednostkami a instytucjami. Wyrzucając tych kolegów – twierdziła – traktowała ich jako reprezentantów państwa Izrael, gdyż byli obywatelami tego kraju. Ale obywatel nie jest tym samym, co państwo; sama możliwość znaczącego oporu czy niezgody jest oparta właśnie na tym rozróżnieniu. Odpowiedzią Baker na liczne krytyki jej postępowania było przekazanie polemicznych wobec jej zachowania e-maili serwisowi „academicsforjustice” (akademicy dla sprawiedliwości), z pretensjami pod adresem „żydowskiej” prasy i określenie „naciskami” tego, że niektóre z tych gazet zaproponowały, by podyskutowała na ich łamach z kolegami, których wyrzuciła. Baker odmówiła i sprawiała wrażenie, jakby walczyła z „Żydami”, identyfikowanymi przez nią jako lobby wywierające presję na ludzi i na nią w szczególności. Krytyka, którą zastosowałam wobec Summersa stosuje się również do Baker: sprzeciw wobec aktualnie stosowanej przez Izrael polityki i praktyki lub w szczególności zadawanie krytycznych pytań odnośnie syjonizmu jako takiego, jest czymś zupełnie innym niż przeciwstawianie się „Żydom”, tudzież uznawanie, że wszyscy „Żydzi” mają takie same poglądy, że wszyscy są zwolennikami Izraela, identyfikują się z Izraelem czy są przezeń reprezentowani. Rzeczą zastanawiającą i bolesną jest to, że Mona Baker i Lawrence Summers zgadzają się co do jednego: Żydzi są tym samym, co Izrael. W jednym przypadku stwierdzenie to działa jako argument przeciw antysemityzmowi, zaś w drugim – staje się jego skutkiem. Jednym z głównych aspektów antysemityzmu, czy szerzej: wszelkiego rasizmu, jest fałszywe i ogólne utożsamianie całego narodu z jedną określoną pozycją, punktem widzenia czy skłonnością. Twierdzenie, że wszyscy Żydzi podzielają określony pogląd na temat Izraela lub że są adekwatnie reprezentowani przez to państwo, lub twierdzenie odwrotne – że wszystkie działania Izraela i samo to państwo adekwatnie określa działania wszystkich Żydów, oznacza mylenie Żydów z Izraelem i w związku z tym popełnianie antysemickiej redukcji żydostwa.</p>
<p>Podtrzymując twierdzenie o konieczności dokonania rozróżnienia pomiędzy Izraelem a Żydami, żądam zarazem przestrzeni niezgody dla Żydów i nie-Żydów, którzy chcieliby wyrazić swoje krytyki wobec Izraela, ale przeciwstawiam się zarazem antysemickiemu redukowaniu żydostwa do interesów Izraela. Izrael określa „Żyda” w takim samym stopniu, jak antysemityzm. „Żyd” wykracza poza oba ograniczenia i może zostać odnaleziony jako historycznie i kulturowo ewoluująca tożsamość, która nie przyjmuje jednej, jedynej formy i której nie przysługuje wyłącznie jeden telos. Dopiero po dokonaniu tego rozróżnienia może się rozpocząć dyskusja o syjonizmie, jak i o antysemityzmie. Dopiero wtedy zrozumienie dziedzictwa syjonizmu oraz debata na temat jego przyszłości będą równie ważne, co zwalczanie antysemityzmu, gdziekolwiek byśmy go odnajdywali.</p>
<p>Tym, czego jeszcze potrzebujemy, jest publiczna przestrzeń, w której takie kwestie mogłyby być gruntownie dyskutowane, jak też gwarancja, że przestrzeń ta nie zostanie określona przez jakiś rodzaj wykluczenia i cenzury. Jeśli nie możemy wyrazić zastrzeżeń wobec przemocy dokonywanej przez Izrael bez wywoływania zarzutu o antysemityzm, to zarzut ten wyznacza publicznie akceptowalną domenę języka i immunizuje przemoc Izraela przeciw krytykom. Jesteśmy narażeni na etykietkę „antysemity” dokładnie w taki sam sposób, w jaki zagraża nam etykietka „zdrajcy”, jeśli przeciwstawiamy się aktualnej wojnie prowadzonej przez USA. Takie zagrożenia mają na celu wyznaczenie zakazów w przestrzeni publicznej poprzez określenie granic tego, o czym wolno mówić. Świat publicznej debaty stałby się wtedy takim, z którego perspektywy krytyczne zostałyby wykluczone, zaś opinia publiczna zaczęłaby postrzegać samą siebie jako taką, która nie zabiera głosu na temat oczywistej i nieuzasadnionej przemocy.</p>
<p><strong></strong></p>
<p><strong>Judith Butler</strong> (ur. 1956) – profesorka literatury porównawczej i retoryki na Uniwersytecie Berkeley w Kaliforni. Zajmuje się teoriami władzy, seksualności, tożsamości i płci. Jej najbardziej znaną książką jest wydana w 1990 roku Gender Trouble: Feminism and The Subversion of Identity, która zapoczątkowała tzw. queer theory. Butler, słynąca z przekonań feministycznych i lesbijskch, zaprezentowała w niej miażdżącą krytykę wszelkich tożsamości płciowych i seksualnych, które uważa się za naturalne czy normalne. Inne jej książki to: Gender Trouble, Bodies that Matter, Psychic Life of Power, Antigone&#8217;s Claim, Precarious Life: Powers of Mourning and Violence oraz Undoing Gender.</p>
<p><strong>Z angielskiego przełożyła Ewa Majewska</strong></p>
<p>Powyższy artykuł ukazał się 21 sierpnia 2003 na łamach „London Review of Books”.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/nie-to-nie-jest-antysemickie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Antysemityzm w Internecie</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/07/antysemityzm-w-internecie/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/07/antysemityzm-w-internecie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Feb 2010 13:53:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Publicystyka]]></category>
		<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=555</guid>
		<description><![CDATA[Po paru dziesięcioleciach wracają Mędrcy Syjonu. Sieć Internetu jest pełna antysemickich treści, które stary falsyfikat adoptują do współczesności. Ale same slogany się nie zmieniły.
Mniej więcej sto lat temu carska tajna policja sfabrykowała dokument pod nazwą „Protokoły Mędrców Syjonu”. „Autorzy” nie byli szczególnie kreatywni: posłużyli się kilkudziesięcioletnią francuską satyrą na światowe ambicje Napoleona III, tylko cesarza [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Po paru dziesięcioleciach wracają Mędrcy Syjonu. Sieć Internetu jest pełna antysemickich treści, które stary falsyfikat adoptują do współczesności. Ale same slogany się nie zmieniły.</p>
<p>Mniej więcej sto lat temu carska tajna policja sfabrykowała dokument pod nazwą „Protokoły Mędrców Syjonu”. „Autorzy” nie byli szczególnie kreatywni: posłużyli się kilkudziesięcioletnią francuską satyrą na światowe ambicje Napoleona III, tylko cesarza zastąpili żydowskimi rabinami. Według tego dokumentu Żydzi spiskują, by zawładnąć światem, a macki ich konspiracji sięgają wszędzie.</p>
<p>Już w tamtych czasach ten scenariusz był kompletną bzdurą. W Rosji, która posiadała wtedy wielką część Polski, Żydzi nie mieli żadnych wpływów. W niemieckiej Rzeszy Żydzi rzeczywiście dominowali w takich dziedzinach jak bankowość, handel i prasa, ale byli oddaleni od prawdziwych centrów władzy. Keiser nie dopuszczał ich do awansów oficerskich ani do najwyższych szczebli administracji. Żydzi, jeśli byli doskonali w naukach ścisłych, mogli dostąpić kariery uniwersyteckiej.</p>
<p>W Stanach Zjednoczonych niektórzy Żydzi bogacili się, ale nie mogli wejść do wyższych warstw gospodarczych i społecznych.</p>
<p>Trwałość legendy o żydowskim spisku przydała się w czasach masowego antysemityzmu nazistów i później zniszczenia europejskich Żydów. Amerykańscy i brytyjscy Żydzi nie mogli (i prawdę powiedziawszy nie bardzo próbowali) wywrzeć nacisku na swoje rządy, aby ratować swoich braci. Oba rządy nie chciały dawać argumentów hitlerowskiej propagandzie, według której Roosevelt i Churchill to marionetki światowego judaizmu.</p>
<p>Ostatnio, po kilkudziesięcioletniej przerwie, oglądamy powrót Mędrców Syjonu. Sieć Internetu jest pełna treści antysemickich, które stary falsyfikat adoptują do współczesności. Tylko haniebne slogany nie zmieniły się ani trochę.</p>
<p>Myślenie antysemitów jest teraz dużo łatwiejsze. Od czasu „odkrycia” Protokołów wiele się na świecie zmieniło. Co prawda Zagłada wykorzeniła europejskich Żydów, ale zaraz potem powstał Izrael, państwo, które definiuje się jako żydowskie. I &#8211; co ważniejsze – Żydzi osiągnęli w Stanach Zjednoczonych pozycję porównywalną tylko do żydowskiego Złotego Wieku w muzułmańskiej Hiszpanii.</p>
<p>Kłamstwa Protokołów w pewien sposób się zrealizowały. Antysemici mówią dziś „Ameryka kontroluje świat, natomiast Żydzi rządzą Ameryką”.</p>
<p>Wskazują na dowód wojnę w Iraku. Powszechnie wiadomo, że grupa „neokonserwatystów”, złożona niemal wyłącznie z Żydów i zajmująca ważną pozycję w Waszyngtonie, pchała do wojny w Iraku. Kilka lat wcześniej członkowie tej grupy byli doradcami ówczesnego premiera Izraela Beniamina Netanyahu.</p>
<p>Zdaniem antysemitów Żydzi za pomocą kłamliwych argumentów wcisnęli Stanom wojnę, której celem była eliminacja najniebezpieczniejszego, regionalnego wroga Izraela. Teraz spiskują przeciwko dwóm ostatnim wrogom Izraela Syrii i Iranowi.</p>
<p>Pod tym względem, ale tylko pod tym, te zarzuty mogą być prawdziwe. Neokonserwatyści wierzą oczywiście we wspólnotę interesów Izraela i Stanów Zjednoczonych i pchają do wojny. Ale nawet tysiąc neokonserwatystów jak Wolfowitz i Perle nie mógłby odnieść takiego sukcesu bez wpływów innej waszyngtońskiej grupy, dużo silniejszej i dużo mniej widocznej, nafciarzy.</p>
<p>Rodziny Busha i wiceprezydenta Cheneya reprezentują interesy tej grupy. Za nimi olbrzymia władza koncernów naftowych, w których Żydzi nie odgrywają praktycznie żadnej roli. Ich celem było nie tylko zdobycie olbrzymich rezerw naftowych Iraku, ale również instalacja bazy militarnej i politycznej pomiędzy wielkimi złożami ropy w basenie Morza Kaspijskiego na północy a Zatoką Perską na południu. Uważają, że to konieczne do zabezpieczenia dominacji amerykańskiej w świecie kończących się źródeł ropy.</p>
<p>Neokonserwatyści dostarczają tylko ideologicznego kostiumu i uzasadnień moralnych. Można by niemal powiedzieć, że to tradycyjne zajęcie wyznaczone Żydom.</p>
<p>Antysemitom bardzo łatwo dostarczyć listę żydowskich nazwisk w administracji amerykańskiej. Jak w czasach niemieckiej Republiki Weimarskiej, po pierwszej wojnie światowej, amerykańscy Żydzi dominują w administracji, gospodarce, mediach, sprawiedliwości, medycynie i naukach ścisłych. Lobby syjonistyczne chwali się głośno (być może zbyt głośno), że może doprowadzić do dymisji każdego senatora czy deputowanego, który krytykuje Izrael. I szeroko dowiodło, że to prawda. Ktoś powiedział kiedyś, że gdyby AIPAC (żydowskie lobby proizraelskie) wymagało głosowania nad obaleniem Dziesięciorga Przykazań 80 senatorów i 400 deputowanych głosowałoby za.</p>
<p>Za kadencji Clintona prawie cała ekipa, która zajmowała się konfliktem izraelsko-palestyńskim składała się z Żydów. Rozmowy z politykami izraelskimi mogły się toczyć w jidysz. Po dojściu Busha do władzy nastąpiła zasadnicza zmiana: Żydzi liberalni zostali zastąpieni przez Żydów konserwatywnych. I dzisiaj prawie wszyscy, którzy w administracji amerykańskiej zajmują się Bliskim Wschodem, są Żydami.</p>
<p>Publikacje antysemickie podkreślają te fakty – same w sobie prawdziwe – żeby udowodnić, że Żydzi kontrolują świat. A rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.</p>
<p>To prawda, że żydowskie lobby jest ważne i silne, ale są inne, silniejsze. Można wymienić amerykańskie stowarzyszenie broni palnej, lobby lekarzy, adwokatów biznesmenów czy innych, albo w polityce jeszcze silniejsze lobby chrześcijan protestanckich, bezwarunkowych zwolenników Izraela. To zresztą protestanci z Ameryki i Wielkiej Brytanii wymyślili współczesny syjonizm, jeszcze zanim zaczął go wyznawać Teodor Herzl.</p>
<p>Amerykańska społeczność żydowska jest dumna ze swoich wielkich wpływów. To zrozumiałe – jeszcze dwa pokolenia wcześniej Żydów nie przyjmowano do ważniejszych instytucji (co było powodem okrzyku jednego z braci Marx: „Nie mam ochoty należeć do żadnego klubu, który przyjmie mnie na członka!”). Ich zadziwiający wpływ bierze się z pracy, talentu organizacyjnego i łatwości dawania pieniędzy.</p>
<p>Ale każdy, kto zna żydowską historię wie, że, jak mówi przysłowie, to było zbyt piękne… po Złotym Wieku wszyscy Żydzi zostali wygnani z Hiszpanii. Po ich błyskotliwym sukcesie w Niemczech do władzy doszli naziści. Dziś w Stanach antysemici stanowią grupę marginalną, hałaśliwą i pogardzaną, ale lepiej nie lekceważyć zagrożenia z tej strony.</p>
<p>Co by się na przykład zdarzyło gdyby Amerykanie zaczęli zastanawiać się nad korzeniami terroryzmu i islamskiego fanatyzmu? Pewnie nie zabraknie takich, którzy powiedzą, że Ameryka rzuciła się w wojnę z muzułmanami tylko z powodu Izraela.</p>
<p>I gdyby Ameryka przechodziła szczególnie silny kryzys gospodarczy, czy nikt nie wskaże żydowskich nazwisk – jak szefa Banku Rezerw Federalnych?</p>
<p>Nie można lekceważyć takich niebezpieczeństw, choć na razie to tylko czarne punkty na horyzoncie. Ale radziłbym żydowskim instytucjom w Stanach Zjednoczonych pewną powściągliwość. Upicie się władzą prowadzi do niebezpiecznych ekscesów. To się odnosi również do rządu izraelskiego.<br />
<strong><br />
Uri Avnery</strong></p>
<p><strong>tłum: j.s.a</strong></p>
<p><a href="http://www.gush-shalom.org">www.gush-shalom.org</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/07/antysemityzm-w-internecie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

