<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kampania Solidarności z Palestyną &#187; Antysemityzm w Polsce</title>
	<atom:link href="http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/category/antysemityzm-w-polsce/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.kampania-palestyna.pl</link>
	<description>Polsko-Palestyńska inicjatywa pokojowa</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Feb 2012 18:22:21 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Europejskie korzenie nazistowskiego ludobójstwa. Taśmowa produkcja śmierci</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/07/21/europejskie-korzenie-nazistowskiego-ludobojstwa-tasmowa-produkcja-smierci/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/07/21/europejskie-korzenie-nazistowskiego-ludobojstwa-tasmowa-produkcja-smierci/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Jul 2010 21:47:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antysemityzm w Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[antysemityzm]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=1614</guid>
		<description><![CDATA[Auschwitz-Birkenau stał się symbolem brutalności nazistów, a jego potępienie nie podlega dziś żadnym dyskusjom. Historycy są jednak wciąż podzieleni w kwestii znaczenia jakie ma Zagłada dla cywilizacji zachodniej. Czy zagłada Zydów była jedynie historycznym incydentem, czy raczej konsekwencją długofalowych procesów rozwijających się w sercu Europy? Nowoczesny rasizm, którego odmianą był hitlerowski antysemityzm nie stanowił dzieła [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Auschwitz-Birkenau stał się symbolem brutalności nazistów, a jego potępienie nie podlega dziś żadnym dyskusjom. Historycy są jednak wciąż podzieleni w kwestii znaczenia jakie ma Zagłada dla cywilizacji zachodniej. Czy zagłada Zydów była jedynie historycznym incydentem, czy raczej konsekwencją długofalowych procesów rozwijających się w sercu Europy? Nowoczesny rasizm, którego odmianą był hitlerowski antysemityzm nie stanowił dzieła niemieckich nazistów i nie zginął wraz z III Rzeszą. Jego popularność w Polsce i innych krajach Europy nie tylko ułatwiła zadanie hitlerowcom, ale też wskazuje na głęboki związek między kapitalizmem a barbarzyństwem. Enzo Traverso próbuje zrekonstruować ponure koneksje naszej cywilizacji.</p>
<p>W obowiązującej wersji historii XX w. eksterminacja europejskich Żydów to uosobienie zła absolutnego. Zdaniem niektórych historyków, pamięć o Holokauście stała się wręcz nową światową religią obywatelską, negatywnym kryterium, podług którego określa się stopień legitymizacji instytucji demokratycznych.</p>
<p>Wszyscy przyznają, że Zagłada wyznacza najważniejszą antropologiczną i etyczną cezurę w historii Europy. Gdy jednak przychodzi do wyjaśniania tego wydarzenia – tu już nie ma zgody. Niektórzy historycy wywodzą jego genezę z radykalnego antysemityzmu Hitlera, inni z kontekstu II wojny światowej, a jeszcze inni – ze złożonego, wieloośrodkowego i charyzmatycznego systemu władzy w reżimie nazistowskim. Po wojnie zrodziła się potężna pokusa, aby nazizm lekceważyć, traktując go jako antyzachodnią aberrację, dokładne przeciwieństwo wartości oświecenia i demokracji liberalnej. Uspokajająca ta diagnoza stała się podstawą „kultury oporu”. Zapoczątkowali ją socjologowie – jak Norbert Elias, który uważał przemoc nazistowską za zjawisko znamionujące proces „decywilizacji” i filozofowie – jak Jürgen Habermas, utrzymujący, iż Niemcy stały się częścią Zachodu dopiero po Auschwitz1.</p>
<p>Nową wersję tej diagnozy, już po zakończeniu zimnej wojny i po upadku Związku Radzieckiego, przedstawił historyk François Furet. Dla niego nazizm i komunizm to symetryczne formy reakcji na nieuchronne nadejście liberalnego porządku politycznego2. Przy takim podejściu, świat, w którym żyjemy, zostaje całkowicie przeciwstawiony nazistowskiemu barbarzyństwu. Brak pomiędzy nimi jakiegokolwiek punktu styczności, jakiejkolwiek zbieżności czy ciągłości.</p>
<p>To prawda, rzecz jasna, że nazizm dążył do unicestwienia uniwersalistycznego pojęcia ludzkości, sformułowanego przez oświecenie, a zobrazowanego przez Wielką Rewolucję Francuską i prawda, że to pojęcie zostało zachowane i rozwijane we współczesnych zachodnich demokracjach (wiele miejsca można byłoby tej kwestii poświęcić, lecz nie to jest tematem tego artykułu).</p>
<p>Jednak to tylko jeden aspekt problemu. Można prześledzić wiele wątków łączących ideologię i metody nazistowskie (dominację i eksterminację) z historią Zachodu. W tej perspektywie nazizm – pomimo patologicznych odchyleń – okazuje się częścią historycznego rozwoju Zachodu.</p>
<p>Pierwsze łączące ogniwo spajające nazizm z historią Zachodu to ogniwo ideologiczne. Nazizm wyłonił się ze społeczno-politycznej konstelacji niemieckiego nacjonalizmu, gdzie krzyżowały się rozmaite prądy żywe wówczas w całej kulturze europejskiej: antropologia rasowa z koncepcją hierarchii grup ludzkich, na szczycie której mieli znajdować się „Aryjczycy”, socjaldarwinizm z koncepcją naturalnej selekcji najlepiej przystosowanych oraz eugenika z reakcyjną utopią sztucznie tworzonych wyższych gatunków.</p>
<p>W perspektywie nazistowskiego „wybawiającego” (salvatory) antysemityzmu, walka przeciwko Żydom była krucjatą przeciwko złu, która miała umożliwić narodowi niemieckiemu uwolnienie się od wewnętrznego wroga. Stanowiła jednak tylko radykalny wyraz ideologii oraz różnorodnych form społecznej dyskryminacji i prześladowań, na które Niemcy przed II wojną światową wcale nie miały monopolu. Antropologia rasowa miała swoich przedstawicieli we Włoszech (Cesare Lombroso), socjaldarwinizm w Anglii (Alfred Russel Wallace), eugenika w Stanach Zjednoczonych (Francis Galton), a antysemityzm we Francji (Eduard Drumont, Maurice Barrès, Georges Vacher de Lapouge i wielu innych).</p>
<p>Co więcej, spotęgowany nacjonalizm i biologiczny rasizm nazistów wiążą się ściśle z kulturą i praktyką imperializmu, który od początku XIX w. był charakterystyczny dla Europy. Niemcy wcale nie odgrywały tu głównej roli. Przeciwnie: spóźnione, niczym pilny uczeń starały się naśladować dwie wielkie potęgi kolonialne – Francję i Wielką Brytanię. Wszystkie podstawowe założenia ideologii nazistowskiej – naturalna supremacja białej rasy i wynikająca z tego misja cywilizacyjna Europy w Afryce i w Azji, traktowanie świata pozaeuropejskiego jako rozległego obszaru, który winien zostać skolonizowany, idea wojen kolonialnych, gdzie większym wrogiem niż armia jest ludność cywilna podbijanego kraju, teoria jakoby wyniszczenie gorszych ras było nieuniknioną konsekwencją postępu – były w XIX-wiecznej kulturze europejskiej na porządku dziennym.</p>
<p>Cel nazistów – zdobycie Lebensraumu (przestrzeni życiowej) dla rasy niemieckiej na rozległych obszarach Słowiańszczyzny, to w istocie przeniesienie do Starego Świata modelu kolonialnej dominacji, jaki wielkie mocarstwa realizowały w Afryce i w Azji przez ponad wiek. Z chwilą, gdy naziści uznali Żydów za wrogą rasę, która rozkrzewiła komunizm i obarczyli ich odpowiedzialnością za Związek Radziecki, krucjata przeciwko nim pokrywała się z wojną napastniczą i eksterminacją na Wschodzie. W wielkim projekcie Hitlera rozszerzanie Lebensraum, zniszczenie Związku Radzieckiego i zagłada Żydów to cele, które zbiegają się i wzajemnie uzupełniają w jednej wojnie3.</p>
<p>Nazizm to także wytwór I wojny światowej, wojny totalnej, której doświadczenie legło u podstaw XX w. To tutaj odnajdujemy źródła przemysłowego ludobójstwa, anonimowej śmierci milionów ludzi, jak również autorytarnych przekształceń europejskich społeczeństw w okresie międzywojennym. Jak przekonująco wykazał historyk George Mosse, to właśnie wraz z I wojną światową rozpoczęła się brutalizacja życia politycznego, która kulminowała w zjawisku nazizmu4. W kontekście wojen domowych i powstań jakie wstrząsnęły Rosją, Niemcami, Węgrami i Włochami w latach 1918-1923, faszyzm wyłonił się jako typowy ruch reakcyjny, nacjonalistyczny i antydemokratyczny. Okazuje się więc, w tym zakresie, dzieckiem kontrrewolucji, którą prowadzono przez cały długi wiek XIX: od koalicji antyjakobińskiej z 1793 r. do masakr po upadku Komuny Paryskiej w 1871 r.</p>
<p>Jednakże kontrrewolucja w XX w. nie była ani konserwatywna, ani czysto reakcyjna. Sama siebie uważała za rewolucję przeciw rewolucji. Faszyści nie oglądali się wstecz: starali się zbudować nowy świat. Znaleźli sposoby na współpracę z byłymi rządzącymi elitami, tylko w chwili przejmowania władzy. Ich przywódcy nie wywodzili się z tych elit, lecz z marginesu wprawionego w chaos świata. Znajdziemy tu nacjonalistycznych demagogów i lewicowych renegatów, takich jak Mussolini, bądź lumpenproletariuszy w rodzaju Hitlera, którzy odkrywali swój talent do podżegania w atmosferze klęski Niemiec. Zwracali się oni do mas, które organizowali wokół wstecznych mitów narodu, rasy, wspólnoty wojowników i obietnic eschatologicznych, w rodzaju w tysiącletniej Rzeczy.</p>
<p>Doświadczenie wojny nauczyło nazistów, że istnieje potrzeba połączenia pewnych wartości odziedziczonych po XIX-wiecznych walkach przeciw oświeceniu ze współczesnym rasizmem (naukowym i biologicznym), uwielbieniem technologii oraz kultem siły i przemysłu. Jednak, co podkreśla obszerna literatura socjologiczna ostatnich lat, nowoczesność nazizmu polega przede wszystkim na jego praktyce eksterminacji. Warunkiem nazistowskiego ludobójstwa był monopol państwa na stosowanie przemocy, zjawisko, które Norbert Elias, w ślad za Tomaszem Hobbesem, rozumie jednostronnie – jako czynnik uspokojenia społecznego, a zatem cywilizacji. Tymczasem, to wyłączne prawo do użycia siły, które legło u podstaw nowoczesnego państwa, stało się warunkiem sine qua non totalitarnego ludobójstwa i przemocy w XX w. – ich Hobbesowskim paradygmatem.</p>
<p>Funkcjonalna analiza nazistowskich obozów zagłady również pokazuje ich bliskie pokrewieństwo z zachodnią nowoczesnością. Auschwitz zostało stworzone w oparciu o Taylorowskie zasady racjonalności produkcji [F.W. Taylor (1856-1915) – teoretyk „naukowej organizacji pracy”, autor The Principles of Scientific Management (1911)], a śmierć stanowiła po prostu końcowy produkt procesu racjonalnej przeróbki surowca – deportowanych Żydów. Była to fabryka trupów na masową skalę, gdzie w skład linii produkcyjnej wchodziły: przyjazd konwojów, selekcja, odebranie mienia, pozbawienie odzieży, komora gazowa i piec krematoryjny.</p>
<p>W obozach zagłady niezbędna była również racjonalność administracji, opisana przez Maxa Webera w Gospodarce i społeczeństwie, a opierająca się o podział pracy, hierarchię podejmowania decyzji, oddzielenie procesu tworzenia idei od ich urzeczywistniania, biurokratyzację i brak odpowiedzialności za podejmowane działania.</p>
<p>Podobnie jak Maurice Papon [sekretarz generalny prefektury w Bordeaux w czasie rządu Vichy, odpowiedzialny za deportację do Auschwitz 1500 Żydów] podczas procesu w Bordeaux, żaden z oskarżonych w procesie norymberskim nie uważał się za winnego: oni tylko wypełniali rozkazy. W większości przypadków, ich zadania stawały się zbrodnią dopiero u kresu złożonego łańcucha – zatem następstw własnych czynów można było albo nie dostrzegać, albo łatwo je było zignorować. Hannah Arendt pisała, iż nazizm zrodził nowy rodzaj kata: to urzędnik za biurkiem, który zabija wypełniając formularz5. Koniec końców, taśmowe ludobójstwo wymagało od robotników stojących przy tej taśmie samokontroli impulsów, tej, którą opisał Freud, a  Elias następnie włączył do swoich analiz procesu cywilizacyjnego.</p>
<p>Część historii Holokaustu to fanatyzm, nienawiść i niepohamowana przemoc – zwłaszcza, jeśli spojrzeć na masakry organizowane przez oddziały SS Sonderkommando i policyjne bataliony Wehrmachtu. Jednak chłodna, przemysłowa eksterminacja Żydów w komorach gazowych to proces, który obywał się bez nienawiści. Tu działało poczucie obowiązku funkcjonariusza, który wykonywał swoje zadania skutecznie i beznamiętnie, nie dopuszczając do siebie żadnych uczuć i unikając jakichkolwiek pytań o ostateczny cel swojej pracy.</p>
<p>Związek pomiędzy nazizmem a zachodnią nowoczesnością stanowi zatem klucz do zrozumienia tak korzeni, jak i historii nazistowskiej przemocy. Liberalna XIX-wieczna Europa – centrum rasizmu, imperializmu i wojen kolonialnych – stała się kulturowym i ideologicznym laboratorium, w którym nazizm wyhodowano. Jego rozwój nie był wprawdzie nieunikniony, gdyż wymagał wielu etapów pośrednich, od I wojny światowej do kryzysu republiki weimarskiej, lecz geneza jest jasne. Tym samym, jak podkreślają Max Horkheimer i Theodor Adorno, Holokaust staje się świadectwem dialektyki negatywnej, mocą której postęp technologiczny i materialny przekształca się w regres – ludzki i społeczny.</p>
<p>Na Auschwitz trzeba patrzeć w szerszym kontekście historycznym niż sam tylko kontekst nazizmu, II wojny światowej czy XX-wiecznych totalitaryzmów. Mniej stanowi ono zjawisko bez precedensu, a bardziej – unikalną syntezę żywiołów naszej cywilizacji. Pomimo patologii, w jakiej się przejawił, nazizm był głęboko osadzony w historii, kulturze i technologii nowoczesnego świata i w nowoczesnych formach organizacji, produkcji i panowania.</p>
<p><strong>Enzo Traverso </strong>- historyk włoski. Zajmuje się problematyką nazizmu, antysemityzmu i Holocaustu. Wykłada na uniwersytecie Pikardii w Amiens oraz w paryskiej l’École des hautes études en sciences sociales. Jest autorem wielu głośnych książek, m.in. Le Totalitarisme : Le XXe siècle en débat (2001), La Violence nazie : Essai de généalogie historique (2003), À Feu et à sang : De la guerre civile européenne, 1914-1945 (2007).</p>
<p>tłum. Katarzyna Bielińska</p>
<p>Tekst ukazał się w miesięczniku <a href="http://www.monde-diplomatique.pl">Le Monde Diplomatique &#8211; edycja polska</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/07/21/europejskie-korzenie-nazistowskiego-ludobojstwa-tasmowa-produkcja-smierci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dług: powstanie w getcie warszawskim</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/dlug-powstanie-w-getcie-warszawskim/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/dlug-powstanie-w-getcie-warszawskim/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 09 Feb 2010 21:54:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antysemityzm w Polsce]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=766</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;Kronikarz, wyszczegóławiający wydarzenia bez rozróżnienia między ważnymi i pomniejszymi, czyniąc tak podkreśla tę prawdę: nic z tego, co się zdarzyło, nie powinno być stracone dla historii. Nie ma wątpliwości, że tylko odkupiona ludzkość w pełni posiądzie swą przeszłość.&#8221; Walter Benjamin.
Ponad pięćdziesiąt lat temu, 19 kwietnia 1943 r., w getcie warszawskim wybuchła rewolta. Gdy trwała wojna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>&#8220;Kronikarz, wyszczegóławiający wydarzenia bez rozróżnienia między ważnymi i pomniejszymi, czyniąc tak podkreśla tę prawdę: nic z tego, co się zdarzyło, nie powinno być stracone dla historii. Nie ma wątpliwości, że tylko odkupiona ludzkość w pełni posiądzie swą przeszłość.&#8221;</em><strong> Walter Benjamin.</strong></p>
<p>Ponad pięćdziesiąt lat temu, 19 kwietnia 1943 r., w getcie warszawskim wybuchła rewolta. Gdy trwała wojna na froncie wschodnim, kilkuset bojowników rozpoczęło walkę, która trwała przez miesiąc, wśród obojętności reszty świata, aż w końcu getto zostało całkowicie zniszczone przez oddziały SS i Wehrmachtu. Walczący nie walczyli, aby się wyzwolić: zdawali sobie sprawę, że to niemożliwe, że nie sposób już powstrzymać morderczą machinę nazizmu. Ich liczebność i posiadana broń prezentowały się żałośnie wobec sił niemieckich, kontrolujących polską stolicę. 500, może 700 bojowników uzbrojonych było w pistolety, jakieś dziesięć kul na każdego, kilka tysięcy granatów ręcznych i ileś zrobionych w getcie koktajli Mołotowa. Wobec czołgów nieprzyjaciela najpotężniejszą bronią był jeden, może dwa karabiny maszynowe.</p>
<p>Przetrwali miesiąc, ich oddziały topniały każdego dnia. Wedle jednego z ich przywódców, Marka Edelmana, chodziło tylko o to, by &#8220;nie umrzeć na kolanach&#8221;, nie w komorach gazowych Treblinki, lecz z karabinem w ręku. Nie była to walka narodowowyzwoleńcza. Getto nie było dżunglą wietnamską ani kubańskimi masywami górskimi. Była to walka o zachowanie przez Żydów godności w obliczu eksterminacji.</p>
<p><strong>ŻYDZI POLSCY MIĘDZY BIERNOŚCIĄ A OPOREM<br />
</strong><br />
Heroiczna natura tej walki skłoniła niektórych do idealizacji. Przypisano jej nieproporcjonalnie wielką rolę historyczną, jakby jej wartość symboliczna &#8211; jakże ważna dziś dla nas, lecz niemal bez znaczenia w czasie wojny &#8211; mogła w najmniejszym stopniu przyczynić się do zmiany realnego balansu sił. Męczennicy getta nie walczyli o chwałę. Nie myśleli o pomnikach ku czci, lecz o tym, jak najlepiej wykorzystać kilka pozostałych kul. Nie byli Rambo, lecz młodymi ludźmi, często u kresu sił, wyczerpanymi dwuipółrocznym głodem, straumatyzowanymi przez deportacje, które przez kilka miesięcy dosłownie opróżniły getto. Przeżyli w środku tłumu widm o wyglądzie szkieletów. Tak, to byli bohaterowie. Lecz ludzie nazbyt często zapominają, że jak pisał Pierre Vidal-Naquet, bohaterowie to po pierwsze i nade wszystko zwykli ludzie.</p>
<p>Rozpacz, stanowiąca o naturze tej walki, skłoniła wielu innych obserwatorów do zanegowania samego faktu żydowskiego oporu. Tak wygląda sąd ważnego historyka Raula Hilberga, który twierdzi, że zachowanie Żydów cechował &#8220;niemal całkowity brak oporu&#8221;. Czy możemy uznać ten apodyktyczny sąd? To prawda, że walka zbrojna Polaków, Francuzów czy Włochów nie znalazła odpowiednika wśród Żydów. Lecz, czy mogła?</p>
<p>Musimy pamiętać, że imigranci żydowscy z Europy Wschodniej odegrali ważną rolę we francuskim ruchu oporu, szczególnie wśród komunistów. Czy w Polsce, gdzie wielu Żydów tworzyło swoisty naród wewnątrz narodu, któremu świadectwo daje język i literatura polska oraz niezwykle bogate życie intelektualne i polityczne, mogli oni się zbuntować? Wobec tego pytania, nie możemy zapominać, że Żydzi i Polacy nie żyli w identycznych warunkach. Polaków pokonano; poddano bardzo srogim represjom (o wiele sroższym niż te, które władze nazistowskie zastosowały na przykład wobec Francji); uczyniono narodem ciemiężonym, zagrożonym przetrąceniem politycznej i intelektualnej elity; nie byli jednak zagrożeni ludobójstwem. Żydzi nie byli narodem ciemiężonym: byli ofiarami procesu całkowitej zagłady. Nie tylko nigdy nie posiadali wojska ani nie mogli liczyć na wsparcie rządu na uchodźstwie &#8211; nie licząc syjonistycznej mniejszości, taka hipoteza pozostawała absurdem dla ogromnej większości Żydów w diasporze. Byli też natychmiast ograbieni ze swego majątku, stłoczeni w gettach i uczynieni niewolnikami. Nim wszczęto deportacje do obozów zagłady, przez dwa lata poddawani byli procesowi &#8220;powolnej eksterminacji&#8221; przez głód, zimno i epidemie, które zebrały żniwo w gettach. Przejawy i formy ich oporu należy rozumieć w tym kontekście.</p>
<p>Kolejny przykład. W marcu 1943 roku, na miesiąc przed wybuchem powstania w getcie warszawskim, robotnicy turyńskiego Fiata rozpoczęli strajk, który sparaliżował miasto i sygnalizował początek zbrojnego oporu w okupowanych Włoszech. Nie sposób jednak przypisać podobnego znaczenia strajkom robotników żydowskich w gettach w Łodzi i Warszawie. Poza murami getta, w &#8220;aryjskich&#8221; sektorach polskich miast, znalazły marny oddźwięk. Żydzi opierali się jak mogli.</p>
<p>Kronikarz warszawskiego getta, Emmanuel Ringielblum, tak pisał we wrześniu 1941 roku:</p>
<p><em>&#8220;Informatory brytyjskie zapełniły ostatnio opisy różnorakich aktów sabotażu w różnych krajach okupowanych przez armię niemiecką. W getcie brak dużych fabryk zbrojeniowych, lecz krawcy żydowscy, pracujący w niemieckich komisach, pragnąc uczestniczyć w sabotażu, wysłali transport mundurów z pozszywanymi spodniami, guzikami przyszytymi na spód, kieszeniami do góry nogami, rękawami na opak (lewy rękaw tam, gdzie powinien być prawy). Transport zawrócono z Berlina, w Departamencie Produkcji panuje napięcie. Słane są groźby surowych kar.&#8221;</em></p>
<p>Strajk w Turynie do dziś ucieleśnia tradycję i dumę włoskiego ruchu robotniczego; jakże kontrastuje to z zapomnieniem żydowskich krawców w Warszawie.</p>
<p><strong>GETTO</strong></p>
<p>By zrozumieć naturę i formy powstania, musimy zrozumieć, czym było getto warszawskie. We wrześniu 1939 roku, gdy zaczynała się okupacja niemiecka, w stolicy Polski mieszkało 350000 Żydów, około jednej trzeciej jej ludności. Tej masy ludzi nie upchnięto natychmiast w jüdishe Wohnbezirk (&#8220;żydowski sektor&#8221; &#8211; Niemcy nigdy nie używali słowa &#8220;getto&#8221;), był to skutek trwającej rok stopniowej segregacji. W listopadzie 1941 roku miasto podzielono na trzy sektory: niemiecki, polski i żydowski. Żydowski sektor otoczono długim na 18 kilometrów i wysokim na 3 metry murem. Z 1800 ulic w Warszawie objęło ono 73; 30 procent ludności miasta stłoczono na obszarze stanowiącym 2,4% całości jego terytorium. Wedle ówczesnych źródeł niemieckich, gęstość zaludnienia wynosiła 128000 osób na kilometr kwadratowy, to jest 9,2 osoby na jeden pokój.</p>
<p>Od końca 1940 roku do lata 1942 roku, wskutek napływu Żydów z różnych regionów Polski oraz z wielu miast niemieckich, ludność getta osiągnęła 450000. Należy dodać, że w tym samym czasie około 83000 Żydów zmarło w getcie wskutek nędzy, zimna i panoszących się chorób, szczególnie tyfusu. Choć getto zamieszkiwało 65000 robotników, płace 55000 spośród których określał narzucony przez nazistów system (płaca maksymalna w skonfiskowanych przez Niemców fabrykach takich jak zakłady odzieżowe Többensa wynosiła 500 złotych), 80% żywności w getcie pochodziło z tolerowanego drobnego handlu i kontrabandy z &#8220;aryjskiego&#8221; sektora miasta.</p>
<p>Całymi miesiącami miejski krajobraz nawiedzała śmierć &#8211; dokumentują to rozliczne fotografie ulic getta. W styczniu 1940 roku Ringielblum kolejny raz ze zgrozą odnotował, że śmiertelność wśród warszawskich Żydów jest &#8220;potworna. Co dzień umiera od 50 do 70 ludzi.&#8221; W sierpniu 1941 r. pisze o &#8220;wyraźnej, zauważalnej obojętności na śmierć, która już nie dziwi. Przechodzi się obojętnie obok trupów.&#8221; Adam Czerniakow, przewodniczący ustanowionego przez władze nazistowskie Judenratu (Rady Żydowskiej), napisał w swym pamiętniku, że siedząc przy swym biurku, słyszał jęki głodujących żebraków na ulicy. Jan Karski, kurier polskiego rządu na uchodźstwie, który w 1942 r. odwiedził getto, opisał je, przywołując obraz piekła: &#8220;To nie był świat. To nie było ludzkie. To było niczym&#8230; niczym&#8230; piekło.&#8221;</p>
<p>Od grudnia 1941 roku ustał wszelki kontakt ze światem zewnętrznym. Na dobre zerwaniu uległa korespondencja. Pozostała tylko jedna z linii tramwajowych, łączących getto z resztą miasta, dokąd Żydzi nie mieli prawa udawać się bez pozwolenia. Odtąd izolacja stała się całkowita. Polska prasa wzbraniała obywatelom kontaktu z Żydami ze względu na szalejący w getcie tyfus.</p>
<p>Bez względu na to, w świecie który nie był światem, na ulicach zasłanych trupami trwało życie. Świadectwa, które do nas dotarły, mówią o intensywnej działalności kulturalnej, życiu politycznym, które pozostawało nie mniej ożywione niż przed wojną, i frenetycznym życiu nocnym. Na spotkaniu Bundu w rocznicę utworzenia partii zebrało się dwa tysiące działaczy, środowiska religijne utworzyły szkołę talmudyczną, do której uczęszczało 700 uczniów. Prasa podziemna chlubiła się dziesiątkami tytułów, po polsku i w jidysz. Choć opustoszały biblioteki &#8211; książki stanowiły opał w lodowatych izbach &#8211; Mendele Moker Sforim, ojciec literatury jidysz, upamiętniony został serią 93 wykładów. Kto nie zasłabł na ulicy, szedł na przedstawienie czy koncert, potańcować w którymś z wielu nocnych klubów, czy do burdelu.</p>
<p>Ta mająca rozmach aktywność stanowiła reakcję na katastrofę, która dotknęła Żydów Warszawy. Przezwyciężenie szoku klęski i odtworzenie przywództwa intelektualnego, politycznego i wojskowego, całkowicie rozbitego przez represje, wywłaszczenia i początek segregacji, było niezbędne, by zorganizować zbiorowy opór, w szczególności opór zbrojny. Jesienią 1939 roku wielu przywódców żydowskiego ruchu robotniczego opuściło Warszawę, znajdując schronienie gdzie indziej. Paru z nich, jak Szmuel Zygielbojm, powracało co jakiś czas, by organizować ruch oporu.</p>
<p>Utworzenie Judenratu, którego obowiązkami były administracja getta i wypełnianie rozkazów władz niemieckich, wywołało głębokie podziały wśród mieszkańców. Pojawienie się policji żydowskiej, zaprowadzającej i utrwalającej porządek nazistowski, skutkowało demoralizacją i dezorientacją. Policja żydowska nie tylko była zjawiskiem całkowicie nowym w historii diaspory &#8211; Żydzi czuli odtąd obecność wroga nawet wewnątrz murów getta. Mimo prawości moralnej Adama Czerniakowa &#8211; jakże kontrastującej z szaleństwem Chaima Rumkowskiego, rządzącego gettem łódzkim jak prawdziwy despota &#8211; wszystkie nurty polityczne w getcie odnosiły się wrogo do Judenratu. Fakt samobójstwa Czerniakowa pod koniec lipca 1942 roku nie zdołał zmienić obrazu instytucji jako powolnego instrumentu wypełniania woli nazistów.</p>
<p><strong>POWSTANIE</strong></p>
<p>Punktem zwrotnym, który umożliwił kroki w celu wywołania rewolty, była Aktion rozpoczęta przez oddziały niemieckie w lipcu 1942 roku, która w ciągu kilku tygodni doprowadziła do opróżnienia getta z 75% jego mieszkańców. Każdego dnia SS słała tysiące Żydów do &#8220;punktu przerzutowego&#8221; (Umschlagplatz) niedaleko getta, gdzie formowano konwoje do Treblinki. Zgodnie ze statystykami niemieckimi, w ten sposób między 22 lipca a 21 września 1942 roku deportowano do obozu zagłady 253741 Żydów. Każdego dnia wysyłano ich od 6000 do 13000. Pod koniec 1942 roku w getcie pozostało co najwyżej 50000 Żydów, w większości przebywających tam nielegalnie. Coś zmieniło się w ich umysłach: uświadomili sobie, że deportacje będą trwać do ostatniego Żyda.</p>
<p>Inicjatywa podjęcia walki wyszła od najmłodszych spośród pozostałych mieszkańców, którzy nie byli w stanie dłużej znieść bierności przywódców społeczności. Zysza Frydman z religijnego ruchu Agudat Israel oczekiwał na wyzwolenie dzięki boskiej interwencji; przywódca syjonistyczny Ignacy Schipper bał się odwetu, który nieuchronnie przyniosą działania zbrojne. Żydów przerażały doniesienia o zorganizowanych masakrach w Treblince, lecz w większości pozostawali sceptyczni. Plotki rozprzestrzeniały się gwałtownie, siejąc grozę, lecz nie wystarczały by przełamać bariery psychologiczne, które mieszkańcy getta stworzyli sobie, by chronić się i przeżyć. Emmanuel Ringielblum pisał w październiku 1942 roku:</p>
<p><em>&#8220;Żydzi zachodnioeuropejscy nie mają pojęcia, czym jest Treblinka. Sądzą, że to obóz pracy&#8230; Przybywają taszcząc nowiusieńkie walizki.&#8221;</em></p>
<p>Postawa Żydów polskich nie różniła się w swej istocie. W raporcie dla Komitetu Centralnego Bundu Marek Edelman pisał, że &#8220;z uporem nie chcą wierzyć. Zamykają oczy, zatykają uszy, zapierają się rękami i nogami przed potworną prawdą.&#8221;</p>
<p>Przełamanie postawy bierności nie było łatwe. Było dziełem najbardziej świadomych, najmężniejszych, najradykalniejszych i najmniej wyczerpanych, a także najmłodszych. Zalążek Żydowskiej Organizacji Bojowej (ŻOB) zawiązał się 28 lipca 1942 roku, tydzień po rozpoczęciu wywózek, dzięki przedstawicielom trzech syjonistycznych organizacji młodzieżowych (Hacair, Hechaluc i Akiwa). W sierpniu polscy komuniści zaopatrzyli ich w pierwszą broń: pięć pistoletów i osiem granatów ręcznych. Po wejściu pod koniec października sił ruchu robotniczego, ŻOB została zreorganizowana. Przywództwo składało się z pięciu członków: Mordechaja Anielewicza z Haszomir Hacair, Marka Edelmana z Bundu, Michała Rejzenfelda z Polskiej Partii Robotniczej, Icchaka Cukiermana z Ruchu Pionierów (Hechaluc) i Herza Berlińskiego z Lewicy Poalej Syjon. Prawicowo-rewizjonistyczni zwolennicy Włodzimierza Żabotyńskiego odmówili przystąpienia do ŻOB, tworząc własne centrum powstańcze. Pod koniec 1942 roku Żydowska Organizacja Bojowa składała się z pięciuset członków, siły rewizjonistów były o połowę mniejsze.</p>
<p>Jeśli nie liczyć paru sporadycznych akcji takich jak zabicie szefa policji żydowskiej Jakuba Leijkina 29 października 1942 roku, ŻOB pierwszy raz pokazała się publicznie 18 stycznia 1943 roku, gdy Heinrich Himmler wydał rozkaz wszczęcia drugiej fali deportacji. Bojownicy żydowscy atakowali oddziały towarzyszące Żydom w drodze do &#8220;punktu przerzutowego&#8221;, zabijając w zasadzkach kilku żołnierzy niemieckich. Wywózki uległy zakłóceniu. W kolejnych dniach żydowscy robotnicy z fabryk Többensa i przedsiębiorstw oczyszczania miasta nie stawili się na wezwanie władz nazistowskich w celu nowych deportacji. Odtąd w getcie ŻOB zastąpiła władzę Judenratu. Mieszkańcy przygotowywali opór budując schrony i bunkry. Zabijano informatorów i kolaborantów. W mieście-widmie, w którym brakowało większości budynków, siły obronne zajęły pozycje w punktach strategicznych.</p>
<p>Powstanie rozpoczęło się 19 kwietnia 1943 roku, gdy getto otoczone było przez oddziały SS i policji niemieckiej. Gdy tylko SS i policja podjęły próbę dostania się do getta, bojownicy żydowscy odpowiedzieli ogniem. Po trzech dniach walk pierwszy niemiecki atak został odparty. Generał SS Jürgen Stroop, zapisujący w swym pamiętniku przebieg walk dzień po dniu, zadecydował wówczas o zniszczeniu getta kwartał po kwartale. Opór Żydów złamano 8 maja, gdy przywództwo ŻOB znalazło się w okrążeniu i wydało bojownikom rozkaz popełnienia samobójstwa. Taką śmierć wybrał główny przywódca powstania, Mordechaj Anielewicz, nie dając się wziąć żywcem wrogowi. Miał 22 lata.</p>
<p>Paru bojowników zachowało życie, uchodząc kanałami do &#8220;aryjskiego&#8221; sektora miasta. W następnym roku w powstaniu warszawskim wzięła udział mała komórka ŻOB. Był w niej Marek Edelman, który pod koniec wojny opisał walkę w getcie w raporcie dla Komitetu Centralnego Bundu. Nie sposób czytać tego &#8220;wojskowego&#8221; sprawozdania nie czując wielkiego wzruszenia.</p>
<p>16 maja, po wydaniu rozkazu zburzenia znajdującej się poza murami getta Wielkiej Synagogi w Warszawie, generał Stroop ogłosił koniec &#8220;żydowskiego sektora&#8221;. Operacja kosztowała oddziały niemieckie 16 zabitych i 85 rannych. By złamać żydowski opór, Stroop musiał zmobilizować 2054 ciężko zbrojnych żołnierzy i 36 oficerów, zaopatrzonych nie tylko w karabiny maszynowe, lecz również czołgi, artylerię i miotacze płomieni.</p>
<p><strong>BUNT SKAZANY NA SWÓJ LOS</strong></p>
<p>Powstańcy z getta warszawskiego zostali pozostawieni swemu losowi. Nie dostali dosłownie żadnej pomocy. Walczyli i umierali w osamotnieniu. Ich tragiczny koniec stawia raz jeszcze na porządku dnia żydowskie osamotnienie, obojętność i ciszę świata wobec dokonującej się masakry.</p>
<p>Przez całe lato 1943 roku, zaraz po zmiażdżeniu getta warszawskiego, polski narodowy ruch oporu &#8211; związana z londyńskim rządem na uchodźstwie Armia Krajowa &#8211; miał do dyspozycji 25000 karabinów, 6000 pistoletów i kilkadziesiąt tysięcy granatów ręcznych. Dostarczył ŻOB jedynie dziesięciu pistoletów. Polscy partyzanci nigdy nie podjęli prób zakłócenia deportacji czy sabotażu linii kolejowej, którą docierały transporty do Treblinki. Akcjom solidarnościowym nie sprzyjał również obraz Żydów jako obcych, skutek długiej historii separacji i antysemityzmu. Żydzi to nie Polacy, więc ich segregacja to nie niemożliwe do przyjęcia działania dyskryminacyjne. Nie podjęto żadnych działań dających się choćby porównać ze strajkiem generalnym, jaki w proteście przeciw eksterminacji Żydów podjęli robotnicy w Amsterdamie. Getto warszawskie płonęło, a życie w &#8220;aryjskim&#8221; sektorze stolicy toczyło się dalej.</p>
<p>W drugiej połowie 1942 roku polski ruch oporu powołał Radę Pomocy Żydom, lepiej znaną jako Żegota. Żegota przekazała Żydowskiej Organizacji Bojowej pokaźną sumę środków (miesięcznie 300000 złotych), którą polski rząd na uchodźstwie zdecydował wesprzeć organizatorów powstania. Zorganizowała też ewakuację kilku tysięcy dzieci żydowskich i przekazała bojownikom getta znaczącą liczbę fałszywych dokumentów. 29 kwietnia, gdy getto stało w płomieniach i tłumiono powstanie, w podziemnym biuletynie Armii Krajowej opublikowano apel, zgodnie z którym &#8220;pomoc Żydom w ucieczce z płonącego getta to chrześcijański obowiązek aż po dzień wyzwolenia Polski.&#8221; To warte pamięci akty solidarności, ratujące honor tych, którzy zadecydowali o nich, a przede wszystkim tych, którzy wprowadzili je w życie. Było jednak o wiele za późno i było to o wiele za mało, by zmienić rezultaty walki.</p>
<p>Otwarła się rana, do dziś boleśnie odczuwana przez polskich autorów takich jak Jarosław Rymkiewicz, autor Umschlagplatz. Nosi on<em> &#8220;ukrytą ranę&#8230; w sercu, gdyż Polska nosiła w swym sercu mniejszość, radykalnie jej obcą.&#8221;<br />
</em><br />
Tragiczny koniec powstania w getcie warszawskim stawia na porządku dnia kolejne pytanie, tym razem pytanie do ruchu robotniczego. Jeśli nie liczyć paru gazet w jidysz, redagowanych na maszynie do pisania i rozprowadzanych przez imigrantów żydowskich działających we francuskim i belgijskim ruchu oporu, pierwsze powstanie zbrojne w okupowanej przez nazistów Europie przeszło praktycznie bez echa w międzynarodowym ruchu robotniczym. Tuż po stalingradzkiej kontrofensywie Armii Czerwonej, któż by zawracał sobie głowę agonią kilkuset buntowników? Sprawdziły się najbardziej pesymistyczne przewidywania Ringielbluma: oddziały radzieckie nadeszły zbyt późno, by zapobiec eksterminacji Żydów.</p>
<p>12 maja 1943 roku, po otrzymaniu wiadomości o ostatecznym zmiażdżeniu powstania, przedstawiciel Bundu przy polskim rządzie na uchodźstwie Szmuel Zygielbojm popełnił samobójstwo. W liście pożegnalnym tak tłumaczył swój czyn:<br />
<em><br />
&#8220;Nie mogę dłużej milczeć. Nie mogę żyć, gdy na resztkach narodu żydowskiego w Polsce, który reprezentuję, dokonuje się systematycznej zagłady. Moi towarzysze z getta warszawskiego polegli z bronią w ręku, w ostatniej bohaterskiej walce. Nie miałem szczęścia umrzeć jak oni i razem z nimi. Lecz należę do nich i ich masowych mogił. Przez swą śmierć chcę wyrazić mój energiczny protest wobec apatii, z jaką świat przyjmuje i poddaje się rzezi narodu żydowskiego.&#8221;</em></p>
<p>Te słowa nawiedzają nas dziś nadal, w świecie, który staje się świadom ludobójstwa Żydów i pęknięcia cywilizacyjnego, które znamionuje ono w historii.<br />
<strong><br />
WŁAŚCIWY POŻYTEK Z PAMIĘCI</strong></p>
<p>Lecz świadectwo powstania w getcie warszawskim nie może być sprowadzone do przypomnienia naszych błędów i odpowiedzialności historycznej za przeszłość Europy. W ruinach getta pogrzebany został żydowski ruch robotniczy w Europie Wschodniej. Przez pięćdziesiąt lat Bund i Poalej Syjon zapewniały godność klasową i narodową ludowi pariasów. Choć zeszli z areny historycznej, bojownicy getta pozostawili nam uniwersalne przesłanie humanizmu i nadziei: dali nam naukę, że bunt dopiero w drugiej kolejności jest kwestią strategii i balansu sił, nade wszystko kwestią etyki. Ludzie buntują się nie tylko mając szansę na zwycięstwo; buntują się, nie mogąc znieść zniewag dla ludzkiej godności.</p>
<p>Więcej: bojownicy getta dali nam niezwykłą lekcję optymizmu, której ślady można znaleźć na ostatnich stronach kroniki Ringielbluma. Tuż przed pogrzebaniem jego rękopisu w popiołach Warszawy, wyraził zadowolenie, że pomógł wypełnić &#8220;wielką misję historyczną&#8221;, nadającą sens jego śmierci: &#8220;Zadaliśmy wrogowi ciężki cios. Obnażyliśmy szatański plan zagłady polskiego żydostwa, plan, który zamierzał zrealizować po cichu.&#8221; Musiał pokładać wielką ufność w przyszłe pokolenia, by sądzić, że dzięki odnalezieniu rękopisu z umarłego świata objawienie zbrodni pozwoli zapobiec jej powtórzeniu, czyniąc ludzkość mniej barbarzyńską.</p>
<p>Historyk Emmanuel Ringielblum, kronikarz getta warszawskiego, 7 marca 1944 roku został stracony przez nazistów. Jego kroniki dowodzą, że głęboko wierzył w obowiązek etyczny niesienia świadectwa. Teraz, od nas zależy, czy zadziała uzdrowicielska cnota pamięci.</p>
<p><strong>Enzo Traverso</strong><br />
<strong><br />
Tłumaczenie: Paweł Michał Bartolik.</strong></p>
<p>Jest to piąty rozdział książki Understanding the Nazi Genocide. Marxism after Auschwitz, Pluto Press, 1999.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/09/dlug-powstanie-w-getcie-warszawskim/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przewodnik po polskim antysemityzmie</title>
		<link>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/przewodnik-po-polskim-antysemityzmie/</link>
		<comments>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/przewodnik-po-polskim-antysemityzmie/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 11:53:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>aneta</dc:creator>
				<category><![CDATA[Antysemityzm w Polsce]]></category>
		<category><![CDATA[Izrael]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.kampania-palestyna.pl/?p=671</guid>
		<description><![CDATA[Wydana w Bibliotece polskiej edycji miesięcznika Le Monde diplomatique książka Stefana Zgliczyńskiego pt. Antysemityzm po polsku doskonale trafia w zapotrzebowanie rynku. Kwestie stosunków polsko-żydowskich wciąż wywołują w naszym kraju wielkie emocje, a postawy antysemickie mniej lub bardziej jawnie nadal znajdują zwolenników i obrońców w głównym nurcie życia publicznego. Przykładem tej sytuacji była niedawna awantura, która [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wydana w Bibliotece polskiej edycji miesięcznika Le Monde diplomatique książka Stefana Zgliczyńskiego pt.<em> Antysemityzm po polsku</em> doskonale trafia w zapotrzebowanie rynku. Kwestie stosunków polsko-żydowskich wciąż wywołują w naszym kraju wielkie emocje, a postawy antysemickie mniej lub bardziej jawnie nadal znajdują zwolenników i obrońców w głównym nurcie życia publicznego. Przykładem tej sytuacji była niedawna awantura, która wybuchła po publikacji Strachu Jana Tomasza Grossa. Czytając i wsłuchując się w głosy krytyków Grossa, które zalały łamy największych gazet i mediów można się było zastanawiać jak to możliwe, że w środku Europy w 63 lata po Holokauście i w 40 lat po antyżydowskiej czystce roku ’68 ujawnianie prawdy o pogromach może wywołać oskarżenia o obrażanie czci narodu polskiego? Właśnie tutaj przydatna okazuje się krótka książeczka Zgliczyńskiego. Jej lektura pozwala zrozumieć fenomen polskiej ucieczki od ciemnych stron własnej przeszłości, a zarazem stanowi doskonałe uzupełnienie książki Grossa. Zgliczyński idzie jednak dalej niż autor Sąsiadów. Podczas gdy Gross skupia się na studiowaniu konkretnych przypadków antysemickiej przemocy w Polsce, Antysemityzm po polsku jest próbą opisania tytułowego zjawiska na szerszym tle historycznym. Zgliczyński sięga do genezy polskiego antysemityzmu i rekonstruuje rozwój jego nowoczesnej odmiany. Nie unika przy tym nazywania rzeczy po imieniu i wskazywania instytucji oraz sił politycznych, które ponoszą największą odpowiedzialność za szerzenie zwróconej przeciw Żydom nienawiści. Antysemityzm w ujęciu Zgliczyńskiego nie jest po prostu irracjonalnym przesądem czy polską skazą, którą wysysa się z mlekiem matki. Organizowanie nienawiści do Żydów (i w ogóle do obcych) było bardzo racjonalnym narzędziem budowania autorytarnego porządku politycznego. Korzystały z niego chętnie, i korzystają wciąż, zarówno władze religijne jak i świeckie. Przez całe wielki odwoływał się doń kościół katolicki, którego cierpliwej pracy propagandowej zawdzięczamy bogaty asortyment antysemickich stereotypów, nienawistnych fantazmatów i morderczych mitów nieraz wywodzonych wprost z tekstów Ewangelii. Ten wpływowy zestaw wyobrażeń stał się znakomitym budulcem dla bardziej nowoczesnych ideologii autorytarnych i szowinistycznych. W drugiej połowie XIX wieku przejęła go nacjonalistyczna prawica. Antysemityzm, obok antysocjalizmu, kolonialnego rasizmu i antyfeminizmu stał się ideologicznym fundamentem organizacji politycznych odwołujących się do haseł narodowych i rządów silnej ręki. Żydzi podobnie jak kolorowi, socjalistyczni robotnicy czy kobiety samym swym istnieniem zaprzeczali mitowi narodowej jedności w ramach autorytarnego państwa. Ukazywali wewnętrzne pęknięcia w obrębie państw narodowych – konflikty klasowe, rasowe, etniczne, kulturowe -  i jako tacy stanowili dla prawicy „kwestię do rozwiązania”. Zarazem jednak ich obecność stała się dla nacjonalistów pretekstem do negatywnej mobilizacji swoich zwolenników. Prawica znalazła sobie w Żydach wewnętrznego wroga, na którego można było zwalić odpowiedzialność za nędzę, nierówności, bezrobocie, wojny imperialistyczne i inne konsekwencje ekspansji kapitalizmu.<br />
Polską odmianą tej formacji ideologiczno-politycznej była rzecz jasna endecja (Narodowa Demokracja) założona przez Romana Dmowskiego, który dziś stał bohaterem III i IV RP. Od samego początku swego istnienia na przełomie XIX i XX wieku narodowcy umiejętnie łączyli kolaborację z caratem, antysocjalistyczny terroryzm i wezwania do rozwiązania kwestii żydowskiej. Ich polityczne sukcesy w okresie międzywojennym takie jak getto ławkowe, bojkot sklepów żydowskich, serie pogromów takie jak byłyby oczywiście niemożliwe gdyby nie gorliwe poparcie ze strony hierarchii kościelnej. Zgliczyński obficie cytuje wypowiedzi czołowych ideologów endecji nie tylko po to by wskazać historyczne źródła, z których biła nienawiść eksplodująca potem w masakrach w Jedwabnem, Radzikowie czy Kielcach. Autor Antysemityzmu po polsku zestawia klasyczne teksty Dmowskiego i spółki z wypowiedziami ich współczesnych spadkobierców – Macieja i Romana Giertychów, Ryszarda Bendera i innych. Przypomina, że upadek realnego socjalizmu otworzył pole dla odrodzenia skrajnej prawicy. Przede wszystkim jednak umożliwił rehabilitację endeckiej ideologii i jej karierę w głównym nurcie życia politycznego. Proces ten dokonywał się za pośrednictwem masy brunatnych wydawnictw propagowanych w przykościelnych księgarniach już od lat 80., ale też dzięki fali prawicowego rewizjonizmu historycznego (zwanego polityką historyczną), który demonizując komunizm jako główne zło XX-wiecznej historii doprowadził do faktycznej relatywizacji nazizmu i jego zbrodni. Deformacja zbiorowej pamięci uczyniła z Dmowskiego patrona warszawskiego ronda i właściciela okazałego pomnika w dzielnicy rządowej stolicy, a z antysemickich oddziałów NSZ robi bohaterów antykomunistycznej walki o niepodległość.</p>
<p>Cały wywód Zgliczyńskiego przekonuje, że faszyzm, nazizm i Holocaust nie wzięły się znikąd, że nie były jedynie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, ale konsekwencją długiego procesu – konsekwencją rozwoju prawicowych ideologii i odpowiadających im form władzy. Niebezpieczeństwo powrotu antysemityzmu wiąże się przede wszystkim z tym, że owe ideologie wcale nie zniknęły z życia społecznego Polski i innych krajów Europy. I nie chodzi tu tylko o marginalne grupki skinów uprawiających kult Adolfa Hitlera. Zagrożenie jest daleko poważniejsze. Dziś najgroźniejsi są neofaszyści w garniturach, którzy w czasie rządów PiS-u opanowali wiele ważnych stanowisk w administracji, państwowych instytucjach naukowych (takich jak IPN) i mediach publicznych. Wielu z nich jest tam w dalszym ciągu czego najlepszym dowodem nazista Piotr Farfał zasiadający w radzie nadzorczej TVP S.A.</p>
<p>Ofensywy w obronie honoru narodu polskiego podczas dyskusji o Jedwabnem  w 2000 r. oraz o Strachu w 2008 pokazały jak bardzo naiwnie brzmią próby sprowadzenia brunatnego zagrożenia do poziomu subkultury i politycznego marginesu. Okazuje się, że endecka wizja narodu podzielana jest przez czołówkę polityczną i publicystyczną naszego kraju. Aby się tym przekonać wystarczy przeczytać cytowane przez Zgliczyńskiego wypowiedzi Tomasza Strzembosza, Jarosława Kaczyńskiego, Bogusława Wolniewicza czy Janusza Kurtyki.<br />
Polskie elity uciekają od prawdy w nacjonalistyczny mit wedle którego nasza inteligencja i kościół a zatem prawdziwi depozytariusze idei narodu polskiego mają czyste ręce, żydów mordowali pozbawieni autorytetów chłopi, którzy na dodatek nie byli Polakami w sensie etycznym. Pierwszy z tych argumentów podniósł liberał Andrzej Friszke, drugi głosi prawicowiec Marek Jan Chodakiewicz. Tak oto dwóch historyków bardzo różnych orientacji połączyło wyobrażenie czystej wspólnoty prawdziwych Polaków skalanej przez jednostki (lub grupy) bez odpowiednich kwalifikacji moralnych.</p>
<p>Obraz antysemityzmu polskiej prawicy komplikuje dodatkowo aktualny kontekst polityczny. Dziś prawica (zarówno ta skrajna jak i umiarkowana) stara się nie być otwarcie antyżydowska. Coraz częściej legitymizuje się entuzjastycznym poparciem dla &#8230;Izraela. Nie osłabia to oczywiście jej antysemityzmu, przeciwnie proizraelskość jest świetnym alibi, za którym mogą rozkwitać stare rasistowskie stereotypy. Cóż z tego, że w roli Żydów występują obecnie muzułmańscy imigranci z Bliskiego Wschodu i Afryki północnej? W opinii prawicy zatruwają oni zdrowy organizm zachodnich społeczeństw zupełnie tak samo jak niegdyś czynili to wyznawcy judaizmu. Tam gdzie dawniej byli Żydzi dziś mogą być Palestyńczycy. Antysemityzm doby prewencyjnej wojny z terroryzmem to przede wszystkim antyarabizm, i antyislamizm. W takim antysemityzmie Izrael może odgrywać pozytywną rolę forpoczty białego Zachodu w morzu orientalnego barbarzyństwa. Peany jakie pod adresem polityki izraelskiej formułują liderzy polskiej prawicy Donald Tusk i Lech Kaczyński ukazują jak działa ten mechanizm. Tok myślenia wydaje się być następujący: „Poprzyjmy okupację Palestyny, a Jedwabne i Kielce będą nam wybaczone.” Ci sami, którzy bronią honoru narodu zagrożonego przez publikacje Grossa piętnują solidarność z Palestyńczykami jako objaw antysemityzmu. Zgliczyński ukazuje całą obłudę i fałsz takiego myślenia. Dowodzi, że w gruncie rzeczy jest ono potwierdzeniem antysemityzmu, który był przecież niczym innym jak nienawiścią do słabych, wyzutych z ziemi i państwa narodowego. Dziś w takiej sytuacji znajdują się zarówno imigranci, uchodźcy jak i okupowani Palestyńczycy. Dlatego proizraelscy entuzjaści polityki okupacji i apartheidu, podobnie jak zwolennicy hasła „zderzenia cywilizacji” zasługują na miano prawdziwych antysemitów naszych czasów.</p>
<p>Książka Zgliczyńskiego mówi tu coś, co lewica na zachodzie zrozumiała już dawno. Mianowicie, że autentyczna pamięć o ofiarach antysemityzmu winna polegać na poważnym potraktowaniu zasady „nigdy więcej”, a zatem zobowiązuje także do solidarności z ofiarami okupacyjnej przemocy na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy. Być przeciwko antysemityzmowi, to także przeciwstawiać się izraelskiej okupacji. To łączyć obowiązek solidarności z żydowskimi ofiarami antysemityzmu z obowiązkiem krytyki agresywnych poczynań władz Izraela. Wybitny amerykański socjolog Norman Birnbaum ujął to następująco: „jeśli Europejczycy na serio traktują swoją odpowiedzialność za Holocaust, powinni powstrzymać Izrael przed rozkręcaniem przemocy”.</p>
<p>Krótka książeczka Zgliczyńskiego to lektura obowiązkowa. Jej waga polega na tym, że łamie kilka bardzo groźnych tabu, które ukształtowały się w pisaniu i myśleniu o antysemityzmie w naszym kraju. Po pierwsze autor odrzuca mit dobrej elity i ciemnego ludu – pokazuje, że źródeł antysemityzmu szukać trzeba w kościele i prawicowych elitach politycznych oraz intelektualnych. Po drugie odrzuca tezę jakoby antysemityzm był zjawiskiem marginalnym – pokazuje, że wizje świata, których był integralną częścią mają się znakomicie a ich wyznawcy świetnie odnajdują się w demokratycznym establiszmencie, mediach czy urzędach publicznych. Po trzecie odrzuca założenie, że antysemityzm jest czymś zewnętrznym wobec społeczeństwa burżuazyjnego – pokazuje, że stanowi on istotny element tożsamości polskiej prawicy i kościoła katolickiego. Po czwarte wreszcie odrzuca redukowanie antysemityzmu do kwestii historycznej – pokazuje, że zmodernizowane postacie „posądzania Żydów” a szerzej „posądzania innych” ciągle stanowią mechanizm mobilizacji zwolenników prawicy czego najlepszym dowodem są histerie antyimigranckie i antyarabskie rozkręcane w ramach wojny z terroryzmem.<br />
W takim świetle tytułowy antysemityzm po polsku stanowi problem, którego nie da się rozwiązać żadną deklaracją ani zadośćuczynieniem (choć oczywiście są one konieczne). Jest bowiem problemem odradzającym się wciąż w nowych przebraniach, wypływającym na powierzchnię zawsze gdy w polityce pojawia się straszak w postaci „Innego”, który rzekomo zagraża narodowej jedności przez sam fakt, że jest wśród nas.</p>
<p><strong>Lena Napierska</strong></p>
<p>Stefan Zgliczyński, Antysemityzm po polsku, wyd. Książka i Prasa (seria Biblioteka Le Monde diplomatique), Warszawa 2008, s. 141, cena 20 zł.<br />
Książkę można zamówić w wydawnictwie Książka i Prasa, ul. Twarda 60, 00-818 Warszawa, tel. 022-624-17-27, 022-625-36-26</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.kampania-palestyna.pl/index.php/2010/02/08/przewodnik-po-polskim-antysemityzmie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

