Abbas gra na czas

Abbas gra na czas

Żydowscy osadnicy na Zachodnim Brzegu Jordanu znów budują. Jednak rokowania pokojowe odbywają się w dalszym ciągu. Palestyński prezydent Mahmud Abbas potrzebuje bowiem przychylności ze strony USA.

Mahmud Abbas gra na czas: Palestyński prezydent chce zdecydować dopiero po rozmowach ze swoją partią PLO i Ligą Arabską w przyszły poniedziałek, czy przerwie rokowania pokojowe rozpoczęte przed trzema tygodniami. Bowiem żydowscy osadnicy znów budują. W minionych tygodniach Abbas powtórnie groził, że nie będzie uczestniczył „ani jednego dnia dłużej” w rozmowach pokojowych, jeśli ponownie pozwoli się osadnikom przejąć inicjatywę na terytorium palestyńskim.

Poprzez swoja zapowiedź pozostawienia decyzji innym, a mianowicie 22 szefom państw arabskich należących do Ligii, Abbas wystawił się na krytykę. W Palestynie i tak pomawia się go o to, że jest człowiekiem bez kręgosłupa. Jeszcze w niedzielę Abbas wygrażał, że Izrael musi wybrać między „pokojem a osiedlami”. Jednak gdy palestyński szef nie wyciągnął natychmiastowych konsekwencji, Jerozolima nie widziała żadnego powodu, by nie podejmować decyzji. Abbas dowiódł Izraelowi, że przydaje się jedynie do pustych gróźb.

To, czego krytycy Abbasa lub obecnie triumfujący Izraelczycy nie widzą: Grając na czas, zapewnił sobie uwagę USA. Palestyńczycy potrzebują bowiem asekuracji ze strony Waszyngtonu, jeśli chcą widzieć spełnionymi choćby cząstki swoich żądań. Jedynie pod ogromną presją Waszyngtonu premier Izraela Benjamin Netanjahu przeforsował w listopadzie ubiegłego roku trwające dziesięć miesięcy spowolnienie prowadzonych przez Żydów prac budowlanych na Zachodnim Brzegu. Wprawdzie ta decyzja została ostro skrytykowana przez Palestyńczyków, gdyż nie dotyczyła ani struktur będących już w budowie, ani palestyńskiej wschodniej części Jerozolimy. Jednak to, że w ogóle doszło do zakazu budowy, było sukcesem, który Abbas mógł odnieść jedynie z pomocą USA. Jeśli nadal chce coś ugrać, musi pozostać nastawiony przyjaźnie do USA. W dodatku Palestyńskie Władze Narodowe dużą część swych pieniędzy pobierają od Amerykanów.

Od początku rozmów pokojowych rozpoczętych we wrześniu, do których obok USA mocno włączyli się również Europejczycy, chodzi przede wszystkim o to, czy będą mogły być one kontynuowane. Dlatego tematy takie jak granice przyszłego państwa Palestyna, czy status Jerozolimy, do której roszczą sobie prawo obie strony lub prawo do powrotu uchodźców palestyńskich do swojej ojczyzny nie były dotąd omawiane.


Gorączkowe rozmowy telefoniczne między Jerozolimą, Waszyngtonem i Ramallah

W poniedziałek do wczesnych godzin porannych telefonowano gorączkowo między Jerozolimą, Waszyngtonem i Ramallah, aby zagwarantować kontynuację rokowań. Jak doniosła liberalno-lewicowa gazeta „Haaretz”, Netanjahu rozmawiał dwukrotnie z Minister Spraw Zagranicznych USA Hillary Clinton i zapewniał ją, że Izrael jest bardzo zainteresowany tym, by nadal pozostać w ścisłym kontakcie z Palestyńczykami. Tak więc zaledwie minuty po upływie terminu częściowego zakazu budowy premier zaapelował też do Abbasa, aby kontynuować „dobre i szczere rozmowy”. Tak mogłoby zostać  osiągnięte „historyczne zawarcie pokoju” między obydwoma narodami.

Natomiast Abbas otrzymał w poniedziałek wsparcie ze strony prezydenta Francji Nicolasa Sarkoziego. Szef Pól Elizejskich ponownie zażądał zakończenia budowy izraelskich osiedli. Sarkozy zawsze ostrzega przed tym, że rozwlekłe rokowania pokojowe na Bliskim Wschodzie są pożywką dla wszelkiego rodzaju ekstremizmu.

Także USA kontynuują swoje starania, by ratować rokowania pokojowe. Jak poinformowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych USA, amerykański specjalny wysłannik na Bliski Wschód George Mitchell chciał wyruszyć w poniedziałkowy wieczór z Waszyngtonu i spotkać się z izraelskimi i palestyńskimi negocjatorami. Waszyngton ostentacyjnie pochwalił Abbasa za jego „powściągliwość” po wygaśnięciu moratorium. Jednocześnie rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych USA Philip Crowley wyraził rozczarowanie tym, że rząd izraelski pozwolił na wygaśnięcie w nocy na poniedziałek trwającego dziesięć miesięcy moratorium.

Tymczasem w żydowskich osiedlach na Zachodnim Brzegu Jordanu ponownie uruchomiono koparki. Jedną z pierwszych komun, która znów rozpoczęła budowę, była Revava – Wieś Tysiąca Dusz, położona na północy palestyńskich terenów okupowanych przez Izrael. Niemal jeszcze raz tyle osób przybyło w weekend, aby świętować przy popcornie i pieczonej kiełbasie wraz z mieszkańcami zakończenie zakazu budowy: Mieszkańcy sąsiednich wsi, żydowscy aktywiści z Izraela, ale także duże grupy chrześcijan związanych z fundamentalistycznym ewangelicyzmem oraz grupy proizraelskich chrześcijan z Chin i Singapuru chciały być przy tym, gdy wylewano fundamenty pod nowe domy jednorodzinne.
Osadnicy już planują 2 tysiące nowych mieszkań

„To jest koniec trwającej dziesięć miesięcy niesprawiedliwości”, krzyczał do tłumu Członek Knesetu Danny Danon. W izraelskim parlamencie jest on jedną z najbardziej prominentnych osób wspierających ruch osadników. Jego obecność w Revava przypominała o tym, że sam Netanjahu znajduje się we własnej partii pod ogromną presją, aby nie przedłużać zakazu budowy: Danon jest deputowanym należącej do premiera partii Likud. Poprzez swoje wystąpienie przed osadnikami Danon świadomie odmówił posłuszeństwa swojemu szefowi partii i rządu. Netanjahu nakłaniał polityków i osadników, aby do czasu wygaśnięcia moratorium na budowę osiedli wstrzymali się ze świętowaniem zwycięstwa, a tym samym aby nie irytowali Palestyńczyków i USA i jeszcze bardziej nie zagrażali rokowaniom pokojowym. Jeszcze w sobotni wieczór zadzwonił osobiście do Danona, aby prosić go, by nie dolewał jeszcze więcej oliwy do ognia. Bezskutecznie.

Żydowscy osadnicy planują wybudowanie w przyszłych miesiącach 2 tysięcy domów i mieszkań. Na 600 z nich już istnieją pozwolenia budowlane. Jednak mimo panującej w tych dniach atmosfery przełomu, którą się popisywano, także osadnicy wiedzą, że ich działalność nastawiona na ekspansję ma granice, dopóki kontynuacja rokowań pokojowych nie jest jasna. Obecnie banki i firmy budowlane zwlekają bowiem z udzielaniem kredytów i przyjmowaniem zleceń. Obawiają się, że nowe projekty mogłyby zostać wstrzymane, jeśli USA będą mogły postawić na swoim w kwestii swoich żądań skierowanych do  Izraela i zmusić Netanjahu do wprowadzenia ponownego zakazu budowy.

„Abbas powinien jednak wycofać się z rozmów”, taką nadzieję żywił jeden z osadników z Revava. Jeśli najpierw poniósłby klęskę proces pokojowy, to prezydent USA Obama nie wtrącałby się w izraelskie sprawy, stwierdził. „A wtedy możemy tu znów robić, co chcemy”. Zapewne jest to dokładnie to, czemu Abbas chciał przeszkodzić.

Ulrike Putz, Jerozolima

Oryginalna wersja powyższego artykułu w języku niemieckim ukazała się 27.09.2010 r. na stronie internetowej  http://www.spiegel.de/ .

tłum. Joanna Podsiadła